Marzenia kontra rzeczywistość… małżeńska.

               9 na 10 młodych dziewcząt, pytane o wymarzoną wizję przyszłości, snuje opowieść o mężu, gromadce dzieci, ładnym domku z ogródkiem i ewentualnie pieskiem w pakiecie. Chcą pracować (obecne nastolatki wszystkie, bezwzględnie), prowadzić dom, raz w roku wyjeżdżać na zagraniczne wczasy, zimą z całą rodziną jeździć na nartach. Uśmiecham się w duszy do tych wizji, bez cienia politowania, ironii czy sarkazmu. Szczerze im kibicuję i za każdą młodą marzycielkę trzymam kciuki.

A może powinnam im powiedzieć, że to nie będzie bajka, tylko ciężka praca nad sobą i relacją przez całe wspólne życie? Że będą czasy cudowne i mniej cudowne, okresy zgody i walki, że czasem będą tak zmęczone codziennością, że cały pastelowy romantyzm rozmyje się we mgle wspomnień?

Rozglądam się wokół siebie i widzę te cholerne schematy- domki zostają, ale pełnej rodziny w nich nie ma… on odszedł, ona z dziećmi odeszła, podzielili się dziećmi… nawet pies ma już tylko jednego dorosłego opiekuna. Często to są naprawdę nowe, niedawno wybudowane, piękne domy, tylko brak w nich już pięknych uczuć, tych z marzycielskich wizji młodych ludzi. W tych domach są liczne pokoje… ona w gabinecie, on w salonie, dziecko z tabletem w sypialni. Potem na sprawie rozwodowej pada- to się już wypaliło, nie kochamy się, nic już nie ma.

Zastanawiam się, czy instytucja małżeństwa w dzisiejszych czasach się nie zdewaluowała? Czy w czasach fast w ogóle możliwy jest trwały związek do przysłowiowej, grobowej deski?

Otacza nas apoteoza dbania o siebie, swoje uczucia, swój komfort, swoje wartości, wizerunek, czas itd. Coraz więcej osób, które nie żyją w związku, chwali ten stan i dostrzega realne korzyści. Nie dziwię im się zupełnie, bo wokół nich małżeńskie zawieruchy… wysłuchują opowieści rozwiedzionych przyjaciół, ocierają łzy zagubionym, skrzywdzonym, porzuconym. Potem wracają do spokojnej przystani, tylko swojej.

Pomimo wszystko pannom nadal życzy się- wspaniałego męża i dzieci. Tradycja tworzenia rodzin jest nadal silna, głęboko zakorzeniona. Jeszcze się tak życzy, jeszcze się idealizuje, jeszcze…

Z drugiej strony instytucja małżeństwa w kręgach towarzyskich staje się podobnym prześmiewczym motywem do „instytucji” teściowej. Koledzy poklepują po ramieniu kumpla podczas wieczoru kawalerskiego i mówią- stary to ostatnia noc twojej wolności, skończyło się… życie na lajcie, spokojne, bez zrzędzącej żony u boku. Symbolicznie wprowadzają go na drogę życiowej nudy, rutyny i początku końca czegoś, co było do tej pory.

Kolega powiedział mi jakiś czas temu- każdy prowadzi do ołtarza swoją księżniczkę, taką piękna, w białej sukni i tak szczerze jej ślubuje… a później ona okazuje się żabą.

No i ja się głowię, jak tu się tak całkiem w tą żabę nie zmienić, jak żyć w związku, by uniknąć pożaru… małego, większego.  Czy ten pożar musi nastąpić?

               Rozmawiałam o tym z P, on wskazuje lenistwo i wygodnictwo jako główną przyczynę rozstań. Twierdzi, że ludzie pochopnie podejmują decyzje, właśnie na fali wyidealizowanych wyobrażeń. Gdy okazuje się, że nie jest idealnie, uciekają…

Może w dzisiejszych czasach powinniśmy odczarować małżeństwo, życie w związku. Mówić młodym ludziom, że to wysiłek, stałe próby cierpliwości, tolerancji, poświęcenie, dbanie o siebie nawzajem.

Nie będziesz zawsze księżniczką, zatem on nie będzie zawsze rycerzem.

Paradoks polega na tym, że gdy motyle w brzuchu nam fruwają… jesteśmy jednością, wyzbywamy się wad, widzimy idealny obraz partnera. Seksuolog Lew Starowicz nazywa ten etap „poza fizjologicznym”, gdyż wręcz nie odczuwamy podstawowych potrzeb poza przebywaniem z obiektem naszego zakochania. Stąd popularne powiedzenie „Żyje miłością”. Gdy chemiczna kurtyna opada, ze zdziwieniem stwierdzamy, że ja to ja, a on to on. Są dwie autonomiczne jednostki i nawet mają wady, nie są idealne. Nagle pojawiają się odrębne potrzeby, różnice w światopoglądzie. Już niekoniecznie chcemy podzielać jego pasję… taniec godowy się skończył, pora powiedzieć uczciwie- ja jednak tego nie lubię i nie będę się poświęcać. Skupiamy się na sobie, a tym samym pogłębia się przepaść.

W między czasie pojawiło się dziecko, jedno, drugie… większy kredyt. Pojawiła się tzw. proza życia. Wiele osób odkrywa wtedy, że wymarzony domek i rodzina to nie jest bezpieczna przystań na resztę życia, tylko duszna przestrzeń, którą dzielić muszą z kimś, kto staje się coraz bardziej obcy.

               Przytłaczające jest to, co się dzieje. Przykład goni przykład, schemat goni schemat… bliżej, dalej. Chciałabym, by pożar nie był wpisany w losy każdego związku. Nie pociesza mnie tekst koleżanki- zawsze pojawi się zdrada, to nieuniknione.

Po 13 latach wiem, że małżeństwo to ciągła praca nad relacją, a człowiek to nie przedmiot, urządzenie, które się wymienia, w przypadku jakichkolwiek problemów.

Wiem, ale i tak chciałabym mieć ognioodporne ubranie w domu i gaśnicę pod poduszką na wszelki wypadek.

2 komentarze

  1. Bo na partnera trzeba patrzeć realnym okiem, a nie przez różowe okulary. Trzeba pokochać człowieka, być świadomym jego wad i zwyczajów, a nie tylko nasze wyobrażenie o nim. Młodzi nie wiedzą, że motylki w brzuchu nie będą trwać wiecznie.
    W mężu/żonie trzeba mieć przede wszystkim przyjaciela. Nie można budować związku z kimś, kogo się praktycznie nie zna, bo zawsze coś nie pasującego nam wyskoczy.
    Ja znam mojego męża na wylot, jest moim najlepszym przyjacielem i chociaż kryzysy i rutyna dopadają też nas, to mam nadzieję przetrwamy. Wiemy, że życie nie jest różowe. 😉

  2. Delikatnie zahaczyłam o ten temat pisząc kiedyś o tym, że łatwiej nam wymieniać na nowe, niż naprawiać stare. To moim zdaniem jedna z głównych przyczyn rozpadających się związków. Młodzi ludzie nie mają w zwyczaju walczyć o uczucia. Inna sprawa, że świat jest wykreowany i wyidealizowany przez social media, więc młodzi nie mają świadomości prozy życia, jak to pięknie ujęłaś. Mój związek przeszedł już wiele burz, również tych poważnych, ale przetrwaliśmy je, jesteśmy silniejsi i jestem z nas dumna. Nie wyobrażam sobie u mojego boku nikogo innego, więc na myśl, że kiedyś w przeszłości mogłam po prostu się poddać i trzasnąć drzwiami, mam gęsią skórkę… W czasach fast wszystko traci na jakości… Również miłość…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *