Słów kilka o tym, jak działa na nas pewna machina.

        Wyobraź sobie, że stale obcujesz z osobami, które są od ciebie młodsze, mniej doświadczone, a ich poziom wiedzy i sposób pojmowania świata odstaje znacznie od twojego. Masz swego rodzaju władzę i środki przymusu, które możesz zastosować w przypadku niesubordynacji tychże osób. Budzisz rozmaite emocje od niechęci i buntu po szczery podziw i sympatię. To wszystko sprawia, że możesz wpaść w pułapkę bycia mentorem… zaczynasz wtedy mówić i zachowywać się w charakterystyczny sposób. Zaczynasz wierzyć, że to ty zawsze masz rację, a nawet jeśli jej nie masz, to oni powinni ci ją przyznać… z racji bycia tymi młodszymi i „głupszymi”. Gdy taka sytuacja trwa przez długie lata możesz wpaść w swoistą megalomanię, którą nieświadomie zaczniesz prezentować również poza miejscem i środowiskiem pracy.

W miejscach publicznych twój fach staje się rozpoznawalny, co budzi twoje zdziwienie i niesmak. Nikt inny w taki sposób nie upomina rozwrzeszczanej młodzieży w autobusie i nikt inny z taką pewnością siebie nie wykłóca się z lekarzem lub urzędzikiem.

Wiesz już, kim jesteś? 😉

               Spokojnie, nie rzucaj się na mnie oburzony nauczycielu… każdy zawód wykonywany przez lata niesie swoje patologie, toksyczne pierwiastki, które nie pozostają bez wpływu na to, kim jesteśmy.

Weźmy takich policjantów- poczucie bycia ponad prawem, przynależność do elitarnej grupy, która wobec siebie nawzajem jest bardzo lojalna. To wszystko powoduje, że czasem tracą czujność i idą w brawurę… jazda pod wpływem alkoholu, stosowanie przemocy, jawne nierespektowanie niektórych norm społecznych w miejscach publicznych.

Wracam już grzecznie do zawodu nauczyciela.

 Do dziś pamiętam moje odczucia, gdy jako żółtodziób wkroczyłam nieśmiało w progi słynnego pokoju nauczycielskiego. Zabłąkanym wzrokiem znalazłam wolne krzesło i usiadłam… po ok. 5 sekundach zostałam uprzejmie z tego krzesła usunięta, gdyż to jest czyjeś miejsce… od lat. Uderzyła mnie hermetyczność i zarazem drobiazgowość tych ludzi. Rozwodzenie się nad rzeczami, które mnie wydawały się zupełnie niewarte dyskusji. Ta pewność wygłaszanych sądów, ten podniesiony ton i specyficzna gestykulacja. Miałam wrażenie, że to zamknięta kasta, że te osoby mają jakiś swój niepisany kodeks i inny niż ja sposób wartościowania zdarzeń.

Dziś minęło trochę lat i czuję się w pokoju nauczycielskim zupełnie normalnie. Owszem, czasem coś mnie złości, irytuje, ale nic nie jest obce. Wejdź między wrony i kracz jak one… to się odnosi do każdej grupy zawodowej, środowiskowej itd.

Potrafię zidentyfikować nauczyciela w środowisku pozaszkolnym, obserwując jego zachowanie, sposób mówienia i traktowania innych. Zazwyczaj strzał w dziesiątkę ;).

Stoję u progu pewnych decyzji i coraz częściej zastanawiam się, dlaczego nauczycielowi trudno jest zmienić zawód, wyjść poza schemat. Jednocześnie wiem, że osoby, które wiele lat spędziły w szkole, nie są chętnie zatrudniane w innej branży.

Dlaczego? Cały mój wywód powyżej jest doskonałym wytłumaczeniem.

               Relacje na zasadzie partnerstwa i współpracy. Brak buforu bezpieczeństwa w postaci zagwarantowanej (poprzez cykliczny przepływ uczniów) przewagi wiekowej i intelektualnej. Te czynniki mogą stanowić poważną barierę w odnalezieniu się w innym zawodzie.

Dorośli z innych sektorów zazwyczaj zarzucają nauczycielom zbytnią roszczeniowość, przedmiotowe traktowanie pozostałych osób, mentorski ton i poczucie nieomylności.

Przez cały okres mojej pracy w szkole stosowałam pewną prewencję i pilnowałam się, by nie wpaść w tryby machiny tych podtruwających toksyn. Uczeń jako podmiot i pełnoprawny partner do rozmowy, umiejętność przyznania się do błędu, niewiedzy (nikt nie wie wszystkiego z każdej dziedziny) czy słabości. Wystrzegałam się jak ognia wykorzystywania faktu podległości wychowanków względem mnie.

Czy mi się udało zachować choćby w małym stopniu rozsądek i oprzeć się patologicznym trybom? Nie wiem, nie mnie to oceniać.

W ekstremalnych sytuacjach wychodzi to, co siedzi w nas najgłębiej, wypływa jak lawa z wulkanu i nie jesteśmy w stanie nad tym zapanować, a ja… dyskutowałam na sali operacyjnej z anestezjologiem, że ten specyfik, który mi właśnie zaordynował, podaje się tylko przy zagrożeniu życia i ja to wiem z serialu „Dr House”. Zatem proszę o jasną informację- czy ja umieram? Ponoć do dziś lekarze z tego zespołu mnie wspominają i kiwają z politowaniem głowami, że to przecież była pani nauczycielka ;).

               Zatem bądź czujny nauczycielu, machina nie śpi.

Znam takich, których ten belferski wirus nie opanował nawet po kilkunastu, kilkudziesięciu latach pracy. Nie wiem, czy to siła charakteru, osobowość, wyjątkowa natura, ale… szczerze podziwiam.

Te osoby odnajdą się wszędzie i dodatkowo mają po latach pracy w szkole niesamowity wachlarz doświadczeń i kompetencji!

 

4 komentarze

  1. Jestem nauczycielką i nigdy nie przypisalabym sobie cech mentorskich…
    1. W domu mi mówią, że już wróciłam z pracy, nie muszę używać „tego” tonu.
    2. Nie miałam przez tydzień Internetu. W końcu mocnym głosem i argumentem „wywalczyłam” dostęp.
    3. W sklepie sprzedawczyni nie chciała wziąć ode mnie 100zł, bo nie miałaby jak wydać. Powiedziałam jej „musi” mi wydać.
    Hmm…nauczycielka? Nieeeeeeee

  2. Moja nauczycielka z liceum przyznała się kiedyś, że uciszała w autobusie głośno rozmawiające starsze panie – krzyknęła donośnie CICHO!!! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *