Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam, na pierwszej stacji, teraz, tu…

163h

               Słowa piosenki Anny Marii Jopek autorstwa Marcina Kydryńskiego mogłoby śpiewać milion matek każdego dnia. Za chwilę jednak z równym zaangażowaniem śpiewałyby tekst Pabla Casalasa- jesteś cudem, każda sekunda naszego życia jest jedyną chwilą w dziejach wszechświata, chwilą, która już nigdy się nie powtórzy…

Czy to znaczy, że zawładnęła nami matkami choroba dwubiegunowa? Jesteśmy wszystkie niestabilne i rozhisteryzowane? Nie. Emocje związane z wychowaniem dziecka to jazda bez trzymanki rozpędzonym motocyklem. Są momenty, gdy strach ściska nam gardło, są i takie, gdy z zachwytu nie potrafimy powstrzymać łez.

               Do wpisu skłoniły mnie rozmowy i sytuacje, z którymi od dłuższego czasu się spotykam. Znajome i nieznajome matki mówią o swojej huśtawce nastrojów, poczuciu bezradności, przytłoczeniu, a wszystko to okraszone jest pełnią miłości do swojej pociechy, gotowością poświęcenia i heroiczną siłą.

Na placu zabaw siada obok mnie mama dwuletniej dziewczynki, mała śliczna jak anioł, promienna, biega między piaskownicą a zjeżdżalnią z prędkością światła. Mama w przeciwieństwie do córki nie promienieje, wzdycha i sama zaczyna mówić o zmęczeniu, obawach, czy córka rozwija się prawidłowo, braku czasu dla siebie. Widzę i czuję desperackie wołanie o pomoc. Rozmawiam, staram się wesprzeć… obcą osobę, matkę podobną do wielu innych, podobną do mnie.

Sieć podbija zdjęcie mamy rocznej dziewczynki, która w środku nocy siedzi z małą w kabinie prysznicowej, w strugach wody. Chce ulżyć dziecku w dolegliwościach związanych z alergią. Twarz zdradza niesamowite zmęczenie, widzimy rozstępy, nieogolone nogi. Nie to jest jednak powodem olbrzymiej popularności fotografii. Jest ona esencją istoty macierzyństwa- błogość chwili, gdy dziecko jest w niesamowitej fizycznej bliskości z rodzicem, zdolność matki do nadludzkiego wysiłku, by ulżyć tej małej, najważniejszej dla niej istocie. Nie ma tu cienia kreacji, nie zadbano o to, by było pięknie, estetycznie, jest naturalnie.

                Mam wrażenie, że panuje trend na odczarowywanie macierzyństwa. Jak grzyby po deszczu powstają blogi, które pokazują tą prozaiczną stronę codzienności z dzieckiem. Matki, a coraz częściej ojcowie otwarcie piszą o trudzie, wyboistej drodze do celu, wzlotach i upadkach.

Cieszy mnie to, bo już czas, by ideę rodzicielstwa zrzucić z pomników. Wpisać w pejzaż życia codziennego. Zaczynamy rozumieć, że nie ma jednego słusznego modelu wychowania, że dziecko nie rodzi się po to, by wpasować się w schematy, by spełnić czyjeś oczekiwania. Że noworodka niekonieczne musimy pokochać od pierwszego spojrzenia, ale od tego właśnie momentu musimy go szanować, bo to mały człowiek, w niczym nie gorszy od nas. Że rodzice mają prawo do czasu dla siebie i nie robią tym dziecku krzywdy.

My kobiety zaczynamy dawać sobie prawo do bycia nieidealną matką, coraz rzadziej oceniamy siebie nawzajem. Staramy się rozumieć potrzeby dziecka, ale i nasze.

To według mnie dobry kierunek. Łapiemy duży oddech.

Co zatem zrobić z tą frustracją, która się w nas czasem pojawia? Czy nasze mamy, babcie miały takie dylematy? Wydaje nam się, że nie. Że nikt nie analizował tak dokładnie idei rodzicielstwa, uwarunkowań rozwojowych dzieci, nikt się aż tak nie denerwował i nie martwił.

Myślę, że było dokładnie tak samo jak dziś. Matki były matkami, ojcowie ojcami – w cieniu rodzicielskiej miłości był czasem lęk, bezradność… milczenie. Dziś to milczenie przerywamy. Nie boimy się mówić o zmęczeniu, nie ukrywamy demonów, nie upychamy ich do szafy.

Tak jak nasze mamy i my bywamy bezsilne, zadajemy sobie pytania typu- gdzie popełniłam błąd?

Ale też podobnie do naszych mam płaczemy ze wzruszenia, patrząc na nasze śpiące pociechy, pękamy z dumy, gdy widzimy ich małe sukcesy, uśmiechamy się w duszy do tego cudu, jaki nas spotkał.

                 Drogie dzisiejsze mamy cieszmy się i korzystajmy z powszechnego dostępu do wiedzy na temat rozwoju naszych dzieci, czerpmy ze wspólnoty doświadczeń, bądźmy razem. Musimy doceniać możliwości, jakie mamy dziś w zasięgu reki- grupy wsparcia, fora, dostęp do specjalistów (dziś nikt nie robi tajemnicy z korzystania z pomocy terapeuty), wartościowe książki na temat wychowania, konkretnych problemów itp.

Wyobraź sobie teraz kobietę pół wieku temu, która czuje, że sobie nie radzi, po nocach przełyka łzy, a w głowie ma jedno pytanie- czy jestem dobra matką? Ona nie usiądzie rano przed komputerem i nie napisze o tym w grupie na FB, nie poczyta o swoich dylematach rodzicielskich na forach, nie zapisze się na warsztaty świadomego rodzicielstwa. Bije się z myślami, czy zwierzyć się koleżance, czy nie wyjdzie na niezaradną, słabą. Może pogadać z sąsiadką, które też ma małe dziecko, ale to będzie punkt widzenia jednej osoby, nie skonfrontuje się z dziesiątkami innych mam.

               Rodzicielstwo zawsze było kompilacją wysiłku i zachwytu, bezsilności i heroicznej siły, łez złości i łez wzruszenia. Te sprzeczności są wpisane w życie rodziców.

Naprawdę cieszę się, że jestem matką w XXI wieku. Cieszę się, że widziałam prysznicową fotografię mamy i córki, że nie muszę być idealna, stać niczym pomnik macierzyństwa na cokole. Nie wstydzę się łez i moich uczuć.

Słowa piosenki Anny Marii Jopek śpiewam czasem o poranku, gdy wioząc syna do przedszkola, wysłuchuję jego tyrady żalu i pretensji- taka natura wrażliwego czterolatka ;). Śpiewam wieczorem, gdy sprzątam po kolacji, a kuchnia wygląda jakby przeszło przez nią tornado, śpiewam podczas rodzinnych weekendów, które nie zawsze wyglądają jak te z sesji zdjęciowych na blogach rodzicielskich. Pomimo tego wiem, że nie jestem złą matką, bo te słowa śpiewam w duszy cały czas:

„…jesteś cudem, każda sekunda naszego życia jest jedyną chwilą w dziejach wszechświata, chwilą, która już nigdy się nie powtórzy…”

Ten wpis dedykuję wszystkim zaniepokojonym, zmęczonym i zakochanym w swoich dzieciach mamom oraz tej najważniejszej dla mnie osobie i niezwykłej matce- mojej siostrze.

 

9 komentarzy

  1. To prawda mnóstwo matek- młodych i tych zaprawionych w boju meczy się myślą, czy oby na pewno postępuje dobrze, czy wystarczająco się stara, czy dziecko wyrośnie na dobrego człowieka. Sama dzieci nie mam, więc obiektywnie patrzę na te „wariatki”, które całe życie podprzadkowuja tej jednej istocie i jeszcze martwią się czy aby na pewno dały z siebie 100%. Drogie Matki które znam oraz które to przeczytają- TAK, to co robicie dla swoich dzieci to wiecej, niż same dostałyscie, to ogromne poświęcenie i miłość. TAK, Wasze dzieci są szczęśliwe i wyrosną na dobrych ludzi. TAK, od czasu do czasu zajmijcie się sobą- w ten sposób dajecie też przestrzeń swojemu dziecku. A to że czasem usłyszycie, jak bardzo Was dziecko nie lubi, że jesteście najgorsza matka na świecie bo nie kupilyscie najnowszego modelu iPhone…zamknijcie na to uszy. Za chwilę usłyszycie, że jesteście największą przyjaciółką. Życie!

  2. W dzisiejszych czasach jest moda na pokazywanie „wspanialego życia z dzieckiem”. Udawanie, że to tylko piękne i przyjemne chwile. Widzimy piękne i zadbane kobiety które mają czas dla siebie i dla dziecka. Niestety to tak nie działa. Jeśli kobieta nastawi się po prostu na „piękno macierzyństwa” zapominajac o tych ciemniejszych stronach to może się rozczarować. Nie jestem jeszcze mama, ale planuje nia być w przyszłości. Biorę pod uwagę wszystkie strony macierzyństwa. Mam nadzieje, że będę umiała poradzić sobie z wszystkimi sprawami przy okazji nie zaniedbywać siebie i męża.

  3. Wiesz, sporo zależy od podejścia właśnie. Ja chyba byłam nastawiona raczej na te piękne chwile i obrazki i moje zderzenie z rzeczywistością było odczuwalne. Mam taką teorię, że osoba bezdzietna nie jest w stanie wyobrazić sobie ogromu odpowiedzialności, miłości, pokładów siły, obowiązków…życia z dzieckiem.
    Czytamy, słuchamy, rozmawiamy, niby wiemy, ale jednak nie wiemy.
    A na blogach rodzicielskich jest cudnie, czystko, zawsze z uśmiechem.

  4. Pięknie napisałaś 🙂 Korzystajmy z grup, specjalistów jeśli mamy problem – byleby nie było za późno, byleby frustracja i zmęczenie nie skupiła się na dziecku lub innym członku rodziny…

  5. Bez frustracji nie byłoby chyba owocnego macierzyństwa, czasem trzeba opaść z sił, żeby potem szybko je na nowo zebrać, wygarnąć sobie to i owo, żeby chwilę później dostrzec, że przecież nie jest tak źle, no i poudowadniac sobie wszystkie te popełnione błędy, żeby w końcu zrozumieć że przecież nie popełnia błędów tylko ten, który nic nie robi…Bycie rodzicem jest częścią naszego życia i tak jak w życiu, po pięknych chwilach przychodzi kryzys, a po kryzysie ukojenie..

    1. To prawda. Chyba ze wszystkim tak jest… żeby docenić piękno, spokój, miłość, trzeba przejść też przez burzliwe chwile.
      Dziękuję i pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *