„Bo ona taka jest…” Czy jesteś tym, którego się tłumaczy? A może chciałbyś być?

kaboompics-com_office-space-woman-writing

Czy spotykacie na swojej drodze osoby, które jakimś cudownym zbiegiem okoliczności zawsze wykręcą się od tych najtrudniejszych obowiązków, znikną, gdy w firmie jest ten „gorący okres” lub gdy trzeba kosztem swojego czasu i komfortu wesprzeć kogoś, kto potrzebuje pomocy?

Odpowiem za was… spotykacie, macie je w swoim otoczeniu, pracujecie z nimi, przyjaźnicie się lub są członkami waszej rodziny. Ja takie osoby w mojej głowie kwalifikuję do kategorii „przepraszam, ale tym razem wyjątkowo nie mogę ci pomóc”. Wszystko byłoby w porządku, tylko sformułowanie „tym razem” w ich przypadku ma się nijak do rzeczywistości. Zawsze jest ten raz.

Kierowani poczuciem obowiązku, dobrem otoczenia, rodziny lub firmy bierzemy na siebie zadania, które naszymi nie są. Czujemy odpowiedzialność za coś, co nie do końca nas dotyczy, czujemy wstyd i tłumaczymy się za kogoś… za tego człowieka, który „tym razem wyjątkowo nie mógł”.

Takie są fakty, ale mnie nurtuje inna kwestia – czy my naturalnie przyjmujemy do wiadomości, że tak jest, zawsze będzie i z niesamowitą precyzją potrafimy przewidzieć zachowanie tego człowieka w danej sytuacji? Mało tego, wiemy, że to od nas będą wymagać, oczekiwać, a jego tłumaczyć, bo „on taki jest…”.

W psychologii istnieje pojęcie „ojciec rodziny” i nie ma to nic wspólnego z biologiczną rolą ojca. Członkowie rodziny nieświadomie wybierają spośród siebie osobę, której przypisują odpowiedzialność za to, jak rodzina sobie radzi, na jakim poziomie żyje, jaki ma wizerunek w otoczeniu. W momencie kłopotów, tragedii, konfliktów i zawirowań to właśnie ta osoba ma wesprzeć, ułożyć wszystko na miejsce, przywrócić ład, porządek i poczucie bezpieczeństwa. Nie byłoby w tym nic dziwnego – wspieranie bliskich jest naturalnym odruchem, ale od tej osoby się oczekuje, wymaga i obarcza odpowiedzialnością. „Ojciec rodziny” jest tym, którego się wini za niepowodzenia innych i często staje się kozłem ofiarnym. To trudna i niezasłużona rola, która potrafi doprowadzić do izolacji człowieka, gdyż nie wytrzymuje on presji i nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom wszystkich wokół.

Zastanawiam się, czy podobny model nie funkcjonuje też w innych grupach, np. w grupie zawodowej lub towarzyskiej.

Jeśli pracujemy w większej firmie i otacza nas grupa kilkunastu, kilkudziesięciu współpracowników, to w głowie wypracowujemy schemat kredensu – szuflada z tymi, na których zawsze można liczyć, szuflada z tymi, którzy raczej nam pomogą i będą uczciwie współpracować, szuflada z tymi, do których nawet nie idziemy w żadnej ważniejszej kwestii. Doskonale wiemy, że w tej ostatniej szufladzie zawsze znajdą się powody, by akurat „tym razem” czegoś nie móc zrobić.

Powiedzcie mi – to asertywność czy egoizm? Szanowanie siebie, czy brak szacunku dla drugiego człowieka, jego pracy i wolnego czasu?

Jestem w tej kwestii poważnie zagubiona.

Jeśli wiesz, o czym piszę, to zdajesz sobie też sprawę z tego, że takie osoby są akceptowane i wręcz tłumaczone przez przełożonych. Żaden szef nie ma siły walczyć z wiatrakami, stale „oczyszczać” firmy z  tego typu ludzi, szarpać się z ich oporem i nieugiętą postawą niemożności. Wybiera rozwiązanie prostsze i szybsze – część zadań z szuflady nr 3 przekłada do szuflady nr 1.

Gdy spotyka się z oporem, krytyką i jest posądzany o niesprawiedliwe dzielenie zadań, odwołuje się do poczucia odpowiedzialności i dojrzałości tych, którym powierza najtrudniejsze kwestie.

Taki pracownik z jednej strony czuje się doceniany, dowartościowany, z drugiej nadal tkwi w nim poczucie niesprawiedliwości i narasta złość w stosunku do tych, którzy leżą spokojnie w trzeciej szufladzie.

W rozmowie z szefem często słyszy „no wie pan, pani x się do tego nie nadaje, ona sobie nie poradzi, no ona już taka jest”.

Nasuwa się pytanie, czy kiedykolwiek szef tłumaczyłby nas, gdybyśmy zawalili, nie dali rady i naprawdę „wyjątkowo nie mogli?”

Zostawmy szefa, to człowiek z krwi i kości, który robi co może, żeby firma działała jak najlepiej, miała dobre wyniki i przynosiła zyski. Pamiętajmy też, że zazwyczaj szef ma swojego szefa, który rozlicza go z efektywności pracy organizacji. Brak czasu na rozwiązywanie zawiłości samopoczucia pracowników to brutalna rzeczywistość osób na kierowniczych stanowiskach.

Nie zmienimy otoczenia, nie mamy magicznej różyczki, by zaczarować kredens i spowodować, by szuflada nr 3 przestała istnieć. Wpływ mamy tylko na siebie, swoje decyzje, zachowania, kształtowanie relacji i stosunku do pracy.

Czasem sobie myślę, że najcudowniej byłoby wskoczyć do tej właśnie szuflady wyłożonej miękkim, pluszowym kocykiem, zamknąć oczy na potrzeby innych, kondycję firmy, samopoczucie otoczenia i żyć tylko dla siebie.

Jest jeden problem… na myśleniu się kończy. W tej części kredensu jest wyjątkowo mało powietrza. Udusiłyby mnie wyrzuty sumienia i poczucie emocjonalnej bezczynności w środowisku pracy.

Pozostanę więc tą, o której nikt nie mówi „wiesz, bo ona taka jest…”.

Teraz wy pomyślcie, w której z szuflad jesteście… w pracy, w domu, wśród znajomych i czy dobrze się w niej czujecie.

 

8 komentarzy

  1. Zgadzam się z Tobą… Może i wygodnie byłoby w takiej mięciutkiej szufladzie, ale ja nie chciałabym się w niej znaleźć. Owszem, popełniam błędy, nie jestem święta, ale przynajmniej biorę za siebie odpowiedzialność…

    1. Bo chyba nie zawsze o wygodę nam w życiu chodzi. Taka szufladka mogłaby być fajna, ale na krótko. Ja jestem orędownikiem stwierdzenia, że na dłuższą metę wszystko się kiedyś znudzi, nawet komfort i nicnierobienie.

  2. Marzę o szufladzie nr 3. Marzę, żeby ta odrobina powietrza wystarczala mi do zycia. Marzę o cudownym nierobstwie i otrzymywaniu za niego zapłaty. Osobiście i generalnie mam dość bycia tą na którą zawsze można liczyć, kiedy widzę, że są osoby, które dają minimum z siebie i ŻYJĄ i to na wysokim poziomie- nawet otrzymują różnego rodzaju gratyfikacje finansowe.
    Dam sobie radę w szufladzie nr 3. Osiem godzin choćby na jednym wydechu, ale potem … tylko ja i moi najbliżsi, zero odpowiedzialności za pracę.

  3. Osoby będące w szufladzie nr 1 – skoro się w niej już znaleźliście to raczej już z niej nie wyjdziecie bo cechuje Was odpowiedzialność, sumienność i poczucie przyzwoitości które nie pozwala na to co w dzisiejszym świecie poczytywane jest jako WAŻNA ZALETA czyli najprostsza w świecie ASERTYWNOŚĆ… Ja osobiście chyba wolę zacisnąć zęby i pozostać przy numerze 1 i iść spać z nadzieją że przynajmniej w swoich oczach jestem może trochę naiwnym ale mimo wszystko przyzwoitym człowiekiem…

  4. asertywnosc to umiejetnosc mowienia NIE w zgodzie ze soba ale tez nie naruszajac praw drugiego czlowieka. Jezeli nastepuje naruszenie praw innych wtedy mowimy o egoizmie lub egocentryzmie.
    Zachwanie asertywne sprzyja pozytywnym relacjom w pracy, sprzyja wspolpracy.
    Przepraszam za bledy ale akurat teraz przestawil mi sié jézyk klawiatury 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *