O co chodzi z tą galerią handlową?

         IMG_20160903_204427      Jest sobotnie, późne popołudnie, pogoda piękna (cudownie ten wrzesień się zaczyna), a ja na 21.00 idę z mężem do kina, które znajduje się w galerii handlowej w sąsiednim mieście. Z tej racji, że nie bywam w takich miejscach za często, postanawiam wykorzystać okazję i kupić potrzebne mi niezmiernie czarne dżinsy. Plan jest taki- jedziemy do galerii półtorej godziny wcześniej i ja poluję na spodnie, a mąż… tu chyba każdy facet wie, co napiszę… znika w pokrętnych alejkach wielkiego sklepu ze sprzętem elektronicznym, a później zapewne zasiądzie w kawiarni ze świeżo zakupioną gazetą ;).

Jego plan zrealizowany w 100%, ale ja oczywiście kupuję spodnie w 15 minut i co robię? Kto czytał poprzednie wpisy, ten zrozumie… FLANERUJĘ!

Postanowiłam przyjrzeć się bliżej klientom galerii handlowej w sobotni, jeszcze prawie letni wieczór i spróbować zrozumieć, co oni tu właściwie robią?

Już po trzydziestu minutach uważnej obserwacji wiedziałam, że jakieś 70% nie przyszło tu na zakupy, a na pewno nie jest to ich główny cel.

Całe rodziny przechadzają się alejkami galerii, jedząc lody, gofry, zatrzymując się z maluchami przy atrakcjach typy- autko się trzęsie za dwa złote, przysiadając w kawiarniach, sokopijalniach, zagajnikach sztucznych drzewek i fontannach. Zapewne mają w torebce lub koszu pod wózkiem coś, co tu kupili, przy okazji… popołudnia spędzonego w pasażu handlowym.

Nie ma co tu z nikogo kpić, ja sama wyglądam jak kobitka, która sobie przyszła posiedzieć na ławeczce z jedną parą dżinsów w torbie ;). Nie mam napisane na czole, że za chwilę biegnę na film i że kocham obserwować ludzi i ich zachowania, by później wam o tym napisać.

Każdy ma swoje motywacje, wykluczam jednak możliwość, by te wszystkie rodziny, pary, grupki znajomych i „samotne dusze” były tam przypadkiem, przy okazji, na chwilę.

Polacy pokochali spędzanie czasu w galeriach handlowych i interesuje mnie fenomen tego zjawiska.

Nadal błądzę myślami wokół tego tematu i czuję wielki chaos, ale postaram się przedstawić kila argumentów, które w jakiś sposób wyjaśniałyby tą z pozoru kuriozalną sytuację. Dlaczego kuriozalną? No bo przecież miejsca, gdzie jest ponad kilkadziesiąt sklepów, z każdej strony straszą nas wystawy, banery krzyczące „SALE”, mogą nas jedynie ogołocić z pieniędzy i skraść cenny czas, a jednak… .

  1. Otacza nas blichtr, luksus, czujemy się częścią tego bogatego świata. Pokolenie naszych rodziców żyło w czasach, gdy w Polsce nie było niczego na sklepowych półkach, a my dzieci ferię barw podziwialiśmy w witrynie jedynego TAKIEGO sklepu w całym mieście- Pewexu. Teraz otacza nas morze towarów wszelkiego rodzaju, a to daje naszej podświadomości spokój i poczucie bezpieczeństwa, że wszystko jest w zasięgu ręki. Wystawy ekskluzywnych butików cieszą oko i zaspokajają potrzebę obcowania z towarem luksusowym, w galerii jest czysto, jasno i kolorowo. Niebagatelną rolę spełnia jasne światło i duże, gładkie powierzchnie, które je odbijają. Słowo” luksus” pochodzi od łacińskiego rzeczownika „lux” oznaczającego światło, jasność. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo wpływa to na naszą podświadomość, poprawia samopoczucie.
  1. Zorientowaliśmy się, że przy odrobinie wysiłku, kupimy ubrania i buty taniej, niż na okolicznym targu. Czyli promocje, wyprzedaże, niewyobrażalnie niskie ceny przecenionych produktów. Obcuję z luksusem, ale w sąsiedniej alejce mogę nabyć bluzeczki i spodnie za 39,90. Do tego na metkach mam logo znanych sieciówek, które jeszcze do niedawna kojarzyły się Polakom z tym zachodnim światem, którego u nas nie było. Nadal nie mieści nam się w głowie, że popularne marki typu Zara, H&M czy Adidas są na zachodzie tymi najbardziej dostępnymi dla przeciętnych nabywców, na które wszystkich stać. Pamiętam do dziś, jak podczas szkolnej wycieczki do Legolandu, z wypiekami na twarzy obserwowałyśmy z koleżankami pana zbierającego puszki i butelki, który od stóp do głów wystrojony był w odzież marki Nike. U nas były to rzeczy dla bogatych, a posiadanie butów tej firmy czyniło z ucznia polskiej szkoły podstawowej gwiazdę szkolnych korytarzy.
  1. Jesteśmy wśród ludzi. Ja wiem, że w restauracji, na koncercie, w kinie… też jesteśmy wśród ludzi, ale jednak to nie to samo. Po pierwsze za większość wyżej wymienionych rozrywek musimy zapłacić. Po drugie dla wielu z nas samotne pójście do kina czy na koncert kojarzy się z czymś dziwacznym i czymś, czego należy się wstydzić. No bo pewnie nieudacznik, nudziarz, nie ma znajomych itp. Gdy snujemy się sami po pasażu handlowym i kogoś nieoczekiwanie spotkamy… nie ma problemu, jesteśmy na zakupach. Nie spotkamy się z podejrzanym spojrzeniem znajomego. Nikogo nie dziwi fakt zakupów w pojedynkę.
  2. Dzieci się nie nudzą, a nas to wiele nie kosztuje. Już sam charakter miejsca wywołuje w małych dzieciach ekscytację. Ogromne sklepy z zabawkami, sale zabaw, dziesiątki drobnych atrakcji za jedną monetę. Czas mija, a rodzice bez większego wysiłku spędzają go z dzieckiem. Nie trzeba organizować czasu kreatywnie, a jednak dziecko nie siedzi przed telewizorem czy tabletem. Gdy na dworze wieje i leje, maluchy swobodnie biegają po sklepowych alejkach, swobodę ruchu zapewnia lekkie odzienie, a mamusia i tatuś nie muszą marznąć w ośnieżonych parkach, uliczkach i placach zabaw na zewnątrz. Do tego w zasięgu ręki są niedrogie lody, lizaki, tony długaśnych żelek i kolorowe gadżety.

 

No a jeśli faktycznie chodzi o zakupy, mamy wiele marek w jednym miejscu, co pozornie pozwala zaoszczędzić czas. Piszę pozornie, bo ilość i wybór przytłacza. Myślimy- pójdę jeszcze tam i tam i tam, a dzień drastycznie się kurczy, bo jego połowę spędziliśmy na zakupach.

Jeśli dobrze przemyśleć wymienione wyżej punkty, można dojść do wniosku, że jesteśmy leniuchami bez wyobraźni i rządzą nami niekontrolowane bodźce, których nasza świadomość nie ogarnia.

               Może nie warto demonizować tematu i takiego sposobu spędzania wolnego czasu?

        Jak uważasz?

 

 

2 komentarze

  1. Wszytko zależy od tego co kto lubi. Mam koleżanki, które raz w miesiącu MUSZĄ jechać do wielkiej galerii. To ich sposób na odstresowanie. To, że z portefa znika im co najmniej 500zl – phi, lubią to robią. Raz z nimi pojechałam. Nigdy więcej tego nie zrobię! Oglądałam, przymierzalam. I spodobała mi się kurteczka, biodrowka, leciutka z Benettona za- bagatela 399zl.Była piękna, ale wiedziałam że 1/5 wypłaty wydana na kurteczke spowoduje brak kasy na resztę miesiąca. Moje znajome na siłę przekonywaly, że zasługuje na nią, że przecież mi się podoba. Dziś mi się podoba, jutro z okien kit będę jeść. I tak – dla luksusu poświęcamy resztę. Kupujemy, bo inni kupują, nie liczy się jakość, ważna jest metka. Nikt nie zastanowi się, ze produkt, który u nas jest drogi- został wytworzony minimalnym nakładem pracy. Tylko 0,5% kwoty, którą my zapłacimy – dostanie hinduski pracownik. Warto przemyśleć.

    1. Dla mnie zakupy nie są formą rozrywki. Jeśli muszę coś kupić, wole jechać sama. Wyprawa z przyjaciółką do galerii…kończy się siedzeniem i gadaniem którymś z lokali serwujących pyszne lody i desery ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *