Impreza z okazji rozwodu? Czemu nie! Dziś związek jest jak lukrowane ciastko. Słodki i szybko się kończy.

      the-cake-1154991_1280   Co się dziś dzieje z relacjami partnerskimi? Czego oczekujemy? Od dłuższego czasu zbierałam się do takiego wpisu.

Dlaczego? Otacza mnie masa kobiet, często rozmawiamy o facetach, mężach, ojcach, partnerach życiowych. Poziom frustracji w tym temacie rośnie w zastraszającym tempie. Ze strachem obserwuję też, że coraz młodsze stażem związki się rozpadają i już na nikim nie robi to wrażenia. Wchodzimy w relacje szybko i ryzykownie, no bo jak się nie uda, to przecież zawsze można się rozstać. Dlaczego coś, co niegdyś było rodzinną tragedią, powodem do wstydu, synonimem porażki dziś jest naturalnym stanem rzeczy? To my się tak zmieniliśmy, czy świat wokół nas?

Poniżej znajdziesz zdania, które słyszę z ust kobiet na temat ich mężczyzn. Celowo zestawiłam je w pary, byśmy zdali sobie sprawę, jak skrajne mamy czasem oczekiwania wobec tej samej osoby.

„marudzi, jak baba” ————-„on kompletnie nie dostrzega, że sytuacja jest beznadziejna”

„jest niezdecydowany” ————„narzuca mi swój punkt widzenia, zero empatii”

„wtrąca się w moje sprawy”———–„nie interesuje się moim życiem, problemami”

„szasta pieniędzmi”————— „nie kupuje mi prezentów bez okazji, nie kocha mnie”

„pozwala naszej córce wejść mu na głowę”——- „on nie ma takiego podejścia do naszego dziecka, jak ja. Jest nieczuły”

„jest  drobiazgowy”——- „otwiera lodówkę i nie widzi, że masło się kończy? Że trzeba kupić?

„nie dba o siebie” ———- „po co on jeździ z kumplami na te wyprawy rowerowe i w góry?”

„nie mam czasu dla siebie”—– „wmawia mi, że on się tak samo dobrze zajmie naszym dzieckiem, jak ja”

„nie ma czasu dla rodziny”———- „nie jest ambitny, powinien awansować już dawno”

„nie zauważa mnie”——– „jest zazdrosny, chyba jakiś psychopata mi się trafił”

„nie umie się odnaleźć w towarzystwie”—— „taki z niego figo fago, gwiazda wieczoru, zaraz zacznie podrywać moje koleżanki”

„całymi dniami go nie ma, tylko praca i praca”——– „czuję się samotna i w ogóle to chciałabym, żebyśmy mieszkali już w naszym domu”

 

Podobny zestaw mogłabym przedstawić na temat kobiet z punktu widzenia mężczyzny. No ale cóż, nie chadzam z kumplami na piwo, tylko z ich żonami na wino ;).

Chcemy zatem męskiego typa, który do tego jest empatyczny, wrażliwy i ma stopień uważności kobiety. Powinien być ambitny, ale też wiele czasu poświęcać rodzinie. Musi być czułym ojcem, a jednocześnie autorytetem. W razie potrzeby, niech wejdzie w rolę naszej przyjaciółki i wysłucha długiej tyrady żalu na cały świat….tylko niech się nie waży udzielać nam rad ani konstruktywnych rozwiązań, my chcemy się wygadać, popłakać i chcemy usłyszeć, że on rozumie, co czujemy. To wszystko.

Aaaaa i jeszcze niech gotuje, jakby miał tytuł MasterChefa i niech kuchnia lśni, kiedy skończy i serwuje nam kolację.

No i stoi mężczyzna pośrodku tego chaosu, a wokół niego wirują jak szalone nasze sprzeczne komunikaty. Jak już się postara w jedną stronę, to zawali w drugą. Ostatecznie zasiądzie zrezygnowany w towarzystwie kolegów i wycedzi z impetem, że…. „te baby wszystkie są nienormalne i w ogóle czego one chcą?”

Co będzie wybawieniem i lekiem na całe zło? Już ci mówię (szczególnie ty się teraz skup śliczna, kochająca żono). Opis remedium jest następujący: duuuuuże zapatrzone z zachwytem oczy, docenianie tej męskiej natury i w ogóle zalet wszelakich, podziw i wdzięczność na każdym kroku. Tak wygląda i zachowuje się najlepszy lek dla sfrustrowanego, zapracowanego, niezrozumianego mężczyzny. Czy po ten lek sięgnie? To już zależy od silnej woli chorego.

Jak długo moc pastylki będzie działać? Dopóki szalona chemia nie opuści mózgu i dopóki bezwarunkowy podziw nie przejdzie stopniowo w etap tzw. prozy życia. No bo kochani mężczyźni, te oczy nie będą wiecznie zachwycone i wiecznie ślepe na to, co się waszej nowej wybrance nie podoba. To jednak kobieta z krwi i kości, nie anielica miłosierdzia. Powyższe oceniające zdania i tak padną… wcześniej lub później.

Jest jeszcze jeden sposób…dawkowanie leku po cichu, dyskretnie i tylko zgodnie z potrzebami chorego. Niebezpieczna terapia…. to jednak nie tabletka tylko człowiek. Jak się postara, to pacjent przedawkuje i skutki mogą być opłakane.

          Zatem jak żyć? Jak nie stać się pacjentem kliniki psychiatrycznej i rozsądnie kształtować emocje w związku?

Profesor Lew Starowicz sporo na ten temat napisał, wieloletnia terapia par oraz indywidualnych pacjentów ułożyła się w sensowną mapę schematów zachowań, w które wszyscy wpadamy.

Ogromny nacisk terapeuta kładzie na fakt, że musimy pogodzić się z różnicami, jakie nas dzielą. Twój mężczyzna nigdy nie będzie twoją przyjaciółką. Nie potrafi. Czy naprawdę musi widzieć to kończące się masło w lodówce? Byłoby super, ale nie jest.

A teraz wy panowie spróbujcie uczciwie przyznać, jakiej partnerki oczekujecie? Czy te oczekiwania są realne?

Z tego co wiem, najlepiej gdyby była perfekcyjną panią domu – cud miód. No bo taki zadbany, pachnący domek to istna arkadia. Niech też ona dba równie mocno o was, niech znajdzie czas, by dzielić z wami pasje, niech się rozwija i zachwyca otoczenie. Nie zapominajmy też, że wielu z was chciałoby mieć idealne dzieci – grzeczne, milutkie i kochające szkołę najlepiej. Cudownie byłoby, gdyby urodziła je surogatka, bo wtedy wasza ukochana będzie nadal smukła i pozbawiona rozstępów lub blizn po cesarskim cięciu.

Niech będzie słodka i delikatna, ale głupiej niech z siebie nie robi, płacząc, gdy umiera pies głównej bohaterki filmu. Wewnętrznie najlepiej gdyby miała odporność i siłę super bohatera z kreskówki. Taka kobieta do zadań specjalnych- pracuje na cały etat, frunie po wielkie zakupy i nim wrócisz z pracy, czeka z pyszną kolacją. Nigdy nie czuje zmęczenia i ma tak wielką klasę, że godnie zniesie każdy twój wybryk, a gdy ją rzucisz, ze zrozumieniem w oczach odprowadzi cię do drzwi i najlepiej jeszcze walizkę poniesie ;). Wiem, przesadziłam…. Tak mnie czasem ponosi.

Aaaaaa zapomniałabym – ona nigdy za dużo nie gada. Taki wyjątkowy, jedyny na świecie okaz małomównej białogłowy ;).

Ufffff… pastwię się i wybebeszam stereotypy. Wiem.

Jedyna chyba recepta, jaka mi do głowy przychodzi to: realne spojrzenie na płeć przeciwną, redukcja oczekiwań (wyśrubowane standardy grożą rozczarowaniem), szczypta altruizmu i dużo poczucia humoru. To ostatnie naprawdę ratuje nawet te beznadziejne z pozoru sytuacje.

          Pamiętajmy, że kochamy osobę, z którą jesteśmy, a nie swoje samopoczucie w jej obecności. Nie kochamy naszego stanu – to jest tylko i wyłącznie iluzja pierwszych miesięcy znajomości. Nie warto na tym etapie podejmować decyzji, zakładać rodziny, bo magiczna mgła opadnie i zobaczymy wyraźnie…. czasem niestety ból i rozpacz w oczach malutkich jeszcze dzieci… bo mamę i tatę nie łączy już nic, nawet odrobina szacunku.

 Ależ się nawymądrzałam  ;). Prawda jest taka, że ja żadnym autorytetem nie jestem i nikogo nie śmiałabym pouczać.  Fala smutku mnie dopada ostatnio, bo za dużo tych rozstań widzę… w prawo, w lewo… konflikt, niezrozumienie, skupienie na sobie. Stąd poszukiwanie odpowiedzi, co możemy zrobić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *