Dwa miesiące urlopu? Ale im zazdroszczę!

313H

               Przyszedł nieuchronnie czas, by poruszyć ten kontrowersyjny społecznie temat i niektórym troszeczkę otworzyć oczy.

Jest taka zasada w naszej głowie „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i nie bez powodu stała się ona znanym porzekadłem. Ja pasjami rozmyślam o tym, jak cudowną pracę ma pani w księgarni, jak sobie te wszystkie nowości wydawnicze przegląda, doradza klientom, oddycha atmosferą miejsca, które bardzo dobrze mi się kojarzy. No tak, ale czy ja widzę, jak ta sama pani taszczy bladym świtem paczki od dostawcy, rozkłada na półkach towar, a wcześniej musi te wszystkie półki dokładnie wytrzeć z kurzu? Nie widzę i obraz idylli buduję na podstawie skrawków, które rejestruje oko klienta księgarni.

Myślę, że z większością zawodów tak jest. Często rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy stoją u progu wyboru szkoły na następny etap edukacyjny. Dziewczynki chcą być weterynarzami, bo kochają zwierzęta, a przecież w takiej pracy całymi dniami szczepiłyby cudowne, małe, słodkie pieski i kociaki. Ja wtedy musze wkroczyć z całą brutalnością prawdy i opowiedzieć im najpierw o tym, z czym przyjdzie zmierzyć się na studiach, a następnie wizualizować  tą „ciemniejszą” stronę codziennej pracy, taką jak styczność z naprawdę chorymi zwierzętami, noszenie ich na rękach, a niekiedy usypianie przy akompaniamencie płaczu bliskich pupila. Nie chodzi tu absolutnie o zabijanie pasji, tylko o realny ogląd danego zawodu. Jeśli dziewczynka pomimo pełnej wiedzy nadal pragnie iść na weterynarię, jak najbardziej powinna walczyć o marzenia.

               Jest taki zawód, który w naszym kraju z jednej strony jest znienawidzony przez sporą część społeczeństwa, a z drugiej wydaje się być wymarzonym, cudownym, jedynym takim, gdzie przez dwa miesiące mogę leżeć na łące i podziwiać gatunki motyli.

Już wiesz, jaki to zawód prawda? NAUCZYCIEL- i tu mogłabym zacytować treść bajki Brzechwy „Na tapczanie”, bo właśnie jako przysłowiowego lenia widzi nas nauczycieli (tak, tak, znów wiesz o mnie więcej ;)) duża grupa społeczeństwa. Skąd to wiem? Wystarczy poczytać fora internetowe, komentarze na blogach i pod newsami dotyczącymi pracy nauczycieli właśnie.

No ale ten post musiałby mieć kilkadziesiąt stron, więc wracam grzecznie do głównego tematu- osławione nauczycielskie wakacje J.

Zacznijmy od tego, że wakacje uczniów i letni urlop nauczycieli absolutnie nie pokrywają się całkowicie w czasie.

Gdy uczniowie już biegną ku przygodzie, my dla przykładu:

  1. Spędzamy czas na posiedzeniach rady pedagogicznej, bo cały ten rok szkolny trzeba podsumować i wypracować wnioski do pracy w kolejnym.
  2. Spotykamy się z uczniami, których przygotowujemy do egzaminów poprawkowych w sierpniu.
  3. Pracujemy w Komisji Rekrutacyjnej, bo przecież trzeba przyjąć podania i masę innych dokumentów, zweryfikować, ustalić listy przyjętych, podzielić na klasy, ogłosić to wsztsko, niekiedy rozpatrzeć odwołania i na nie zareagować. Praca w takiej komisji potrafi trwać nawet do 22 lipca.
  4. W niektórych szkołach nauczyciele już w czerwcu i lipcu przygotowują uroczystości na dzień 1 września- scenariusz, próby itp.

Reasumując, urlop w zależności od funkcji i roli w danym roku szkolnym rozpoczynamy w optymistycznym przypadku ok. 1,5 tygodnia po naszych wychowankach, w pesymistycznym nawet 4 tygodnie później.

No a co z sierpniem? Jak się domyślasz tez pracujemy. Nasi podopieczni kończą wakacje z ostatnim dniem sierpnia, a my ok. tygodnia wcześniej. Co robimy? Już spieszę z odpowiedzią:

  1. Spotykamy się na ostatnie konsultacje z uczniami, którzy zdają egzamin poprawkowy.
  2. Pracujemy w komisjach podczas egzaminów poprawkowych.
  3. Bierzemy udział w konferencjach- minimum dwie wielogodzinne 😉
  4. Spotykamy się w zespołach nauczycielskich, by stworzyć harmonogramy pracy na cały rok szkolny.
  5. Niektórzy z nas robią generalne próby do uroczystego przywitania nowego roku szkolnego.
  6. Bibliotekarze wprowadzają do systemu książki i podręczniki, by dzieci dostały je w pierwszym tygodniu nauki.

Tak to właśnie jest, to jest ta praca, której nie widzisz jako rodzic naszego ucznia.

Nie dziwi Cię to, że gdy Twoje dziecko przychodzi 1 września do szkoły, to wszystko ( no , prawie wszystko, ale się staramy) jest dopięte na ostatni guzik? Dziecko tego dnia dostaje plan lekcji z podziałem na sale. Każdy nauczyciel na pierwszych zajęciach podaje gotowe zasady i systemy oceniania, a od 2 września rusza ta cała machina i wszystko idzie wytyczonym torem?

Nie dziwi i absolutnie nie powinno, bo tak musi być. Za organizacją roku szkolnego stoi ogromna praca dyrektora, kadry i innych pracowników szkoły. Nic nie dzieje się samo.

Pomimo tego, co napisałam wyżej, zostaje nam sporo tego letniego wypoczynku i uwierz mi, że bardzo się z tego cieszę. Faktycznie jest to niesamowity przywilej naszego zawodu. Nie mamy ośmiu tygodni wakacji, ale przy dobrych wiatrach możemy mieć całe sześć.

Jedna rzecz, zapomnij o urlopie na południu Europy w czerwcu, we wrześniu lub październiku, kiedy jest taniej, a pogoda bardziej sprzyja zwiedzaniu. Myślę, że to niewielka cena za wszystkie dobre rzeczy, które daje nam ten zawód.

Bardzo lubię moją pracę i chętnie do niej wracam po wakacjach. W tym roku powrót obarczony jest stresem, jaki funduje nam obecna władza, ale jednak jest radosny.

Bardzo Cię proszę, zanim powiesz głośno, że Ci leniwi nauczyciele mają super pracę, bo dwa miesiące leżą i nic nie robią, pomyśl o tym, co napisałam wyżej, a ja mimo wszystko, patrząc na panią w księgarni, będę widzieć jej poranny wysiłek przy myciu regałów i noszeniu ciężkich paczek.

Bądźmy dla siebie dobrzy i patrzymy ze zrozumieniem J.

       Wszystkim belfrom i ich podopiecznym wspaniałego roku szkolnego życzę!

2 komentarze

  1. Uwielbiam Pani bloga! Może swój swego pozna- również jestem nauczycielką i tak samo patrzę na nasz rok „szkolny”. Te kilka tygodni urlopu traktuję, jako nagrodę za ciężką, umysłową i fizyczną pracę. Boli mnie, kiedy ktoś mi wypomina mój urlop. Wybierając zawód nauczyciela wybrałam jednocześnie: odpowiedzialność za rozwój dziecka, słabe wynagrodzenie (zaczynałam w 2006 roku i za pełny etat dostawalam 600zl na rękę) i długie wakacje. Z biegiem czasu finanse się polepszyly, ale za to urlop zmalał. Mając dodatkowe obowiązki mój urlop trwał od 25.07 do 22.08. Każdy, kto umie liczyć policzy sobie te wypominane nam WAKACJE. Prawdą jest, że nie możemy polecieć taniej na południe Europy, nie możemy wziąć wolnego na żądanie, nie mamy możliwości dysponowania swoim urlopem.
    I każdy, kto miałby zamiar nam zazdrościć, niech najpierw przypomni sobie tę starą prawdę, że tam dobrze, gdzie nas nie ma.

    1. Dziękuję za miłe słowa.
      Dla nas te rzeczy, to codzienność, doskonale wiemy, jak to wygląda, ale nieświadome społeczeństwo idealizuje naszą pracą, a już wybitnie zazdrości nam rzekomych dwóch miesięcy wolnego.
      Trzeba mówić głośno, jak jest naprawdę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *