Targowisko różności!

 

               Wywodów na temat portalospołecznościowego (neologizmy na blogach ponoć modne są ;)) życia są setki, nawet tysiące. Dla mnie to życie po życiu, tudzież w trakcie życia (no bo też oddycham, jem, śpię, pracuję itd.) zaistniało w zasadzie ok. września. Wcześniej anonimowy profil na FB służył mi do kontaktu z garstką ludzi na prywatnym czacie, którzy złośliwie przenieśli forum „Majówki 2012” tam, gdzie mnie nigdy nie było. Zatem profil powstał i był… tylko na potrzeby moje i tych kilkunastu osób. Gdy zaczęłam pisać na blogu, profil zmienił nazwę i odkrył się przed moim światem- znajomych, rodziny, przyjaciół.

Zatem od kilku miesięcy sobie raczkuję w tym alternatywnym świecie i bacznie obserwuję wszystko, co mnie tam spotyka. Widzę masę zdjęć cudownie uśmiechniętych ludzi, których lata w życiu realnym nie widziałam. Widzę profile firm, których jestem klientką, ale nie miałam pojęcia, że te marki mają wokół siebie całe społeczności wielbicieli, organizują konkursy, współpracują z blogerami promującymi ich produkty itd. Widzę, jak ludzie się jednoczą w imię jakiejś idei, walczą o coś, organizują akcje, protesty, wspierają się we wspólnej sprawie. Wreszcie widzę masę smutnych historii osób potrzebujących- fundacje, osoby prywatne, ogrom bólu i cierpienia na fotografiach ciężko chorych dzieci.

Siła sprawcza tego medium jest niewyobrażalna i czasem aż mnie przytłacza.

Moim debiutem w czasie bieżącym są facebookowe Święta Bożego Narodzenia. Tyle tych wszystkich choinek, dzwoneczków, świateł, kolęd i pastorałek i dosłownie wysyp rodzinnych zdjęć znajomych i nieznajomych opatrzonych tytułem „Świątecznie” albo „Przy choince”. Tu prym wiodą tzw. celebryci maści wszelakiej, którzy dumnie prezentują swoją miłość, obejmując się na tle świątecznego drzewka. Męskie dłonie na brzemiennych brzuszkach przyszłych mam ( w pierwszej lidze oczywiście Ania i Robert L), piękne kobiety w wieczorowych sukniach ze stadkiem słodkich dzieci u boku, a w tle mężczyzna… jak skała i opoka ;). Te celebryckie kadry pozują na takie naturalne, amatorskie, choć nierzadko i tak są dziełem profesjonalisty.

Tuż za tymi znanymi plasuje się cała reszta… i tu kadry faktycznie są amatorskie, takie domowe, bo nie liczy się jakość, światło, obiektyw, tylko ta miłość i rodzina na tle pięknie ustrojonej choinki.

Do tego są życzenia słane światu z wielkim sercem i często wirtuozerią słowa.

Ja też nieśmiało wyskrobałam życzenia, wiedziona autentyczną potrzebą, ale na fotkę z cyklu „Świątecznie” się nie zdobyłam z kilku powodów, no i jeden z nich skłonił mnie do refleksji nad autentycznością tych świątecznych, fotograficznych wzruszeń.

Jak wy to ludzie do cholery robicie, że wasze dzieci spokojnie się uśmiechają do obiektywu, mają idealnie czyste i odprasowane śnieżnobiałe ubranka i potrafią się nie ruszać i nie mówić nic przez kilka sekund? Próbowałam, przysięgam… tak do rodzinnego albumu, jednak istnieją na świecie rzeczy niemożliwe ;).

Reasumując, ogrom zjawiska jest potężny i nie miałam pojęcia, że tak to będzie na FB w czasie świąt.

Czekam teraz z wielkim napięciem na Nowy Rok, bo na pewno znów jakieś dominujące trendy się pojawią.

               Wracam do mojego bla bla bla na temat alternatywnej rzeczywistości facebookowej i stwierdzam, że mam tendencyjnie mieszane odczucia na jej temat. Fajne narzędzie do bezpośredniej komunikacji z konkretnymi osobami ( tu przepraszam wszystkich tych, których czasem wieczorami i po nocach nękam rozmową). Wygodne źródło informacji i zaspokojenia ciekawości czasem. Jednym kliknięciem komunikuję znajomym, że jest nowy tekst i kto chce, może poczytać. Tyle plusów.

Minusów trochę jest, ale nie będę maruderem w czasie świąt i skupię się na jednym… nie wiem, na ile jestem robiona w przysłowiowego balona.

Męczy mnie to.

Dlaczego tam, tak łatwo przychodzi nam wyrażanie opinii, czy nawet dyskusja, a w świecie realnym wolimy wiele rzeczy przemilczeć? Dlaczego tam jesteśmy jednak trochę innymi, alternatywnymi bytami do tych naszych realnych? Tak chętnie dajemy światu sygnał, że cos lubimy, chwalimy, że coś jest super albo coś nas zasmuca- no bo to też odkrycie było dla mnie, że poza słynnymi „lajkami” są jeszcze jakieś serduszka, buźki itd. A w realnym życiu ile razy dziennie mówimy komuś, że podoba nam się to, co robi? Nie wypada chwalić, doceniać? To, co jest fajne na FB w realu jest głupie i żenujące?

A może nie mamy czasu… tracimy uważność na to, co dzieje się obok nas, co czuje osoba w naszym otoczeniu oraz jakie są nasze autentyczne potrzeby. Kliknięcie ikonki z kciukiem do góry zajmuje sekundę, rozmowa z kimś, kto jest dla nas ważny lub nas potrzebuje to już bardziej wymagająca sprawa.

           Mam wrażenie, że FB, blogi, fora są takim filmowym Elizjum- sztuczną stacją, na której żyje społeczność naszych alternatywnych bytów. Nawet jeśli upierasz się, że jesteś taki sam, że jesteś szczery, że FB i prawdziwe życie są dla Ciebie tożsame… mylisz się. Selekcja informacji już jest manipulacją, a my pokazujemy to, co chcemy.

Tego samego Ciebie można byłoby pokazać na FB przynajmniej w kilkunastu odsłonach. Czysty akt kreacji :).

Zatem czytam ten świat jak książkę, taką trochę na faktach, trochę podkoloryzowaną. Sama piszę swój rozdział od września.

Pamiętaj, jeśli znasz mnie z tego świata- blog, Facebook, znasz tylko jakiś kawałeczek mnie. Nie oszukuję Cię i nie chcę Tobą manipulować… w moim naiwnym mniemaniu jestem szczera i prawdziwa, jednak są rzeczy, na które nie mam wpływu. To ty czytelniku interpretujesz treść mojego przekazu.

 Spotykasz mnie w Elizjum. Tylko osoby, które są obok mnie, dzielą ze mną codzienność, rozmawiają, współpracują, bawią się, śmieją i płaczą- nie tą graficzną łezką emotikonu… to moi bliscy.

3 komentarze

  1. Trafione! Ja siedzę w tym dłużej, ale zbytnio się nie wychylam, głównie uzupełniając profil blogowy niż prywatny. Bo bliscy mnie znają, nie potrzebują zdjęć i statusów na żywo. Blogowym chcę coś zakomunikować 😉
    I uwierz, czasem żeby zrobić jedno idealne zdjęcie trzeba wybrać z setki, a czasem to jedyne zrobione jest tym idealnym 😉

    1. Dwa profile, to jeszcze więcej ciebie jest w stacji Elizjum :). Ja prywatnego nie mam i nie będę mieć, ale ten eVita jest dla wszystkich i to takie 2w1 się teraz z tego zrobiło. Czasem czuję chaos z tego powodu, a w świecie FB to już generalnie chaos panuje. Co do zdjęć… nie mam do tego serca ani chęci. Dodatkowo jestem dość wyczulona na upublicznianie wizerunku rodziny i blog z prywatnymi zdjęciami nie wchodzi w grę. No cóż…. co człowiek to inne podejście. Wasze piękne fotografie uwielbiam oglądać.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *