O Matko! Jestem modową i urodową ignorantką. ;)

20160814_173348               Lubię czytać i są to głównie powieści, niekiedy sięgam po poezję, ale w ostatnim czasie spłynęła na mnie fala poradnikowych podarunków. Nie, żebym się nie cieszyła, tylko obawiam się ukrytej intencji takich prezentów.

Weźmy tytuł „Elementarz stylu” ….. no babo, ogarnij się i zadbaj o swoją szafę- taki ukryty komunikat można odczytać. Prawda jest taka, że to moja interpretacja i tylko moja, ale gdy zajrzę do szafy, komody i jeszcze kilku pudel, to jest ona jak najbardziej słuszna ;).

Po lekturze dwóch naprawdę ciekawych i inspirujących pozycji poradnikowych moją garderobę podsumowałabym tak: pstrokato, jakościowo średnio, bez pomysłu. Wyłania się tu obraz mnie, która bez większego polotu i entuzjazmu wyjmuje z szafy spodnie, sweter lub sukienkę i układa wieczorem na oparciu fotela, by rano nie zaprzątać sobie tym głowy.

Stylowe dodatki? Hmmm może w gąszczu przypadkowych rzeczy doszukałabym się jakiegoś wyjątku ;).

               Pora już wymienić te moje poradnikowe inspiracje do głębszych przemyśleń: „Elementarz stylu” Katarzyny Tusk oraz „Slow Fashion. Modowa rewolucja” Joanny Glogazy. Obie autorki są blogerkami, ale ja nigdy czytelniczką owych blogów nie byłam.

Książki są skrajnie różne, choć łączą je dwie rzeczy- tematyka związana z modą i stylem oczywiście oraz słowo klucz (dla mnie wielkie odkrycie) czyli tzw. baza ubraniowa, którą obie Panie polecają mieć w posiadaniu. Ma to być taka grupa ubrań i dodatków, która idealnie do nas pasuje, świetnie się w niej czujemy i dobrze wyglądamy, swobodnie dobierając i mieszając jej poszczególne elementy. Autorki podkreślają, że powinny to być rzeczy dobrej jakości, z naturalnych materiałów i że znoszone elementy bazy dobrze byłoby szybko zastąpić nowymi.

Co do różnic… jest ich naprawdę wiele. Pani Katarzyna prezentuje w pigułce przegląd charakterystycznych elementów konkretnych stylów, tzw. klasyków. Zwraca też uwagę na tzw. podstawy stylowej, zadbanej garderoby. Pani Joanna skupia się raczej na tym, by przeprowadzić czytelniczkę przez proces, jakim jest przejście od spontanicznych, masowych zakupów, do świadomych wyborów oraz od niezorganizowanej garderoby do świetnie funkcjonującego zestawu ubrań. Autorka idzie ramię w ramię z Tobą, pokazuje ciekawe sposoby i narzędzia ułatwiające cały proces.

Dla mnie obie książki były takim malutkim czerwonym światłem przed kolejnym wyjściem na zakupy ….. bez planu, bo jest okres wyprzedaży, bo pada deszcz od 3 dni, bo coś by się przydało kupić, bo mam czas.

No i najważniejsza dla mnie kwestia …. autorki (a to przecież modowe ekspertki) utwierdziły mnie o słuszności powiedzenia „nie stać mnie na tanie rzeczy”. Produkty, które psują się, tracą fason, właściwości, to wyrzucanie pieniędzy.

Musimy wrócić do umiejętności odkładania określonych kwot i kupowania rzeczy wartościowych. To nie jest łatwe, bo żyjemy szybko i wszystko chcemy mieć natychmiast. Działa schemat akcja- reakcja, chcę- kupuję, a nie tędy droga.

Tak więc szczere dzięki dla autorek poradników (choć na 99% tego nie przeczytają 😉 ) za tą iskrę refleksji na temat tak przyziemny i codzienny, jakim jest odzież i akcesoria w mojej szafie.

Baza- na pewno ją stworzę. Powoli, bo w końcu to era „slow fashion”. 

20160814_173055

4 komentarze

    1. Iza szczerze polecam. Są taką pigułką wiedzy dla kogoś, kto nie szczególnie żyje modą i nie ma czasu na przemyślenia w tym temacie. Skłaniają do przeglądu garderoby. Ja połowę ubrań wyrzuciłam…aaaaaaaa!!!

  1. Blog pani Katarzyny czasem przeglądam i czerpie z niego mnóstwo inspiracji. Podoba mi się, że faktycznie nie trzeba mieć szafy zapelnionej po brzegi, żeby dobrze wyglądać. Co do slow Fashion pani Joanny…hmm…odrzucilam tę książkę po przeczytaniu kilku wersow (pewnie mój błąd), ale nie przekonują mnie rady w stylu: jak torebka to tylko skórzana, bo mnie zwyczajnie nie stać na skórzane torebki (małe są w granicach 150zł i jedna posiadam). Lubię czarną torebeczkę do wieczorowego wyjścia, ale już do letniej, kwiecistej sukienki jej nie wezmę! Tak więc slow fashion, ale z umiarem…i może – pani Evito- nie warto od razu odchudzać szafy? ? Pozdrawiam

    1. Witam 🙂
      Koooocham odchudzać szafę, chyba mam to we krwi!
      A co do książki Joanny Glogazy …to ona bardziej pokazuje, że nie należy kierować się gotowymi rozwiązaniami i powielać narzuconych schematów. Koszty zakupów natomiast radzi kalkulować w dłuższym okresie czasu, np. w skali roku. Może okazać się, że kupiła Pani 3 torebki za 100zł, co daje już sumkę 300zł na naturalną skórę ;).
      No ale ja jestem zdania, że każdy z nas ma inne priorytety i torba czy buty ze skóry naturalnej mogą być daleko w ich szeregu. My z mężem od 3 lat odkładaliśmy remont łazienki, bo …. podróże, zbieranie wrażeń, wspomnień itp. Tak więc, żyjmy tak, jak nam dobrze i wygodnie :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *