Jak fajnie być „slow”, gdy ma się już… wszystko. Dla kogo są modne dziś życiowe filozofie?

Jakiś nerw mnie ostatnio łapie i nie do końca ogarniam powód. Ojojoj piszę slangiem chodnikowym. To już źle ;).

Zanurzyłam się nieco w pewnych popularnych dziś pseudofilozofiach, poczytałam modne książki, zajrzałam na więcej (czyli poza moje czytane od lat) blogów i portali.

Jeszcze nie wiesz, co dziś jest na topie? Już spieszę z pomocą ;).

  1. Bądź minimalistą! Nie myśl, że wystarczy ograniczyć ilość długopisów w aktówce lub koszul w szafie. Ten trend dotyczy przede wszystkim ogólno pojętych sfer życiowych- zadań w pracy (już się śmiejesz?), kontaktów towarzyskich (wywal toksycznych znajomych z życia i FB), nawyków zakupowych, żywieniowych, spożywanych suplementów, mnogości dziedzin sportu, pasji, zainteresowań. „Mniej znaczy lepiej”- niech się stanie twoim życiowym mottem!
  2. Żyj w trybie „slow”! W prawdziwej harmonii będziesz żył czytelniku, jeśli w pracy będziesz slow i na maksa opanowany, zamieszkasz za miastem w domku z bali, a popołudnia będziesz spędzał spacerując po lesie. Gdy ktoś ośmieli się wpłynąć negatywnie na twój system nerwowy… wracaj do leśnej arkadii i tul się do brzozy. Posiłki spożywaj tylko piękne i tylko powoli, w towarzystwie rodziny, przyjaciół. Celebruj każdą chwilę, wartą uwagi.
  3. Bądź esencjalistą! Skup się na priorytecie– do XX wieku ten termin nie miał liczby mnogiej, ale to zmieniliśmy, z wiadomych względów. Nie rozdrabniaj się, nie bądź małostkowy. Priorytet najlepiej wybierz z półki tych szlachetnych- rodzina, misja, powołanie, pasja.
  4. Ćwicz uważność. Podręczników na temat szeroko pojętej filozofii Mindfulness jest na rynku coraz więcej. Techniki tam opisane są czasem naprawdę kuriozalne- połóż się na plecach i przez kilka minut czuj swoje stopy, poruszaj delikatnie palcami, w myślach dziękuj im za to, że tak wiernie ci służą. Aaaaaaa nie wymyśliłam tego, to prawdziwe ćwiczenie z fachowej literatury ;). Do tego staraj się jak najczęściej świadomie oddychać, pokarm przeżuwaj powoli, badając językiem strukturę ziemniaka i marchewki. Wiem… widzę teraz twoją minę ;).
  5. Bądź WEGE! Tu nie muszę niczego wyjaśniać. Oczywiście nie musisz być wege tak serio serio i przeliczać wartości odżywczych każdego posiłku (tak czynią ci prawdziwi, doświadczeni, świadomi od lat weganie), wystarczy, że dwa razy w tygodniu zjesz lunch w modnym BISTRO, jakaś warzywna zupa- krem, sałatka pełna kiełków, ciecierzycy i prażonej dyni. Zrób remanent lodówki i „okropne” krowie mleko zmień na mleka roślinne, a pasztet z kogucikiem na wieczku na pastę z cieciorki. Pij zieloną kawę i koniecznie łykaj morskie algi w postaci cuchnących wodorostami malutkich tabletek. Acha… w kawiarni nie zamawiaj ciasta na bazie masła i jaj…. sięgnij po wegański tort z buraków lub inne warzywno- ksylitolowe cudo.
  6. Zapisz się wreszcie na jakieś warsztaty motywacyjne lub zacznij medytować! Oczywista oczywistość. Dobrze by też było, byś zadbał o wizualną stronę otoczenia i rozwiesił kilka haseł motywacyjnych w postaci plakatów. Budzisz się, przecierasz oczy, wzrok kierujesz na ścianę i… płynąca z niej mądrość sprawia, że wyskakujesz z łóżka i wielce zmotywowany szykujesz się do pracy ;). Dzień mija ci cudownie i efektywnie, bo przecież masz też terminarz lub notes z równie energetycznym hasłem na okładce oraz modny termiczny kubek z wąsami i magicznym życiowym przesłaniem.
  7. Wychowuj dziecko w duchu ECO i zapisz je do przedszkola Montessori itp. Nie rób z siebie lamusa i nie kupuj maluchowi plastikowych grających zabawek! Drewno i papier- powtarzaj jak mantrę. A najlepiej to zrób te zabawki razem z dzieckiem, rękodzieło kształtuje cierpliwość, efektywność itd. Roczniaka ucz zasad segregacji śmieci i ubieraj go tylko w organiczną bawełnę. Szukaj naturalnych placów zabaw, gdzie króluje drewno. Pamiętaj o wychowaniu w duchu estetyki- starannie dobieraj bajki i opowieści terapeutyczne, które mają  piękne, artystyczne ilustracje… cena takiej książki sięga trzech cyferek, ale się nie zrażaj.

Pora się zatrzymać w tym moim prześmiewczym pędzie, bo wiesz, co się dzieje, jak się człowiek rozpędzi ;). W imię uczciwości muszę się też przyznać, że sama coś tam z tej mody zaczerpnęłam… nie omieszkam czasem pochłonąć tego zdrowego tortu z buraków lub zafundować małemu B jakiejś eco układanki lub wegańskich trampek na sezon letni- tak, tak, to istnieje!!!

               A teraz tak na poważnie… zastanów się, dla kogo są te wszystkie współczesne, życiowe trendy?

Piramidę Maslowa dobrze znasz i na jej bazie, rysuje mi się w głowie inna hierarcha. Weźmy taki „zakupowy minimalizm”… trend lansowany najczęściej przez kobiety, które mają za sobą etap naprawdę wysokich zarobków (swoich lub partnera), przeszły drogę szalonego konsumpcjonizmu i mają już w szafie torebkę Michaela Corsa i beżowy trencz Burberry. Te kobiety wirowały w trybach korporacji lub długie lata szarpały się na rynku biznesowym. Żyły szybko i na bogato. Przyszedł moment jakiegoś przesytu, przewartościowania… czasem to doświadczenie macierzyństwa, czasem choroba, czasem rozstanie. No ale  nie musi się też nic szczególnego wydarzyć, by powiedzieć- dość. No i taka nasycona konsumentka odkrywa krok po kroku… jak żyć w zgodzie z naturą, jak nie kupować co tydzień nowej pary butów, jak to warto iść na spacer zamiast do wypasionej kręgielni.  Odkrywa uroki pracy w trybie „slow”, bo często jej bezpieczeństwo jest (dość złudnie ale jednak) gwarantowane przez dochody życiowego partnera, inwestycje, pokaźne oszczędności.

Ona ma już piękny dom lub eleganckie mieszkanie w centrum dużego miasta. Ona może robić to, co kocha, co sprawia jej satysfakcję, zatem… ona może być slow, eco, wege i życiową minimalistką.

Teraz poleć te wszystkie modne filozofie kobiecie, która jeszcze nie ma tej torebki i tego płaszcza i prawdopodobnie nigdy mieć nie będzie. Która mieszka w malutkim mieszkanku na ogromny kredyt, a los każdej złotówki z jej pensji jest zaplanowany na miesiąc wcześniej. Powiedz osobie, która całe życie zmaga się z  brakiem wszystkiego, że modnie i przyzwoicie jest… chcieć mniej.

Powiedz jej, że ma słodzić stewią, która jest 3 razy droższa od cukru i jeść brązowy ryż, który też ceną nie grzeszy.

Wreszcie powiedz osobie, która całe życie spędzała wakacje na działce u cioci Basi, biegając między drzewami i siedząc na jabłonce (jakże to teraz pożądane i modne), że ma sobie wybić z głowy wypoczynek w formacie- zwiedzam oblegane, turystyczne miejsce, bo dziś się pędzi w naturę i tam medytuje. Ona chce zobaczyć to, czego nie widziała, chce kupić to, na co nigdy nie było jej stać.

Tak mi się jakoś wydaje, że chcieć mniej może ten, kto już dużo ma… komfortu, bezpieczeństwa, doświadczeń i pięknych przedmiotów!

 

Ps. Wbrew pozorom ten wpis nie jest polemiką ani krytyką popularnych blogów typu makóweczki.pl  czy bakusiowo.pl. Ich autorki nie narzucają nikomu swojego sposobu życia i nie zalecają, nie edukują, nie krytykują tych, którzy mają lub czują inaczej. Niestety, rozeznając temat, trafiłam na masę poradnikowych blogów i portali, które w natrętny sposób wmawiają nam, że to jest jedyny słuszny model życia i jeśli się do niego nie stosujesz, to jesteś albo głupi albo dążysz do samodestrukcji.

Hasła typu „Zacznij wreszcie żyć naprawdę”, „Wyzwól się z chęci posiadania”, „Jesz śmieci, jesteś śmieciem” są krzywdzące i cholernie egoistyczne.

Wkurza mnie ten terroryzm. Trochę tego wszystkiego za dużo…oddalamy się od normalności.

 

6 komentarzy

  1. Ja mam swoje slow, bo jestem leniwcem i zanim coś osiągnę to lata świetlne miną 😉
    Masz rację- te wszystkie teorie nie dla dorabiających się młodych ludzi.

  2. hmm
    hmm
    i jeszcze raz hmm
    ciężko zebrać myśli i skomentować. Myślę, że kilka lat temu mogłabym napisać to samo. Nie po drodze mi bowiem z modą. Tzn. dziś teraz, aktualnie. Sam fakt, że coś staje się modne sprawia, że czas chyba zmienić kierunek.
    Z całą pewnością nie jestem i nigdy nie byłam klientką Burberry (jak się to pisze?;) A jednak kilka lat temu poczułam się tak zmęczona szczególnie chyba tym, że ciągle mi ktoś mówił, że coś powinnam chcieć, mieć i coś poświęcić, żeby to osiągnąć. Wtedy człowiek staje przed wyborem. Albo tyrasz więcej, jeśli oczywiście masz taki wybór albo z czegoś rezygnujesz. I dla mnie slow stało się właśnie rezygnacją. I nie rezygnacją z tego co mam tylko z tego co podobno mogłabym mieć. Bo nawet jeśli dasz sobie wmówić, że pracując więcej to będziesz mieć większe mieszkanie i wakacje na Kanarach i nawet jeśli faktycznie masz rozwojową pracę i tak może być to pytanie czy wysiłek będzie współmierny do nagrody i czy tą nagrodą będziesz miała siłę się cieszyć.
    Oczywiście jeśli mówimy o prawdziwym slow. Bo jeśli wspomniane blogi promują slow, czyli takim, które ktoś uprawiał z wyboru na długo zanim je tak nazwano. Słyszałam jeszcze ostatnio o „hygge”;) Albo o kimś kto nawet nie ma pojęcia o tym, że żyje slow 😉 Bo jeśli wspomniane blogi promują slow to akurat ta wersja zasługuje na kpiący wpis.
    Tym, którzy naprawdę potrzebują oddechu gorąco polecam zwolnić. Wyrzucić telewizor, spędzać więcej czasu na powietrzu, spacerach, kupić działkę choćby ROD i uprawiać własną grządkę, zrezygnować z jedzenia tego co żyło. To podstawa, życie nabiera kolorów, przestajemy gnać, zyskujemy czas i niezależność. Oczywiście nie uważam, że każdy powinien tego chcieć. Jeśli ktoś wierzy, że praca da mu sukces czy pieniądze dla, których naprawdę warto się poświęcić. Ok. Ja zaczęłam szukać innego modelu życia w chwili gdy przekonałam się, że praca wpędza mnie błędne koło, w pewnym momencie budziłam się i zasypiałam z myślami w pracy a moja sytuacja materialna nie była ani trochę lepsza niż wtedy gdy pracowałam mniej. Zarabiałam trochę więcej ale nawet więcej ponosiłam przez to kosztów. Nie mogąc się zająć dzieckiem, nie mogąc zrobić zakupów, ugotować, poszukać dobrych ofert wydając pieniądze. To po prostu było bez sensu. Minimalizm też polecam. Jest wspaniały. Ludzie naprawdę nie zdają sobie sprawy jak niewiele potrzebujemy. Mam nadzieję, że ta moda się rozprzestrzeni i przestaniemy tak kupować a wtedy może gospodarki napędzane konsumpcjonizmem się załamią a świat się opamięta. Bo ja mam dużo czasu ale nikt nie ma go dla mnie, wszyscy się spieszą…

    1. Mądre zdanie napisałaś… czy będziesz mieć siłę i czas, by się tymi dochodami cieszyć. Życiowe bardzo.

      O tym hygge nie czytałam, pewnie jakaś kolejna filozoficzna hybryda. Z tego komentarza zrozumiałam, że jesteś taka prawdziwą weganką. Ja pisze o podążaniu za modą… tacy wege nie wege, no ale pewnie zdrowo.

      Dzięki za obszerną refleksję.
      Wpadaj częściej ;).

  3. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co napisać. Bo „jestem za, a nawet przeciw” w zależności od zdań. Lubię być slow, lubię żyć uważnie – praktykować uważność w każdym momencie, jestem wege, ćwiczę jogę, wykładam na indologii – robię więc to, co kocham, i kocham to, co robię. Nie jestem krezusem, nie mogę mieć wszystkiego, co chcę, a jednak próbuję realizować to, czego w głębi siebie pragnę – pisać, pisać blog, pisać książki, artykuły, podróżować, przekazywać wiedzę, jak najlepiej umiem… I joga. Kiedyś napisałam to: https://ateliermysli.wordpress.com/2016/08/03/wybaczenie-kszama-i-szczescie-ananda-czyli-dzien-jak-codzien-w-asramie/ nadal zgadzam się z tym…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *