Do ciebie mówię Prawdziwy Polaku… ja życiowy nieudacznik.

      17178693645_42e7ab9c61_c      Jeszcze tego o mnie nie wiesz, ale jestem typem opornym na bycie w jakichkolwiek organizacjach, partiach, związkach zawodowych i grupach formalnych maści wszelakiej. Nie byłam harcerzem, choć to harcerstwo w czasach mojego dzieciństwa i tak było w fazie dogorywającej. Nie należałam nigdy do żadnej młodzieżówki, ani nawet jakiejś konkretnej subkultury, a wtedy (gdy byłam nastolatką) akurat wypadało gdzieś przynależeć.

Moja niechęć do zrzeszania się nawet dziś razi niektóre osoby w moim środowisku życia i pracy. Jako nauczyciel nie raz i nie dwa usłyszałam, że to tak nie można, że jedność zawodowa, że ochrona, że solidarność i wspólne cele itd. itd. itd.

No i pomimo wysiłków nikt mnie nie przekonał, nigdy nie brałam też udziału w żadnych akcjach, manifestacjach itp.

Wychowałam się w rodzinie, gdzie panuje przekonanie, że trzeba ciężko pracować, żeby cos osiągnąć i nie należy mieć żadnych roszczeń ani pretensji. Generalnie – jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz i nie czekaj, aż ktoś ci to łóżeczko mięciutkie przygotuje. Tata rzemieślnik z dziada pradziada, już ginący gatunek, całe życie pracował na własny rachunek, całe życie miał jednodniowy weekend na własne życzenie, zawsze był sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Liczył na siebie, a my zawsze mogliśmy liczyć na niego.

Inna prawidłowość w moim życiu, to fakt, że fale wyrzucały mnie na brzeg jakiejś bezludnej wyspy, a tam poznawałam ludzi wyjątkowych, ciekawe osobowości. Towarzyska nisza pochłonęła mnie w czasie studiów, do dziś została mi piękna przyjaźń z tamtego okresu. Mainstream mnie jakoś nie porywa, ciężko mi iść za tzw. głównym nurtem. Niewielka, nieformalna grupa osób… to się zdarza do dziś :).

            Teraz, jak wiesz, moim środowiskiem pracy wstrząsnęła wizja reformy. Reakcje ludzi są różne… jedni widzą szanse, inni są przerażeni, jeszcze inni liczą, że jakoś to będzie i może akurat ich skutki reformy nie dotkną szczególnie.

Tak sobie stoję w centrum tego wszystkiego i walczę sama ze sobą. Wartości wpojone od dziecka, styl życia rodziców, mój wewnętrzny instynkt samozachowawczy nakazuje… kobieto przecież twoje życie zależy tylko od ciebie, wywalają cię z pracy, to sobie organizujesz wszystko inaczej, skupiasz się na sobie i swoich możliwościach.

No tak, tylko czemu tym razem wewnętrznie nie umiem się pogodzić z tym, jak mi tą pracę zabierają? Kto mi ją zabiera? Jakim prawem deprecjonuje to, co robiłam do tej pory przez lata?

Wiedziona poczuciem krzywdy i niezgody na to, co ma nastąpić, wsiadłam wczoraj do autobusu (rany, związkowy transport i ja) i pojechałam do Warszawy stanąć w szeregu z tymi, którzy czuję się podobnie.

Chciałam to przeżyć i zobaczyć, jak się w takiej sytuacji odnajdę, co się tam w środku mnie będzie działo. Potem miałam zamiar ci to zrelacjonować. Nic z tego. Relacji nie będzie, bo coś innego mnie wbiło w ścianę, nie sam przebieg wczorajszego dnia, nie manifestacja.

Dotarło do mnie, że wykonuję zawód, który jest powszechnie ZNIENAWIDZONY przez polski naród. Takiej pogardy i nienawiści w oczach ludzi nie widziałam dawno.

Później (chyba jestem stukniętą masochistką) czytałam komentarze pod informacjami o proteście. Dawno nie widziałam takiej fali hejtu, bluzgania i plucia na nauczycieli.

Oto niektóre z nich:

~oto prawda : Wprowadzali gimnazja – nauczyciele protestowali, zamykają gimnazja – nauczyciele protestują. Nie protestowali tylko jak nauczycielowi na łeb uczniowie (pełnoletni i mogący stanąć przed sądem) założyli kosz.

 ~Politico :Ja pracuje 12 godzin dziennie, soboty i niedziele również a wiec wyrabiam nauczycielska normę w 1,5 dnia , a ci goście specjalnego traktowania maja jeszcze czelność demonstrować ???? Cale to towarzystwo od Mickiewicza, Dziadów i Kochanowskiego, zakłamanej historii i nieświeżych faktów powinno sie rozgonić na 4 wiatry i wszystko zacząć od początku.

~malaka : Im wcale nie chodzi o dobro dzieci ale o utrzymanie swoich . Obracam sie w tym środowisku i nie znam nikogo kto nie miałby swojego domu i porządnego samochodu nie mówiąc już o wczasach .

~do domu : Obawiam sie, ze większość tych co tam wyszli nie jest nauczycielami tylko pracownikami szkoły …. nauczyciel to był ktoś, dzisiaj byle ofiara losu wykonuje prace nauczyciela.

~gośc : Jestem Polakiem i patriotą. Widząc ta manifestację mogę stwierdzić, że tam byli wichrzyciele z PO, Nowoczesnej, KOD=u i koryciarstwo nauczycielskie. Wszyscy powinni być pociągnięci do odpowiedzialności karnej za znieważanie narodu polskiego i flagi państwowej. Taki wzór dają nam nauczyciele, to nie są nauczyciele tylko wrogowie Polski, zdrajcy robiący wszystko przeciwko Polsce. Prawdziwi Polacy powinni zapamiętać to znieważenie flagi państwowej.

Wnioski?

  1. Nie jestem prawdziwym Polakiem, tylko wrogiem Polski, który zbezcześcił wczoraj flagę państwową.
  2. Jestem ofiarą losu i dlatego jestem nauczycielem.
  3. Uczyłam przekłamanej historii i tej niewłaściwej literatury.
  4. Jestem nierobem, który wybrał zawód nauczyciela, żeby mieć wakacje, ferie i etat 18 godzin tygodniowo.
  5. Moje środowisko pracy to ludzie, którzy za te nauczycielskie pensje pobudowali domy, kupili luksusowe auta i jeżdżą na wakacje, a teraz protestują, żeby ich od koryta nie oderwać.

No i jeszcze sporo by tego było, ale wolałam ograniczyć się do kilku tylko komentarzy.

Z którym punktem ty się zgadzasz? Myślę, że większość społeczeństwa wskaże cztery pierwsze, punkt piąty mógł powstać chyba tylko w głowie i pod palcami szaleńca. Zarobki w oświacie nie są ani super niskie, ani zbyt wysokie. Zresztą wszystko jest kwestią perspektywy i punktu odniesienia.

Przez lata uczyłam i byłam wychowawcą, teraz nie uczę, godzin dydaktycznych mam jak na lekarstwo i naprawdę zastanawiam się, jak ja to do cholery robiłam?

Musisz zdać sobie sprawę, że te 45 minut lekcji intensywnością przypomina wystąpienie publiczne, występ artystyczny,  szkolenie itp. Później masz lub nie masz 10 minut przerwy i znów wychodzisz na scenę. Tak zazdrościsz nam tych przysłowiowych sześciu lekcyjek dziennie, ale uwierz mi, czułbyś się po nich tak, jakbyś wracał po 8 godzinach twojej pracy. W domu znów siadasz do pracy prawda? Kto dziś tego nie robi. My nauczyciele też nie jesteśmy tu uprzywilejowani. Wyobraź też sobie, że to wychodzenie po sześciu lekcyjkach do domu jest mocno przereklamowane…. Zostajesz bo kółko, próba do apelu, przygotowanie do egzaminu, posiedzenie komisji, rady pedagogicznej lub pędzisz do domu, gotujesz obiad i wracasz na wywiadówkę lub konsultacje.

STOP

Już mi się nie chce tłumaczyć przed nikim…. już zbyt wiele razy musiałam to robić.

Na zazdrość mam jedną radę – zostań nauczycielem, gratis dam ci nawet paczkę cukierków na gardło i zapas pampersów, zresztą te w wielu zawodach by się przydały zapewne. O naszych słynnych długich wakacjach przeczytasz tu:

Dwa miesiące urlopu? Ale im zazdroszczę!

Pamiętaj o jeszcze jednym PRAWDZIWY POLAKU… to ja pocieszam i wspieram twoje dziecko, kiedy jest mu w szkole ciężko. Nie raz kupuję mu zeszyt, przybory szkolne czy kanapkę. Nie raz pozwalam się wypłakać we własny rękaw i tłumaczę, że przecież je kochasz i chcesz jego dobra. To ja zabieram twoje dziecko na wycieczki, angażuję do projektów, pokazuję dobre kino, teatr i książki. To ja go codziennie widzę i nie jestem ślepa, gdy dzieje mu się krzywda.

Masz rację, płacą mi za to… a może nie? Może płacą mi tylko za naukę i opiekę?

Zastanów się, dlaczego tak mnie nienawidzisz? Czego się boisz? Jakie demony z przeszłości cię ścigają? Chciałabym to wiedzieć i zrozumieć.

 Nie ma we mnie pogardy do żadnej grupy zawodowej. Może mi się coś nie podobać, mogę czegoś zazdrościć, mogę mieć przykre z kimś doświadczenia, ale pluć z tego powodu na wszystkich, bluzgać anonimowo w sieci, karmić siebie i innych nienawiścią?

 Czy będzie szkoła podstawowa ośmioletnia, czy będą gimnazja, czy będą szkoły branżowe czy zawodowe…. najważniejsi są ludzie. Pamiętaj, to im powierzasz swoje dziecko.

 

3 komentarze

    1. Nawet gdyby… niektórzy są jak beton. Nadal wielką zagadką pozostaje dla mnie ten społeczny wstręt do nauczycieli. Chyba freudowska psychoanaliza potrzebna.

  1. Z jednej strony anonimowa nienawiść obcych ludzi, która boli jak każda niesprawiedliwość (bo czemu mam być odpowiedzialna za frustracje kogoś, z kim nigdy się nie zetknęłam), z drugiej – „plasterek” na ten ból, jakim są wizyty moich absolwentek i absolwentów. Ich sympatia, ich „dzięki – pani wie za co…”, albo machanie z drugiej strony ulicy…
    I tylko żal, że ten plasterek nie jest wisienką na torcie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *