„Mamo, co to znaczy wartościowy?”

186HNie lubimy być oszukiwani…

               Poczucie irytacji pomieszane z rozżaleniem. To czuję, gdy pełna entuzjazmu kupię produkt, który w dość szybkim czasie okazuje się być… badziewiem. Coś odpada, coś się łamie, coś przestaje działać pomimo wymiany baterii. Piękna sukienka okazuje się być średniej jakości bawełnianym bublem, po kilku praniach zaczyna przypominać wysłużony wór pokutny. Tak, to jest nasza pokuta za ten cały szalony konsumpcjonizm, za zakupy w pośpiechu, za bylejakość wyborów, których dokonujemy jak zombie, w pogoni między jednym obowiązkiem a drugim.

Ja wiem, że rzeczy to TYLKO RZECZY, a liczą się czyny, myśli, sukcesy, emocje, talenty, uczucia… tylko te RZECZY nas otaczają, widzimy je, dotykamy, czujemy ich zapach, śpimy na nich, jemy na nich, nasze dzieci się nimi bawią. Materialny wymiar naszego codziennego i niecodziennego życia ma znaczenie.

Nie mam zamiaru przekonywać Cię, że musisz 90% dochodów wydać na luksusowe gadżety, w ogóle do niczego nikogo nie chcę przekonywać. Zwyczajnie przeraża mnie BYLEJAKOŚĆ naszego otoczenia. Siłą rzeczy musimy nabywać produkty, konsumować dobra, usługi, rozrywki, tylko dlaczego musimy przedzierać się przez gąszcz tandety, by wreszcie (przypadkiem lub świadomie) umiejscowić w swojej szafie, na półce, w torebce, w plecaku dziecka, na kuchennym stole Coś wartościowego?

Pytanie- co to znaczy wartościowe? Szukam odpowiedzi, bo pojęcie to zagościło od pewnego czasu w słowniku mojego czteroletniego syna. Oczywiście nie przypadkiem, bo dzieci mówią językiem i pojęciami rodziców, najbliższego otoczenia. W momencie, gdy to słowo wyszło z ust czterolatka, uświadomiłam sobie, że wychodzi ono zapewne regularnie z moich ust również.

No i EUREKA… szukam w życiu wartości, zwracam uwagę na jakość tego, co mnie otacza, co otacza moją rodzinę, co pomaga nam funkcjonować i organizować czas, także ten wolny.

Nie licz na to, że mam już jedyną, słuszną definicję bycia WARTOŚCIOWYM, nadal błądzę i miotam się, odpowiadając dziecku, co to właściwie znaczy.

Trenuję nieświadomie moją intuicję w tym zakresie.

Mądrzejsza byłam w dzieciństwie, sentymentalnie gładząc zdjęcia wnętrz w niemieckich katalogach Quelle lub wpatrując się godzinami w wystawę Pewexu czy Baltony. Dla dziecka z PRL-u wartościowe było to, co kolorowe, co z zachodu, co drogie, niedostępne.

Nie jesteśmy już dziećmi w PRL-u, otwórzmy oczy i nie sugerujmy się kolorami!

Nie wiem, czy chcę pisać o konkretnych elementach materialnego otoczenia człowieka. Nie wiem, czy chcę pisać o produktach. Na pewno nie dla przedmiotów powołałam do życia to miejsce.

Fascynuje mnie wpływ tego, co otacza człowieka, na jego życie, decyzje, poczucie własnej wartości.

Dbajmy o to, co widzą nasze oczy, czego dotyka nasza skóra, co biorą do rąk nasze dzieci.

Mamy na to wpływ!

 

4 komentarze

  1. co powiesz ,że nasi rodzice mieli pralkę 20 lat i m się nie psuła, a nasze sprzęty wytrzymują 5 lat i jak się kończy przedłużona gwarancja to często się psują. Co do ubrań często kupuje w lumpeksie markowe ubrania i nadają się dłużej do noszenia niż dzisiejsze szmaty z sieciówek. Uważam ,że można się dobrze ubrać bez wydawania dużych pieniędzy ale trzeba mieć smykałkę, ja mam fisia na punkcie butów i torebek!

    1. No bo niestety tak to jest, że jakoćś produktów jest coraz gorsza, producenci zmuszają nas do częstych zakupów. Z pralką nie wygrasz, ja się modlę, żeby moja 11 letnia prała kolejne 11 lat, bo jak wysiądzie, to będę zmuszona kupić taką działającą góra 3 lata :(.
      Co do ubrań ….. jak ja zazdroszczę ludziom, którzy mają umiejętność wyszukiwania w lumpeksie fajnych rzeczy. Ja mam chyba jakiś defekt w mózgu, wchodzę i widzę ciemność przed oczami. O jakości ubrań z lumpeksu wspomina autorka „Slow Fashion”, wskazując na świetny skład tkanin i unikatowość tego, co można w nich znaleźć. Zgadzam się też, że zamożność nie ma nic wspólnego z byciem fajnie, dobrze ubranym człowiekiem. Nasze mamy i babcie żyły w niełatwych czasach, w sklepach nie było nic, a one wielokroć wyglądały stylowo i pięknie.

      Pozdrawiam :).

  2. Czytając ten post miałam z tyłu głowy to powiedzenie, że my jesteśmy jeszcze z tych czasów, kiedy naprawialo się stare a nie od razu kupowało nowe (bo nie było możliwości kupienia). Dzisiaj kolory, różnorodność produktu i cena – wszystko dostepne i w zasięgu ręki. Niby wiem, że mogę naprawić, ale jednak mogę też kupić nowe, piękne, świeżutkie. Wiem też ze w ten sposób działa rynek i daję komuś pracę (afera zarowkowa z początku XX wieku), ale z drugiej strony (nie) fair trade (małe, zgrabne hinduskie paluszki dostaną 0.5% z kwoty, którą ja zapłacę). To są naprawdę trudne wybory.

    1. Bardzo trudne. Podoba mi się, że z taką refleksją podchodzisz do tego, co czytasz.
      Komentarz z pazurem i dający pole do dyskusji.
      Lubię to 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *