Krytycznym okiem na „Generację Z”. Czy sytuacja faktycznie jest aż tak groźna?

„Tabletowe dzieci”, „Pokolenie Z”, „Pokolenie multitasking”, „Cicha generacja”- sporo tych nazw moglibyśmy wymienić, a wszystkie one określają generację ludzi urodzonych po 2000 roku, według innych klasyfikacji po roku 1995.

Jakie główne zarzuty wysuwa się pod adresem tychże? Może ujmę to inaczej- jakie są najczęściej wymieniane cechy charakterystyczne tego pokolenia?

  1. Nadużywanie nowoczesnych technologii.
  2. Za mało relacji w życiu realnym, za dużo w wirtualnym.
  3. Problem w nawiązywaniu głębszych relacji międzyludzkich.
  4. Niska wrażliwość społeczna.
  5. Kiepska kondycja fizyczna i stan zdrowia (także emocjonalnego).
  6. Trudności w czytaniu i rozumieniu długich tekstów- pokolenie postów i krótkich wiadomości tekstowo- ikonograficznych.
  7. Nieumiejętność odczytywania emocji rozmówcy na podstawie jego mimiki, tonu głosu, sposobu patrzenia, niski poziom empatii.
  8. Nieumiejętność życia bez Internetu i portali społecznościowych.

Specjaliści grzmią- to pokolenie kalek emocjonalnych i kalek fizycznych. Brak ruchu, niska odporność immunologiczna, problemy w pokonywaniu stresu, niska samoocena itd.

To nasze pokolenie, generacja Y, ludzie, którzy urodzili się w świecie analogowym, a teraz żyją w cyfrowym, do tego pokolenie, które w Polsce urodziło się w zupełnie innym systemie i stopniowo uczyło się mechanizmów demokratycznych… to my tak panicznie boimy się i martwimy o tych naszych następców. Dlaczego to my widzimy zagrożenia, analizujemy, panikujemy, zakazujemy, zalecamy, a oni… spokojnie przekonują, że nic złego się nie dzieje?

Ano dlatego, że my mieliśmy inne dzieciństwo i właśnie to nasze postrzegamy jako normalne, lepsze, bardziej wartościowe.  My wisieliśmy na trzepakach, ganialiśmy długie godziny z osiedlową bandą po różnych zakamarkach podwórka, czytaliśmy książki i komiksy. Tłukliśmy się z kolegami, jak było trzeba i walczyliśmy o swoje miejsce w stadzie.

W szkole nikt się z nami nie cackał, w domu nikt nie pomagał nam w zadaniach domowych, znaliśmy swoje miejsce w hierarchii rodzinnej, szkolnej i podwórkowej.

Na pokolenie Z patrzymy zatem z lekkim niesmakiem, zdziwieniem i obawą.

Zdezorientowane matki obecnych przedszkolaków czytają tony artykułów o szkodliwości używania przez dziecko tabletów i smartfonów… niektóre teksty stawiają przerażające tezy- zaburzenia autystyczne, opóźnienie rozwoju mowy, brak więzi emocjonalnej z rodzicem, otyłość itp. Taka matka potem toczy wewnętrzną walkę, podczas wielogodzinnej podróży samolotem- dać ten tablet i zadbać o komfort podróży współpasażerów, czy jednak desperacko próbować zająć znudzone dziecko widokami za oknem i kolorowymi książeczkami.  A jak ludzie wokół pomyślą, że matka wyrodna, wygodnicka? A jak dziecko będzie o krok bliżej zaburzeń emocjonalnych, bo 30 minut spędzi z aplikacją Lego Duplo na tablecie? Cholera i bądź tu mądry człowieku!

Jeśli jakiś rodzic odważy się napisać na FB lub na blogu, że daje dziecku tablet, żeby mieć chwilę spokoju, rusza machina hejtu, gorąca dyskusja zwolenników i przeciwników z naciskiem na tych drugich.

Ja wiem, to naprawdę słabo wygląda, jak w restauracji przy stoliku miło konwersują rodzice, a obok siedzi maluch w krzesełku dla niemowląt i ogląda Świnkę Pepę albo 7 latek zawzięcie surfuje w necie na swoim smartfonie.  Sama tego widoku nie lubię, ale przyznaję się, że myk w restauracji stosowałam podczas wczasów na Cyprze, kiedy to o niczym innym z P nie marzyliśmy bardziej, niż o spokojnej kolacji, lampce lokalnego wina i nieśpiesznej rozmowie. 1,5 roczny B z uwagą śledził losy Teletubisiów, a my…. wyrodni, okropni, egoistyczni rodzice spełnialiśmy nasze wakacyjne marzenie. Chyba do dziś się tego wstydzę, jak wspominam tamten czas, ale nic to. Stało się i czasu nie zawrócę ;). Wtedy byłam zmęczona i spragniona czasu z P, bez jęków, płaczu, biegania za roczniakiem i zbierania rozrzuconych przez niego dookoła kawałków bułki. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień :).

To prawda, moja mama wychowała troje dzieci bez tabletu, telefonu, Internetu, podgrzewacza do butelek, wózka ze skrętnymi kołami i pampersów. Wychowała i wyszło jej to wyśmienicie, ale ja nie wiem, jaki był koszt wychowania dzieci w tamtych czasach. Jaki był poziom frustracji matek, jaki był poziom oddalenia się od siebie młodych rodziców pochłoniętych walką o byt i opieką nad dziećmi.

Ja jestem matką w innych czasach i mam wokół siebie inne narzędzia, ale kocham tak samo, jak niegdyś matki kochały swoje dzieci.

Nie zmienia to jednak faktu, że też się boję o to, czy tych naszych dzisiejszych dzieci nie krzywdzimy. Na ile powinniśmy ich izolować od technologii? W jakim wieku można dziecku pokazać pierwszą animację? Kiedy kupić i czy w ogóle pierwszy telefon? Czy pozwalać grzebać w aplikacjach dedykowanych dzieciom na urządzeniach cyfrowych? Czy monitorować portale społecznościowe i profile naszych pociech?

Tyle pytań! Za dużo, jak na jeden wpis. Jestem pewna, że muszę zgłębić temat, bo przedstawiciela pokolenia Z mam w domu i też czasem patrzę na niego z obawą i zdziwieniem.

Wczoraj przybiegł do mnie z instrukcją klocków Lego Classic i pokazał, że przy niektórych budowlach jest narysowany tablet, czyli muszę mu poszukać w Internecie tych instrukcji, żeby mógł te rzeczy zbudować. Dziecko czteroletnie ma świadomość, jakim narzędziem jest Internet i do jak wielu rzeczy może służyć. Hmmm czemu mnie to dziwi? Czy powinnam się tego bać?

A teraz drogi rodzicu, zanim skarcisz pociechę, że za bardzo rwie się do telefonu, komputera, gier…. zastanów się, co było pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłoby twoje dziecko po urodzeniu, gdyby widziało? Czy to nie był wycelowany w nie twój smartfon? Przecież taki moment trzeba uwiecznić na milionie zdjęć- nowy członek rodziny. Zanim się oburzysz, że 12 latek chce mieć konto na FB… przypomnij sobie, czy przypadkiem nie tam obwieściłeś światu, że zostałeś rodzicem, okraszając informację serią zdjęć uroczego bobasa?

Co robi dziś większość matek, karmiąc piersią? Czyż nie surfuje po necie, korzystając z kilkunastu minut spokoju? Niemowlę dzisiaj obcuje z tabletem, smartfonem, komputerem od pierwszych chwil życia. Obcuje z tymi urządzeniami cały czas, bo my ich stale używamy.

To, co dla nas jest technologią, dla nich nią nie jest.

Warto przyjrzeć się pokoleniu Z uważniej… bo niektórzy z nich to już młodzi dorośli. Właśnie wchodzą powoli na rynek pracy. Jacy są?  Czy cyfrowe dzieciństwo faktycznie tak bardzo ich wypaczyło? Czy zrobiło im krzywdę?

A może to tylko nasze demony?

           Kiedy szachy jako gra wkraczały do powszechnego użycia, powstało wiele naukowych dyskusji i artykułów, które przestrzegały przed ich zgubnym wpływem na rozwój dzieci i młodzieży. Długie godziny spędzane nad szachownicą miały źle wpływać na kondycje fizyczną, zaburzać utarte szlaki logicznego rozumowania, źle wpływać na relacje z grupą rówieśniczą. Z czymś Ci się to kojarzy?  Hmmm.

6 komentarzy

  1. Zdecydowanie się z tym zgadzam. Jestem z rocznika 01 i wszystkie objawy występują, nie sposób się porozumieć z moimi rówieśnikami bo jedyny temat, o którym potrafią rozmawiać to gry youtuberzy i nowe filtry na snapchacie. Co gorsza trudno ich zrozumieć, bo skróty używane w smsach przechodzą również na słowo mówione. Wołałbym się urodzić w latach 90ych. Dziękuję pozdrawiam.

    1. Widocznie trafiasz na niedojrzałych rozmówców w stosunku do swojego poziomu intelektu i dojrzałości. Dzięki za Twój głos i życzę dobrych życiowych wyborów.. przedstawicielu Generacji Z.

  2. Jakie to wszystko prawdziwe! Mam braci, o zgrozo, mieszkanka wybuchowa – roczniki 1995 i 2000 🙂 Faktycznie, wszyscy piętnują to pokolenie, a właściwie my to robimy, nasza generacja, tylko chyba mało kto zadaje sobie trud zastanowienia się na tym, jaki my sami mamy w tym udział. I znowu muszę się z Tobą zgodzić – mało to w sieci zdjęć, kiedy matka jeszcze z nieodciętą pępowiną wysyła w świat zdjęcie z maleństwem na piersi? Zdaje się, że to my dajemy przykład naszym dzieciom, więc jeśli sami staliśmy się niewolnikami technologii, nie ma się co dziwić, że nasze dzieci nimi są…

  3. W niektórych publikacjach piszą, że to pokolenie rozpoczęło się już w latach 90tych. Mnie przeraża tak naprawdę ich brak samodzielności i upośledzenie w życiu społecznym. Cały czas mam przed oczami film „Sala samobójców” a także w najbliższym otoczeniu dwudziestokilkulatkowie, którzy zamiast się usamodzielniać po studiach cały czas żyją z rodzicami bo oni dają im poczucie bezpieczeństwa. Do pracy za mniej niż 3 tys. zł nie pójdą nawet jeśli jest to ich początek kariery zawodowej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę jest tak jak piszesz – ich świadomość została ukształtowana dzięki rodzicom, którzy przekazali im bezpieczeństwo, którego im brakowało.

    1. No bo my chcemy dawać dzieciom wszystko to, czego sami nie mieliśmy. Ech trudne to wszystko jest. Może boimy się o nich za bardzo? Może to naturalne koło dziejowe i tak musi być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *