To odczuwam, kiedy myślę o rozpoczynającym się właśnie roku szkolnym. Czy pandemiczny czas ma tu jakieś znaczenie? Sama nie wiem, raczej nie. My nauczyciele doskonale wiemy, że co jakiś czas zmieniają się trendy w metodach nauczania, na szczęście nie z każdym sezonem, jak w świecie mody, ale jednak co kilka lat pojawiają się naukowe opracowania autorytetów w dziedzinie metodyki nauczania. Regularnie szkolą nas, jak powinniśmy pracować, by dziecko skutecznie przyswoiło wiedzę i nabyło umiejętności. Nieoficjalnie doszkalają nas też niektórzy rodzice, ale o tym już pisałam w kilku poprzednich tekstach 😉. Dziś dajmy rodzicom spokój.

Czytaj dalej

 

    Tak mnie te Internety nagabują podczas urlopowego wypoczynku, podrzucają newsy o nowych politycznych zawieruchach, aferach finansowych, a ja to wszystko ignoruję, bo….wypoczywam. Internety się nie poddają, o nie. Kierują w moją stronę ostrą artylerię w postaci informacji wprost z Ministerstwa Edukacji Narodowej. O tak! Tu mnie mają. Wszak MEN to moi przełożeni z tej najwyższej półki (bynajmniej nie chodzi o jakość), sami bogowie, których kaprysy i wymysły kładą się cieniem i chaosem na realiach pracy tysięcy nauczycieli. No to czytam i z każdym zdaniem znika moja pewność, że JA JEDNAK NADAL CHCĘ UCZYĆ.Czytaj dalej

       Nie wiem, jak to się stało, ale czas pandemii i zdalnego nauczania zbliżył mnie jak nigdy z niektórymi rodzicami i uczniami. Też tak macie moi znajomi z belferskiego świata?

Co za paradoks, od kilku miesięcy siedzę w domu, nagrywam lekcje na YT, rozmawiam z dziećmi tylko poprzez błękitną poświatę cyfrowych pikseli lub komunikując się za pomocą poczty elektronicznej. Nie widzimy się, nie czytamy emocji ze swoich twarzy, oczu, mimiki, gestów. Bałam się i cały czas się boję, że ten dziwny czas odsunie mnie od nich całkowicie, stracimy więź, wypadniemy z rytmu swojej wzajemnej codzienności. Niestety w przypadku niektórych dzieci tak się stało, oni mi powoli znikali, traciłam ich z lekcji na lekcję, z wiadomości na wiadomość, przestały dochodzić do mnie zadania, komentarze, niekiedy interwencja telefoniczna dawała efekt, ale czasem…rozbijałam się o ciszę lub rodzinne tragedie tych małych ludzi.

Czytaj dalej

         Dostałam kilkanaście maili od czytelników (jakie to dziwne, że się ma czytelników, którzy czekają), prosili, żebym się odniosła do obecnej sytuacji w edukacji. Żebym zabrała głos w sprawie zdalnego nauczania, które nagle na nas spadło. Niektórzy moi znajomi też mnie pytali, dlaczego o tym nie napiszę. Dlaczego nie utrę nosa tym, którzy teraz wylewają w Internetach morze hejtu na blefrów, bo te lenie śmierdzące znów nic nie robią, a kasę dostają.

Moje milczenie w tej sprawie najpierw wynikało z zagubienia. Pandemia, zamknięcie szkół, kolejne pomysły, nakazy i zakazy, zalecenia w sprawie nauczania, sprzeczne oczekiwania rodziców (jedni chcą każdą lekcję na żywo, inni się absolutnie na to nie godzą)kolejne pomysły realizacji tego nauczania, Temasy, Meatsy, Google Classroomy, Librusy, Zoomy, dziesiątki pomysłów, dyskusji…..jak to robić? Jak zadowolić wszystkich i samemu nie zwariować? Ile to potrwa? Co myślą o tym same dzieci?

Czytaj dalej

Czemu nie ma nowych tekstów? Dlaczego milczysz? Napisz coś! Takich głosów trochę wokół mnie jest. Dopytują też nauczyciele z różnych szkół. Siadam zatem do komputera i spieszę krótko wyjaśnić…

Narasta we mnie ogromna frustracja z powodu tego, co dzieje się z moim pokoleniem, pokoleniem rodziców. Jestem jednym z nich, mam syna w klasie pierwszej. Jakoś się to wszystko kręci, czasem lepiej, czasem gorzej i jako rodzic żadnej wielkiej rewolucji w związku z pójściem dziecka do szkoły nie przeżywam. Jako nauczyciel…. przeżywam.

Tak się zastanawiam, czy już doszliśmy do granicy absurdu, czy jeszcze nie?

            Jedno wiem na pewno, dzisiejszych rodziców małych dzieci mają dość nauczyciele, lekarze pediatrzy, restauratorzy i hotelarze, obsługa sklepów, personel pokładowy samolotów… i jeszcze wielu mogłabym tu wymienić.

ONI WSZYSCY MAJĄ NAS DOŚĆ, NAS RODZICÓW WIELBIĄCYCH SWOJE DZIECI, WIEDZĄCYCH WSZYSTKO NAJLEPIEJ, ROSZCZENIOWYCH I NIEKIEDY BEZCZELNYCH!

Czytaj dalej

          Ograny temat- dzisiejsze dzieci są uzależnione od technologii. No są. Nie da się ukryć. Wiem, że teraz zaangażowane i świadome mamy słodkich szkrabów do lat ok. 4 podniosą alarm, że one zadbały o wychowanie „bezekranowe”. Wierzę i chylę czoła. Sama minimalizowałam i nie było u mnie opcji niemowlaka z tabletem, czy telefonem w dłoniach.

Czytaj dalej

 

       Takich dyskusji była już masa. Co nam wolno w tzw. prywatnym czasie, a czego nie? Czy w miejscu publicznym jesteśmy bardziej nauczycielem, czy raczej Ewą, Piotrem i Basią? Ja zawsze głośno krzyczę, że po godzinach pracy mogę robić, co mi się podoba i nikomu nic do tego.

Hmmm

No i co myślisz? Mylę się?

Ostatnie dni trochę utarły mi nosa w owej kwestii 😊. Już chce mi się głośno śmiać, bo aspekt komiczny pewnych sytuacji jest niewątpliwy, z drugiej strony takie chwile dają mocno do myślenia. Czy ja tak chcę? Czy ja chcę bywać osobą publiczną w najmniej sprzyjającym momencie?

Streszczę krótko, cóż mi się zdarzyło.

Czytaj dalej

     Nikt nas nie uczył na studiach, jak, patrząc w oczy dziecku choremu na raka, tłumaczyć odmianę rzeczownika przez przypadki.

Nikt nas nie uczył, jak rozmawiać z rodzicem, który sam ze sobą sobie nie radzi, którego zagubienie sięga dna poczucia bezsilności. Rodzicem, który nieświadomie nakłada maskę agresora i walczy…z nami, z systemem, z władzą, z procedurą, wreszcie z własnymi lękami i ograniczeniami.

Nikt nam nie mówił, że będziemy leżeć nocą i myśleć o uczniu, o jego życiu, które tak dalekie jest od naszego. Że czasem będziemy się bać… o jego bezpieczeństwo. Najmniej ważne będzie, czy pokaże nam następnego dnia zadanie domowe, ważne, że nie będzie miał oczu spuchniętych od wielogodzinnego płaczu.

Była dydaktyka i psychologia rozwoju dziecka, niewiele to miało wspólnego z światem, w którym orbituję od 17 lat.

Czytaj dalej

    Po pierwsze, to nie ma takiego przedmiotu. Jest nieobowiązkowy przedmiot, którego nazwa brzmi „Wychowanie do życia w rodzinie”. Serio! Mam znajomych, którzy nie wiedzą, zatem tłumaczę. Są tam realizowane bloki tematyczne, także te dotyczące seksualności, fizjologicznej różnicy płci, dojrzewania płciowego itp.

Tak się zastanawiam, dlaczego miałoby to być zakazane, wycofane, czy jakikolwiek edukator seksualny miałby być obarczony winą i karą? O co ten hałas, dyskusje, wzajemnie oskarżenia i siermiężny lament, skoro to nawet nie jest dziś obowiązkowe?

My rodzice, mamy masę dylematów związanych z wychowaniem swoich pociech, to dobrze o nas świadczy. Kwestie związane z intymnością są delikatne, trudne i oddalamy je w czasie, jak tylko się da.

Znów mówię dziś do Was Rodzice ?.

Poniżej przedstawię ważne moim zdaniem powody, dlaczego edukacja seksualna w szkołach jest potrzebna. Opieram się na pewnych faktach z moich doświadczeń zawodowych, rozmów, obserwacji, korespondencji moich nastoletnich wychowanków, z którą sami do mnie nie raz przychodzili, szukając pomocy i wsparcia.

Czytaj dalej

         Jest wielka akcja społeczna- dzieci są przemęczone, program przeładowany, zadania domowe za długie i zbyt wymagające, lekcji za dużo, godziny nie takie i wiele innych. Z niektórymi z tych stwierdzeń trudno się nie zgodzić, znacie moje zdanie na temat tragedii podwójnego rocznika i nieetycznie późnych godzinach lekcji w niektórych szkołach ponadpodstawowych. Wiecie też, jeśli mnie czytacie dłużej, że nie jestem fanką czasochłonnych, trudnych zadań domowych, które potem gremialnie robi cała rodzina. Podstawy programowe są niezbyt przemyślane, dzieciom ładuje się do głów masę rzeczy zbędnych, zamiast położyć większy nacisk na kompetencje miękkie i społeczne- bo to największy deficyt obecnych cyber dzieciaków.

Czytaj dalej