A w was co zakodowano w dzieciństwie?

               Zacznę od tego, że mam już swoje lata i mam kilkunastoletni staż małżeński. Brata nigdy nie miałam, zatem w moim rodzinnym domu przewagę miały kobiety- 3 na jednego. Odkąd ja się urodziłam, mama nie pracowała, więc obserwowałam klasyczny model rodziny. Ścisły podział ról- tata pracuje (cholernie dużo), mama dba o dom i dzieci. Gotuje, sprząta, robi zakupy, chodzi na wywiadówki itd. Mój tata na rodzinnych imprezach typu wesele, pytany o to, do której chodzę klasy, miewał zakłopotaną minę. Ja go wtedy ratowałam szybką odpowiedzią. Pomimo tego miałyśmy z nim silną więź uczuciową i emocjonalną- potrafił przytulić, pocieszyć, wysłuchać, doradzić, uratować… jak źle się działo. Zatem mój rodzinny model wydawał mi się naturalny i dobry.

Po latach, gdy byłam już nastolatką i później młodą kobietą, często słyszałam od mamy- pamiętaj, kobieta musi pracować i musi zarabiać własne pieniądze, ja popełniłam błąd, że nie wróciłam do pracy, jak ty się urodziłaś. Bardzo tego żałuję. Wtedy jakoś średnio do mnie docierało, dlaczego mama tak mówi. Czy była nieszczęśliwa?

Jako dziecko faktycznie zazdrościłam koleżankom pracujących mam- bo często po powrocie ze szkoły miały luz, nikogo nie było jeszcze w domu, same odgrzewały sobie jedzenie i robiły, co chciały. U mnie zawsze była mama, zawsze był gorący, świeżutki obiad punkt 14.00, rozmowy o tym, co było w szkole, spowiadanie się z ocen, przewinień, sukcesów no i ….zasiadanie do zadań domowych zaraz po obiedzie. Nie ma zmiłuj- najpierw obowiązki, później przyjemności- no i tak mam do dziś. Nie potrafię odpoczywać, jak wisi nade mną coś ważnego do zrobienia, a odkąd mam rodzinę, zawsze coś wisi, zatem permanentnie mam okropny problem z odpoczywaniem. Latem kładę się na balkonie na leżaku i co? Kotłuje mi się w głowie tysiąc spraw, wszystkie na już, wszystkie równie ważne… no i po 10 minutach zrywam się z tego leżaka… koniec odpoczynku.

Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, dlaczego tak mam. Kod z dzieciństwa.

Czasem warto trzasnąć sobie małą autoterapię i zastanowić się, dlaczego żyjemy tak, a nie inaczej. Tobie też to polecam. Co tam jeszcze rodzice we mnie zakodowali?

OSZCZĘDNOŚĆ!!!

 Serio, serio i P wcale nie wybuchłby śmiechem w tym momencie. Moi rodzice zawsze oszczędzali, robili lokaty, zawsze byli zabezpieczeni na tzw. czarną godzinę i nigdy od nikogo nie pożyczali pieniędzy. Dla mojego taty dziś hasło- kredyt, to jakiś najgorszy diabeł i wzdryga się na samą myśl o tym. Zakodowali nam dewizę- żyj tak, jak cię na to stać. Jeśli kupujesz cos na kredyt, to znaczy, że nie powinieneś tego mieć, nie stać cie na to. Hmmm no super, tylko jak młodzi ludzie mają zacząć żyć w dzisiejszych czasach, gdzie zamieszkać? Mój tata zakładał rodzinę w innych realiach.

Efekt kodowania? Odkładanie pieniędzy od dnia pierwszej wypłaty. Czasem śmiesznych kwot- bo nie dało się więcej. Symbolicznie, dla nawyku. Myślicie, że dziś już tego nie robię? Oj jesteście w błędzie. Robię, będę robić i chcę nauczyć tego moje dziecko.

POZBYWANIE SIĘ WSZYSTKIEGO, CO NIE JEST POTRZEBNE.

Taki wrodzony minimalizm. Koleżanki śmieją się ze mnie, że jakaś taka niekobieca jestem, bo wszystkiego mam na styk. Torebki, buty, kosmetyki, ubrania. Za to często obdarowuję otoczenie wszystkim tym, co wydaje mi się zbytkiem. Uwielbiam pozbywać się rzeczy, uwielbiam, jak przydają się komuś innemu. To oczywiście robota mojej mamusi, która stale kazała nam wyrzucać lub oddawać to, czym się nie bawimy. Kupowała nam ubrania dobrej jakości, ale tylko tyle, ile potrzebujemy. Nie było mowy o 3 parze niebieskich dżinsów. Była jedna…. na szczęście do pewnego czasu z ubrań wyrastałyśmy ;).

Czy same pożyteczne te kody we mnie zostały??? Oj nie! Nie ma rodzin idealnych.

OKAZYWANIE UCZUĆ, CZUŁE GESTY, DEKLARACJA MIŁOŚCI? A PO CO?

Nie widziałam jako dziecko czułych gestów w codziennym życiu kobiety i mężczyzny. Przytulających się rodziców widziałam… jak składali sobie życzenia z różnych okazji. W codziennej komunikacji nie padały słowa „kocham cię”, choć nie czułam się niekochana. Po prostu tego się nie mówiło.

Do dziś nie jestem typem żony, która podczas spotkania z przyjaciółmi wisi słodko na ramieniu męża lub gładzi go po rączce. Gesty czułości są zarezerwowane dla czasu we dwoje, ewentualnie w towarzystwie naszego syna.

Mówić o uczuciach… nauczył mnie P i jego rodzina. U nich naturalne jest, że matka nagle przytula swoje dorosłe dziecko i mówi „kocham cię synu”. Takie nawyki chłonie się jak gąbka, bo to jest jednak coś, czego człowiek potrzebuje. Mały B ma teraz etap zachwytu rodzicami i ciągłych wyznań wielkiej miłości, a ja nie umiem się tym nacieszyć. Przecież niedługo przyjdzie czas, kiedy będzie udawał, że nas nie zna ;).

               Pewnie tych lepszych i gorszych nawyków jest u mnie więcej. Teraz jako rodzic, zastanawiam się, co ja zakoduję mojemu dziecku. Siedzi obok mnie taka mała karteczka z dużymi brązowymi oczami, a ja na niej robię notatki. Te notatki pozostaną w nim na zawsze. Mam nadzieję, że zdoła wykreślić te, które mogłyby mu w życiu przeszkadzać… bo przecież nie ma rodzin idealnych.

Teraz czekam na Twoje refleksje. Coś w Tobie zakodowano?

 

2 komentarze

  1. Najpierw obowiązki a potem przyjemności i bycie punktualną wszędzie…
    Swoją drogą tematyka o tych różnorodnych mechanizmach, kodowaniu za dziecka a potem życiu dorosłym i dobieraniu się w pary została świetnie i przede wszystkim przystępnie opisana w książce „Żyć w rodzinie i przetrwać” Robin Skynner i John Cleese – dla mnie rewelacja do której wracam, kiedy chcę się nauczyć jak to wszystko działa na moje dzieci 🙂 Pozdrawiam

    P.S. To mój pierwszy komentarz w wirtualnym świecie ze względu na to, że często tu zaglądam i mam podobne refleksje 🙂

    1. Zatem witam serdecznie stałą bywalczynię, miło mi.
      Dzięki za polecenie książki, na pewno się za nią rozejrzę!

      Pozdrawiam i zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *