Nowy świat… inny wymiar śmierci.

               Kiedyś, jak byłam dzieckiem i później, jeszcze 10 lat temu myślałam, że żeby zginąć od kuli, która wylatuje z niewyobrażalną prędkością z lufy pistoletu, karabinu czy czegokolwiek podobnego, to trzeba być gangsterem albo przynajmniej dziewczyną gangstera, przemytnika itp. A tak poważnie… naprawdę sporadycznie słyszało się o przypadkach, by ktoś ot tak zginął zastrzelony- na spacerze, w dyskotece, jarmarku świątecznym czy koncercie. Taki rodzaj śmierci wydawał się dość abstrakcyjny i nie dotyczący ludzi z tak zwanej legalnej, jasnej strefy.

Dziś bycie zastrzelonym za nic jest całkiem prawdopodobnym scenariuszem. Można też zostać celowo rozjechanym pędzącym autem lub zaszlachtowanym nożem czy maczetą w centrum miasta, przy ruchliwej ulicy, wśród innych ludzi.

Kiedyś nie patrzyłam podejrzliwie na ludzi w środkach komunikacji miejskiej, na przystankach czy w tłumie podczas festynu, koncertu. Pozostawiony przez kogoś bagaż, siatka z zakupami czy paczka nie budziła strachu, a w głowie nie kłębiły się czarne scenariusze.

Dziś jest inaczej, niestety. Kręcący się dziwnie po miejskim placu zabaw mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce ściąga moją baczną uwagę, dlaczego? Bo wygląda na zdenerwowanego, a u jego stóp leży otwarty plecak. Co chwilę wyjmuje z kieszeni dżinsów telefon i na niego spogląda. Nie ma dziecka pod opieką, ale za to ma śniadą cerę i czarne włosy. Tym skwerem za chwilę będą wracać ludzie z niedzielnego nabożeństwa. Eleganckie pary będą szły trzymając się pod rękę, rodziny z dziećmi, przygarbione staruszki. On cały czas sprawdza telefon i nerwowo kopie w słupek od huśtawki, spogląda na otwarty plecak.

Opisuję ci sytuację, którą widziałam dzień po którejś z serii zamachów. Było ich tyle w minionym roku, że się pogubiłam. Jaką projekcję wytworzył mój umysł, to już się z pewnością domyślasz. Co mogłoby być w plecaku? Dlaczego ten człowiek czekał? Dlaczego był zdenerwowany?

Potem niby przyszedł głos rozsądku… kobieto mieszkasz w niewielkim mieście, mieszkasz w Polsce, tu się takie rzeczy nie dzieją i nigdy się nie wydarzą. On i ja byliśmy tam prawie godzinę. W końcu opuściłam to miejsce, oddalając się z małym B, mocno trzymając go za rękę, cały czas patrzyłam w stronę tego człowieka. Nic się nie stało, a ja usiadłam w domu i przemyślałam, co się działo ze mną. Oj, miałam dużo potępienia dla samej siebie, za moje myśli, chory, bezpodstawny strach. Nikomu o tym nie powiedziałam, bo zwyczajnie byłoby mi wstyd. Teraz też mi wstyd przed tobą.

Tylko teraz ty mi powiedz, czy faktycznie to się nigdy nie wydarzy w moim świecie? W moim mieście? Nie dotknie nikogo mi bliskiego?

W Różnowie, niewielkiej miejscowości w województwie zachodniopomorskim pewna kobieta pożegnała męża, który pojechał na swój zwyczajny kurs, bo taką miał pracę. Ostatni kurs przed świętami. Zapewne nawet przez myśl jej nie przeszło, że ją i jej rodzinę kiedykolwiek będzie dotyczył temat światowego terroryzmu. Że jej mąż spojrzy w oczy śmierci pod postacią bojownika ISIS. Przecież to pani z Różnowa, niewielkiej miejscowości, daleko od tego wszystkiego. O śmierci męża dowiedziała się z przekazów medialnych, a na ceremonii pogrzebowej przemawiał sam prezydent RP. Jakiś człowiek z Wielkiej Brytanii zorganizował zbiórkę pieniędzy i wsparł ją kwotą 900 tys., o czym pisały wszystkie światowe serwisy. Jak to możliwe, że ta kobieta, statystyczna (choć zapewne wyjątkowa, nie znałam tej pani, więc generalizuję) Polka znalazła się w tej sieci zdarzeń, jakże tragicznych, dziwnych i takich z pogranicza fikcji i sensacji. Kto ją tam wrzucił i jak?

               Tak łatwo przychodzi nam mówić, myśleć- mnie to bezpośrednio nie dotyczy, jestem daleko od problemów świata. Nie oglądam wiadomości, nie czytam nic w Internecie, chcę się od tego odciąć i żyć w spokoju. Ja też mam nadzieję, że mnie to nie dotyczy i akurat ja ani nikt z mojego otoczenia nie stanie się ofiarą tej pędzącej kuli nienawiści.

Niestety jedno wiem na pewno, dziś nie trzeba mieć powiązań ze światem przestępczym, nie trzeba być politycznie uwikłanym, nie trzeba być ani wierzącym ani niewierzącym, w ogóle nic nie trzeba, żeby zginąć z powodu czyjegoś celowego działania.

Wystarczy żyć w XXI wieku. Wystarczy iść niewłaściwym chodnikiem o niewłaściwej godzinie lub wybrać niewłaściwą imprezę na rodzinne świętowanie czegokolwiek.

[*]

Wystarczy trzymać dziecko za rękę i patrzeć z nim w niebo na fajerwerki.

[*]

Wystarczy wsiąść do tego właśnie samolotu, któremu przeznaczone było runąć do morza.

[*]

Wystarczy bawić się z przyjaciółmi pewnej nocy w pewnym klubie, tańczyć, śmiać się, witać Nowy Rok.

[*]

Wystarczy przytulić się do męża z grzanym winem w dłoni i przechadzać się wśród bożonarodzeniowych straganów, oddychając atmosferą nadchodzących świąt.

[*]

Wystarczy zaparkować ciężarówkę w alejce nieznanej dzielnicy, w obcym kraju, zjeść kebab i spokojnie szykować się do snu, bo rano czeka rozładunek towaru.

[*]

Wystarczy…

 

2 komentarze

  1. … [*]

    Nie możemy być na 100% pewni, że nas to nie dotyczy…niestety. Oto moje doświadczenia: chcąc wziąć sisotrzenca do większego miasta na Noc Sylwestrową na rynku- kategoryczny zakaz rodziców z obawy przed zamachem.
    Stojąc na bramkach żeby wejść do strefy tegoż koncertu zobaczyłam dwóch sniadych, wyglądających na mieszkańców Bliskiego Wschodu chłopaków. Moje pierwsze skojarzenie- a może to terroryści. Oczywiście okazało się, że chłopaki są na wymianie Erasmusa.
    Żyjemy w trudnych czasach, w których podejrzliwosc jest na porządku dziennym i nie musimy bardzo się starać, żeby zginąć od kuli czy maczety

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *