A jak będzie sławny, to go dodamy do galerii absolwentów! O tych „niegrzecznych” uczniach.

.

               Tyle już lat pracuję z młodzieżą, że myślę pewnymi sloganami i schematami… grzeczny- niegrzeczny, twórczy-odtwórczy, szanuje-nie szanuje, respektuje-nie respektuje itd. Systemy oceny zachowania są ściśle określone, każda szkoła ma swoje kryteria, wiele z nich system punktowy. Standaryzacja jest w szkole oczywista… to placówka, która musi pracować według określonych zasad. Musi stawiać wymagania, mieć system nagród i kar.

To ta właśnie cecha szkoły (nie tylko polskiej, zapewniam) powoduje, że pewne jednostki zupełnie nie potrafią w niej „prawidłowo” funkcjonować. Z różnych powodów nie mieszczą się w systemach punktowych i tabelkach.

„Ten uczeń nie szanuje żadnych norma i zasad.”

„On zadaje idiotyczne pytania, nie myśli logicznie.”

„Nie rozumie, co jest dla niego dobre.”

„Zupełnie nie pasuje do klasy.”

„Ona nie ma żadnych zahamowań, mówi prosto z mostu, co myśli”

„Uczy się tylko tego, co go zainteresuje.”

„Ostentacyjnie pokazuje, że nudzi się na lekcji.”

W każdej szkole spotykamy tzw. niegrzecznych. Nie siedzą tak, jak byśmy tego chcieli. Mówią nie wtedy, kiedy udzielamy im głosu. Uparcie zdobywają jedynki i nie widzą w tym problemu.

Zamiast jechać z nami na wycieczkę, wolą zostać w domu przyklejeni do komputera i godzinami tworzą gry albo w nie grają. Ci dostają łątkę- aspołeczni.

Zastanawiam się, czy faktycznie tzw. niegrzeczne dzieci istnieją? Czy to nie my wymyśliliśmy ten termin, żeby jakoś nazwać to, co się wymyka z wygodnych dla nas norm?

               Pamiętam jednego z niedawnych absolwentów… do dziś krążą anegdoty o jego zachowaniu w określonych sytuacjach, miejscach, o pytaniach, które nam zadawał. Wszyscy pamiętamy jego nieskrępowany pęd do wypowiadania się na rozmaite tematy, niestandardowe wnioski, zaskakujące, dla nas jakże niedorzeczne pomysły. Obserwowałam go przez trzy lata i zawsze towarzyszyło mi poczucie, że on ma coś, czego my wszyscy nie mamy… brak barier. Ten czynnik może go poprowadzić w rozmaite strony- gorsze i lepsze dla niego i jego przyszłości. Niestandardowo myśli, ma odwagę mówić głośno o najbardziej z pozoru dziwnych rzeczach, nie wstydzi się. Do tego jest w 100% odporny na krytykę.

Raz odważyłam się głośno powiedzieć o moich odczuciach w pokoju nauczycielskim i reakcja jednej z dużo bardziej doświadczonych w zawodzie koleżanek… zmiotła mnie niemal z powierzchni Ziemi. Taki uczeń nie ma szans na jakikolwiek życiowy sukces, bo nie umie przestrzegać zasad, a ja chyba oszalałam, by w tym patologicznym zachowaniu doszukiwać się wartości dodanej. Dowiedziałam się, że takim dzieciom pod żadnym pozorem nie wolno dawać sygnałów, że być może są wybitne, wyjątkowe, bo to nieprawda. Nie wolno tego, co powszechnie uważane jest za wadę… przekuwać w ich mniemaniu w zaletę.

Do dziś się z tym nie zgadzam i czuję niesmak, a echa pouczającego monologu brzmią w moich uszach z wszelkimi szczegółami.

Dziś wzięłam do ręki wywiad z Michałem Kicińskim- właścicielem firmy CD Projekt, współtwórcą gry „Wiedźmin”. Dowiedziałam się, że był on uczniem prestiżowego warszawskiego Liceum im. Tadeusza Czackiego. Szkoła szczyciła się wówczas znakomitymi wynikami nauczania i dużą liczbą olimpijczyków. Michał nie był  dla placówki powodem do dumy, był tym niegrzecznym i tym, który nie sprostał oczekiwaniom podstawy programowej z przedmiotów ścisłych (o ironio). Po wielu perturbacjach został wydalony do liceum dla dorosłych, tzw. Sorbony, czyli najgorszego ogólniaka w stolicy, dla tych, którzy na nic nie rokują, ale wypada, żeby przynajmniej świadectwo ukończenia szkoły mieli, nie zaniżając wyników renomowanym placówkom. Bohater wywiadu po latach dowiedział się, że Liceum Czackiego umieściło go w galerii znanych absolwentów, choć on tej szkoły nie ukończył, został z niej wyrzucony.

Dziś zapewne każdy były belfer Michała świetnie umiałby wytłumaczyć kuriozalną przyczynę jego szkolnych niepowodzeń- godziny spędzane przy komputerze z joystickiem w ręku, bo przecież miał pasję… wiedział, na czym mu zależy. No cóż…. niegdyś był tym niegrzecznym, niedostosowanym, przynoszącym wstyd, a dziś jego zdjęcie w galerii spłaca dług… przynosi chlubę szkole.

Wielu ludzi sukcesu z Edisonem i Churchillem na czele miało ogromne problemy w szkole. Nie pasowali do widełek, „przeszkadzali” nauczycielom, nie dbali o to, co podobno jest takie ważne.

Na pewno jedno ich wszystkich łączy- natrętna odwaga w byciu sobą, od najmłodszych lat. Nonkonformizm i brak barier w dążeniu do celu.

Gdy twoje dziecko ma świadectwo z czerwonym paskiem i wzorowe zachowanie, a syn sąsiadki powtarza klasę z nieodpowiednim… nie patrz na nią z wyższością. Szkolna droga nie musi determinować przyszłości  tych dzieci.

Gdy Twoje dziecko nie chce iść na studia lub rzuca je po roku… nie mów mu, że jest nikim. Bill Gates i Steve Jobs też to zrobili, a dziś każda uczelnia świata chciałaby mieć ich w galerii absolwentów… poszli swoją własną drogą. Gdzie doszli, wiemy wszyscy.

Oczywiście nie każdy rzucający szkołę człowiek musi odnieść sukces, ale nikt nie zasługuje z tego powodu na potępienie.

               Lata temu jeden z moich upartych uczniów rzucił mi na biurko lekturą i powiedział, że nie będzie tego czytał, bo mu to niepotrzebne. Nie widzi sensu. Ja tłumaczyłam, że takie książki wpływają na kształtowanie wartości itp., ale nic to. Ze sprawdzianu z treści lektury i tak miał ocenę niedostateczną. Dziś jest dorosłym, młodym człowiekiem. Ma wspaniałą rodzinę, świetnie radzi sobie zawodowo, buduje dom. Znam go, widuję i szanuję. W niczym mu brak znajomości tej lektury nie zaszkodził, a już szczególnie w byciu porządnym, mądrym człowiekiem.

Zachował się niegrzecznie? W moim odczuciu bardzo… po latach, w Dolinie Pięciu Stawów, po wspólnej wędrówce z grupą naszych przyjaciół… przeprosił ;).

4 komentarze

  1. Bardzo bardzo fajny tekst. Szczególnie, że jak rozumiem jesteś pedagogiem. Sądziłam, że będąc częścią systemu nie da się zachować umiejętności takiego obiektywnego spojrzenia na szkolnictwo. Ja to w ogóle mam skrajne poglądy na ten temat i najchętniej pozamykałabym wszystkie szkoły i uczyła dzieci w sposób naturalny ale to ja… Moja córka paradoksalnie dobrze się odnajduje w szkole, ja wspominam ją jak najgorszy koszmar. Miarą wyedukowania człowieka nie jest dla mnie osiągnięcie spektakularnego sukcesu ale poczucie satysfakcji i spełnienia. Jeśli to udaje się osiągnąć w tym czym się zajmujesz to ci wystarczy, a na to czy się udaje nie ma najmniejszego znaczenia jak radziłeś sobie w szkole.

    1. Dzięki za odwiedziny i uznanie :).
      Tak…jestem pedagogiem i długo już pracuję z młodzieżą. Wiesz…sposób myślenia o tej pracy ewoluuje cały czas. Pogląd na edukację, wychowanie zmienia się z biegiem konkretnych doświadczeń. Zgadzam się, że najważniejsze jest poczucie spełnienia, to ogromne szczęście.

      Pozdrawiam.

  2. Mądry,potrzebny tekst.Jak niewielu z nas przez okres szkolny przechodzi bez okaleczenia.
    Wiem coś o tym.Szkoda.
    Może w przyszłości dotkniesz tematu w kontekście inności religijnej,rasowej,czy narodowościowej.
    Czy coś się w tej kwestii zmieniło przez ostatnie lata?Jak?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *