Dziecko i tak będzie robić to, co ty robisz codziennie!

read-515531_1280

               Są rozmaite szkoły i metody wychowawcze. Amerykańskie wychowanie bezstresowe stoi w kontrze do francuskiego cadre, czyli czułej dyscypliny. Na księgarnianych regałach półki uginają się od poradników typu „Jak wychować szczęśliwe dziecko?”. Tytuły potrafią przyprawić o zawrót głowy, a czasem o uśmiech politowania. W każdym razie zainteresowani teorią wychowawczą rodzice mają z czego wybierać.

Nie widzę nic złego w czytaniu tego typu pozycji, sama ich kilka nabyłam w swoim czasie, ale zostawmy sobie w świadomości pewien margines. Nie testujmy na dziecku kolejnych metod, niczym nowych środków do konserwacji obuwia. Te małe istoty i te starsze też uczą się przez naśladowanie i to jest najstarsza, najlepiej zbadania i opisana metoda wychowawcza, która w dodatku dzieje się samoczynnie, nawet bez naszego świadomego udziału.

Efekty tego wychowania własnym postępowaniem, sposobem mówienia o świecie, relacjami  z otoczeniem my rodzice małych dzieci zobaczymy w niedalekiej przyszłości.

Skąd u mnie ta refleksja, skoro mam jedno dziecko i to w weku przedszkolnym?

Już tłumaczę. Otóż wczorajszy wieczór był dla mnie niesamowitą lekcją rodzicielstwa. Miałam okazję obserwować nastoletnie dzieci i ich bliskich – mamy, ojców, wujków. W szkole, w której pracuję, organizujemy co jakiś czas tematyczne noce – filmowe, czytelnicze, teatralne, gier planszowych itd. Dzieci uwielbiają ten czas, my nauczyciele też, choć dzisiaj wyglądam i czuję się jak bohater serialu Walkin Dead. Przyczyna? Młodzież bytująca nocą w grupie nie ma w planie czegoś takiego jak sen. Zresztą nie po to o tak kuriozalnej porze do tej szkoły przyszli.

Wracając do tematu, późnym piątkowym wieczorem spotkała się grupa rodziców wraz z dziećmi, by opowiedzieć pozostałym zebranym o swoich ukochanych książkach i przeczytać fragmenty. Nie potrafię opisać, z jaką pasją mówili ci ludzie. Przynieśli masę ciekawych pozycji wydawniczych… nowych, ale i tych z pożółkłymi, zniszczonymi stronami. Słuchając ich, nie umiałam nie obserwować ich dzieci, które żywo reagowały na te opowieści, często dopowiadając coś od siebie, bo oni też czytają, nierzadko sięgają po to, co przeczytali rodzice. Wtedy uświadomiłam sobie, że to są te dzieci, które codziennie widzę w bibliotece, które dyskutują o literaturze między regałami na zapleczu – bo na takie rzeczy pozwala pani Magdalena, która doskonale rozumie potrzebę obcowania z książkami.

Te dzieci mają ogromną wiedzę na temat nowości wydawniczych, życia autorów ich ukochanych serii, spotkań z nimi, ich podróży.

No i tu pytanie. Skąd takie dzieci się biorą? Co je łączy? Dlaczego to one kochają czytać i szanują książki?

Odpowiedź na to pytanie zobaczyłam wczoraj… rodzina, bliscy.

Kiedyś jedna z blogerek napisała tekst pod tytułem „Fajne dzieci nie robią się same” i pamiętam, że posypał się na nią grad krytyki. No bo jak to tak przypisywać sobie zasługi wychowania, no jak to tak zapominać o tym, że zwyczajnie jednym się udaje, a innym nie. Rozumiem, to wygodny sposób myślenia. Na niewiele mam wpływ – dziecko jest, jakie jest.

Otóż nie drogi rodzicu. Dziecko w ogromnej mierze jest takie, jakim ty jesteś. To ty jesteś przez pierwsze lata życia wzorem, a mały człowiek bezkrytycznie przyjmuje wszystko, co sobą reprezentujesz. Dla niego to, co robisz, jest dobre, nie potrafi inaczej oceniać sytuacji.

Nie bez powodu większość terapii bazuje na analizie przeżyć i wspomnień z dzieciństwa Nie bez przyczyny dorośli, którzy doświadczyli lub byli świadkami przemocy w dzieciństwie, dokonują sami podobnych czynów.

Od lat fascynuje mnie fakt, że człowiek jest tak schematyczny. Zupełnie jakby ktoś nas zaprogramował, zrobił kilka szablonów i odrysował zachowania, decyzje, życiowe wybory.

               A teraz rodzicu zadaj sobie pytanie – co widzi każdego dnia moje dziecko? Kogo widzi? Co słyszy?

Oj, ja mam wiele sobie do zarzucenia, a ty?

Znalazłam:).  Poniżej link do wpisu z bloga makoweczki.pl. Ten wpis jakoś wrył mi się w głowę, zrobił na mnie wrażenie i do dziś go bardzo dobrze pamiętam. Dzięki MM.

http://makoweczki.pl/fajne-dzieci-nie-robia-sie-same/

4 komentarze

  1. Bez przesady chyba nie jesteśmy najgorszymi matkami , zalatanymi owszem może i trochę nerwowymi. Ja już teraz widzę jak córka nas chłonie. Ciągle pyta , kiedy jedziemy na wycieczkę, próbuje poznawać literki udaje ,że czyta i powtarza powiedzonka taty….

    1. Absolutnie nie najgorszymi ;). Jestem, jaka jestem. Ja też zauważam, jak dużo z naszego sposobu bycia i życia on kopiuje, nawet w zabawie. Do tego jeszcze wujek pilot, więc miłość do wszystkiego,co związane z awiacją jest ogromna.

  2. Z jednej strony zgodzę się z tym, że jesteśmy w dużym stopniu schematyczni, ale z drugiej strony jesteśmy też wspaniale różnorodni. Bardzo dużo wynosimy z domu, a tak jak rodzice stwierdzają nieraz, że nie mają wpływu na dziecko, tak samo nierzadko dorosłe dzieci stwierdzają „tak mnie wychowano i koniec”, sytuacje są więc podobne. Oba stany doprowadzają do tego, że człowiek stoi z założonymi rękami i przestaje być sprawcą, a zostaje obserwatorem, który nie wyciąga żadnych wniosków i nie próbuje się rozwijać.

    1. No unikanie odpowiedzialności to nasza (ludzka) specjalność. Najłatwiej byłoby na nic nie mieć wpływu. Pozostaje nam walczyć z ta naturą.

      Dziękuję za komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *