Matka frustratka, czy po prostu miało być inaczej?

118H (1)

               Nie miałam w planach takiego wpisu, ale skoro blog ma być PRAWDZIWY, nie wystudiowany, przemyślany i obliczony na czytelniczy sukces, chcę pisać o tym, co czuję, widzę i myślę danego dnia.

Duża, sieciowa księgarnia w moim mieście. Przemykam między regałami działu z literaturą dla dzieci w poszukiwaniu prezentów oraz czegoś do poduszki dla mojego syna i nagle słyszę głos pewnej młodej kobiety. Nie absorbuje mnie jeszcze treść wypowiadanych przez nią słów, ale ton, barwa, stopień naładowania emocjami. Kobieta wyrzuca z siebie dźwięki tak, jakby za chwilę cienka struna w jej ciele miała pęknąć i spowodować jakiś niekontrolowany wybuch. Nie wiem dlaczego, ale niemal fizycznie poczułam jej napięcie, stres, mieszankę żalu i wewnętrznej prośby o pomoc. Okazało się, że owa mama mówi do swojego około trzyletniego synka, mocno ściskając go za ramię. Ciężki oddech matki i „podkówka” na twarzy dziecka. Słowa cedzi przez zęby tonem nieznoszącym sprzeciwu, dziecko cicho przeprasza i obiecuje, że już niczego nie dotknie.

Chwila ciszy i nagły, intensywny płacz niemowlęcia w wózku. Ta sama mama gorączkowo przemawia do maleństwa, by się natychmiast uspokoiło, błaga dziecko, by pozwoliło jej zrobić zakupy. Dziecko ma około 5 miesięcy i przypuszczam, że płacz wyraża jedną z wielu typowych potrzeb małego dziecka. Nie jest złośliwy ani zaplanowany na przeszkadzanie mamie w oglądaniu książek. Do tego wszystkiego synek, przechodząc między półkami, zrzucił kilka książeczek i się rozpłakał… ze strachu.

Niestety nastąpiło to, czego tak bardzo się bałam …mama przestała nad sobą panować. Był krzyk, szarpanie starszego dziecka i groźby, że zaraz mu wleje. Chłopiec cicho płakał, widać było, że boi się głośno wyrażać emocje, boi się krzyku i gróźb mamy. Próbował się tłumaczyć, że nie chciał tych książek strącić, ale bezskutecznie. Niemowlę płakało, mama kołysała wózkiem i krzyczała, by przestało „się drzeć”.

Nie miałam pojęcia, jak się zachować, czułam się dziwnie, było mi przykro, że tak to wszystko się dzieje. Czułam to, co teraz czuje ten chłopczyk, ale czułam też to, co prawdopodobnie dzieje się w głowie i sercu mamy.

Wierzę albo chcę wierzyć, że mama po czasie porozmawia z synem o całej sytuacji i go przeprosi. On robił to cały czas, bardzo cicho, ale ja to słyszałam.

Wierzę też, że zachowanie kobiety było w 100% podyktowane emocjami, działała w afekcie. Jest kochającą nad życie swoje dzieci kobietą, która chce dla nich jak najlepiej.

Ruszyłam w ich stronę, by zapytać, czy mogę jakoś pomóc. Mogłabym zagadać chłopca albo wziąć na chwilkę na ręce niemowlę, by mama miała czas na opanowanie się i krótką rozmowę z synkiem. W tym samym momencie kobieta opuściła księgarnię, pchając szybko wózek i ciągnąc za rękę trzylatka. Dzieci płakały, ona cały czas wyrzucała z siebie zdania „z wami, to nic się nie da zrobić”; „czy ja już nigdy nie będę miała normalnego życia”; „niech was tatuś niańczy” i inne podobne teksty.

Nie zdążyłam albo nie umiałam zareagować.

Najgorsze jest to, że nie mogę o całej sytuacji przestać myśleć.

Ty też na pewno nie raz byłeś świadkiem podobnej sceny. Bycie 24 godziny na dobę z małymi dziećmi za które się odpowiada, to nie jest bułka z masłem. Mijają nas często mamy, które są przemęczone, chronicznie niewyspane, skrajnie sfrustrowane. Do tego mogą dochodzić problemy małżeńskie, finansowe, zdrowotne.

Obraz macierzyństwa pokazywany w mediach, na blogach, na portalach społecznościowych to ta piękna strona, która jak najbardziej jest.

Uśmiechy, czułość, bezgraniczna miłość, oddanie. Głównie to mamy przed oczami, snując plany o byciu mamą.  W tym całym cudzie, jakim jest nowy człowiek na świecie, będą też momenty trudne, niekiedy skrajnie trudne i wiele zależy od naszej odporności, charakteru, życiowych priorytetów, wsparcia rodziny i przyjaciół.

Sama jestem matką i wiem, co nie pomaga w momentach słabości- wrogie spojrzenia ludzi w miejscach publicznych, złośliwe komentarze, „dobre” rady doświadczonych, niekiedy sporo starszych pań.

Jeśli więc będziesz świadkiem podobnej sceny, jaką ja dziś miałam okazję widzieć, bardzo Cię proszę:

  1. Nie oceniaj pochopnie mamy. Jej słowa mogą razić, mogą być nie na miejscu, mogą boleć, ale nie wiesz, co się teraz dzieje w jej głowie, sercu i życiu.
  2. Nie drwij i nie wyśmiewaj, to nieludzkie.
  3. Jeśli chcesz zareagować, zapytaj, czy możesz jakoś pomóc, ale się nie narzucaj.
  4. Nie bądź też ostentacyjnym widzem, to wzmaga poczucie winy u osoby, którą i tak będą potem gnębić poważne wyrzuty sumienia.

Oczywiście jeśli jesteś świadkiem przemocy wobec dziecka, jest ono bite, poniżane, masz prawo zawiadomić policję o zaistniałej sytuacji.

Żaden poziom zmęczenia czy frustracji nie usprawiedliwia przemocy.

Bohaterka dzisiejszej sceny była moim zdaniem na granicy. To, co mówiła do dzieci było rodzajem przemocy psychicznej, takich słów od matki nie powinno usłyszeć żadne dziecko. Szarpanie też jest nadużywaniem siły fizycznej.

Mam głęboką nadzieję, że to incydent. Taki, jaki zdarzył się prawie każdej mamie, mnie również.

Ważne jest, byśmy byli świadomi praw dzieci i tego, kiedy je łamiemy i  przekraczamy granice.

Umiem przeprosić moje dziecko i wyjaśnić mu, dlaczego krzyknęłam. Kilkulatek powinien wiedzieć, że dorosłym tez czasem rządzą emocje i może zachować się nieodpowiednio.

 

Gdy dajesz dziecku prawo do popełniania błędów i szanujesz je, ono też będzie umiało podejść ze zrozumieniem do Twoich rodzicielskich potknięć i zwyczajnie wybaczyć.

4 komentarze

  1. Pięknie napisane, z wglądem w uczucia dwóch stron. Osobiście dzisiaj rzadko oglądam takie sceny. Odnoszę wrażenie, że presja społeczna i medialna wywołuje u rodziców zachowania wręcz odwrotne- na granicy „niereagujebomozektosjeszczezwrocimiuwalbopodanapolicje”. Niestety, coraz częściej spotykam w miejscach publicznych rozwrzeszczane maluchy, czyniace ewidentne szkody dla miejsca i ludzi wokół a od rodziców słyszą jedynie „ach, Ty lobuzie”. Niech mi Pani wierzy, chciałabym aby rodzice zwracali uwagę swoim dzieciom (nie tak, jak opisana matka na wyczerpaniu emocjonalnym i prawdopodobnie bez wsparcia męża-o czym świadczy krótki komunikat o skierowaniu opieki nad dziećmi) ale rzeczowo. Chciałabym czuć się bezpiecznie w miejscach publicznych, gdzie są małe dzieci – nie szturchana, popychana, nadepnięta, opalcowana małymi rączkami które właśnie skończyły czekoladowego batonika. Po ostatnich wydarzeniach miałam ochotę powiedzieć jednej mocno wyluzowanej mamie trzylatka, że jak nie umie go upilnowac niech kupi szelki i trzyma jak psa! Powstrzymalam się, ale moja wyrozumiałość też niebezpiecznie zbliża sie do granicy wytrzymałości.

    1. Rozumiem Pani irytację. Rodzice małych dzieci funkcjonują w trochę „innym” świecie. Wszechobecny hałas, bieganie, piski, nagłe prośby, jęki, płacz …to wszystko codzienność. Być może zatracamy poczucie tego, jak jest normalnie, w jakim otoczeniu żyją i chcą żyć ludzie, którzy w danym momencie małego dziecka nie mają. To trochę jak praca w szkole… podchodzi rodzic do nauczyciela na przerwie i mówi „jak pani wytrzymuje w tym hałasie’, a nauczyciel zdziwiony, bo przecież jest normalnie, a dziś to nawet wyjątkowo cicho ;).
      Powinniśmy szanować przestrzeń i nietykalność osobistą innych i uczyć tego dzieci od najmłodszych lat. Ja osobiście też nie przepadam za spontanicznym obejmowaniem mnie, dotykaniem i otwieraniem mojej torby przez małe rączki w miejscach publicznych. Dzieci są urocze, ale nie zawsze i nie w każdym momencie muszę mieć ochotę na bliski kontakt z nimi.
      Poruszyła Pani ważny problem …. do przemyślenia dla każdego rodzica małego dziecka.
      Dziękuję i pozdrawiam.

  2. Tak ja też to widzę a najbardziej mnie wkurza jak ja próbuje uspokoić dziecko a inna matka to olewa bo to tylko dzieci i moje się pyta czemu inne dzieci mogą a ona nie

  3. jak widzę takie „sceny” serce mi krwawi i martwię się o dzieci jednak.. Może ta kobieta jest wspaniałą matką a poprostu w tym momencie nastąpiło „zbicie” innych spraw w jej życiu i tzw. czara się przelała? Może wróciła do domu, ochłonęła i uspokoiła starszego synka i dziecko w wózku? Krąży w sieci mem które mówi że gdy krzykniesz na dziecko to nie znaczy że jesteś złą matką tylko że W TYM momencie miałaś złą chwikę – i może z nią było tak samo? Ciężko jest krytykować, negować nie znając sytuacji do końca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *