Pytania, które powodują, że czasem czuję się jak rodzicielski odmieniec.

               Się ma dziecko, to się ma też cały pakiet jego kolegów i koleżanek z przedszkola wraz z ich rodzicami i rodzicielskimi poglądami na wychowanie i wykształcenie. Tak tak, od tego nie uciekniesz matko słodkiego niemowlaka, którego wychowujesz, jak chcesz, a za uchem brzdęka ci jedynie mama i teściowa. Jak twoja pociecha rozpocznie życie społeczne w grupie rówieśniczej i nie będą to tylko dzieci twoich znajomych i przyjaciół, dobrze ci radzę, zapnij pasy i zamknij oczy. Ćwicz też oddechy, to ważne ;).

Czasy mamy specyficzne… jakieś takie zupełnie do tych pamiętanych przez małą Ewę i małego Ciebie czytelniku niepodobne. My… skończyliśmy srać w pieluchy, to siedzieliśmy beztrosko z gołym tyłkiem w kałuży na polu namiotowym. Babraliśmy się w piachu pół dnia i układaliśmy ulice z kamyczków i patyczków. No dobra, ktoś tam nas już zapisał na język angielski do jakiejś pobliskiej szkoły językowej, ale to już był zacny wiek, okres szkoły podstawowej co najmniej.

A dziś… dzieć jeszcze nie skończy latać z pampersem, a już uczy się dwóch języków obcych. Jeszcze nie umie sprawnie przenieść pełniutkiej szklanki wody z jednego punktu do drugiego, a już włącza sobie filmiki w serwisie you tube. Nie umie fikołka wykonać poprawnie, a trzaska zdjęcia tabletem i ocenia, jak wyszły.

O ten wpis jakiś czas temu poprosiła mnie bliska osoba, matka dwóch małych córek, szczerze zaniepokojona tym… jak wygląda przedszkolny świat i środowisko jej dziecka. Dziecka, które w wieku 3 lat musiało (musiało, bo przedszkole prywatne, słynne, zacne i trzeba) stanąć na deskach teatru i pokazywać talenty przed publicznością. Nie było szans, by dostrzec na widowni rodziców, była tylko ciemność przed tymi małymi skrzatami, które walczyły z własnym lękiem i presją pań przedszkolanek. Tak sobie myślę, że mi się udało… urodzić i dorastać w fajnych czasach, gdy występy robiłam tylko z własnej woli i tylko przed taką publicznością, jaką sama sobie wybrałam.

Przejdźmy do rzeczy… jakie pytania zdarza mi się słyszeć dość często i jak na nie odpowiadam, co zazwyczaj spotyka się z niesmakiem i uwagą, że będę kiedyś tego żałować.

  1. Czy zapisałaś już B do prywatnej szkoły podstawowej?

Tak to wygląda, że połowa dzieci z grupy mojego syna jest zapisana już od kilku lat. Chyba od momentu, gdy się urodziły. Rodzice tak kombinują, by nasze dzieci najlepiej poszły do tej samej placówki niepublicznej i stworzyły tam jedną klasę. Ja jednak nie będę aktywną częścią tego planu, moje dziecko pójdzie do szkoły publicznej, rejonowej (nawet nie wiem, jaka to wówczas będzie) i będzie uczyło się relacji społecznych. Właśnie. Społeczeństwo to nie żadna zamknięta kasta, tylko ludzie na różnym poziomie intelektualnym, rozwojowym, finansowym i światopoglądowym. Argumenty wystraszonych matek- zobaczysz, trafi na jakiegoś klasowego zbira z rodziny patologicznej i jeszcze będzie go naśladował- działają odwrotnie. W życiu też spotka niejednego prawdziwego „zbira”, musi wiedzieć, że tacy też są i umieć się z przysłowiowym zbirem komunikować. Zupełnie nietrafione jest też upatrywanie braku patologii w rodzinach zamożnych. To nie jest czynnik, który ją wyklucza. Dziecko, którego rodzice nie wychowują, bo nie mają czasu… żyje w patologicznej rodzinie, choćby ojcem był sam Donald Trump. A co do alkoholu, papierosów, używek… oj jak się świetnie „bawią” bogate dzieciaki, a ile mają na to środków? Zapracowani rodzice są im wtedy wyjątkowo na rękę.

  1. Czemu B nie chodzi jeszcze na popołudniowe zajęcia jakieś?

Hmmmm temat rzeka. Szczerze musiałabym odpowiedzieć- bo popołudnie to czas, który spędza ze mną lub z obojgiem rodziców. To nasz czas i wcale nie mamy go za wiele. Odbieram dziecko z przedszkola o 16.00, po podwieczorku, który uwielbia jeść z koleżankami i kolegami. Ponieważ godzina 19.00 to już czas kolacji, kąpieli, która zamienia się czasem w godzinną zabawę w wannie z wszelkimi możliwymi klamotami, potem czas czytania w łóżku, zatem między 16.00 a 19.00 mamy trzy godziny dnia. No pewnie, że mogłabym go odebrać z placówki i zawieźć na język angielski, na karate, na tańce jakieś, zajęcia matematyczne, komputerowa i cholera wie, na co jeszcze. A ja bym sobie wtedy w spokoju gotowała, sprzątała, odpoczywała itd.

Zapewne w końcu na coś będzie chodzić, ale mi smutno, jak sobie to wyobrażam. Nasz kontakt byłby ograniczony w zasadzie do weekendów.

Nie czuję, że robię mu krzywdę, bo B ma w przedszkolu masę zajęć i do tego dwa języki obce. Dodatkowo kazał się zapisać na matematykę i zajęcia sportowe. Wszystko dzieje się w godzinach przedszkolnych i nie kradnie mi mojego czasu z dzieckiem.

  1. Nie uważasz, że już powinnaś uczyć go czytać i pisać?

Nie uważam. Mój syn skończy niebawem 5 lat i to teraz jest czas na zabawę i naukę samoistną przez zabawę. Zna litery, ale nikt w domu go tego nigdy nie uczył. Dziecko jak chce coś umieć, to nauczy się tego samo, ma wewnętrzną motywację. Nie widzę potrzeby, by usilnie nakłaniać go do składania liter w wyrazy. On sam sobie je poskłada, w swoim czasie.

Owszem… kolega z przedszkola już czyta i wykonuje ponoć jakieś wielkie obliczenia w pamięci, jego mama poświęca temu czas, a ja zupełnie nie. Nie czuje się jakoś gorsza przez to.

Nie wierzę, że B będzie analfabetą w przyszłości, zatem obecny czas wykorzystujemy na inne rzeczy.

  1. Dlaczego on nie jest w jakimś klubie sportowym dla dzieci? Przecież ruch jest taki ważny.

Echm, nie rozumiem o co kaman? Czy my nie ruszaliśmy się w dzieciństwie, bo nie należeliśmy do przedszkolnej sekcji piłki nożnej? Czy tylko ruch pod okiem trenera w zorganizowanej grupie i wypasionym piłkarskim outficie jest ruchem wartościowym i rozwojowym? Czy każdy mały chłopiec dzisiaj musi cos trenować od 4 roku życia, bo inaczej skończy jako przysłowiowa pokraka? Owszem, jak on sam się zainteresuje konkretnym sportem i będzie chciał, to będzie sobie trenował.

A póki co mały B od roku sprawnie śmiga na rowerze na dwóch kółkach i nigdy nie jeździł z żadnymi dokręcanymi bocznymi ustrojstwami. Odkąd skończył trzeci miesiąc życia chodzi raz w tygodniu z tatą na basen i dziś zupełnie sam pływa, nurkuje, ostatnio nawet wygrał zawody w swojej grupie wiekowej (takie wewnętrzne podczas kursu na basenie). Spędza dużo czasu na dworze także jesienią i zimą, bo zamiast siedzieć na angielskim w szkole językowej… spacerujemy, biegamy, odwiedzamy masy placów zabaw i innych atrakcji.

Jest normalnym sprawnym ruchowo przedszkolakiem, zatem powyższe pytanie nadal wydaje mi się pozbawione logiki.

  1. Nie boisz się, że będzie technologicznie do tyłu, bo mu odmawiasz posiadania elektronicznych gadżetów?

Rany… musiałam się mocno starać, żeby nie parsknąć śmiechem, gdy takie coś pierwszy raz usłyszałam.

Ja wiem, że żyjemy w czasach personal technology i w wielu domach… ile osób tyle telewizorów, laptopów, tabletów, samochodów i innych ustrojstw. Dobrze, że zmywarki nie ma każdy swojej ;). No ale na Boga… czy 4, 5 latek musi mieć swój tablet albo smartfon, żeby nie czuł się gorszy od kolegów?

Taka kwestia się jeszcze w naszym domu nie pojawiła, ani z naszej strony ani ze strony małego B. On wie, że niektórzy koledzy i koleżanki mają swoje tablety, ale nigdy nie zapytał, czemu on nie ma. Mój leży w dostępnym dla niego miejscu, jak jest wolny, może go wziąć i włączyć jakąś aplikację dla małych dzieci- nic innego nie umie, bo mu nie pokazywaliśmy. Nie jest to zakazany owoc, nikt tego przed nim nie chowa. Konsola do gier stoi i nie budzi zainteresowania, jeszcze chyba nie jego pora.

Mam się bać, że z tego powodu jako uczeń czy dorosły człowiek nie będzie umiał korzystać z nowoczesnych technologii?  Będzie cyfrowym banitą? Jestem przekonana, że niebawem sam zamanifestuje chęć odkrywania cyber świata i nie mam zamiaru tego przyspieszać. Amen.

Takich pytań jest dużo więcej. Przygotuj się początkująca matko, że z wiekiem dziecka zakres pytań i porad wychowawczych w kategorii „dziwne i niezrozumiałe” ma tendencję wzrostową.

Z góry uprzedzam, że ja nie czepiam się tego, jak wy swoje dzieci wychowujecie. Nie mam nic do posiadaczy tabletów, którzy uczęszczają na popołudniowe zajęcia, trenują w klubach sportowych czy w wieku 4 lat płynnie czytają.

Dzieciństwo to czas, który zakotwicza nas psychicznie na całe życie i chyba najważniejsze jest poczucie bycia kochanym, akceptowanym i szanowanym.

No, zadośćuczyniłam niektórym pytającym ;).

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *