Wracamy! Mam nadzieję, że wracamy! Niestety jeszcze do szkoły z maseczkami, obostrzeniami, strefami izolacji. Zasłonięte pół twarzy buduje dystans, nie widzimy emocji, słyszymy tylko stłumiony głos. Jedynym lustrem tego, co czujemy, są oczy. Co zobaczę w oczach moich uczniów? Co oni zobaczą w moich?

Czytaj dalej

              Powiem Wam, że nigdy się nie spodziewałam, iż kiedyś nadejdzie taki czas…..urodzaju w tematy na bloga o profilu belferskim. Matko i córko, co to za szaleństwo trwa od roku, no bo ja (wy na pewno też) nawet bym czegoś takiego nie wyśniła. No i w tym właśnie czasie wielkiego urodzaju, mnie (swego czasu już dość poczytnej blogerce belferskiej) zupełnie ode chciało się odzywać. Oczywiście byłoby o czym, oj byłoby. Momentami jestem jak wielki gar z buzującą w środku cieczą, ulewa mi się to tu, to tam. Innym razem leżę, patrzę w sufit i rozmyślam, co jeszcze z mojej pracy zostało w stosownej normie, a co już przybrało kuriozalne formy. Nie będę zaglądać tu razem z wami do tego gara, nie ma co rozmyślać o minionym roku zbyt wiele. Nic to nie da, ja mogę gdybać, a efekty będą, jakie będą.

Czytaj dalej

    To odczuwam, kiedy myślę o rozpoczynającym się właśnie roku szkolnym. Czy pandemiczny czas ma tu jakieś znaczenie? Sama nie wiem, raczej nie. My nauczyciele doskonale wiemy, że co jakiś czas zmieniają się trendy w metodach nauczania, na szczęście nie z każdym sezonem, jak w świecie mody, ale jednak co kilka lat pojawiają się naukowe opracowania autorytetów w dziedzinie metodyki nauczania. Regularnie szkolą nas, jak powinniśmy pracować, by dziecko skutecznie przyswoiło wiedzę i nabyło umiejętności. Nieoficjalnie doszkalają nas też niektórzy rodzice, ale o tym już pisałam w kilku poprzednich tekstach 😉. Dziś dajmy rodzicom spokój.

Czytaj dalej

 

    Tak mnie te Internety nagabują podczas urlopowego wypoczynku, podrzucają newsy o nowych politycznych zawieruchach, aferach finansowych, a ja to wszystko ignoruję, bo….wypoczywam. Internety się nie poddają, o nie. Kierują w moją stronę ostrą artylerię w postaci informacji wprost z Ministerstwa Edukacji Narodowej. O tak! Tu mnie mają. Wszak MEN to moi przełożeni z tej najwyższej półki (bynajmniej nie chodzi o jakość), sami bogowie, których kaprysy i wymysły kładą się cieniem i chaosem na realiach pracy tysięcy nauczycieli. No to czytam i z każdym zdaniem znika moja pewność, że JA JEDNAK NADAL CHCĘ UCZYĆ.Czytaj dalej

       Nie wiem, jak to się stało, ale czas pandemii i zdalnego nauczania zbliżył mnie jak nigdy z niektórymi rodzicami i uczniami. Też tak macie moi znajomi z belferskiego świata?

Co za paradoks, od kilku miesięcy siedzę w domu, nagrywam lekcje na YT, rozmawiam z dziećmi tylko poprzez błękitną poświatę cyfrowych pikseli lub komunikując się za pomocą poczty elektronicznej. Nie widzimy się, nie czytamy emocji ze swoich twarzy, oczu, mimiki, gestów. Bałam się i cały czas się boję, że ten dziwny czas odsunie mnie od nich całkowicie, stracimy więź, wypadniemy z rytmu swojej wzajemnej codzienności. Niestety w przypadku niektórych dzieci tak się stało, oni mi powoli znikali, traciłam ich z lekcji na lekcję, z wiadomości na wiadomość, przestały dochodzić do mnie zadania, komentarze, niekiedy interwencja telefoniczna dawała efekt, ale czasem…rozbijałam się o ciszę lub rodzinne tragedie tych małych ludzi.

Czytaj dalej

         Dostałam kilkanaście maili od czytelników (jakie to dziwne, że się ma czytelników, którzy czekają), prosili, żebym się odniosła do obecnej sytuacji w edukacji. Żebym zabrała głos w sprawie zdalnego nauczania, które nagle na nas spadło. Niektórzy moi znajomi też mnie pytali, dlaczego o tym nie napiszę. Dlaczego nie utrę nosa tym, którzy teraz wylewają w Internetach morze hejtu na blefrów, bo te lenie śmierdzące znów nic nie robią, a kasę dostają.

Moje milczenie w tej sprawie najpierw wynikało z zagubienia. Pandemia, zamknięcie szkół, kolejne pomysły, nakazy i zakazy, zalecenia w sprawie nauczania, sprzeczne oczekiwania rodziców (jedni chcą każdą lekcję na żywo, inni się absolutnie na to nie godzą)kolejne pomysły realizacji tego nauczania, Temasy, Meatsy, Google Classroomy, Librusy, Zoomy, dziesiątki pomysłów, dyskusji…..jak to robić? Jak zadowolić wszystkich i samemu nie zwariować? Ile to potrwa? Co myślą o tym same dzieci?

Czytaj dalej

Czemu nie ma nowych tekstów? Dlaczego milczysz? Napisz coś! Takich głosów trochę wokół mnie jest. Dopytują też nauczyciele z różnych szkół. Siadam zatem do komputera i spieszę krótko wyjaśnić…

Narasta we mnie ogromna frustracja z powodu tego, co dzieje się z moim pokoleniem, pokoleniem rodziców. Jestem jednym z nich, mam syna w klasie pierwszej. Jakoś się to wszystko kręci, czasem lepiej, czasem gorzej i jako rodzic żadnej wielkiej rewolucji w związku z pójściem dziecka do szkoły nie przeżywam. Jako nauczyciel…. przeżywam.

Tak się zastanawiam, czy już doszliśmy do granicy absurdu, czy jeszcze nie?

            Jedno wiem na pewno, dzisiejszych rodziców małych dzieci mają dość nauczyciele, lekarze pediatrzy, restauratorzy i hotelarze, obsługa sklepów, personel pokładowy samolotów… i jeszcze wielu mogłabym tu wymienić.

ONI WSZYSCY MAJĄ NAS DOŚĆ, NAS RODZICÓW WIELBIĄCYCH SWOJE DZIECI, WIEDZĄCYCH WSZYSTKO NAJLEPIEJ, ROSZCZENIOWYCH I NIEKIEDY BEZCZELNYCH!

Czytaj dalej

          Ograny temat- dzisiejsze dzieci są uzależnione od technologii. No są. Nie da się ukryć. Wiem, że teraz zaangażowane i świadome mamy słodkich szkrabów do lat ok. 4 podniosą alarm, że one zadbały o wychowanie „bezekranowe”. Wierzę i chylę czoła. Sama minimalizowałam i nie było u mnie opcji niemowlaka z tabletem, czy telefonem w dłoniach.

Czytaj dalej

 

       Takich dyskusji była już masa. Co nam wolno w tzw. prywatnym czasie, a czego nie? Czy w miejscu publicznym jesteśmy bardziej nauczycielem, czy raczej Ewą, Piotrem i Basią? Ja zawsze głośno krzyczę, że po godzinach pracy mogę robić, co mi się podoba i nikomu nic do tego.

Hmmm

No i co myślisz? Mylę się?

Ostatnie dni trochę utarły mi nosa w owej kwestii 😊. Już chce mi się głośno śmiać, bo aspekt komiczny pewnych sytuacji jest niewątpliwy, z drugiej strony takie chwile dają mocno do myślenia. Czy ja tak chcę? Czy ja chcę bywać osobą publiczną w najmniej sprzyjającym momencie?

Streszczę krótko, cóż mi się zdarzyło.

Czytaj dalej

     Nikt nas nie uczył na studiach, jak, patrząc w oczy dziecku choremu na raka, tłumaczyć odmianę rzeczownika przez przypadki.

Nikt nas nie uczył, jak rozmawiać z rodzicem, który sam ze sobą sobie nie radzi, którego zagubienie sięga dna poczucia bezsilności. Rodzicem, który nieświadomie nakłada maskę agresora i walczy…z nami, z systemem, z władzą, z procedurą, wreszcie z własnymi lękami i ograniczeniami.

Nikt nam nie mówił, że będziemy leżeć nocą i myśleć o uczniu, o jego życiu, które tak dalekie jest od naszego. Że czasem będziemy się bać… o jego bezpieczeństwo. Najmniej ważne będzie, czy pokaże nam następnego dnia zadanie domowe, ważne, że nie będzie miał oczu spuchniętych od wielogodzinnego płaczu.

Była dydaktyka i psychologia rozwoju dziecka, niewiele to miało wspólnego z światem, w którym orbituję od 17 lat.

Czytaj dalej