Kto za to zapłaci? Koszty społeczne planowanej reformy edukacji.

6812398785_3e2a9b5bb3_z

          Jesteśmy rodzicami, kochamy nasze dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej. To zrozumiałe. Wielu z nas (może to właśnie Ty) zmierzyło się ze zmianą, jaką zafundowała poprzednia władza – obowiązek rozpoczęcia nauki w szkole przez sześciolatka. Mnie to osobiście nie dotyczy, ale znam rozmaite efekty tego, co się stało. Są w moim otoczeniu mamy zadowolone, mamy radosnych ówczesnych sześciolatków, które trafiły do dobrze przygotowanej na tak małe dzieci placówki, które nie zmagały się z problemem długiej adaptacji i są zadowolone z efektów. Znam też mamy, które do dziś noszą w sercu poczucie krzywdy. Ktoś coś kazał, ktoś zarządził, a ich dziecko na tym ucierpiało. Są różne dzieci, różne szkoły i nie mamy prawa nikogo oceniać.

Obecny rząd odszedł od obowiązkowej edukacji w szkole dla sześciolatków i na pewno wielu z was odetchnęło z ulgą. Kto chce, może wysłać sześcioletnią latorośl do szkoły podstawowej, mam nadzieję, że nikt tym rodzicom nie będzie robił z tego tytułu problemów.

          Teraz wszyscy stoimy przed kolejną reformą. Doskonale wiecie, że rząd zaproponował, a w zasadzie zadecydował o powrocie do ośmioletniej szkoły podstawowej. Być może w perspektywie lat, wielu lat, nie będzie to znacząco zagrażało rzeszom polskich uczniów. Być może dziś, myśląc o takim modelu kształcenia, uśmiechasz się w duszy do własnych wspomnień. Ogromna szkoła, przez wiele lat ci sami nauczyciele mijani na korytarzu. Brak stresu związanego z egzaminem po 6 klasie i zmianą placówki. Nie jestem zdziwiona, że się uśmiechasz i łaskawym okiem patrzysz na swoje wyobrażenie tej sielanki. Tylko jedna rzecz mnie martwi… każda rewolucyjna zmiana ma swój koszt społeczny.  Jak myślisz, jak wysoki będzie on w przypadku planowanej reformy? Kto go poniesie?

Przejdźmy do konkretów.

  • Ty, rodzicu ucznia klasy piątej i szóstej, ty i twoje dziecko. Będzie ono zmuszone realizować tymczasową, niedokończoną, w zasadzie jeszcze nieistniejącą podstawę programową. W roku szkolnym 2019/2020 twoje dziecko trafi do jednej klasy z ostatnim rocznikiem likwidowanego gimnazjum. Będzie uczyć się z dziećmi, które zrealizowały trzyletnią podstawę programową gimnazjum, pełen cykl. Z tymi młodymi ludźmi będzie rywalizować o miejsce na studiach wyższych oraz na rynku pracy. Konkurencja będzie ogromna. No ale twoje dziecko zostało wliczone w koszty reformy, niestety.
  • Ty rodzicu ucznia obecnej klasy pierwszej i drugiej gimnazjum. Twoje dziecko po roku nauki w szkole, którą wraz z tobą wybrało, w której zdążyło się zaaklimatyzować, zaakceptować panujące tam regulaminy i zasady, zostanie wrzucone w tryby innej szkoły. Nagle stanie się uczniem szkoły podstawowej. Zmieni się część nauczycieli, być może też wychowawca. Nie wiadomo, czy zostaną utrzymane profile klas oraz oddziały dwujęzyczne i wszelkie utworzone na kanwie innowacji. Czy to jest uczciwe? Niestety twoje dziecko i jego poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa też jest wliczone w koszty reformy.
  • Ty rodzicu polskiego dziecka, które uczy się w młodszych klasach szkoły podstawowej lub w przedszkolu. Ciebie nie dotyczy to dziś ani jutro, ale to twoje dziecko będzie uczniem ośmioletniej szkoły podstawowej, a światowa konkurencja nie śpi. Nasz polski uczeń w strefie komfortu pozostanie przez osiem lat, a wszyscy doskonale wiemy, że prawdziwy rozwój zaczyna się poza tą strefą. Odporność na zmianę i traktowanie jej jako naturalny element życia jest dziś niezbędną kompetencją. Rynek pracy i zagraniczny rynek edukacyjny dziś wygląda zupełnie inaczej, niż 20 lat temu. Młody Polak musi być gotów do konfrontacji z dynamiką dzisiejszego świata. Jako doradca zawodowy widzę, jak ważną lekcją jest dla naszych pierwszoklasistów fakt, że zmienili środowisko, zasady itd. Pamiętaj też, że małe dziecko zapewne wyślesz do szkoły obwodowej, by miało blisko, by uczyło się z dziećmi z przedszkolnej grupy itd. Gdy okaże się, że twój 13 letni syn jest wybitnie uzdolniony w jakiejś dziedzinie, jego potencjał jeszcze przez kilka lat będzie zamknięty w murach szkoły podstawowej. Tej, która daje opiekę, poczucie bezpieczeństwa, ale nie daje takich możliwości rozwoju, jak dobre gimnazjum z profilowanym oddziałem dedykowanym dzieciom z konkretnymi uzdolnieniami.
  • Ty nauczycielu szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, technikum. Ty też jesteś wliczony w koszty. W szkole podstawowej nie wszyscy nauczyciele mają kwalifikacje, które uprawniają do nauczania przedmiotów typu geografia, fizyka, biologia. W twojej placówce przybędzie uczniów, ale czy na pewno będziesz mógł ich uczyć? Nauczycielu gimnazjum, który włożyłeś serce i lata pracy w rozwój konkretnej placówki – być może gdzieś znajdziesz miejsce, być może poszukasz innej przystani, brak stabilizacji to cena, jaką płacisz. Nauczycielu liceum przejrzyj z uwagą proponowany przez MEN ramowy plan nauczania twojego przedmiotu. Czy na pewno godzin będzie więcej z powodu wydłużenia liceum o rok? Być może jest ich mniej?
  • Ty pracowniku administracji i obsługi szkoły gimnazjalnej. O nauczycielach jeszcze coś pani minister mówi, coś obiecuje, a ty? Czy ktoś zapewni cię, że nie stracisz pracy? W szkole podstawowej nie pomnożą etatu kierownika gospodarczego, księgowej, woźnej, nocnego stróża tylko dlatego, że zwiększy się ilość oddziałów. Niestety, ty też poniesiesz koszt reformy.

Wysokie te koszty prawda? A uzasadnienie? Solidne argumenty ze strony tych, którzy nam tą karuzelę fundują? Środowiska naukowe są zgodne w kwestii ewentualnej likwidacji gimnazjów. Argument ministra edukacji, jakoby gimnazja zaniżyły kompetencję i poziom wiedzy uczniów, stoi w sprzeczności z badaniami naukowymi i aktualnym stanem wiedzy na ten temat. Wielu przedstawicieli środowisk naukowych brało udział w badaniach i analizach wyników, jakie osiągają młodzi Polacy, którzy kształceni byli w obecnym systemie edukacyjnej drabiny i ich stanowisko jest jednoznaczne. Pozwolę sobie przytoczyć fragment oficjalnego listu środowisk naukowych do ministerstwa:

„Nasi uczniowie posiadają umiejętności wyróżniające ich w Europie i na świecie. Nie wolno tego potencjału zmarnować gwałtownymi reformami. Prosimy o adekwatny czas na debatę włączającą szerokie środowiska naukowe w dyskusję o przyszłości polskiej edukacji. Apelujemy o uwzględnienie wyników badań naukowych i głosów ekspertów przy planowaniu przyszłych przekształceń…”

          O jakim zatem stanie badań mówi minister Zalewska? Gdzie są konkretne dane, wyniki analiz?

Słyszymy też z ust pani minister, że decyzja o tak radykalnej reformie poprzedzona była szerokimi konsultacjami oraz licznymi debatami społecznymi. Prosimy zatem o konkret. Kiedy, gdzie odbyły się konsultacje, jaki był ich główny temat i kto w nich uczestniczył? Debata o szkolnictwie zawodowym była potrzebna, jak najbardziej, ale podciąganie jej pod rzekomo szeroko zakrojone konsultacje społeczne w sprawie funkcjonowania gimnazjów oraz efektywności pracy nauczycieli tychże placówek nie jest do końca uczciwa. Hasło „stan szkolnictwa” dotyczy bardzo wielu zagadnień i dyskusja na ten temat może przebiegać wielotorowo, różnie można ją poprowadzić i różnie można zinterpretować wnioski.

Oczekuj konkretów! Miejsca, daty, uczestnicy, wnioski, wyniki badań i analiz. To jak w świecie konsumenta… za drogim produktem musi stać jego jakość, niezbywalna wartość. Za tak drogą społecznie reformą muszą stać solidne argumenty, zawalcz o nie.

3 komentarze

  1. Autorka słuszne stawia pytanie o cenę drugiego na przestrzeni 16 lat przewrotu w edukacji, bo koszty działań min. Zalewskiej – także te społeczne – poniesiemy wszyscy.

    Dla mnie najboleśniejszy jest demontaż tysięcy szkół gimnazjalnych, które przez kilkanaście lat „docierały się”, zbierały doświadczenia, szkoliły kadrę, pracowały na swój prestiż. Te szkoły w wielu przypadkach wdrożyły systemy i autorskie programy do pracy z uczniami o szczególnych potrzebach – to wszystko idzie na śmietnik. W nowych strukturach nie ma miejsca dla uczniów szczególnie uzdolnionych ani dla uczniów z trudnościami w nauce – nowe przepisy ich nie zauważają. W państwowej 8-latce będą oni 2 lata dłużej wegetować, przy okazji utrudniając pracę pozostałym.

    Warto dodać, że znacząco pogorszy się też sytuacja w szkołach średnich, szkołach które wg retoryki min. Zalewskiej miały być beneficjentem „dobrej zmiany”. Jeśli „reforma” zostanie wdrożona, za niespełna 3 lata będą dwa nabory na różnych zasadach, dwa równoległe ciągi 4-letni i 3-letni, oraz różne podstawy programowe dla każdego z nich. Nauczyciele będą zawaleni nowymi obowiązkami – dodatkową sprawozdawczością, koniecznością prowadzenia lekcji w różnych trybach w przepełnionych klasach. Na dodatek większość z tych nauczycieli będzie pracować w czasie spiętrzenia na 1,5 etatu. Efekty nie są trudne do przewidzenia. Na domiar złego wszyscy uczniowie, którzy znajdą się w tym przepełnionym liceum będą mieli za sobą wcześniejszą edukację w fatalnych warunkach – gimnazjaliści z powodu rozpadu szkół, odchodzenia nauczycieli w trakcie cyklu, a ich młodsi koledzy (dzisiejsi 5 i 6-klasiści) dlatego, że ich program nauczania w 7 i 8 klasie będzie dziwną protezą łączącą stare z nowym. O różnych maturach dla tych startujących równocześnie na studia roczników już nie wspomnę.

    To, że „reforma” niesie ze sobą ogromne koszty społeczne i zepsutą edukację dla kilkunastu roczników, nie ulega dziś wątpliwości.

    1. Zgadzam się. Kosztowna reforma. Niestety wielu jej zwolennikom dopiero czas pokaże, że była zrobiona za szybko i bez głębokiej analizy skutków.
      Dziękuję za komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *