To jest silniejsze od nas. Wszyscy robimy zdjęcia!

336h

               Do wpisu zainspirowała mnie chwila, kiedy otrzymałam zdjęcie od koleżanki. Nagle, niespodziewanie, otworzyłam wats up i zobaczyłam piękny zachód słońca. Fotografia opatrzona była opisem- spacer z Zeusem. Patrzenie na ten bądź co bądź niespodziewany podarunek wywołało we mnie falę pozytywnych odczuć.

Dlaczego wyjmujemy telefon i robimy zdjęcia, by za chwilę podzielić się nimi z bliskimi nam osobami, a niekiedy z całym światem? Co nami kieruje? Gdzie jest źródło tej potrzeby?

Nurtuje mnie to zjawisko wielowymiarowo. Często słyszę lub czytam drwiące komentarze na temat tych, którzy żyją dla Instagrama, Snapchata itp. Mają przyklejony do dłoni smartfon i w każdej możliwej chwili robią zdjęcia. Godzinami je obrabiają, publikują i czekają na komentarze. Inni wysyłają do znajomych całe serie zdjęć z danego dnia, jakby krzyczeli „zobacz, co jadłem, co widziałem, co robiłem”. Jest też grupa blogerów, którzy opatrują posty licznymi fotografiami.

 Jeśli należysz do grona drwiących, to odpowiedz teraz szczerze na poniższe pytania:

  1. Czy nie robisz kilku zdjęć w tygodniu podczas rutynowych, codziennych czynności?
  2. Czy nie robiłeś nigdy całej serii selfie, a następnie uważnie je przeglądałeś?
  3. Czy nie wrzucasz na FB zdjęć rodzinnych, wakacyjnych itp.?
  4. Czy nie przeglądasz z wypiekami na twarzy profili znajomych na portalach społecznościowych, wyszukując ich zdjęcia?
  5. Czy choć raz nie zrobiłeś zdjęcia spożywanego lub przyrządzonego dania, ciasta, deseru?
  6. Czy nie pstrykasz namiętnie i wysyłasz znajomym zdjęć swojego maleńkiego dziecka lub słodkiego zwierzaka?

No i co teraz? Nadal drwisz z tych maniaków wrzucania do sieci fotek? Prawda jest taka, że każdego z nas opanował ten sam wirus, tylko dla jednych jest on bardziej agresywny, dla innych mniej. Każdy z nas ma inną odporność.

Nadal pytam, dlaczego tak się dzieje? Rozumiem, że mamy łatwość fotografowania, bo pod ręką zawsze jest smartfon z aparatem fotograficznym, często naprawdę dobrej jakości. Rozumiem też, że nic nas to nie kosztuje, wysiłek żaden, finanse żadne, efekt jest natychmiastowy.

            Nasi pradziadkowie ubierali się odświętnie i całą rodziną udawali się do fotografa. Uwieczniali miłość, troskę, oddanie, szacunek… były dłonie na ramieniu, uśmiechy, niemowlęta na kolanach matek. Zdjęcie miało być kwintesencją wizerunku rodziny. To na nie spoglądano niczym na trofeum, gdy stało w pięknej oprawie w centralnym miejscu komody czy kredensu.  Taka fotografia bywała też bohaterem literackim lub filmowym, gdy nagle, ostentacyjnie spadała z półki, a stłuczona szyba ramki symbolizowała nadchodzący rodzinny kataklizm.

Zdjęcia, odkąd się pojawiły, zawsze były ważne. Nie dziwmy się zatem, że tak jest i dzisiaj. Chcemy uwieczniać momenty, które uważamy za piękne, wyjątkowe. Współcześnie coraz bardziej afirmujemy codzienność, coraz większą wagę przywiązujemy do tego, co jemy, jaki sport uprawiamy, jakie książki czytamy, gdzie podróżujemy. Zmieniła się tematyka zdjęć, stawiamy na naturalność i jakość.

Dlaczego nie chcieć pokazać ich bliskim, znajomym, skoro zajmuje to mniej czasu, niż wyniesienie śmieci?

Lubię fotografie, które zamykają w bezruchu magię, przeżycie, wrażenie. Koleżanka zachwyciła się zachodem słońca w miejskim pejzażu. Dzięki temu zdjęciu wiem, że się zatrzymała, patrzyła, podziwiała, uwieczniła i pokazała m.in. mnie. To takie dzielenie się zachwytem, wyjątkową chwilą.

Lubię oglądać fotografie dzieci znajomych, bo czuję ten ogrom emocji, miłości, czułości, który kieruje rodzicem. Cieszę się, że te zdjęcia docierają do mnie w centralnej chwili rodzicielskiego uniesienia. Nie muszę zasiadać u kogoś na kanapie i przeglądać album rodzinny, popijając herbatę (choć to też jest bardzo przyjemne). Słyszę w telefonie serię powiadomień i już się uśmiecham, bo wiem, że to na pewno koleżanka, która niespełna miesiąc temu została mamą. Zachwyt rodzica, który ma od niedawna w domu nową, doskonałą istotę jest wyjątkowy, a ja czuję się wyjątkowo, że ten ktoś się ze mną dzieli tym zachwytem.

Wreszcie lubię oglądać piękne sesje zdjęciowe na blogach i portalach. Ja wiem, że są wystudiowane, dopracowane pod kątem światła, koloru, a każdy detal w otoczeniu nie jest przypadkowy. Coś sprawia, że patrząc na estetyczne wnętrza, ciekawe kadry z egzotycznych podróży, smakowite dania, czuję się dobrze, spokojnie. W potoku krzyczących aferą i zbrodnią serwisów informacyjnych taki estetyczny oddech jest naprawdę miły, relaksuje.

               Zanim skrytykujesz koleżankę, która wyjmuje telefon na spacerze i robi zdjęcie leśnej ścieżce, zastanów się, dlaczego właściwie ci to przeszkadza?

„W życiu piękne są tylko chwile”, ale my w XXI wieku oszukaliśmy czas i te chwile zatrzymujemy, kiedy tylko mamy na to ochotę :).

 

8 komentarzy

  1. Ja mam do zdjęć pewnien sentyment, bo moja mama, tata i dziadek byli fotografami. Wspomnienia okurzone gdzieś znikną, a zdjęcia zostaną, by przypomnieć jaki kolor oczu miała babcia, jaką sukienkę założyłam na studniówkę czy ciasto, które robiłam pierwszy raz, a wyjątkowo się udało. Robię dużo zdjęć i wcale się tego nie wstydzę.

    1. Robiąc zdjęcie oszukujemy czas i to jest w nich najfajniejsze :).
      Izo a Ty nie chciałaś iść zawodowo w stronę fotografii? Tak po rodzinnej linii?

  2. Sama robię mnóstwo i nie przeszkadza mi, że inni robią. Lubię pstryknac focie jedzeniu, które bajkowo wygląda, lubię utrwalić leśne nimfy grające na pajęczynie wczesnym rankiem, lubię oglądać i przyglądać się twrzom na fotografiach. Fascynuje mnie to, co jest w tle, co chce przekazać wyraz ogladanej twarzy. Mam sprzęt i nie boję się go użyć. Nic jednak tak mnie nie wkurza, jak lenistwo niektórych ludzi- sami nie wyciagna aparatu, bo im się nie chce, ale łapy po zdjęcia wyciągają pierwsi. Albo ludzie, którzy wiecznie ustalają pozy do zdjęć, no rany….tylko przodem i tylko z wystiudowana miną. Masakra. Pamiętam jak jedna z najbliższych koleżanek uznała, że moje zdjęcie w śniegu i sosnie jest ładne, ale dlaczego nie stoję prosto do obiektywu. Na szczęście syn innej był zachwycony i uznał, że byłam w Krainie Lodu???
    Osobiście lubię kontrapost i tyle!

  3. Zdjęcie jest dla mnie najpiękniejszym pamiętnikiem. Zatrzymana chwila pozwala pamiętać więcej niż sam obraz. Zdjęcia, również te czarno – białe kolorowane są naszą pamięcią.
    Wczoraj oglądałam z siostrą nasze zdjęcia z dzieciństwa.Obie pamiętamy nie tylko kolory naszych sukienk a minęło 50 lat.

    1. Cudownie, że nasza pamięć jest tak fotograficzna. Zapamiętujemy kolory, zapachy, emocje. Fotografia jest chyba takim wspomagaczem naszej genialnej pamięci.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *