Tyle chciałabym umieć… dlaczego się nie nauczę po prostu? O blokadach w mojej i twojej głowie.

img_20161108_185403

               Wiesz, co mnie najbardziej wkurza w kontekście powstawania bloga? Brak umiejętności związanych z jego obsługą techniczną. Ja wiem, to jest „gotowiec”, to jest przecież WordPress, ale i tak sporo trzeba umieć. Szczytem mojej wątpliwej fachowości jest umieszczanie i kategoryzowanie tekstów, moderacja komentarzy, zarządzanie biblioteką multimediów i obsługa Google Analytics Dashboard, które to pokazuje mi, czy mnie czytasz, w jakim kraju mieszkasz i po które teksty sięgasz.

Czy sprawdzam statystyki? Oczywiście. Raczej hipokrytą będzie ten, kto cokolwiek publikuje i nie interesuje go fakt, czy ma odbiorców.

Blog istnieje od sierpnia i do dnia dzisiejszego ma 980 unikalnych użytkowników i 4200 odsłon. Pojawiło się łącznie 30 wpisów i 119 komentarzy.

Dla doświadczonego blogowego lwa, to dziecinne cyferki ;). Dla mnie jakieś niewyobrażalne kuriozum, że prawie tysiąc osób tu weszło i kilka tysięcy razy strona była otwierana, przeglądana, czytana, komentowana. Moje narzędzia promocji…. o matko, tu dostałabym po uszach od każdego bloggera, zero. Mniej niż zero. Publikuję link do wpisu na FB (po to mi ten cudowny portal społecznościowy potrzebny) i na tym koniec. Zero katalogowania, pozycjonowania, komentowania masy innych, znanych blogów (czytam od lat te same, stare, sprawdzone, lubiane), wzajemnej promocji na grupach bloggerów itd. Kolejną czarną magią są dla mnie słynne „lajki” na FB. Niedawno znajoma zapytała mnie, ile tego mam, a ja zrobiłam wielkie oczy. Dotarło do mnie, że ja to chyba w ogóle nie mam uruchomionej jakiejś tam opcji „lajkowania” zapewne. No ale cóż użytkownik FB ze mnie żaden.

Czy nie chciałabym masowej publiczności? Nie wiem. Jak mi się zachce, to nie ma zmiłuj. Trzeba brać się ostro za tą promocję ;). Fajnie jest być czytanym, ale dołączenie kiedyś do grupy blogowych celebrytów nie jest moim celem i mnie nie kręci.

Wracając do obsługi technicznej bloga, no trzeba się wziąć za siebie i tego WordPressa poznać wreszcie, no i uporać się z codziennymi atakami robotów. Cholera, co to jest? Codziennie jakieś mechaniczne komentarze w języku chińskim, hiszpańskim, angielskim, włoskim. Może ty mi powiesz, czemu to służy i kto to dziadostwo wymyślił?

          No właśnie… trzeba, tylko czemu jest w nas ludziach jakiś wewnętrzny opór do wychylania noska z tej naszej strefy komfortu? Czemu nagminnie mówimy – nie wiem, nie umiem, na to trzeba mieć czas, to nie leży w mojej naturze itd. Cudownie jest mieć tyle wymówek i grzać się w tym naszym komfortowym ciepełku.

Ja całe życie taka atechniczna, zero umiejętności analitycznego myślenia, kiepskie oceny z matmy i kompletny brak miłości do informatyki. Ja mam teraz „marnować” wieczory (opcja dzień nie wchodzi w grę, bo dziecko kocha matkę nad życie i wisi u jej nogi od świtu do zmierzchu, odliczając czas w przedszkolu) na naukę obsługi jakiegoś szarlatańskiego WordPressa? Zamiast czytać powieści mam czytać setki stron o milionach wtyczek i kodów do tego programu? Hmmmm no i tu przychodzi moment, żeby samej sobie dać solidnego kopniaka. Opcja – mąż robi wszystko za mnie, nie wchodzi w grę. Nie to, żeby mi odmówił, już wiele dla mnie zrobił w tym zakresie, ale szanuję jego czas. Druga sprawa, to kwestia ambicji, no więc dziewczynko albo się nauczysz, albo zwijaj manatki i wskakuj do wanny z wielką pianą i książką w dłoni.

A jak to jest u Ciebie? Masz siłę, chęć i odwagę, by z tej strefy wychodzić? Próbujesz nowych rzeczy? Rozwijasz się?

Zastanawiałam się, co może pomóc mnie i wielu innym osobom, które czują lekkie dojście nosem do ściany i boją się poszukać drzwi.

Oto, co przyszło mi do głowy:

  • Metoda małych kroków. No bo czemu by nie nacisnąć lekko klamki, zamiast te drzwi wywalać z futryną? No to ja będę 20 minut dziennie poświęcać na lekturę rozwojową w kwestii obsługi bloga. Jeśli chcesz zacząć żyć aktywnie, zacznij od spaceru 20 minutowego codziennie, nie musisz od razu biegać po 5 kilometrów. Tak sobie myślę ;).
  • Wpisywanie do notesu lub kalendarza każdego z tych małych kroków + efekty.
  • Pozwolenie sobie na akceptację ewentualnej porażki. Przecież mam prawo błądzić, być może niewłaściwe drzwi otwieram i będzie trzeba zrobić krok w tył. Świat się przez to nie zawali.
  • Wiązanie tych drobnych kroków z czymś przyjemnym. No skoro już mam ślęczeć nad pracą, której się obawiam, to przynajmniej umilę sobie ten czas w sposób, który lubię. Teraz oczami wyobraźni zobaczyłam siebie w wannie z laptopem ;).

Długo myślałam, jakby tu sobie jeszcze podnieść motywację, ale póki co te cztery punkty wdrażam w życie.

Prawda jest taka, że wyjście ze strefy komfortu w moim przypadku dotyczy nie tylko nauki obsługi WordPressa. Oj ile ja bym chciała umieć, wiedzieć i robić. Marzę o napisaniu książki, takiej fikcji literackiej może w pewnym stopniu opartej na anegdotach z własnego życia. Ludzie wokół mówią mi, że potrafię snuć opowieść i słuchają z ciekawością. Książka byłaby czymś zupełnie nowym. No i tu wyskakują chochliki, które szepczą mi do ucha, że nie mam czasu, że jestem za kiepska, że nikt by i tak w życiu tego nie wydał, że będzie wstyd i masę innych złowróżbnych podszeptów.

Do tego wszystkiego dochodzi moje całkiem wygodne życie, praca, którą lubię i ludzie, którymi się otaczam… taka przytulna i komfortowa strefa, z której chyba jakiś huragan  musiałby mnie wykurzyć. Czyżby moim tsunami była pani minister? Jeśli tak, to mam nadzieję, że wyjdzie mi to na dobre ;).

          Na koniec wracam do kwestii bloga, bo ten wpis to też takie moje trzymiesięczne podsumowanie. Wyobraź sobie, że z tych całych statystyk najbardziej cieszy mnie mapa świata ;). Tak, podskakuję w ekscytacji, jak widzę czytelnika z nowego kraju ;). Ja nie wiem, o co chodzi, to chyba taka moja mała fiksacja albo zdziecinniałam na starość przy tym moim przedszkolaku ;).

Tak więc miło mi cię widzieć czytelniku z Polski, Kanady, Stanów Zjednoczonych Ameryki, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Irlandii, Rosji, Belgii, Republiki Czech, Austrii, Francji, Grecji i Luksemburga.

Zapraszam kolejny i kolejny raz :).

P.s. Nie umiem robić zdjęć, przeciwnie do mojego super utalentowanego w tym zakresie szwagra i jego dziewczyny .

Fotka do tekstu to amatorskie ujęcie momentu pracy nad nim. Wybacz ;).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *