Śnimy, otaczają nas cienie.

251H

               Typowy dzień pracującej kobiety, która prowadzi dom mija w tempie… co najmniej szybkim, jeśli nie powiedzieć ultraszybkim. Typowy dzień pracującego ojca i męża też nie obfituje w leniwe kontemplowanie świata. Żyjemy w tempie turbo fast, otacza nas wszechobecny FAST- „fast food”, „fast shopping”, „fast working”. Do tego dochodzi „multitasking” i „multicompetence”. Takie są dziś wymagania rynku pracy i taki jest świat.

Tzw. single też nie leżą całymi dniami na łące, żując źdźbło, tylko biegają jak chomik w kołowrotku między pracą, drugą pracą (w Polsce nie jest łatwo utrzymać się i żyć z jednej pensji), ogarnięciem mieszkania, zakupami, kuchnią, jako takim życiem w nieformalnej grupie społecznej itd.

Nie dziwmy się, że 80% kontaktów towarzyskich przeniknęło do strefy wirtualnej… tak jest szybciej, wygodniej, optymalnie.

               Gdzie w tym wszystkim znaleźć chwilę wytchnienia? Wielu z was pomyśli teraz- a po co? Odpowiada mi takie tempo życia, szybko się regeneruję, lubię być stale w ruchu, mieć zajęte myśli, ręce, mieć stale nowy cel. Jeśli tak myślisz, to naprawdę możesz spać spokojnie i nie czytać dalej. Jesteś szczęśliwcem świetnie przystosowanym do trybu FAST. Są w moim otoczeniu takie osoby, które czują się jak ryba w świeżej, wielkiej wodzie, pędząc przez codzienność i niecodzienność.

Ja tak nie mam i pewnie nie tylko ja.

Gdy mijają kolejne dni i tygodnie, a w moim grafiku trudno wyrwać chwilę na spokojne zastanowienie się nad sobą, na przeczytanie kilku stron książki dziennie, na zwyczajne poobserwowanie świata, zaczynam się dusić. Dla otoczenia (niestety zawsze najbardziej cierpią bliscy, domownicy) staję się jakby mniej znośna, szybko się irytuję, nie potrafię czerpać radości z życia i czuć wdzięczności za to, co mam.

Na szczęście w końcu przychodzi czas, że się udało. Wyrwałam, ukradłam (kosztem czegoś oczywiście) kawałek luksusu, jakim jest czas. Właśnie z tym nierozerwalnie wiąże się w moim odczuciu słowo „luksus”. Robię co chcę i kiedy chcę.

Ostatnio jedna z najlepszych w Polsce specjalistek z obszaru wystąpień publicznych Pani Aleksandra Ślifirska umieściła na swoim blogu video felieton pod tytułem „Wolność” i choć materiał dotyczy obszaru biznesu i rozwoju marki osobistej, pojawia się w nim stwierdzenie, że „Wolność jest luksusem i to jest chyba najbardziej właściwa definicja luksusu”. Nie potrafię się z tym nie zgodzić i choć autorka mówi o wolności marki osobistej, ja te słowa odnoszę do życia w ogóle.

Pracując na etacie, prowadząc dom i mając małe dziecko (mówię tu o swoim przypadku akurat) taki luksus wolności trzeba sobie zorganizować, wypracować. Samo nic nie przyjdzie.

Czasem rezygnuję z jakiegoś obowiązku i idę się przejść po parku, po mieście.

 Dziś miałam chwilę, która zainspirowała mnie do napisania tego tekstu- pół godzinki w malutkim lokalu, gdzie jadłam zupę dyniową, gapiąc się na przechodzących ulicą ludzi. Pół godziny, a tyle przemyśleń, obserwacji, refleksji. Nie tych dalekich, oderwanych od chwili, w której jestem, ale tych tu i teraz.

Gdy mamy ten moment, by się zatrzymać i przejść z trybu FAST w tryb SLOW, nagle widzimy rzeczy, które normalnie nam umykają i o dziwo to niesamowicie rozluźnia, wręcz relaksuje.

W codziennym biegu przez miasto mijają mnie ludzie, ale czy ja ich widzę? Widzę cienie. Pani w zielonej sukience jest zaledwie zarysem sylwetki i plamą koloru, a dziś widziałam jej uśmiech, karminową szminkę, brązowe sandały plecione z rzemyków. Dziś widziałam też małego pieska ledwo nadążającego za szybkim krokiem swojego pana, który (piesek oczywiście ;)) tak fajnie przebierał łapkami jak w kaczor Donald w dawnych kreskówkach. Widziałam kolor nieba. To kolejny plus patrzenia tu i teraz… widzimy też poziom poniżej i powyżej naszego codziennego postrzegania otoczenia. Nie wyobrażam sobie, że w jednej ręce trzymając siatę zakupów, a drugą ciągnąc za sobą kilkulatka, który zazwyczaj chce iść w innym kierunku, przystaję i podziwiam promienie słońca przebijające się malowniczo przez obłoki. Nie, tak się nie da. Tą chwilę trzeba zaplanować i zrealizować. Dokładnie tak, jak planujemy obowiązki. Można ją nawet wpisać do kalendarza czy notesu.

Niewykonalne? Są w naszym życiu dni, miesiące, że jest to bardzo trudne. Jedna z najbliższych mi osób jest mamą 2 letniej dziewczynki i 4 letniego chłopca. Dzieci są bardzo żywiołowe, trudno za nimi nadążyć, do tego dziewczynka kilka razy budzi się w nocy, a dzień zaczyna ok. 5 rano. Mama spędza z nimi 100% swojego czasu, gdyż są wakacje. W tym momencie wygospodarowanie dla siebie choćby tych 30 minut „luksusu” jest w zasadzie niewykonalne. Na szczęście życie jest procesem, stale zachodzą w nim zmiany. Może wrzesień i kolejne miesiące będą łaskawsze i się uda. Ważne, by pamiętać o tym czasie dla siebie i ustawić go wysoko w drabinie priorytetów.

Na koniec chciałabym Wam przypomnieć o pojęciu, które z czasów studiów bardzo dobrze zapamiętałyśmy ja i moja przyjaciółka, było to zagadnienie prezentowane podczas wykładów- „flaneryzm”.  Brzmi obco i dziwnie, a to zwyczajnie „sztuka spacerowania”. Naszego wykładowcę  współczesnego życia literackiego fascynowała postać Flanera w literaturze i sztuce. W najprostszym ujęciu jest to tzw. nieśpieszny przechodzień, osoba, która spaceruje dla samego spacerowania, obserwuje otoczenie, kontempluje życie, będąc w ruchu. Niekiedy Flaner godzinami siedzi w kawiarnianym ogródku i przygląda się światu. Dostrzega to, co innym umyka.

Przyznacie chyba, że jest to zapomniana sztuka. Życie to nie rozdział powieści, a czas nie jest z gumy i nikt z nas go nie rozciągnie.

Wyrywajmy więc małe chwile, rozglądajmy się i bądźmy świadomi. Pamiętajmy, że nie śnimy, tylko żyjemy …. tu i teraz.

 

2 komentarze

  1. Z ogromną przyjemnością przeczytałam ten post. Oto moje życie-fast i fast i chęć zastosowania techniki slow. I właśnie ją zastosowałam- pozwoliłam sobie na kontemplowanie Pani przemyśleń. Jakie to fajne, zatrzymać się i popatrzeć…

    1. Cieszę się, że kogoś zainspirowałam.
      Chyba większość z nas żyje w tym przysłowiowym kołowrotku. Zapewne na dłuższą metę taki ciągły slow by nas znudził, zamęczył.
      Te chwile zatrzymania doceniamy wtedy, gdy są to właśnie chwile, momenty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *