Pieniądze… co z nami robią?

82H

               Żyjemy wśród ludzi. Spotykamy ich dziesiątki- w pracy, w miejscach rozrywki, na imprezach, we wszelkich miejscach publicznych typu szpital, restauracja, autobus, pociąg, apteka, sklep, przedszkole i szkoła naszych dzieci itp. Stale wchodzimy w relacje interpersonalne i chyba zgodnie z powiedzeniem „praktyka czyni mistrza” takowym mistrzem w sztuce relacji powinien być już każdy z nas. Byłoby pięknie, ale tak nie jest.

Przyczyna jest prosta… człowiek to istota zmienna, ludzkie życie jest procesem, a i sam proces dojrzewania psychicznego, umysłowego, emocjonalnego wcale nie kończy się w wieku lat dwudziestu jeden. Zmieniamy się przez całe życie pod wpływem różnych czynników… zdrowotnych, rodzinnych, zawodowych, socjalnych i o tych właśnie ostatnich będzie dzisiejszy wpis.

Często słyszę zdanie „gdybym ja była bardzo bogata, to wcale bym się nie zmieniła”, czy na pewno?

Zawsze zastanawiało mnie zjawisko wpływu finansów na życie człowieka. Kto jest naprawdę BOGATY i co właściwie znaczy to słowo? Ten wpis dotyczy zasobności finansowej, nie bogactwa intelektualnego, duchowego czy bogactwa doświadczeń.

Obserwuję ludzi wokół siebie i często, rozmawiając z nimi, słyszę zdania typu „No wiesz, zarabiam sporo, mąż też, ale tak właściwie, to trudno nam odłożyć na porządne wczasy”.  Inni natomiast z podziwem szepczą o autorce tych słów „Ci to mają zarobki, na wszystko ich stać”.

Czy punkt widzenia w tym wypadku też zależy od punktu siedzenia? Czy aż tak bardzo zmienia się perspektywa?

Oto kilka powodów, dlaczego ludzie zasobni finansowo wcale tego nie czują. Pamiętaj, że to mój osobisty ranking  😉

  1. Wraz z coraz wyższymi dochodami, rosną koszty życia. No i tak to jest, zarabiasz więcej, stać cię wreszcie na duży kredyt, by wybudować duży dom i koniec końcem nie odczuwasz wcale komfortu finansowego. Ten dom wymaga o wiele większych nakładów na utrzymanie. Drogi, luksusowy samochód to ta sama sytuacja.
  2. Im wyższe dochody, tym wyższe wymagania co do towarów i usług. Stajesz się bardziej wymagający jako konsument, bo wreszcie możesz sobie pozwolić na to, co dotąd nie było w twoim zasięgu.
  3. Inny sposób organizowania czasu wolnego, rekreacji. Ruch to zdrowie, a stać cię wreszcie na dobry rower, instruktora narciarstwa i cały sprzęt, regularne wizyty w siłowni i klubie fitness, aktywne wakacje w południowych krajach, ekstremalne podróże w odległe zakątki świata, hotele z wyższej półki itp.
  4. Częstsze wizyty w restauracjach. No bo po co tak ciągle w domu gotować, skoro obiad w dobrym lokalu gastronomicznym nie robi różnicy w budżecie. Łatwo, szybko, miło i bez wysiłku.
  5. Złudne poczucie bezpieczeństwa finansowego, a tym samym ryzykowne decyzje obciążające budżet. No tak już mamy my ludzie, że jak jest dobrze, to wydaje się nam, że tak już zostanie na zawsze. Po co Twoja żona ma się trzymać tej kiepsko płatnej posady w urzędzie, skoro ty zarabiasz za dwoje, a nawet i troje? Niech rzuca pracę i poświęci się rodzinie. Po co masz nadal odkładać pieniądze, skoro twoje dochody są regularne, stabilne, wysokie, a praca według ciebie pewna?

Jeszcze wiele czynników moglibyśmy wymieniać, ale nie to jest głównym celem tego wpisu.

       Tak czy siak, człowiek o niższych dochodach może czuć się zasobniejszy od tego, który zarabia więcej. Wszystko jest kwestią wyborów życiowych, konsumenckich, towarzyskich.

Jedno jest pewne… pieniądze wielu z nas dają złudne poczucie bezpieczeństwa, władzy, dodają pewności siebie i niestety w niektórych przypadkach zmierza to w nieprzyjemnym dla otoczenia kierunku.

Nikomu nie zaglądam do portfela, szafy, ani albumu ze zdjęciami z wakacji. Nie należę do osób, które drwią z tego, że ktoś wydaje fortunę na buty czy ekskluzywny kurs nurkowania w Australii. To absolutnie nie moja sprawa. Tam nie zaglądam, ale zaglądam czasem cichutko do czyjegoś serca i sumienia.

Ja osobiście mam szczęście, bo otaczają mnie naprawdę życzliwi ludzie i wspaniali przyjaciele. Biedniejsi i bogatsi, lepiej i gorzej wykształceni, single i żonaci, dzietni i bezdzietni. To nie ma znaczenia. Najważniejsze dla mnie jest to, że uważam ich za wartościowych i mądrych.

No ale, jako że jestem wnikliwym obserwatorem świata, widzę też w ludziach zmiany. Niekiedy drastyczne, zaskakujące.

Niektórzy z nas, zmieniając status finansowy, stanowisko pracy, zaczynają przejawiać pewne charakterystyczne cechy i zachowania. To, co najbardziej mnie razi, to przedmiotowe, instrumentalne traktowanie innych.

Nagle gdzieś gubi się ta empatia, umiejętność spojrzenia na sytuację okiem tego, który ma problem, okiem tego, którego nie stać na te „proste rozwiązania” dla bogaczy.

Moja przyjaciółka powiedziała kiedyś „Niektórym wydaje się, że ich mapa świata jest jedyną słuszną”. Inni zazwyczaj się mylą, są głupsi, dziwni, postępują nielogicznie.

W skrajnych przypadkach inni ludzie są tylko tłem, instrumentem do osiągania celów.

Wojciech Cejrowski w jednym z odcinków programu „Boso przez świat” pokazał najbardziej luksusowe hotele i apartamenty w dalekich zakątkach świata. Są ogromne, jeden człowiek ma do dyspozycji 4 sypialnie, 5 basenów, sauny, tarasy … obok ogromnej wazy z czarnego marmuru stoi sługa. Stoi i czeka na ewentualne zachcianki możnego pana. Być może będzie trzeba podać mu ręcznik, tacę z szampanem? Bogacz tego człowieka traktuje jako element wyposażenia apartamentu, dlatego nigdy z nim nie rozmawia.

Gdy myślę o takiej sytuacji, pęka mi serce, bo pierwsze, co chciałabym zrobić, to porozmawiać z tym człowiekiem. Dowiedzieć się, kim jest, jak mu się żyje, co warto zobaczyć w okolicy. To jego praca, ale przecież w niczym nie jest od tego bogacza gorszy, tak samo zasługuje na szacunek i zainteresowanie.

To przykre, że niektórzy wraz ze wzrostem cyferek na koncie tracą uważność na drugiego człowieka, gubią umiejętność słuchania go z uwagą i prawdziwym zainteresowaniem.

Życzę Ci powodzenia, finansowego także, ale pamiętaj… los jest zmienny. Traktuj innych z szacunkiem, bo być może za jakiś czas to ty będziesz stał z ręcznikiem przy marmurowej wazie.

Człowiek, który jest spełniony i szczęśliwy, nie krzywdzi innych. Jak mawiała Marlin Monroe „Biedny jest bogacz, który ma tylko pieniądze”.

 

5 komentarzy

  1. Z ogromną przyjemnością przeczytałam kolejny post. Często zastanawiam sie nad tym zjawiskiem, często moje myśli zajmuje czy sama zmienilabym punkt widzenia. Myślę, że większe zarobki słusznie podnoszą standard życia. Po to pniemy się po szczeblach kariery, by móc pozwolić sobie na więcej, na lepsze, na wygodniejsze. Tak działa rynek a my jesteśmy jego instrumentami.
    Inna kwestia – czy pozostalabym otwarta na człowieka i jego duszę? Nie wiem, teraz myślę, że tak (przecież biorę udział w akcjach charytatywnych, rzucę jakiś grosz ulicznemu grajkowi, kupię bułkę zulowi na dworcu). Ale czy na pewno? Gdy zostanę dyrektorem wielkiej firmy – czy nadal będę jeździć pociągami, chodzić na spacery i mieć okazje dzielić się tym co mam, czy raczej pozostanę przy uspokajaniu sumienia datkiem na Caritas. Obawiam się Lorda Jima w sobie.
    W tym wszystkim należy pamiętać o tym, co napisałaś- nic nie jest na stałe i na pewno. Należy korzystać z chwili, cieszyć się nią, ale zachować uwaznosc na człowieka.

  2. Jestem tu pierwszy raz, przeglądałam tytuły postów i ten od razu zwrócił moją uwagę. Pieniądze to trudny temat, a i łatwo dać się wciągnąć w wir ich posiadania oraz korzyści z tego wynikających. Tym bardziej, że cały świat jest nastawiony raczej na „mieć” niż „być”, chociaż wiele się także zmienia na korzyść tego drugiego. Osobiście obawiam się, że pieniądze, jak będę już mieć ich nawet niewiele więcej niż teraz, mogą mi trochę zawrócić w głowie. W takim sensie, że właśnie w końcu będę mogła sobie pozwolić na coś, co do tej pory było poza moim zasięgiem. Staram się jednak przygotować na tę sytuację i rozmawiać ze sobą o tym, żeby ten moment nie był tak niespodziewany i żebym już wtedy wiedziała, co robić. Czyli np. zamiast wydawać na głupoty, od razu odłożyć większą kwotę na konto oszczędnościowe, które nie będzie aż tak pod ręką jak to główne. Doszłam do wniosku, że znaczna część wydatków w życiu jest zbędna i że w zasadzie czuję się szczęśliwsza, od kiedy ograniczam wpływ świata materialnego, ale nie powiem, nie było tak łatwo, za to jak już przeszłam na tę drugą stronę, to jakoś idzie już bardziej z górki. 🙂 Swoją drogą chciałabym Cię zaprosić do przeczytania mojego postu o byciu bogatym i pieniądzach http://bestjabestja.blogspot.com/2016/09/o-tym-ze-nie-musze-byc-bogata.html jeśli miałabyś ochotę przeczytać, będzie mi bardzo miło. Również byłabym chętna do dyskusji w tym temacie, przynajmniej u mnie jest on jednym z ulubionych, pewnie dlatego, że dotyczy praktycznie każdego i łatwo się w nim zgubić.
    Pozdrawiam!

  3. Witam Cię serdecznie, dzięki za komentarz i zaproszenie, na pewno Cię odwiedzę :).
    Oj pieniądze to faktycznie temat rzeka i wiele punktów widzenia na ich posiadanie i nieposiadanie już poznałam.
    Z tego, co piszesz, wynika, że idziesz małymi krokami w stronę życiowego minimalizmu. Ja staram się podążać tą drogą i nie jest to łatwe. Konsumpcyjny tryb życia jest tak powszechny, że postrzegamy go jako normę. Zatracamy się w tym. No ale odrobina wysiłku i samoświadomości może nas uratować ;).

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *