Rodziców się nie wybiera… a szkoda!

 

244h

Dumny ojciec pręży pierś i mówi „moja córka jest całym moim światem, jak ktoś ją skrzywdzi, to zabiję…”. Słyszeliście kiedyś takie słowa? Jestem przekonana, że podobne wypowiedzi nie raz i nie dwa przysłowiowo obiły się wam o uszy.

Świetnie, tylko czemu ten sam tatuś odbiera ukochaną córkę z przedszkola, zapina w foteliku samochodowym, po czym siada wygodnie w fotelu kierowcy i co robi? Odpala papierosa. Dziecko grzecznie czeka, aż ojciec się zrelaksuje dymkiem, łaskawca na szczęście otworzył okno, by swojej małej księżniczki nie uwędzić.

Błogą ciszę tej chwili przerywa głos dziecka „tatusiu pokłóciłam się dzisiaj z Weroniką”. Ojciec z irytacją w głosie zbywa dziewczynkę, mówiąc, by nie zawracała mu głowy głupotami, bo on ma ważniejsze sprawy, problemy, a w ogóle to nie ma teraz czasu na rozmowy.

Historię opowiedziała mi jakiś czas temu przyjaciółka, głęboko poruszona faktem, że można tak traktować własne dziecko.

Podobnych przykładów można by mnożyć wiele, a rzecz dotyczy w równym stopniu matek. Płeć niczego tu nie determinuje.

Dlaczego tak bardzo rozmijają się deklaracje i czyny? Czy mądra miłość i mądre wychowanie jest aż tak unikatowym zjawiskiem w obecnych czasach?

My ludzie z natury jesteśmy wygodni i leniwi, jeśli dodać do tego brak refleksji, bezmyślność i niedojrzałość, to mamy doskonały koktajl koszmarnego dzieciństwa i kiepskiego startu w przyszłość dla naszych dzieci.

Nie potrafię przejść do porządku dziennego wobec faktu, jak wiele dzieci ma bezrefleksyjnych rodziców i to te dzieci właśnie płacą za to koszmarnie wysoką cenę.

Nie chcę się rozwodzić na temat świadomego niszczenia zdrowia własnego dziecka… począwszy od trucia malutkiego organizmu w łonie matki, a skończywszy na przypadkach przemocy fizycznej. Ten wpis nie jest o rzeczonym tatusiu, który okrasza córkę dymem w ramach własnego relaksu. To są rzeczy nie do zaakceptowania.

Mam na myśli tych kochających, troskliwych tatusiów i mamusie, którzy swoim pociechom uchyliliby nieba.

Tymczasem dziecko…

  1. Nie ma z kim rozmawiać, a jego dziecięcy świat i problemy są bagatelizowane, gubią się pośród codziennej krzątaniny. Taka sytuacja w skutkach jest zgubna, zatraca się więź i zaufanie. Dziecko, które czuje się nieważne drastycznie traci poczucie własnej wartości. Latami hoduje kompleksy i poczucie winy, że nie było dość dobre, by poświęcać mu uwagę i czas.
  2. Musi rywalizować, bo rodzic chce, by było się czym pochwalić. Musi być małym człowiekiem skrojonym na miarę oczekiwań dorosłych. Najlepiej też, by w wieku lat trzech zachowywało ogładę i obycie dwudziestolatka. Sposób motywacji „musisz być lepszy od Antka” wpycha dziecko w rodzicielski wyścig szczurów wbrew jego woli, wiedzy i świadomości.
  3. Nie ma prawa okazywać emocji, bo beksa, bo inni będą się z niego śmiać, bo mamusię drażni hałas, bo chłopaki nie płaczą, a dziewczynki są grzeczne. Taki mały człowiek uczy się, że pokazywanie uczuć jest czymś złym, a jego najbliżsi tego nie akceptują. Nie dziw się, że jako nastolatek z poważnym problemem, będzie Ci mówił ze sztucznym uśmiechem „nie martw się mamo, wszystko jest w porządku…”. Później są już tylko komentarze po tragedii „nasz syn nie miał żadnych problemów, coś byśmy przecież zauważyli”.
  4. Nie może być samodzielne, bo mama zawsze się spieszy (to ja niestety L), tata boi się o córkę, domownicy nie znoszą bałaganu. No i tak to jest… wygoda rodziców uniemożliwia naturalny rozwój umiejętności. Mały człowiek szybko się orientuje, że w porannym rozgardiaszu i walce z czasem, łatwo wykręcić się od samodzielnego ubierania i dokładnego mycia ząbków. Wyręczając dziecko, zapewniamy komfort przede wszystkim sobie, jemu niestety robimy krzywdę.
  5. Musi być takie, jak inni, bo przecież taki zniewieściały synek to wstyd, taka niegrzeczna córeczka, która do tego nie chce chodzić w sukienkach, to już dramat. Boimy się inności naszych dzieci, siłą ściągamy je na drogę schematów i stereotypów. Skutecznie pomaga nam w tym otoczenie, panie w przedszkolu, dziadkowie, ciocie itp. Nam rodzicom taka pociecha idealnie pasująca do otoczenia daje poczucie bezpieczeństwa i panowania nad sytuacją. Skutki? Dorosły, który wypiera się swojej prawdziwej pasji, bo to tak jakoś głupio, bo lepiej robić to, co wszyscy.

My, kochający rodzice krzywdzimy czasem swoje dzieci… z lenistwa, ze strachu, z powodu własnych deficytów, kompleksów, ograniczeń psychicznych.

Naprawdę wystarczy refleksja, chwila zastanowienia i odrobina chęci, by pewne rzeczy zmienić w swojej głowie i w swoim podejściu do własnego dziecka.

Ja tkwię w tym procesie, mam gorsze i lepsze dni. Przyznaję, że walczę z punktem nr 4 i rezultaty jeszcze nie są zadowalające. Punkt 5 mam przepracowany i… zaakceptowałam fakt, że mój czterolatek uwielbia kolor czarny. Przestałam czuć ścisk w żołądku, patrząc na galerię prac w przedszkolu. Znam moje dziecko i wiem, że nie zwiastuje to kariery Dextera Morgana z popularnego serialu HBO.

Jestem dumna z siebie, że punkt 1,2,3 do tej pory nigdy mnie nie dotyczył.

By wychować fajnego, szczęśliwego człowieka nie potrzeba worka pieniędzy ani specjalistycznej wiedzy, wystarczy wyjść ze strefy komfortu i podjąć wysiłek. Dać miłość, zrozumienie i czas.

Są rodzice, którym przychodzi to tak jakoś naturalnie, nie czują, że jest to praca. Ja ich nazywam „rodzicami z powołania”.

Ze mną jest inaczej, ale się staram… a Ty?

8 komentarzy

  1. Punkt pierwszy nigdy sama więc zachęcam co się dzieje i proszę o opowieść jak było w przedszkolu , jeśli jest problem próbuje go rozwiązać i rozmawiam z przedszkolankami.
    Punkt drugi nigdy i wkurza mnie gdy inni próbują tak ustawiać moje dziecko , co nie znaczy ,że pozwalam jej na wszystko ponieważ uważam ,że odchylenie w drugą stronę jest niedobre.
    Punkt trzeci zależy gdzie i w jaki sposób te emocje okazuje moja czterolatka według opinii przedszkolanek nad wyraz inteligentna próbuje wymuszać ni to piszczeniem ni to płaczem na to zdecydowanie nie pozwalam aby nie weszła mi na głowę, natomiast jeśli się przewróci rozwali kolano pozwalam się wypłakać. Uważam ,że dziecku trzeba pewne normy społeczne wszczepić dostosowane do jego wieku.
    Punkt czwarty niestety tak szczególnie rano , w weekendy i wieczorami pozwalam być bardziej samodzielna, zresztą ona jest uparta i ostatnio kiedy próbuje ją ubrać to ona sama chce i rozbiera się ponownie.
    Punkt piaty najbardziej mi bliski, jak sama wiesz ja wymykam się stereotypom , noszę ciuchy niekoniecznie jak inni długo nie mieliśmy telewizora w domu. Tutaj zdecydowanie się ciesze, ze moje dziecko jest inne dopiero niedawno polubiła sukienki, uwielbia z tatą jeździć na bunkry i szukać nietoperzy, a w pokoju jej ulubionym motywem są właśnie nietoperze. Do punktu piątego dodałabym uczenie dziecka tolerancji ,że inne nie znaczy złe., ze niekoniecznie trzeba iść za wszystkimi i uwielbiać różowy ale równocześnie nie krytykować innych za ten róż od stóp do głów , że u człowieka jest ważne to co ma w głowie i w sercu a nie to co na sobie.
    Punkt szósty pozwolisz,że dodam uczmy nasze dzieci przyrody ruchu na świeżym powietrzu i czytania jako nauczycielka chyba sama wiesz dlaczego..

    1. Oj tych punktów mogłoby być jeszcze wiele, masz rację.
      O wyrabianiu w dziecku nawyku czytania wspominałam we wpisie „Czy o dumę tu chodzi”?
      http://myslitery.pl/2016/08/12/czy-o-dume-tu-chodzi/
      Widok czytających rodziców, obecność w domu książek, odwiedziny w bibliotekach i księgarniach mają tu spore znaczenie. Dziecko uczy się poprzez naśladowanie.
      Z ruchem na świeżym powietrzu to my Polacy mamy trochę na bakier, ale obecne pokolenie rodziców chyba się obudziło w tym względzie. Może wreszcie polskie dzieci przestaną nosić czapki od września do maja i nie będą polowy roku spędzać w zamkniętych pomieszczeniach.
      Idzie ku dobremu 😉

      Ps. Chyba mój mały dogadałby się z Twoją córką, w końcu Batman to człowiek nietoperz :).

  2. Tak to jest jak „mamuśki” naczytają się jakże teraz modnych „blogów parentingowych”
    (oczywiście nie generalizuję bo i pewnie są blogi, gdzie można znaleźć wiele wartościowych, mądrych wpisów),
    naoglądają się na fb profilach swoich znajomych wpisów z ach’ami, och’ami i ech’ami nad ich pociechami, bardziej przypominającymi „wyścig szczurów” typu Zosia ma 6 m-cy, siedzi na nocniku, robi kupę i przy okazji czyta encyklopedię, Janek jak miał 9 m-cy zaczął starty w półmaratonach a od 1 roku życia startuje w triathlonie 😉
    Tak naprawdę wszystko zależy od Rodziców.To oni nie mogą ulegać presji otoczenia przy okazji dołączając do „wyścigu szczurów” w wersji „baby”.
    Dla mnie niema problemu, że dziecko zamiast malować po kartce, postanowiło wymalować siebie (hehe body painting też mi się podoba 😉 )
    Nie wywołuje u mnie furii tona klocków na podłodze, rozrzucone zabawki…. czas na zabawę to jest czas na zabawę, czas na sprzątanie będzie później. (niestety, niektórzy najchętniej zabawki traktowaliby niczym muzealne eksponaty – ustawić na półce do oglądania, albo co 10 minut zarządzają sprzątanie bo cała podłoga w pokoju usłana jest rozrzuconymi zabawkami).
    Moje dzieci robią ze mną różne rzeczy, staram się im dać możliwość „spróbowania,sprawdzenia” przeróżnych rzeczy. Czasem wymaga to poświęcenia czasu, zmiany moich planów…. ale nie mam zamiaru zmieniać tego, tylko dlatego,żeby przez własną wygodę czy lenistwo „zabijać” u dzieci ciekawość i chęć poznawania otaczającego ich świata
    Pozdrawiam 🙂

  3. raf aleś mnie rozbawił tymi przykładami „opisów genialnych dzieci”. To prawda, wszystko zależy od rodziców i mam w sobie jakiś wewnętrzny sprzeciw, gdy rodzice NIE MYŚLĄ.
    Widzisz, Ty jesteś w stanie wyjść ze strefy komfortu dla dobra i rozwoju dziecka…niestety wielu nie chce tego zrobić.
    Ja należę do rodziców, którym nie przychodzi to łatwo. Często łapię się na tym „lenistwie” i później dręczą mnie wyrzuty sumienia. Z tej pedanterii typu… nie będziemy malować placami, bo umalujesz cały stolik i podłogę” już się prawie wyleczyłam ;).
    Ech ile wyzwań zapewnia to rodzicielstwo!

    Pozdrawiam i dzięki za komen tarz.

  4. Ile wyzwań już zostało „za nami” od 2012 r 🙂
    Z tymi sobie poradziliśmy to i z następnymi sobie poradzimy! Kto hak nie my – rodzice naszych majowych dzieciaków 😀
    Przy okazji pozdrowienia dla wszystkich odwiedzających ten blog Koleżanek z majowego forum 😉

  5. Ha jak przeczytałam wiadomość Raf to aż mi się łezka w oku zakręciła, ja również pozdrawiam wszystkie majóweczki , dobrze, że nadal jesteśmy aktywni w sieci i jakaś tam więź pozostała.

  6. Naprawdę mądrze poruszyłaś ten temat… Przerażające, jak bardzo ciężko jest stać się dobrym rodzicem i podarować swoim dzieciom miłość… Wspaniale, że zwracasz na to uwagę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *