„Jesteś szalona, mówią mi…” ;) Pod jednym dachem z teściową i teściem!

              Są takie tematy, które generują lawinę komentarzy podyktowanych własnym doświadczeniem, obserwacją otoczenia, obiegową opinią. Ja ostatnio wpisałam w wujka Google takie oto hasło – mieszkać z teściami. Ilość linków, tekstów, wypowiedzi na forach, blogach, komentarzy i innych diabłów dosłownie mnie przytłoczyła. Przejrzałam część i nie spotkałam się z ani jednym pozytywnym dźwiękiem, choćby małą nutką. Okazuje się, że taki układ jest dla większości przykrą koniecznością, a z biegiem czasu zamienia się w udrękę. No i teraz w kontrze do tego wszystkiego – ja i moi teściowie. Jak mawiają niektóre moje koleżanki… Dream Team ;).

Motywacja wspólnego życia pod jednym dachem początkowo była taka, jak u wszystkich… młodzi, spłukani, zakochani i chcą być rodziną – mężem i żoną, no i gdzieś ta mini rodzina musi mieszkać :P.

Z wielką wdzięcznością przystaliśmy na zaproszenie pod tytułem – wy na górze, my na dole, wszystko mamy osobno, tylko wejście wspólne.

Czy miałam obawy? Miliony. Przecież to jest rodzina ze swoją historią, przyzwyczajeniami, tradycjami i gdzie w tym wszystkim ja? Już na poziomie wigilii wyszły różnice – oni jedzą barszcz z uszkami (śląska rodzina), a dla mnie nie ma wigilii bez zupy z leśnych grzybów z łazankami i tylko to jest absolutnie wigilijną zupą, nie jakiś barszcz ;). Szybko okazało się, że to żaden problem… od lat na stole wigilijnym stoją dwie zupy- zamiast kłótni, cudowne rozmnożenie świątecznych potraw. Ja też zawzięcie lepię te pierogi (muszą być ręcznie robione misterne falbanki) z kapustą i grzybami, i udaję, że umiem to robić tak dobrze, jak moja mama i babcia… moja śląska rodzina je i chwali, pewnie kurtuazja ;).

Dość o świętach, bo wpis jest o rzeczy o wiele ważniejszej, bo nie ma nic cenniejszego niż dobre relacje w rodzinie.

Mijały lata, a my stale słyszeliśmy pytania- dlaczego nie kupujecie mieszkania, nie budujecie domu, nie kupicie gotowego domku, pełno tego w naszym mieście, jak was nie stać, to weźcie kredyt, jak cała reszta świata. Do dziś zmagamy się z tymi pytaniami, ale one nie padają z ust bliskich nam ludzi, nie pytają przyjaciele i znajomi, którzy w tym domu bywają, bo dobrze wiedzą, że my tu nie mieszkamy z konieczności. Moja odpowiedź – uwielbiam tu mieszkać, uwielbiam ten dom (duszę ma niesamowitą) i kocham moich teściów jak własnych rodziców. Osoby postronne na takie słowa zazwyczaj spojrzeniem mówią – dziewczyno idź się leczyć, bo chyba straciłaś kontakt z rzeczywistością.

Jak to jest możliwe? Ano tak…

  • Nigdy, przenigdy nie usłyszałam, że robię coś źle, że coś powinnam albo czegoś nie powinnam. Jestem pewna, że to i natura i kultura tych dwojga ludzi wiele razy powstrzymała ich przed słowami oceniającymi, no bo łatwa i super grzeczna synowa to im się nie trafiła ;).
  • Nigdy w życiu nie było sytuacji, by ingerowali w nasze sprawy, decyzje, konflikty. Integralność naszych rodzin to podstawa, którą obie strony szanują.
  • Nasi przyjaciele i znajomi zawsze dobrze się u nas czują, a nierzadko nie mogą do nas dojść, bo dziwnym trafem zostają na długi czas na dole. Nie raz nasze domowe imprezy zwiększały zasięg terytorialny i teściowie ”podkradali” nam gości. Zawsze dzielnie znosili nasze szalone domówki (to jak byliśmy młodzi) i nie pisnęli nawet słówkiem na jakiekolwiek ekscesy stukniętej młodzieży ;).
  • Byli i są ogromnym wsparciem, ale nie narzucają swojej pomocy. Możemy na siebie nawzajem liczyć nawet w tych najtrudniejszych sprawach.
  • Absolutnie mogę być sobą. Nie udaję, nie robię niczego dla pozorów. Bycie akceptowanym ze wszystkimi swoimi wadami i słabościami… bezcenne.
  • Moja osobista relacja z teściem i teściową jest dla mnie wartością bezwzględną. Szacunek i miłość, jaką ich darzę nie jest wynikiem faktu, że to rodzice mojego męża. Lata życia pod przysłowiowym jednym dachem pozwoliły mi się przekonać, że mam do czynienia z ludźmi wyjątkowymi. Tak sobie myślę, że oni zawsze będą dla mnie ważni, bez względu na okoliczności życiowe.

Czasem śnię koszmary i wtedy budzę się w środku nocy zlana potem i łzami. Nie uwierzysz, jakiś czas temu śniło mi się, że wyprowadzamy się z P z tego domu, gdzieś wyjeżdżamy. Czułam się nieszczęśliwa, a ból czułam w całym ciele, tak fizycznie. Z amoku mojego sennego cierpienia obudził mnie P i zapytał, co to było? Jak poznał powód tej mojej męki, to złapał się za głowę i uznał zapewne, że jego żona jest zdrowo stuknięta (zresztą nie pierwszy raz ;)).

       Czy sam lukier i miód w tych naszych relacjach jest? Nieeeeeee

Każdy z nas ma wyśmienity temperament i nikt barankiem potulnym nie jest. Mieszanka wybuchowa to ja i mój tata nr 2. Największa nasza dotychczasowa potyczka, to tzw. III wojna światowa o Tik Taki ;). Nie pytaj o szczegóły, ale jak łatwo się domyślić wielka zawierucha z powodu malutkich cukiereczków, które mały B chętnie pochłania, a dziadek równie chętnie mu je kupuje ;).

Nieco spokojniejsi członkowie rodziny pomogli zażegnać konflikt i obyło się bez ofiar śmiertelnych. No ale pojawienie się dziecka ponoć zawsze generuje rodzinne konflikty w linii sąsiadujących pokoleń. Nawet Dream Teamu to nie ominęło zatem.

       Jeszcze długo mogłabym pisać, ale ten wpis tak naprawdę jest takim moim przedświątecznym podziękowaniem dla moich rodziców nr 2… za wszystko, co przez lata zrobili, za to, że wiele razy usłyszałam od mamy – zawsze chciałam mieć córkę i się udało, mam ciebie. Dziękuję Wam za to, że ani przez sekundę życia w tym domu nie czułam się jak intruz, jak ktoś obcy. Dziękuję za kupę śmiechu i radości, bo co jak co, ale poczucia humoru nikt wam nie odmówi 🙂.

W tym pięknym domu, który budowaliście przez lata, już na zawsze zostanie kawałek mojej duszy!

        No, a teraz wujku Google nie rób obciachu i pozycjonuj tam wysoko ten jeden jedyny w twojej nieograniczonej cyfro przestrzeni pozytywny głos w kwestii mieszkania w jednym domu z teściową i teściem!

 

1 komentarz

  1. Piękne podziękowania dla ludzi, którzy przypadkowo zaczęli być częścią Twojego świata. Myślę, że właśnie teraz dałaś im najpiękniejszy prezent jaki mogli by sobie wymarzyc. Czasem wie się, że jest ok, że nie potrzeba wielkich słów, aby każdy czuł się na swoim miejscu…ale czasem warto też przypomnieć i sobie i kochanym osobom, że TAK jesteście wspaniali, wiem o tym, doceniam i bardzo kocham.
    Cudna synowa, wspaniali rodzice 😊

Odpowiedz na „AzjaTkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *