Czy o dumę tu chodzi?

 

252H

Od pewnego czasu ze wszech stron atakują mnie teksty, memy, zdjęcia które stanowią mniej lub bardziej zabawne porównanie naszego dzieciństwa (pokolenie 30, 40+) i dzieciństwa obecnych maluchów i tych trochę większych pociech.

Najczęściej z jednej strony zdjęcia jawi się ARKADIA umorusanych w błocie, wiszących na trzepakach i grających w klasy uśmiechniętych dzieciaków, z drugiej widzimy grupkę młodzieńców pochylonych nad smartfonem i tak bardzo pochłoniętych TAMTYM światem, że zdają się nie zauważać ani siebie nawzajem ani otaczającego ich piękna codzienności.

Zgadzam się, ten drugi obrazek faktycznie stanowi powszechny widok w otoczeniu. Zgadzam się też, że dzieci pochłonięte magią super technologii tracą umiejętność zachwytu nad przysłowiowym żuczkiem i biedronką, ja to wszystko wiem, tylko szlag mnie trafia, jak widzę zalewającą Internety falę memów, a pod nimi tylko pusty śmiech i pogarda „naszego” pokolenia względem dzisiejszych dzieci.

To są NASZE DZIECI, to będą NASZE WNUKI i to od nas zależy, w jakim stopniu postaramy się im pomóc żyć w tym dzisiejszym szaleństwie. No i jak stare porzekadło mówi „przykład dla tych najmłodszych idzie od rodziców”, czy nam się to podoba czy nie, to my jesteśmy tym pierwszym wzorem, przykładem tego jak, kiedy i w jakich ilościach korzystamy z komputera, smartfona, tabletu  itp.

Te myśli krążą w mojej głowie od długiego czasu, ale do wpisu zainspirowała mnie sytuacja, w której uczestniczyłam w tym tygodniu.

Ciepły, słoneczny dzień, duży plac zabaw na jednym z osiedli mojego miasta, ja trochę szukam cienia wśród ławek, trochę huśtam, kręcę na karuzeli….. i robię jeszcze kilka innych rzeczy typowych dla matki żywiołowego czterolatka, która przebywa w tymże (nielubianym przeze mnie zbytnio) przybytku dziecięcych uciech. Pod zjeżdżalnią siedzi grupka około 7, 8 letnich chłopców i wszyscy z zapamiętaniem wpatrują się w ekran smartfona, na którym jeden z nich prawdopodobnie gra.

Ot taki coraz bardziej powszechny i budzący coraz mniejsze zdziwienie sposób spędzania czasu na placu zabaw.

Jako, że udało mi się na dłuższą chwilę (dzięki dobrodziejstwu istnienia piaskownicy) przysiąść na ławce, po chwili zostałam wciągnięta w rozmowę z mamą jednego z zaabsorbowanych grą młodzieńców. Kobieta desperacko, co kilka minut nawoływała dzieci, by schowały telefony i zaczęły się bawić, oczywiście bez skutku….. zjeżdżalnia i drabinki mają wygrać ze światem wirtualnych cudów? „Helloł”, obudźmy się, nasze dzieci funkcjonują w innej rzeczywistości niż my w ich wieku, a ich mózgi przeszły ewolucyjną metamorfozę (najnowsze badania dowodzą, że zmieniły się rodzaje połączeń neuronowych odpowiedzialnych m.in. za umiejętność skupienia się na czytanym dłuższym tekście i rozumienia go w pełni).

Ta sama zatroskana mama cały czas trzymała w dłoniach swój telefon, sprawdzała coś, mówiła do mnie, patrząc w ekran. Tak Moi Drodzy…. nasze pokolenie zwariowało na punkcie Internetu i możliwości, które on daje. My też żywo funkcjonujemy w mediach społecznościowych, mamy masę aplikacji, które ułatwiają nam życie, gramy w gry, czytamy serwisy, wystawiamy opinie, szukamy rekomendacji, robimy zakupy. TAMTEN  świat to też duża część naszego świata.

Ja gorliwie wyznaję zasadę złotego środka i to, czego najbardziej nie lubię i unikam, to skrajności, fanatyzm, radykalizm w jakiejkolwiek dziedzinie. Korzystam z dobrodziejstw Internetu, mam swoje słabości, niekiedy żal do siebie, że ten zjadacz czasu za wiele mi go zabrał, ale staram się korygować błędy, które u siebie zauważę.

Punktem zwrotnym było dla mnie jedno zdanie wypowiedziane przez mojego syna- „Nie lubię Twojego telefonu”. Małe dziecko tak bardzo cieszy każda chwila spędzona z rodzicem, że wszystko, co mu tego rodzica „zabiera”, jest jego wrogiem. To jedno zdanie szybko skorygowało pewne moje przyzwyczajenia. Nie zabieram telefonu na spacer z dzieckiem, nie korzystam z niego podczas aktywnej zabawy z synem. Powoli wdrażam też inne postanowienia, ale nie o tym jest ten wpis.

Wracając do tematu …nie bądźmy hipokrytami, my rodzice, dziadkowie, wujkowie i ciocie. Czy naprawdę pozostało nam tylko puszenie się z powodu wspomnień dzieciństwa na trzepaku? Czy na pewno byśmy na nim radośnie wisieli, gdyby w zasięgu ręki był TEN świat?

Wymagamy od pokolenia dzisiejszych dzieci ogłady w sferze kontaktów ze światem wirtualnych mediów, właściwej hierarchii wartości, dobrze (w naszym pojęciu) uszeregowanych priorytetów, zdrowych nawyków, ogólnie pojętej świadomości na temat tego, co dobre dla naszej psychiki i naszego organizmu. To ogromne wymagania, tylko najpierw zweryfikujmy siebie, a raczej to, co widzą nasze dzieci.

  1. Wymagasz, by dziecko lubiło czytać książki, a kiedy ostatnio widziało Ciebie podczas tej czynności?
  2. Irytuje Cię, że Twoje dziecko stale jest „on Line”, chodzi z telefonem w kieszeni, zerka na ekran nawet podczas posiłku, a jak często Tobie zdarza się wyłączyć w domu telefon?
  3. Chciałbyś, by pociecha miała bogaty zasób słownictwa, umiała rozmawiać z ludźmi, a ile czasu w ciągu dnia poświęcasz na PRAWDZIWĄ ROZMOWĘ z córką lub synem?
  4. Uważasz, że dziecko, które podnosi głos na rodzica jest niegrzeczne, a jak często Tobie zdarza się krzyczeć w domu?
  5. Oczekujesz, że syn lub córka kupią w sklepiku szkolnym sałatkę zamiast słodkiej drożdżówki i wodę zamiast gazowanego napoju, a co jest w waszej lodówce?

Na koniec chyba to, co jest największym pragnieniem rodzica ….chcemy, by nasze dzieci były dobrymi, uczciwymi ludźmi, dla których wartości są ważniejsze od dóbr materialnych. Zważmy to u siebie, uczciwie, z ręką na sercu.

Żeby było jasne… te 5 punktów dotyczy też mnie. Punktuję przede wszystkim siebie.

To są NASZE dzieci i one będą takie, jak my, więc my bądźmy takimi ludźmi, na jakich chcielibyśmy ich wychować.

6 komentarzy

  1. Zgadzam się, chociaż nie mam dzieci, uważam , że od siebie powinniśmy zacząć a dopiero później wymagać od innych .
    Pozdrawiam – Kasia

    1. Witam serdecznie i dziękuję za komentarz.
      Myślę, że nie tylko o dzieci tu chodzi i nie tylko o nasze własne. Nasze pokolenie zwariowało na punkcie Internetu i jego narzędzi, a wielu z nas panicznie boi się do tego przyznać. Celebrujmy wspomnienia „dawnego” świata, jaki znamy, ale nie wymagajmy od tej nowej generacji ludzi, by byli tacy, jak my byśmy chcieli. Internet jest chyba jednym z najbardziej przełomowych kroków w dziejach ludzkości i trudno żeby nie miał wpływu na pokolenia, które przyszły na świat już w trakcie jego powszechnego użycia. Jedna z moich uczennic z pełną szczerością wypowiedziała zdanie „Gdybym urodziła się w czasach, gdy nie było Internetu, to nie wiem, czy umiałabym żyć. Rany, ja bym chyba popełniła samobójstwo”. Takie wyznanie mnie przeraziło, a jednocześnie uświadomiło mi, jaką wagę ma to narzędzie dla pokolenia młodych. Chyba jedyne, co możemy zrobić, to pokazywać młodym świat spoza multimediów, świat realny i jego uroki, ale nie powinniśmy się z nich śmiać ani drwić.
      Całuję mocno i pozdrawiam.

  2. Sama jestem już chyba uzależniona, a od roku, od kiedy mam smartfona, to już całkiem- pół dnia na necie. Ale potrafię się wyłączyć, najczęściej poza domem. Jednak na placu zabaw się nudzę i jeśli już muszę iść, to zaglądam do telefonu.
    Na szczęście Polka się nie interesuje, może ze dwa razy zagrała w jakąś grę i tyle. Woli pobiegać, bawić się lalkami.

    1. Izo to chyba mamy podobne podejście do placu zabaw, ja też się tam nudzę i telefon bywa wtedy zbawieniem. Ostatnio zabieram książkę, to mnie ratuje przed rozmowami ławeczkowych mam :).
      Pozdrawiam i dzięki za komentarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *