„25 torebek Earl Greya” potrafi uratować każdy, nawet najgorszy dzień.

lukrowane3            Tytuł może dziwny, ale wynika z konkretnej opowieści bliskiej mi koleżanki. Szczęściara… żyje jak my wszyscy, pracuje, gotuje, sprząta, nawet piecze wyśmienite ciasta (bardzo chce mnie tego nauczyć… tylko uczennica niechętna), ma lepsze i gorsze dni i ma coś jeszcze – dużą dawkę radości i śmiechu w domu, w związku, w miejscu pracy.

Każda, choćby najbardziej wściekła na męża żona, uśmiechnie się, gdy ten zaproponuje… a może 25 torebeczek Earl Greya? Rozładowanie napięcia gwarantowane.

Błyskotliwy żart, dystans do siebie, partnera i świata, ale z dużą dozą szacunku, to chyba część recepty na przetrwanie tego, co dziś nazywamy codziennością.

Obserwuję związki wokół mnie i wyraźnie widzę, że te, w których jest humor, śmiech, żart, są pozbawione tej ciężkiej atmosfery wzajemnych relacji. Żyć razem nie jest łatwo, żyć i rozumieć się nawzajem, to już poziom dla zaawansowanych graczy.

            A jak to jest w pracy? Tu działa ta sama zasada… mam dystans do siebie, zatem skuteczniej się komunikuję i buduję relacje. W mojej grupie zawodowej poczucie humoru jest koniecznym czynnikiem osobowościowym, który znacznie zmniejsza ryzyko wypalenia.

Nauczycielowi pozbawionemu tego dystansu, umiejętności wykorzystywania żartu, aluzji, jest dużo trudniej w relacjach z uczniami. W pracy z młodzieżą jest to szczególnie pożądane, bo wiek 13+ to czas prowokowania, testowania dorosłych bez patrzenia na konsekwencje.

Osobiście jestem opcją umiarkowaną… nie rzucam żartem na prawo i lewo, ale jeden z moich uczniów (już absolwent) powiedział kiedyś … na pani lekcjach jest tak jakoś lekko, a pani jest zawsze w stanie flow i nam się to udziela.

W moich oczach panika… co on miał na myśli z tym flow? Że co? Że ja? W jakimś tam dziwnym amoku na tych lekcjach jestem, czy co?

W akcie desperacji sięgnęłam po definicję  „Flow. Płynne przejście między wersami, odpowiednie wpasowanie w beat oraz odpowiedni balans głosem w odpowiednim momencie. Zazwyczaj świadczy o klasie rapera”. O kurczę, pomyślałam, wpasowuję się w bit, mam balans i klasę. Poziom dowartościowania +500 (bez aluzji), przynajmniej na pół dnia. 😉

Jedno wiem na pewno, gdybym poważnie traktowała wszystko, co przez lata pracy powiedzieli do mnie ci młodzi ludzie, to państwo chyba musiałoby mi zagwarantować stały abonament na psychoterapię i coroczny urlop w tybetańskim klasztorze.

            Tak sobie myślę, że to poczucie humoru jest czynnikiem wrodzonym, ale być może nad samym podejściem do siebie, innych, zaistniałych okoliczności da się pracować. Być może da się wypracować pewien dystans. Śmiertelna powaga powoduje, że demonizujemy sytuacje i problemy. Bywa dręcząca dla nas i naszego toczenia.

Absolutnie nie chodzi mi o to, byśmy chodzili po świecie ze sztucznie przyklejonym do twarzy uśmiechem i uczyli się w domu żartów, którymi będziemy (z udawaną lekkością) sypać jak z rękawa. Odgrywanie roli, która nie jest spójna z tym, co w nas w środku, może być bardzo niebezpieczne.

Wielu z pozoru zawsze wesołych ludzi tak naprawdę mierzy się z lękami, depresją. Pracujmy zatem nie nad tym, co na zewnątrz nas, ale nad tym, co w środku.

Ja się staram, skutki bywają lepsze i gorsze. Problemy staram się postrzegać jako sytuacje do rozwiązania. Krytykę staram się przyjmować ze spokojem i poddawać analizie. Nauczyłam się też, że dla własnego dobra, należy otaczać się ludźmi zdolnymi do autorefleksji. Taki człowiek naprawdę cię słucha, nie przygotowuje sobie w głowie odpowiedzi, riposty, tylko słucha i mówi z serca.

Jakie są zagrożenia tego bycia flow? Jak ze wszystkim, z tym też nie można przesadzić. Nie należy zakładać, że każdy nasz rozmówca i w każdym momencie swojego życia jest gotów na dużą dawkę naszego poczucia humoru. Przyjmijmy z pokorą fakt, że ktoś pomimo naszych wysiłków przemilczał, zignorował lub źle zareagował na to, co mu zafundowaliśmy.  Nie oceniajmy pochopnie, że zapewne nie zrozumiał, a przecież według obiegowej opinii poczucie humoru jest jednym z mierników inteligencji.

  Teraz zadanie dla ciebie – pomyśl o 3 momentach, w których udało ci się rozładować naprawdę trudną, niezręczną sytuację. Podszedłeś do sprawy lekko i z wyczuciem, wykazałeś się poczuciem humoru.

            Lata temu, gdy studiowałam podyplomowo historię, wybrałam się na egzamin. Niestety byłam okropną studentką i na wykładach owego profesora gościłam tylko dwa razy w ciągu całego semestru. Przygotowałam się sama, naprawdę solidnie i odważnie wkroczyłam do sali egzaminacyjnej.

Pierwsze pytanie… zaskoczyło mnie, ale jakoś tam pokrętnie odpowiedziałam i profesor był wyraźnie zadowolony. Padło drugie i wraz z nim opadły mi ręce, nogi, rzęsy i wszystko inne, co mogło. Nigdy w życiu nie słyszałam takiego terminu, który miałam zdefiniować. Na nic kreatywność w takiej sytuacji, więc padło uczciwe – nie mam pojęcia. Profesor poirytowany rzekł – nie wie pani? Studentka socjologii nie potrafi tego wyjaśnić? Wtedy dotarło do mnie, że jestem w innej sali i zdaję inny egzamin. Co za tym idzie, nie wiem, jak wygląda wykładowca i to jest totalny wstyd.

Show must go on, pomyślałam i z promiennym uśmiechem stwierdziłam – panie profesorze, żadnej studentki socjologii w tej sali nie widzę, studiuję historię, ale sława o panu, pana wiedzy i uprzejmości jest na tyle imponująca, że nie mogłam odmówić sobie przyjemności rozmowy z panem. A teraz proszę o werdykt – zdałabym? Profesor zdjął okulary i prawie przetarł oczy ze zdumienia… na szczęście pojawił się też uśmiech, byłam uratowana. Przejrzał mój indeks i oddał mi go, mówiąc – z klasycznych teorii socjologicznych miałaby pani tróję, ale z kreatywności piątkę. Gdy wychodziłam dodał – dobrze wiem, że pomyliła pani salę, egzamin i nawet… egzaminatora, ale nie powiem koledze.

Na pewno Ty tez masz swoją historię tego typu ;).

 

4 komentarze

  1. 🙂 🙂 świetny artykuł, jak zawsze. Ja ma wrażenie że jednak brakuje tego flow w życiu 🙂 Bo gdy robisz coś z pasją to płyniesz wykonując swoje obowiązki a tak dużo osób jednak narzeka na swoją pracę…

    1. Wielkie dzięki za uznanie. Musimy pracować nad tym, a wszystkim nam będzie łatwiej się żyło. Co do flow w pracy… trzeba lubić to, co się robi. Ja teraz nie uczę, ale jak mam zastępstwa, to czasem wychodzę z lekcji jak w narkotycznym, euforycznym transie. Nie mając tego na co dzień, widzę, jakie to wartościowe. Oczywiście bywa różnie, nie zawsze różowo, życie ;).

  2. Nie, no boska jesteś??? Ja podobnie zdałam egzamin państwowy na pilota wycieczek. Zapytali ile alkoholu można przewieźć przez granicę. Nie wiedziałam, więc oni powiedzieli a ja nieopatrznie zasugerowalam że jak się pije to się wie. Położyłam komisję na łopatki. Zdałam jako jedna z 3 osób na 60 zdających?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *