Wybieraj świadomie, w relacjach też należy się limitować.

kaboompics-com_people-on-the-pier

             Wiem, brzmi moralizatorsko, myślisz pewnie – ta znowu się wymądrza, no ale czytasz dalej ;). Ten blog jest zapisem moich myśli, mojego oglądu świata, mojego sposobu postrzegania rzeczywistości, nie musisz myśleć tak, jak ja, pamiętaj :).

Nie raz pisałam o tym, że czas pędzi jak szalony, żyjemy w trybie turbo fast i nie mamy pojęcia, dlaczego od jednych świąt bożego narodzenia do drugich jest tak mało czasu, dlaczego lato mija w mgnieniu oka i dlaczego do cholery znów nie zdążyliśmy zrobić zaplanowanych porządków w szafie, biurku, czy pudle z papierami. Ja ostatnio z przerażeniem doszłam do wniosku, że weekendy mam w głowie zaplanowane na kolejne 3 miesiące, że nie umiem ustalić terminu spotkania z przyjaciółką, bo mam jakąś kolejkę ważnych i ważniejszych spraw, które szczelnie zapełniają grafik piątków i sobót. Notatki, listy zadań, spotkania rodzinne (urodziny, rocznice itd.), spotkania, spotkania, spotkania… zapętlam się w tym kołowrotku i czasem już brakuje mi tchu.

Jakie jest rozwiązanie? Co mam zrobić, żeby się w tym pędzie nie udusić? Do głowy przychodzi mi określenie „limitować się”, poznałam je w czasie lektury książki „Rekiny biznesu w mediach. Sztuka tworzenia profilu publicznego” Aleksandry Ślifirskiej. Rzecz dotyczy świadomego limitowania się w świecie przekazów medialnych. Dokonywania mądrych, wartościowych wyborów, takich, z którymi lider biznesu czuje się dobrze i które pozytywnie wpływają na jego wizerunek. Ja sobie ukradnę ideę limitowania się i odniosę ją do świata relacji. Naszych relacji z ludźmi, przekazami, które do nas płyną, z samym sobą.

              Codziennie dokonujemy wyborów… co zjemy na śniadanie, w czym pójdziemy do pracy, jak spędzimy popołudnie. Możemy iść w bylejakość i zjeść słodkiego rogalika lub płatki znanej marki zalane mlekiem. Możemy nasze popołudnie przeleżeć na kanapie i w trybie zombie przerzucać kanały. Możemy, ale nie musimy. Ja postanowiłam wybierać świadomie, z szacunkiem dla siebie i swojego organizmu. Śniadania mam przemyślane, popołudnia staram się spędzać tak, by pod koniec dnia czuć satysfakcję, że zrobiłam coś fajnego… sama, z synem, z mężem, z przyjaciółmi, coś, co postrzegam jako wartość.

Tak samo świadomie zaczynam patrzeć na relacje z ludźmi, którzy mnie otaczają. Mam wspaniałych przyjaciół i znajomych, wspierającą i kochającą rodzinę, no ale życie nie jest bajką, mam też w otoczeniu osoby, w których towarzystwie nie zawsze czuję się komfortowo, bywam spięta, czuję się poddawana manipulacji. Czy całkowicie ich odsuwam, wykreślam z mojego życiowego grafiku? Nie, bo wychowano mnie zgodnie z do dziś królującym modelem na grzeczną dziewczynkę, miłą kobietę, która prędzej się poświęci i przemęczy, przymknie oko, niż powie, co czuje, myśli.

Przecież nie wypada sprawić komuś przykrości, nie wypada wyjść na egoistę, samoluba, który skupia się na swoich potrzebach i komforcie…. TU CZERWONA LAMPKA dla matek małych dzieci, szczególnie córek, które mają być tymi kochającymi, poświęcającymi się kobietami. Może jednak ważniejsze jest to, by były szczęśliwe i spełnione w dorosłym życiu?

Dojrzałam do wniosku, że egoizm i dbanie o siebie i swoje samopoczucie, to żadna zbrodnia, nic godnego potępienia, to mądre dokonywanie życiowych wyborów.

Skoro z pełną świadomością wybieram jogurt, patrzę na jego skład, zanim wyjadę na wakacje, sprawdzam opinie i rekomendacje hotelu, zanim kupię sweter, przeglądam metkę z jego składem surowcowym, to dlaczego mam bezmyślnie decydować o relacjach z innymi ludźmi? Dlaczego z grzeczności miałabym każdy poniedziałek rozmawiać ze znajomym, który w co drugim zdaniu między wierszami udowadniałby mi, że we wszystkim jestem od niego gorsza. Dlaczego miałabym spędzać święta czy wakacje z ludźmi, którzy są tak skupieni na sobie, że ten czas zmienia się w program „Nowy gadżet”, a każdy dzień jest okazją do prezentacji i opowieści o tym, co mają, co mieli, co widzieli, co sobie kupią itd.

              Relacje są dla mnie bardzo ważne i uważam, że w tej sferze też należy się limitować. Wybierać te zdrowe i wartościowe. Jeśli czujesz, że ktoś spotyka się z tobą, by paść swoje ego, leczyć kompleksy, wywołać w tobie poczucie winy lub litość… zastanów się, czy warto. Czy nie szkoda ci czasu, energii.

Po spotkaniu z ludźmi, którzy wnoszą w twoje życie prawdziwe wartości, których szanujesz i dobrze się z nimi czujesz, przykładasz wieczorem głowę do poduszki i wypełnia cię poczucie wewnętrznej lekkości, uśmiechasz się w duszy, czujesz się jak małe dziecko, które dostało wyczekany prezent.

Waga takich spotkań jest bezcenna, wartość ponadczasowa, o takie relacje dbaj, opiekuj się nimi, nie zapominaj.

Słowo spotkanie jest jednym z moich życiowych słów- kluczy. O spotkaniach i prawdziwych Spotkaniach na pewno powstanie osobny wpis.

W ostatni piątek dokonałam dobrego wyboru, chyba pierwszy raz z taką świadomością, że nie warto zostawiać ważnych spotkań na bliżej nieokreślone kiedyś.

W moim życiu straciłam kilka cennych relacji właśnie przez takie odkładanie, zapamiętanie się w życiowym pędzie, bycie grzeczną i miłą nawet dla tych, którzy tego nie odwzajemniają i marnowanie dla nich czasu.

               Przemyśl swoje relacje pod kątem wartości odżywczych. Bądź smakoszem i dbaj o siebie oraz o tych, którzy wnoszą w twoje życie wartości, przy których nie musisz niczego udawać.

Limituj się!

8 komentarzy

  1. Łatwo powiedzieć trudniej zrobić ,szczególnie jeśli relacje toksyczne dotyczą najbliższej rodziny tj matki. Wszyscy odradzają spotkania każde święta kończą się awanturą ale boli , od jakiegoś nie jeżdżę nie dam się prowokować ale serce boli. Jeśli chodzi o toksycznych znajomych po prostu ich wyeliminowałam.

  2. Znam taką sytuację, o jakiej piszesz. To musi byc cholernie trudne, ale nawet rodzice nie maja prawa ranić swoich dzieci i zatruwać im życia. Znam przykład, że usunięcie się pomogło.

  3. ojej te spotkania… też od kilku miesięcy próbujemy się umówić z przyjaciółkami – każda ma swoje rodziny i ciężko zgrać nam grafiki 🙂 ale w końcu musi się udać! Trzeba tylko wytrwale i konsekwentnie próbować 🙂 I świadomie 🙂

  4. Pamiętaj Evivko 🙂 że szczypta zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła i otaczajmy się zyczliwymi dobrymi ludźmi a będzie nam na pewno lepiej pa

    1. Zgadzam się droga E :). Tylko wiesz, jak nacechowane w naszym języku jest słowo „egoista”, zaraz same czarne wizje mamy przed oczami. My jesteśmy wychowywani w modelu- dla innych, poświęcenia, trud u itp. owszem, to piękne i wzniosłe, tylko pomagać innym może ten, kto swoje potrzeby podstawowe ma zaspokojone, taka jest prawda.

  5. Chyba właśnie podświadomie dokonałam takiej limitacji w swoim życiu i KURDE jest mi z tym dobrze! Po raz pierwszy w życiu, nie czuję się winna, nie myślę „błagam wróć, bo bez Ciebie nie dam rady”. I nie chodzi bynajmniej o faceta, ale osobę, którą uważałam za najważniejszą w moim życiu. Wiele razy czułam się przy niej gorsza, mniej wartościowa, winna czemuś tam i czegokolwiek. Jednak zawsze miałam w pamięci wspólne 20 lat, mnóstwo problemów, przez które się przechodzilo.
    Teraz jestem szczęśliwa, mam wokół siebie ludzi gotowych do pomocy, którzy pozwalają mi myśleć po swojemu, robić po swojemu. Nie oczekuję od nich poświęceń bo oni nie oczekują tego ode mnie. Mam przestrzeń i cieszę się z tego slow relationship.

    1. No cudowny termin „slow relationship” :).
      Dzięki za komentarz i naprawdę się cieszę, że dobrze się czujesz po tych życiowych porządkach. Pamiętaj o zasadzie złotego środka- limitować się, to nie musi od razu być- zerwać więzi na zawsze. radykalne kroki do niczego dobrego nie prowadzą. W przyjaźni czasem trzeba się od siebie oddalić, by później do siebie wrócić ;).
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *