Niewytłumaczalne, dziwne, zastanawiające… w waszym życiu też bywa?

               Tacy z nas realiści, twardo stąpamy po ziemi, wszystko potrafimy logicznie wyjaśnić, umotywować itd. W natłoku codzienności nie mamy czasu ani sił, żeby się nad czymś dłużej zastanawiać. Przemykamy obok niezwykłości , jakby jej nie zauważając albo z wygody uznajemy za coś jednak zwyczajnego. Gdy mamy chwilowy „urlop od życia”… z jakiegoś powodu nie chodzimy do pracy, nie załatwiamy miliona spraw, bo musimy być w domu, chorujemy lub jakikolwiek inny powód nacisnął „pauzę” naszego życiowego pilota… mamy czas na ten cały luksus rozmyślania, czytania, tworzenia. Wracają do nas wspomnienia najdziwniejszych zdarzeń… tych nierozwikłanych, zagadkowych, intrygujących.

               Kto mnie zna lub czyta od jakiegoś czasu, ten wie, że ja takich historii będę miała nie jedną, a kilka. Jestem pewna, że niezwykłe zdarzenia w równej mierze wirują wokół każdego, ale nie wszyscy zwracają na nie uwagę, zapamiętują i o nich rozmyślają.

Mam nadzieję, że w komentarzach pojawią się wasze historie. Zatem do dzieła.

  1. Sąsiad w ciemności.

Przez pięć lat mojego życia, studenckiego życia mieszkałam na jednym z ogromnych osiedli dużego miasta na Śląsku. Miałam wielkie szczęście, że nie dostałam akademika, bo zamieszkałam z pewną wyjątkową starszą panią, która do dziś ma ważne miejsce w moim sercu. Śląsk sam w sobie mnie zadziwiał, ale ludzie są tu niesamowici… o wiele bardziej otwarci i relacyjni niż w moich rodzinnych stronach. Mieszkanko Pani Z mieściło się na 5 piętrze ogromnego wieżowca i jedno z okien dużego pokoju wychodziło na tzw. wnękę, dzięki czemu naprzeciw miałyśmy okna sąsiada z klatki obok. No właśnie… Pani Z po kilku tygodniach zwróciła mi uwagę na pewną osobliwość- nasz sąsiad nigdy nie używał oświetlenia, zawsze o tej samej godzinie włączał jedynie telewizor, który nieznacznie oświetlał jego pokój białawym blaskiem. Mieszkałam tam 5 lat i każdego dnia było tak samo, bez względu na święta i inne okoliczności w kalendarzu. Moja ciekawość rozgorzała na tyle, że postanowiłam dowiedzieć się, co jest grane. Wspinałam się na wieżę z taboretów, by dojrzeć, co też ów niezwykły sąsiad ogląda w telewizji każdego wieczora- zawsze ustawiony był tzw. pusty kanał- śnieg. Obserwowałam go i widziałam, jak każdego ranka wychodzi z klatki zawsze tak samo ubrany- czarny garnitur, jesienią i zimą dodatkowo czarny płaszcz, w dłoni elegancka aktówka, a w drugiej duży worek śmieci, który po drodze wrzuca do osiedlowego  zsypu. Nie mogłam pojąć, jak można mieć codziennie śmieci, gdy mieszka się w ciemnościach- zatem raczej nie gotuje się nic w domu. Na szczęście nigdy nie posunęłam się do tego, by wpaść do zsypu i grzebać w tym pozostawionym przez niego worku- a może szkoda? 😉

Raz przez te lata zdarzyło się, że sąsiad mył okna, w białej koszuli z misternie podwiniętymi rękawami, w gumowych rękawiczkach i z najwyższym dostojeństwem. Nie mogłam przepuścić okazji do interakcji, zatem radośnie zagadywałam go, wyglądając przez okno Pani Z… o pięknej pogodzie, o tym, jak to się te okna strasznie brudzą itd. Nic z tego, tajemniczy sąsiad takim pozostał i w żaden sposób nie zdradził zainteresowania moją paplaniną. Spojrzał na mnie może raz… zimnym wzrokiem bez wyrazu, to wszystko.

Raz z Panią Z postanowiłyśmy za nim dyskretnie pójść… namówiłam ją do tego, wmawiając, że być może jest on psychopatycznym mordercą, a w wielkim czarnym worku wynosi co rano poćwiartowane kawałki swoich ofiar. No trzeba sprawdzić, gdzie on chodzi, gdzie pracuje. Niezbyt dobrze nam wyszło to szpiegowanie, gdyż w okolicy budynku sądu sąsiad bezczelnie zniknął.  Z czasem odkryłam jeszcze, że na spisie lokatorów widnieje inne nazwisko, a przy dzwonku do jego mieszkania inne. Jeszcze kilka lat po mojej przeprowadzce… Pani Z relacjonowała mi, że sytuacja niezmiennie wygląda tak samo.

Zatem do dziś zagadką pozostanie dla mnie… jak można całe popołudnia i wieczory spędzać w ciemnych pokojach. Do dziś miewam sny, że jadę windą i panicznie boję się, że ten sąsiad się do mnie dosiądzie… tajemniczy sąsiad w czarnym garniturze z aktówką w dłoni i wielkim workiem śmieci.

  1. Wieczny spacerowicz.

Teraz historia nieco świeższa. Niedaleko mojego obecnego miejsca zamieszkania znajdują się dwa stawy otoczone zielenią. Często tam spaceruję o każdej porze roku. Gdy byłam posiadaczką niemowlęcia, które cudownie spało w wózku, a ja mogłam czytać powieści, bywałam tam niemal codziennie. No właśnie… codziennie spotykałam młodego chłopaka, na oko lat ok. 17-19, który niespiesznym krokiem spacerował wokół jednego ze stawów. Rozwiany długi włos, równomierny krok, dłonie w kieszeniach dżinsów i wzrok wbity w przestrzeń. Spacerował w porach, gdy jego rówieśnicy są w szkole. Zimą zazwyczaj nie miał kurtki, a jedynie grubą bluzę, gdy padał deszcz, nigdy nie zwracał na to uwagi. Stał się elementem pejzażu. Mój syn ma już prawie 5 lat i nadal go czasem spotykamy, ale nie bywamy tam już o tak wczesnych porach. Nadal idzie tym samym rytmem, z tym samym wyrazem twarzy- smutek, rezygnacja, przemyślenia. Wiele razy planowałam go zagadnąć, spytać o godzinę albo o cokolwiek innego, ale nie miałam odwagi. Nie umiem ingerować w ten jego niemal rytualny spacer.

Czasem, gdy nie pojawił się kilka dni, myślałam z obawą, że coś mu się musiało stać. Co mogło go odwieść od czynności, którą od lat niezmiennie wykonuje.

Nie lubię siebie za to, że nigdy nie nawiązałam z nim rozmowy- może potrzebuje pomocy? Czasem w obliczu dziwności jesteśmy zwyczajnymi tchórzami.

  1. Uciekinier?

Na koniec taka z pozoru śmieszna historia, która wydarzyła się wiele lat temu, ale do dziś pozostaje dla mnie zagadką.

Mam może 15 lat i późnym wieczorem wracam od mojej przyjaciółki. Mieszkamy w tym samym bloku- muszę tylko zbiec dwa piętra na dół, otworzyć drzwi do korytarza i już jestem bezpieczna. Biegnę jak zawsze schodami w dół i nagle staję jak wryta. Na schodach widzę porozwalane ubrania i jakieś rzeczy, obok otwarta podróżna torba i jej właściciel- ogromny, wysoki, łysy mężczyzna w białym podkoszulku i majtkach typu bokserki- jest zima. Stoję na schodku i zastanawiam się, jak pokonać przeszkodę, szybko włożyć przygotowany klucz do zamka i otworzyć drewniane drzwi korytarza, gdzie znajduje się nasze mieszkanie. Już widzę te drzwi, już jest tak blisko, a ja czuję, że to nie będzie łatwe i czuję też, że ten człowiek jest dziwny i niebezpieczny. Kiedy zapytałam, czy mógłby przesunąć torbę, bo chciałabym przejść, on podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i powiedział, że nigdzie teraz nie pójdę, dopóki czegoś dla niego nie zrobię. Ja już widziałam oczami wyobraźni, jak ten okropny, łysy, wytatuowany wielkolud mnie wciąga do blokowego zsypu- drzwi do tego przybytku były na każdym piętrze, tam mnie morduje, ćwiartuje i wrzuca do tego kubła, a ja staję się częścią blokowo- śmieciowego krwiobiegu. Ewidentnie wyglądał na szaleńca, uciekiniera z więzienia itp. Do tego był przerażająco wielki. Postanowiłam jednak nie okazywać paniki i zapytałam, czego chce.

Nie zgadniesz w życiu, jakie było jego życzenie! Powiedział spokojnym, stanowczym tonem, że mam mu obiecać, że pójdę teraz do domu, zrobię mu duży słoik gorącej herbaty i mu przyniosę, on poczeka. Zanim mnie puścił, dodał, że herbata ma być z cytryną. Oczywiście obiecałam, wszystko bym mu wtedy obiecała, byle tylko być już za drewnianymi drzwiami. Jednak nie w zsypie, nie poćwiartowana, tylko żywa i bezpieczna.

Do mieszkania wpadam taka roztrzęsiona, że nie umiałam powiedzieć mamie, o co chodzi. Mama była sama i po wysłuchaniu mojego zdawkowego wyjaśnienia stwierdziła, że chyba trzeba zadzwonić na policję, że to może faktycznie być jakiś szaleniec. Nie pamiętam, czy zadzwoniła, ale ja… zrobiłam tą herbatę do słoika, dodałam plasterki cytryny i zastanawiałam się, jak mam mu to dać. Chciałam dotrzymać obietnicy, ale się go bałam. Z drugiej strony, gdyby chciał mi coś zrobić, to by mnie nie puścił, zatem uchyliłam drewniane drzwi i pokazałam słoik.

Powiedział tylko- no postaw go na podłodze i idź, nie będę się już do ciebie zbliżał. Tak zrobiłam.

Do dziś nie wiem, kim był ten człowiek. Dlaczego siedział na klatce schodowej w bieliźnie i czemu chciał herbaty koniecznie z cytryną.

Jedno z wielu dziwnych zdarzeń, które nas spotykają.

          Na tym zakończę tę moją kronikę osobliwości. Na koniec dodam, że chyba herbata z cytryną jest w moim życiu jakim symbolem, archetypem- pamiętasz historię o bezdomnym na dworcu, który mnie takową herbatą obdarował? Taki motyw przewodni mojej życiowej narracji.

             Czekam na Twoje historie… bo chyba nie tylko ja miewam takie zdarzenia w życiu?

7 komentarzy

  1. Ojej, mam ich tyle, że nie mam czasu aby to opisać…więc zdawkowo
    Bezdomny wierzący
    Po pielgrzymce na Jasną Górę wracałam sama pociągiem. Przysiadl się do mnie bezdomny- pamiętam cudowną rozmowę z nim, pełną ciepła, dobroci. Wymieniliśmy się- on dał mi święty obrazek, ja jemu ręcznik. Zalowalam że nie dałam mu tego dużego który miałam, tylko mały…

    Dziewczyna
    Bez względu na porę, jaką wybieralam do przejścia się na kijkach, czy jazdy na rowerze spotykalam dziewczynę o jednostajnym kroku i pustym wzroku. Spacerowala, właściwie szła zawsze w tej samej okolicy. Sama, smutna. Wymyslalam sobie o niej różne historie, zastanawiałam się dlaczego jest sama i zawsze tak uparcie chodzi…Nie miałam odwagi zapytać.

    Matka i Syn
    Ta sama okolica, na spacerze mama z synem. Syn dorosły, wyglądający na jakies 30 lat prawie biegnie, matka za nim trzymająca jego ręce jak policjant zakuwjacy w kajdany…Taki spacer…niepełnosprawne dziecko i oddana mama. Kiedy na nich patrzyłam mój swiat zatrzymywal się na tą chwilę, docenialam swoje życie.

    Lokowata
    Koleżanka z pracy, nigdy się nie poklocilysmy, ale nigdy też nie rozmawiałyśmy. W powietrzu unosila się niechęć, gestniejaca z każdym dniem. Nie znosilam tej baby.
    Po roku podeszła do mnie z figurką Aniołka- do teraz oczy mi się szklą na wspomnienie. Zupełnie obcy dla mnie człowiek a zrobiła gest niesamowitej miłości do bliźniego. Figurka była pretekstem do rozpoczęcia rozmowy i wyjaśnienia wszystkich nieporozumień…mam do tej kobiety ogromny szacunek.

    Zatrzymany samolot
    Zatrzymalam samolot na płycie lotniska i do niego wsiadłam. Mega historia:)

  2. Ja mam taką historię sprzed kilku dni. Historię, która mnie bardzo poruszyła.

    Zatrudniamy firmę sprzątającą, nic nadzwyczajnego. A ta firma za pośrednictwem jakiejś agencji zatrudnia pracowników z Ukrainy. Jakiś miesiąc temu w naszym biurze pojawiła się strasza kobieta z pytaniem o pracę. Udało mi się jej pomóc i dostała tę pracę. Z wcześniejszej dosłownie wyrzucili ją z dnia na dzień. Muszę dodać, że ona zupełnie nie mówi po polsku, ale ja mówie po rosyjsku, więc udało się nam porozumieć.

    Wróciła we wtorek w tym tygodniu. Stanęła pod moim biurem i patrzyła na mnie smutno przez szklane drzwi. Nie zapukała nawet, ale wyszłam do niej świadoma tego, że jestem jedyną osobą, z która ona jest się tu w stanie porozumieć ze względu na bariery językowe. Okazało się, że skończyła się jej wiza, a ona nastepnego dnia musi wracać na Ukrainę, tym czasem agecja nie zapłaciła jej za pracę , nie odbiera telefonów. Nie udało mi się znaleźć kierownika. Zniknęła.

    Wróciła kolejnego dnia. Tym razem udało mi się zastać kierownika, poprosiłam go, żeby zadzownił do tej cholernej agencji. Szef agencji kazał kobiecie przyjść do siebie po wynagrodzenie. Zdobyłam adres. Początkowo wydrukowałam jej mapę, ale adres wskazywał drugą część miasta, zacinało mrzawką, było naprawdę przenikliwie zimno. Nie mogłam jej tak zostawić. Zadzwoniłam po taksówke, zapłaciłam kierowcy, poprosiłam, żeby ją tam zawiózł.

    Jechałyśmy razem na dół windą, a ona płakała. Nie chciała przyjąć pomocy. A potem wylała na mnie ocean wdzięczności i dobroci. Ja płakałam z nią, życząc jej wszystkiego dobrego i szczęśliwego powrotu. Powiedziała, że wróci do mnie chociaż z czekoladą w ramach podziękowania. Powiedziałam jej na to, że nie trzeba, że nie zdąży, że ma się nie oglądać i jechać. Zapytała jak mam na imię, wyszeptała kilka słów cerkiewnej modlitwy i tak się rozstałyśmy.

    Maria. Nazwiska nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Nie wróciła.

    Lubię myśleć, że jej zapłacili, zdążyła na pociąg i bezpiecznie wróciła do domu. Chciałabym mieć pewność.

    1. Gdyby każdy, w chwili najgorszej, w chwili bezradności, w obcym świecie… spotkał choć jedną taka osobę, jak Ty…świat byłby lepszy.
      Bezinteresowna pomoc to rzadkość, ale gdy zrobimy coś dla kogoś, nie da się wytłumaczyć uczucia które nas wtedy wypełnia. To nie żądna duma, to jakiś rodzaj tajemniczego spełnienia.
      Musisz być niezwykłą osobą.

  3. Musiałam jej pomóc, to było absolutnie naturalne. Martwię się tylko, czy wszystko się udało. W takich mometach nie pomyśli się o numerze telefonu, czy jakims innym kontakcie… A potem nie pozostaje nic innego, jak mieć nadzieję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *