Dla mnie zima i śnieg mają sens tylko do pierwszych dni stycznia, potem natychmiast powinna przyjść wiosna, gwałtowne ocieplenie za oknem i w duszy. Styczeń to miesiąc, którego nigdy nie lubiłam, który ciągnie się jak przysłowiowa guma w majtach i nic ciekawego ze sobą nie niesie. Są wokół mnie miłośnicy sportów zimowych, zakochani w zimowym łażeniu po górach i uwielbiający aktywność na mrozie… ja do nich absolutnie nie należę. Taaaaaaka okropna ze mnie niedźwiedzica, która uwielbia siedzieć pod kocem i pić herbatę z imbirem, ewentualnie biesiadować z przyjaciółmi w karczmie z grzanym winem w dłoni. Koniec… to wszystko, co mi się chce zimową porą, tak już mam.

Czytaj dalej

              „Chcesz pokoju, gotuj się do wojny” to stare, łacińskie powiedzenie dudni mi w głowie od dnia 11 listopada. Widzę pochody rozwścieczonych, w większości młodych ludzi z radykalnymi hasłami na ustach i na wielkich transparentach. Widzę ich przeciwników, równie rozjuszonych i gotowych skakać ludziom do oczu. W mediach masa zdjęć- ogolony na łyso osiłek pluje starszej  kobiecie w twarz, policja wlecze po ziemi jakieś osoby, jakaś kobieta stoi na czymś wysokim i w niemym krzyku, z uniesionymi ramionami patrzy nienawistnie w dal. W tle tego wszystkiego wypowiedzi polityków rozmaitych opcji, sprzeczne wobec siebie interpretacje w różnych stacjach telewizyjnych. „Patrioci świętowali w radosnym pochodzie, wraz z rodzinami uczcili narodowe święto”- „Największy w Europie faszystowski pochód przeszedł ulicami Warszawy”. Patrzę, słucham i nie wiem. Jakieś odrętwienie mnie dopada i sprzeczne myśli wirują w głowie.

Czytaj dalej

               Kiedyś często mówiło się, że globalna sieć jest oknem na świat, szansą na bycie gdzie się chce, kiedy się chce i z kim się chce. Każdy z nas ma dostęp do nieograniczonych możliwości i tylko od nas zależy, czy cyberprzestrzeń będzie miejscem marnowania czasu, dobrej rozrywki, czy może jednak polem do pomnażania cyferek na koncie. Możesz próbować być dziennikarzem, przedsiębiorcą, ekspertem, pisarzem, celebrytą, animatorem czasu wolnego setek tysięcy internautów. Możesz też wyładować frustrację i bezkarnie wylewać pomyje na innych ludzi, wdawać się w słowne utarczki, obrażać, udowadniać wyższość swojego IQ, prześladować, nękać itd. Tyle, aż tyle możliwości daje ten magiczny twór na literkę „i”.

Czytaj dalej

               Myślę, że takie pytanie zadaje sobie teraz wiele kobiet na całym świecie. Akcja w mediach społecznościowych urosła do niebotycznych rozmiarów, a kobiety masowo publikują wpisy z hashtagiem #MeToo, co oznacza, że one też padły ofiarą molestowania seksualnego. Długo starałam się o tym nie myśleć i nie miałam zamiaru o tym pisać, ale się nie da. Te wpisy są wszędzie, zalały już nie tylko FB, ale wszelkie portale internetowe, media mainstreamowe wszelkiej maści i obawiam się, że jak wyjmę rano twarożek z lodówki, to na jego opakowaniu będzie opisana kolejna historia molestowania jakiejś mojej rodaczki.

Czytaj dalej

               Moi czwartoklasiści kochani oddają mi projekt reklamy społecznej, który mieli przygotować w domu i z każdą pracą gały coraz bardziej wychodzą mi z orbit. To, że takie maluchy to pomysłowe bestie, wiedziałam nie od dziś, ale że takie pracowite, precyzyjne, perfekcyjne w wykonaniu, hmmmm. Przy którejś pracy nie wytrzymałam, jednym z jej elementów były ogromne płuca wykonane metodą doklejania do kartki tysięcy maleńkich, zwiniętych w kuleczkę kawałków bibuły. Nie wytrzymałam i zapytałam z powagą- kto to robił? Dziewczynka zwiesiła głowę (jakby dziecko czuło, że tu coś jest nie tak) i z powagą przyznała, że mama. Pięknie, mamy moich uczniów mają w cholerę czasu wolnego- myślę sobie.

Czytaj dalej

 

Trwa sobie lekcja w najlepsze, podchodzi uczeń, nagle, z miną niewyraźną i szepcze mi wprost do ucha- proszę pani, ja w sali matematycznej zostawiłem bluzę, ja muszę tam iść, nie mogę jej zgubić. Rzeczony uczeń ma wypieki, oddycha głęboko i szybko, zatem sprawa jest poważna. Chcąc zapobiec tragedii, wypuszczam delikwenta z sali na poszukiwania zagubionego odzienia.

Wraca po kilku minutach, w dłoni trzyma jakby szarą, sportową bluzę, ale ma jeszcze coś- wyraz zagubienia i przerażenia na twarzy. Znów podchodzi i wprost do mego ucha płyną słowa- proszę pani, to moja bluza, ale ona jest za mała, o jakieś dwa rozmiary, skurczyła się chyba.

W głowie galop myśli i wewnętrzna walka, jak tu nie wybuchnąć śmiechem, toż to dziecko ma poważny, prawdziwy kłopot, nie mogę go zlekceważyć.

Czytaj dalej

Kochani, moja amatorska, naiwna i moim zdaniem bardzo krucha w konstrukcji powieść cały czas zatacza nowe kręgi fabuły, teraz znacząco wyhamowałam. Nowy rok szkolny, małe wampiry energetyczne w ciele czwartoklasistów, wyzwania zawodowe i prywatne, to wszystko powoduje, że się zatracam w rytmie dnia codziennego, a wieczory mijają mi jak oka mgnienie, znacznie mniej piszę.

Piszecie w prywatnych wiadomościach, zaniepokojeni, czy będzie ciąg dalszy, a ja…. nie wiem, czy ujrzy światło dzienne. Niektórzy czytelnicy (o grozo) to moi znajomi, współpracownicy i też pytają, co dalej z losami moich bohaterów.

Czytaj dalej

              Rozmowa sprzed dwóch lat. Toaleta dla nauczycieli, stoimy przy umywalce… ja i moja koleżanka.

 

-Ewa,  ty w tym roku nie masz godzin dydaktycznych, ale ci dobrze, moje marzenie, tak odpoczniesz od tego sprawdzania, gadania głośno,

– to dlaczego tyle lat uczysz i nic nie zmieniłaś?

– a, to nie takie proste, musiałabym iść na jakieś studia, weekendy całe zarywać,

– ale przecież mogłaś to zrobić,

Czytaj dalej

            Siedzę, gapię się w kubek z parującą melisą i pustą kartkę, wirtualną oczywiście. Za dużo chciałabym napisać i pojawia się blokada.. od kilku dni nie potrafię napisać nic. Kończy się wrzesień, pierwszy miesiąc szkolnej rzeczywistości, zupełnie nowej rzeczywistości, a moje emocje grają na coraz wyższych tonach. W przeprowadzonej tyle co, ekspresowej reformie oświaty widzę coraz więcej kłamstw i ludzkiej krzywdy.

Będę operować konkretami, bo galop myśli nadal mnie blokuje, nadal mam problem z pisaniem.

Czytaj dalej

               No i jak co roku… przychodzi jesienna aura i krajobraz parków, placów zabaw, chodników jest jak po jakiejś dzieciodezynsekcji. 😉

Dziatwa dowożona i odwożona z przedszkoli spędza długie godziny na domowych atrakcjach- rysowanki, wyklejanki, bajkowe seanse w TV, laptopy, tablety, puzzle, gry planszowe itd. Nam też dobrze, bo w kubku paruje gorąca herbata, a my zawinięci w koc leniwie przesuwamy pionki po planszy w poczuciu rodzicielskiego obowiązku. Matko, jak cudownie, ja też to kocham ;).

Deszczowa jesień to raj dla „leniwego” rodzica, nie trzeba się uganiać za kilkulatkiem szalejącym na rowerze, hulajnodze, nie trzeba cierpieć katuszy na placach zabaw i udawać, że konwersacja z inną mamą, to czysta przyjemność. Nie trzeba też ciągać dzieciaka na sankach, ani turlać się z nim ze śnieżnej góry.  Ufffff.

Czytaj dalej