Tam, gdzie są ludzie, tam jest… szalony konsumpcjonizm?

198H (1)           Cudowna, letnia aura, cała rodzina od rana pełna energii i gotowa na przygodę. No i pytanie- gdzie jedziemy? Jest tyle niesamowitych miejsc w zasięgu ręki, tyle atrakcji dla naszego czterolatka, tyle możliwości, a jednak w sercu naszym takie dziwne przerażenie ;). Że znowu będzie problem z parkingiem, że znowu będzie tłok na szlaku, że znowu będzie to śmieciowe jedzenie, które dziecko zawsze chce, że znowu będą dziesiątki straganów ze wszystkim i niczym.

Ostatecznie 80% naszych wyborów to miejsca w miarę odludne- zwyczajna łąka nieopodal, las, mało uczęszczany park, niepopularna knajpka z dobrym jedzeniem.

Nie wiemy, czy to wiek, czy nadwrażliwość jakaś, ale zarówno ja jak i mój mąż kiepsko radzimy sobie na tzw. spędach ludzi- festyny, pokazy czegokolwiek, wczasy z atrakcjami dla dzieci, Aquaparki, wesołe miasteczka itp. Oczywiście nie pozbawimy dziecka rozkoszy pożerania waty cukrowej, podziwiania podniebnych akrobacji czy zjawiskowych fajerwerków, więc jednak w takich miejscach bywamy.

          Irytacja pojawia się już na poziomie szukania miejsca na parkingu, ciasno, wszyscy trąbią, kłócą się, pomimo uiszczonej opłaty poszukiwanie trwa nieraz nawet dwadzieścia minut. Kolejny „cios w serce” to morze ludzi, którzy pędzą przed siebie, nie zważając na otoczenie. Nie raz zostałam pochlapana piwem lub obsypana prażoną cebulką z czyjegoś hot doga. No i oczywiście główna atrakcja miejsca, czy to wyciąg krzesełkowy, czy pokazy lotnicze, jest przytłoczona przez arcykolorowe i arcyplastikowe stragany. A co na nich można kupić, to zapewne doskonale wiesz, szczególnie jeśli jesteś rodzicem.

Absolutnie nie miej sentymentalnej wizji „drewnianych kogucików, baloników na druciku”. Ze straganów straszą makabrycznie zrobione, chińskie maskotki ledwo przypominające bajkowe postaci, którymi mają być. Do tego masa lego podobnych zestawów, wszelakiej plastikowej broni i skaczących, szczekających zwierzątek.

Zabawki to nie wszystko. Z każdej strony dolatują inne zapachy- popcorn, kiełbaski, kukurydza w kolbach, smażone oscypki, wata cukrowa no i wszechobecne piwo. Ten „magiczny” trunek leje się strumieniami, wszędzie są tzw. ogródki piwne i każdy szanujący się mąż, tatuś, dziadek dumnie dzierży w dłoni kufel.

Do tego dodaj atrakcje typu karuzele, trampoliny, tory saneczkowe, dmuchane zamki i już masz kolorowy zawrót głowy.

Dzieci piszczą, rodzice za nimi biegają, krzyczą… to ze złości, to z ekscytacji i tak stoisz w tym wszystkim zagubiony i zastanawiasz się, czy już zacząłeś odpoczynek, czy jeszcze nie i czy to w ogóle jest możliwe w takim miejscu.

Wszyscy to znamy, tylko każdy z nas ma inny poziom odporności i inny próg irytacji w podobnych okolicznościach.

               Z czego wynika fakt, że tam, gdzie są ludzie, tam zaraz pojawia się ta cała marketingowa machina? Ja wiem, że chodzi o biznes, ale my jesteśmy doskonałymi nabywcami tego całego, przepraszam… badziewia.

Nawet nie wiemy kiedy z portfela znika nam spora suma, a my i nasze dzieci nie mają z tego nic poza żołądkami pełnymi niezdrowego jedzenia i gadżetami, które jutro się połamią.

O tym, jak nas turystów postrzegają inni, przekonałam się w to lato, gdy pan wynajmujący nam apartament nad Bałtykiem, z wielkim entuzjazmem polecił nam z okolicznych atrakcji… galerię handlową i restaurację w stylu góralskiej chaty. Porozumiewawcze spojrzenie moje i męża było jednoznaczne- nie wdajemy się z nim w dyskusję, to szaleniec jakiś (btw. mieszkamy półtorej godziny drogi od gór).

Ten przykład świetnie ilustruje fakt, że turysta to trybik w marketingowej machinie, który ma się najeść, napić i wydać jak najwięcej kasy.

Trzeba przyznać, że trybiki z nas ludzi są wyśmienite. Wystarczy spojrzeć na te długie kolejki po piwo, lody, rybę z frytkami. Wystarczy przyjrzeć się naszym dzieciom- wplecione we włosy kolorowe warkoczyki, tatuaże, wiatraczki, balony. Chłoniemy tą rozrywkę jak gąbka.

Ubiegłoroczne wakacje spędziliśmy na jednej z greckich wysp, nasz synek miał wtedy trzy lata, gdy dziś go pytam, co zapamiętał i co mu się najbardziej w tej Grecji podobało, odpowiada „wata cukrowa, lodowy soczek i zjeżdżalnia do basenu”. Uśmiecham się, ale trochę mi dziwnie, bo przecież były też spacery brzegiem morza, zbieranie kamyków, muszelek, zachody słońca, ciekawe miejsca. Mam głęboką nadzieję, że jego wspomnienia podyktowane są wiekiem, a nie tym, że ten mały człowieczek już wpadł w tryby machinybycia doskonałym konsumentem.

               No dobra, bla bla bla, ponarzekała, pojęczała kobita, ale co możemy zrobić? Jak się w tym wszystkim odnaleźć.

Jak zawsze z pomocą przychodzi mi ta moja życiowa zasada „złotego środka” i odpowiedniego balansu.

Staram się tak organizować sposób spędzania wolnego czasu, by tych festynopodobnych atrakcji było jednak mniej, niż tych z pozoru zwyczajnych wspólnych chwil. Może skoro mamy dwa tygodnie na rodzinny urlop, to połowę spędźmy przede wszystkim dla siebie, ze sobą… wybraliśmy nasze ukochane mazurskie jeziora i lasy, a połowę bliżej ludzi i wszelkich uciech. Jeżeli mamy trzy wolne weekendy w miesiącu, to dwa spędźmy na spacerach i kameralnym pikniku na łące, a jeden poświęćmy dla dzikiej radości naszych dzieci i spędźmy go na festynie, koncercie, pokazach budowania Lego itp.

               Dbajmy o swój wolny czas, stawiajmy na jakość, a tego najbardziej brakuje podczas tych zgrupowań masowych konsumentów, czyli nas.

Udanych wyborów Kochani!

5 komentarzy

  1. Zgadzam się zdecydowanie tydzień w górach daleko od ludzi w agroturystyka. Teraz cztery dni nad morzem w Łebie ale nie w samym centrum a na uboczu. Co do pamiątek z gór to córka ma uwaga drewnianego kogucika

    1. Oj to tylko zasługa rodziców, że córka z taką wdzięczną pamiątką wróciła 🙂
      Brawo! W potoku plastikowego badziewia drewniany kogucik robi wrażenie.

    1. Dziękuję za słowa uznania. Myślę, że moje miejsce zamieszkania nie ma znaczenia w tym wypadku.
      Pozdrawiam.

      Ps. Uważaj na ortografię 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *