Uprzedzenia rodzą absurd.

girl-982119_1280

          Kilka dni temu podszedł do mnie mały B (mój syn) i powiedział – mamo, Julia już nie chodzi do naszego przedszkola, bo mały Adil z Motylków nie jest Polakiem. Nie czekając na moją rekcję, dopytał – dlaczego on nie jest Polakiem i czemu Julia nie chciała już być z nami w przedszkolu? Mamo, a ja jestem Polakiem?

No i sobie usiadłam, bo aż mi się w głowie zakręciło od tych pytań i natłoku przedszkolnych rewelacji.

Jak doszłam do siebie, to zaczęłam tłumaczyć. Najpierw co to znaczy, że ktoś jest Polakiem, ktoś inny nie. Znów w ruch poszła mapa i pokazywanie państw i kontynentów. Dziecko zadało milion dodatkowych pytań i doszliśmy do tematu małego Adila i jego siostry. Jako, że wiem, iż dzieci są azylantami, a ich rodzice wyznają islam, to pokazałam na mapie państwa, w których prawdopodobnie mogli przyjść na świat.

Później ja zaczęłam pytać, skąd mały B wie, że to był właśnie powód odejścia Julii z przedszkola. Okazało się, że dziewczynka sama mówiła, że mamusia i tatuś nie pozwolą jej chodzić do przedszkola, do którego chodzą arabskie dzieci, bo te dzieci i ich rodzice są źli. Oczywiście nadeszło to, czego się bałam najbardziej, czyli pytanie – mamo, a naprawdę są źli?

Głęboki oddech i zebranie się do szczerych, prostych zdań, które nie namieszają dziecku w głowie i które zrozumie:

Adil i Karima na pewno nie są źli. Są małymi dziećmi i chcą się tak samo bawić i uczyć, jak ty. Jest im trudniej, bo nie mieszkają w kraju, w którym się urodzili. Ich rodzice obchodzą inne święta, niż my i mówią w innym języku. Poza tym, to takie same dzieci, jak ty.

Teraz ty mi powiedz, czy ja mojego syna okłamałam? Nie. Nie jestem na tyle szalona, żeby myśleć, że dwulatek przyjdzie do przedszkola w pasie szahida i wysadzi się w sali tygryskowej, krzycząc – allahu akbar. Nie będzie też uprawiał religijnej propagandy, bo dopiero uczy się, jak powiedzieć składnie zdanie w języku polskim.

Czy moim obowiązkiem jest wpajanie małemu B od najmłodszych lat strachu przed ekstremalnym islamem i nienawiści do wszystkich jego wyznawców? Czy przeniesienie go do innej placówki będzie wyrazem troski o jego zdrowie i życie, czy może przejawem niezdrowego fanatyzmu?

Czas do takich rozmów jest trudny, bo doskonale pamiętamy, jak w lipcu tego roku w Nicei pędząca ciężarówka rozjeżdżała dorosłych i dzieci. Po cichu dziękujemy Bogu lub komukolwiek innemu, że w naszym kraju w zasadzie nie ma wyznawców tej religii. Cieszymy się, że nasza sąsiadka nie chodzi w niqabie, a nieopodal nas nikt nie nawołuje do modlitwy w meczecie. Taka prawie jednowyznaniowa arkadia ta nasza Polska.

No i co teraz zrobić z faktem, że nagle każdego ranka spotykamy w szatni panią całą w czerni, która przyprowadza syna i córkę do przedszkola i do nikogo ani słowem się nie odzywa? Przez pierwsze dwa tygodnie owa pani siedzi na dywanie ze swoimi i naszymi jakże polskimi dziećmi , by pomóc swoim maluchom w adaptacji do nowego miejsca? Oj rodzice wpadli w lekki popłoch, ja też byłam na początku wkurzona, że nam nikt nie pozwolił w pierwszych dniach być z dzieckiem w przedszkolu, a ona może. No ale trzeba było sobie wylać kubeł zimnej wody na głowę i uczciwie ocenić sytuację. Te dwa maluchy są w nowym kraju, nie znają języka, nie znają naszej kultury, boją się nawet spojrzeć na te polskie panie przedszkolanki, które każą siadać w kółku i bawić się w jakiegoś dziwnego niedźwiedzia, który śpi. Obecność matki w pierwszych dniach musiała być dla nich zbawienna. Dla niej też, bo mniej się bała. Ona też musiała poznać polskie przedszkole i zasady jego funkcjonowania.

               Tak więc Adil i Karima są częścią naszej małej przedszkolnej społeczności. Dzieci z domów, gdzie rozmawia się o tym normalnie i nie wkłada do głowy uprzedzeń, reagują na sytuację zupełnie naturalnie. Pamiętam, jak mały B opowiadał mi podekscytowany, że do przedszkola przychodzi taka pani w czarnej, długiej sukni i wygląda jak żona Batmana, bo ma maskę, jak on. Cieszył się, że ta pani lubi czary kolor, bo to jego ulubiony (i wcale nie uważam, że mały B kwalifikuje się na terapie z tego powodu ;)).

Małej Julii w przedszkolu już nie ma. Z płaczem musiała pożegnać swoje ukochane koleżanki i iść tam, gdzie kazali rodzice. To jednak nie jest najgorsze w tej historii. Straszny jest fakt, że mała dziewczynka jest wychowywana w strachu i nienawiści.

Ja wiem, że dzieciom trzeba mówić o zagrożeniach, nie można ich oszukiwać. Ja też już musiałam zmierzyć się z wyjaśnieniem definicji terroryzmu, bo czasem telewizor niepotrzebnie jest włączony i dziecko za dużo usłyszy. To nie było łatwe, bo według czterolatka świat i ludzie są dobrzy i fakt, że są grupy tych złych, którzy zabijają, nie jest łatwy do przełknięcia. Tylko trzymajmy się faktów, a nie naszego strachu i naszych uprzedzeń.

          Chciałabym, żeby te maluchy z naszego przedszkola miały pomyślny proces integracji z polskim społeczeństwem. Nie znam ich ojca ani matki, nie wiem, kim są i co mówią dzieciom w domu. Ja też jestem nieufna i już trochę tym strachem przesiąknięta, ale wierzę, że jesteśmy jeszcze w stanie nasze dzieci wychować bez retoryki mowy nienawiści.

Przynajmniej się staram.

Imiona dzieci zostały zmienione, wszelka zbieżność jest przypadkowa ;).

8 komentarzy

  1. Po przeczytaniu tego tekstu zaczęłam się zastanawiać czy mieszkanie w kraju wielowyznaniowym i wielokulturowym, jakim jest kraj w którym mieszkam już od 16 lat, daje jakiekolwiek gwarancje na większą tolerancje społeczeństwa.
    Niestety wydaje mi się ze niewielką. To prawda, fakt, że trzy domy od mojego mieszka pani zawsze dokładnie owinięta w chusty nie robi na nikim większego wrażenia, wręcz przeciwnie, ludzie uśmiechną się mijając ją, porozmawiają. Nie zmieni to jednak faktu, ze większość jej sąsiadów z niesmakiem pomyśli sobie: no i czemu oni właśnie na mojej ulicy musieli zamieszkać.
    Wielu z nas emigrantów kiedyś doznało mniejszej lub większej nietolerancji otoczenia.
    Naprawdę nie chce tu nikogo usprawiedliwiać, ale wydaje mi się, ze ta nienawiść w prawie jednowyznaniowej arkadii, jak Polskę nazwała autorka, jest w większości podyktowana strachem przed tym czego się nie zna. Natomiast tutejsza nienawiść, czy tez zwykła niechęć, jeżeli już jest to prawdziwa i niestety w większości przykryta pięknym i uprzejmym uśmiechem.
    Bardzo przykro jest patrzeć jak dzieci dorastając, powoli nasiąkają naszymi uprzedzeniami i strachem, a przecież jeszcze w wieku przedszkolnym są tak niewinne, ufne i otwarte na świat. Najlepszym kolegą mojego syna w przedszkolu był Siddhartha, przemiły chłopczyk z hinduskiej rodziny. Kiedy po raz pierwszy rozmawiałam z jego ojcem o tym jak chłopcy się lubią powiedział mi, ze Sid chciał mojego synka zaprosić na urodziny ale nie byli pewni czy przyjęlibyśmy to zaproszenie. Tak mi się wtedy zrobiło przykro, ze ktoś mógł tak pomyśleć.

    1. O rany! Obawiali się zaprosić waszego syna, bo maja wpojone przekonanie, że są obcy i nieakceptowani przez społeczeństwo. Smutne to jest strasznie.
      Zastanawiam się na ile w ogóle możliwa jest taka prawdziwa integracja międzykulturowa. Może nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak różną mamy mentalność, system wartości i sposób patrzenia na świat.
      No ale co by nie było, człowiek to człowiek. Nie ma lepszych i gorszych.

      1. Raczej nie chodziło o to, ze są nieakceptowani. Poprostu są pierwszym pokoleniem emigrantów o bardzo wyraźnie odmiennej kulturze, języku, religii, trzymają się wiec razem co jest zupełnie naturalne. To trochę taka naturalna, niewymuszona segregacja która zazwyczaj przemija już w następnych pokoleniach. Przykro tylko, ze musza w niej brać udział także małe dzieci, dla których kompletnie coś takiego nie istnieje.

  2. Napływ imigrantów-muzułmanów, to świeżutki temat dzisiejszych mediów. W Internecie huczy od informacji o zbiorowych gwaltach po skrajny patriotyzm (nacjonalizm).
    Zapisałam się na szkolenie w tej tematyce. Oczy przecieram ze zdumieniem za każdym razem, kiedy otwieram nowy rozdział, oglądam nowy filmik. Mamy w Polsce arkadie mononarodowosciową, ale to nie w tym jest problem. Wystarczy pooatrzec na to co dzieje sie w USA, kraju złożonym z imigrantów, w którym rasizm to naturalny stan a czarnoskórzy, mimo 8letniej kadencji Obamy nadal uważani są za ludzi z podgatunku. Mam w sobie poczucie kleski w tym zakresie, bo uważam że choćby nie wiem ilu imigrantów przybylo do Polski, przez ile kursów przeszło i ile wydatków poniesiono na kanpanie społeczne, nie da się zmienić ludzi.
    Młodzi ludzie, z którymi mam do czynienia i z którymi rozmawiałam o współczesnym stanie migracji dziela się na tych przesiaknietych informacjami z mediów i tych widzących potrzebę otwartości. Wiem że ich opinia jest najczęściej wynikiem rozmów w domach rodzinnych. Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią spojrzeć zza swojej strefy bezpieczeństwa, swojego języka, kultury, przyzwyczajeń i są otwarci. Byle było to szczere.
    Najgorsze jest to że ci ludzie którzy przybywają do Europy uciekają przed okrucieństwem wojny, tracą swoje dobrze płatne posady, domy z basenem, kosztowności, biżuterię (bo żeby dostać się na ten obsmiany ponton trzeba mieć min 3000euro) i tu spotykają się z odrzuceniem i pogardą. Tak się japimy o tych uchodźców a prawda jest okropna- oni mają tu straszniejsze warunki życia- często jedna klitka w zamian za ciszę na niebie i gwarancje życia. Tylko co to za życie? Kiedy nawet w przedszkolu już kilkuletnia Julia wie, że przed panią, która lubi czarne stroje trzeba uciekać, mało – trzeba się jej bać….

    1. Ciężki temat, to prawda. Jakieś to takie odległe i nie nasze się wydaje – te problemy z imigrantami. Dlatego wbił mnie w fotel problem w przedszkolu. Czasem to, co było daleko, nagle dotyka nas bezpośrednio i trzeba się z pewnymi tematami zmierzyć.
      A co do stosunku Polaków w Polsce do wszelkich innych kultur… chyba niewiele powinniśmy mieć do powiedzenia. Boimy się czegoś, bo tego nie znamy, jak napisała wyżej Aga. Prawdziwe emocje w tym względzie mają ci, którzy żyją w wielokulturowym tyglu.

  3. To prawda. Nas, Polaków czekają dopiero problemy adaptacyjne z dwóch stron- naszej i imigrantów. Ciekawe, czy dożyję tych czasów, kiedy moim sąsiadem w zapyzialej wsi będzie jednocześnie Arab, Żyd, Hindus i Amisz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *