10 cech, których wy rodzice w nas nie lubicie!

               W sieci od kilku dni krąży tekst, który wymienia 10 typów rodziców, za którymi nauczyciele nie przepadają. Pod artykułem pojawiły się komentarze oburzonych, którzy stwierdzili, że mogliby z łatwością wymienić 10 typów nauczycieli, których nie znoszą.

No i proszę bardzo… tyle lat jestem nauczycielem, że dokładnie wiem, czego w nas nie lubicie :). Skupię się na cechach, które w oczach rodziców bywają niepożądane i stają się często przedmiotem rozmów, skarg i drwin.

  1. Zbyt wymagający. No tak, żeby były efekty, to trzeba wysoko postawić poprzeczkę, ale… nie za wysoko. Dzieci są coraz mniej odporne na krytykę, coraz wrażliwsze mają ego (my dorośli też), oczekiwania w rodzinie wysokie, zatem…. jedna jedynka potrafi być czynnikiem spustowym do zaczątków depresji, stanów lękowych i fobii szkolnej. Strzeż się wymagający belfrze albo zbieraj już pieniądze na odszkodowanie za leczenie psychiatryczne swoich podopiecznych.
  2. Zbyt pobłażliwy. Nie psuj dziecka, dostosuj racjonalnie poziom i wymagania do każdego indywidualnie. INDYWIDUALIZACJA to słowo klucz w dzisiejszej edukacji… dostrzegliśmy psychologiczny aspekt odrębności jednostki, jej potrzeb i możliwości. Ech cudownie, tylko system pozostał dopasowany do niegdysiejszych standardów… ponad 30 osobowe klasy. Jeśli zjechałeś poziomem wymagań do tych słabszych… szykuj się na batalię z rodzicami tych zdolniejszych. Licho nie śpi, zatem naklej sobie nad łóżkiem wielki baner- INDYWIDUALIZACJA WYMAGAŃ i nie myśl o tym, by do tego łóżka się położyć. Jutro sprawdzian, a ty rzetelnie przygotuj go w 10 różnych wersjach, żeby każdy podopieczny miał polecenia skrojone na swoją miarę.
  1. Trzyma przesadny dystans. Nie jest na każde skinienie dziecka i rodzica, czasem bezczelnie prosi, by poczekać, aż skończy lekcje i dopiero zgadza się na rozmowę. Nie odwiózł dziecka do domu, jak po wycieczce nikt nie mógł go z miejsca zbiórki odebrać, tylko zgodnie z przepisami czekał godzinę z podopiecznym na odbiór przez prawnego opiekuna. Nie odpisuje na sms-y po 22.00 i nie zawsze odbiera telefon. Taki jesteś? To wiedz, że rodzic traci poczucie bezpieczeństwa i komfortu i nie jest to jego wina. Ten rodzic jest przedstawicielem pokolenia wychowywanego bezstresowo, w poczuciu pełnej akceptacji i dyspozycyjności dorosłych. Nic więc dziwnego, że zarzuci ci brak empatii i wrażliwości na jego potrzeby.
  2. Spoufala się. Dałeś dziecku drobne na kanapkę, bo kolejny raz nie miało w szkole nic do jedzenia? Ojojoj chcesz w ten sposób udowodnić rodzicowi, że nie wywiązuje się ze swojej roli! Brzydko! Do tego jakim prawem rozmawiasz z dzieckiem o jego sprawach rodzinnych, sytuacji w domu itd.? Co cie interesuje, że chodzi niewyspane, bo nocami gra na konsoli? Co z tego, że nikt tego nie kontroluje? Ty masz uczyć, a nie wtrącać się w metody wychowawcze, a już na pewno nie powinieneś udawać przyjaciela, któremu leży na sercu los twojego podopiecznego. Od pocieszania, udzielania rad i pomocy są inni, nie ty nauczycielu!
  3. Jakiś taki… zaniedbany? Ja wiem, że kokosów nie zarabiasz, ale mogłabyś np. pani nauczycielko X uważniej śledzić trendy i dobierać garderobę. No przecież moja córka nie będzie poważnie traktować kogoś, kto chodzi w sukience modnej trzy sezony temu. Co ty możesz wiedzieć o życiu, skoro nawet ubrać się nie potrafisz? To dlatego czepiasz się dziewczynek, że mają hybrydowe paznokcie i modne asymetryczne fryzury… bo im zazdrościsz. Zasłaniasz się regulaminem szkoły, a tak naprawdę nie możesz znieść widoku tych ładnych, młodych dziewcząt… ty zaniedbana nauczycielko nieszczęśliwa. Tak, tak, na takie zarzuty się przygotuj!
  4. Próżna, zadufana w sobie, skupiona na wyglądzie. No nieeeeee, wywiadówka to nie rewia mody. Ty się tak miło nie uśmiechaj i nie czaruj, tylko zacznij i skończ w 15 minut i ustaw się grzecznie do rozmów indywidualnych z rodzicami. W ogóle to pamiętaj, że w niektórych szkołach nauczycielki nie mogą nosić okazałych kolczyków i bransolet, gdyż to rozprasza uwagę dzieci i zakłóca proces przyswajania wiedzy. Zbyt kolorowy strój również nie służy skupieniu. Zapomnij o różowych bluzkach, bo to kolor infantylny i nie przystoi, a długość spódnicy konsultuj co rano z panią woźną, czy aby odpowiednia i nie rozpraszająca. W ogóle najlepiej by było, gdybyś zapomniała, że masz jakąś płeć. Bądź ponad to… takie idealne, bezpłciowe ciało pedagogiczne.
  5. Bez poczucia humoru i dystansu. Nauczyciel powinien być na bieżąco… także z aktualnym kanonem zjawisk i sformułować zabawnych, żartobliwych. Wpisywanie uwagi za to, że dziecko głośno puszcza bąki na lekcji, by rozbawić kolegów, to już wybitny dowód sztywniactwa i braku poczucia humoru. No przecież to takie słodkie i nawet trendy, a mój synek zawsze potrafił błyskotliwie oczarować otoczenie niewybrednym żartem. Zatem śmiej się ze wszystkiego i pomimo wszystko.
  6. Ironiczny, podstępny typ. Nie licz na dystans i elastyczność w kwestii twoich żartów. Dzieci są dziś wrażliwe i nie należy używać w komunikacji z nimi ironii, delikatnego sarkazmu ani ciętej riposty. One to bidulki wszystko biorą do siebie i przeżywają. Pełna profeska, pamiętaj.
  7. Nie jest autorytetem bez skazy. Ty człowieku nie śmiej nawet paradować przez miasto z zestawem 12 rolek papieru toaletowego! Czy uczniowie muszą wiedzieć, że ty masz takie potrzeby??? Twoje życie prywatne schowaj sobie do kieszeni, poglądy życiowe, ideologiczne, religijne i wszelakie inne też. Najlepiej być carte blanche. Jak masz profil na jakimś portalu społecznościowym, to tylko po to, żeby „lajkować” oficjalne profile szkół i instytucji dydaktycznych. Dobrze by też było, byś unikał komunikacji miejskiej i wszelkich miejsc rozrywki dla gawiedzi. Ty tylko śpisz, jesz, nauczasz i wychowujesz. Resztę sobie odpuść.
  8. Zbyt emocjonalny. Nie waż się okazywać złości, irytacji czy też smutku. Bez względu na wszystko… nie pozwól na to, by ktoś kiedykolwiek wyprowadził cię z równowagi. Mojemu dziecku pod wpływem emocji wymsknęło się słowo na s….., a przecież chciał tylko powiedzieć „niech mi pani da już spokój”, a ty od razu zaatakowałaś go swoim podniesionym tonem. Możesz płakać ze wzruszenia, wdzięczności, ale nie waż się okazać, że jest ci przykro. Przecież to tylko dzieci.

             Tak się zastanawiam, czy istnieje nauczyciel na miarę oczekiwań dzisiejszych rodziców. Jakie dziś trzeba mieć predyspozycje do tego zawodu? Jednego jestem pewna, zupełnie inne, niż 20 lat temu i wcześniej.

Celowo zestawiłam niepożądane cechy w kontrastowym sąsiedztwie, by pokazać absurd tych sprzeczności. Nauczyciel to zawód o ogromnej odpowiedzialności społecznej i doskonale o tym wiem. Pamiętaj jednak rodzicu, że jesteśmy ludźmi z krwi i kości. Tak samo jak ty, mamy swoje słabości. Mamy też identyczny pakiet emocji, jak przedstawiciele wszelkich innych zawodów.

Kluczem do wzajemnego przetrwania w tych szalonych czasach jest dobra komunikacja, taka nastawiona na zrozumienie drugiego człowieka. Gdy chodzi o dobro dziecka, warto odrzucić dumę, uprzedzenia i wejść na prawdziwy poziom współpracy. Warto próbować!

 

3 komentarze

  1. Oj, nie wiem, jak często rodzice krytykują nauczycieli za zbyt skromny / elegancki strój, ale ja mam kilka innych zażaleń.
    1) Nauczyciel, z którym brak jakiegokolwiek kontaktu – nie podaje numeru telefonu ani maila, nie odpowiada na wiadomości wysyłane za pomocą dziennika elektronicznego. Jeśli nie możesz rodzicu przyjechać do szkoły i go „upolować” -zapomnij o kontakcie.
    2) Nauczyciel, który notorycznie zmienia ustalenia. Raz można zgłosić trzy nieprzygotowania w semestrze, za miesiąc już tylko jedno. Raz pracę trzeba oddać w czwartek, za kilka dni okazuje się, ze jednak termin minął we wtorek. Jeszcze nie trzeba czytać lektury, polonista powie kiedy, potem okazuje się, że zaczynamy ją przerabiać pojutrze… itp.
    3) Wychowawca mówi rodzicom, że klasa zachowuje się coraz lepiej a dzieciom powtarza przy każdej okazji, ze są najgorszą klasą, jaką kiedykolwiek miał.
    4) Nauczyciel na forum klasy wyśmiewa dziecko, które nie opanowało konkretnego materiału.
    5) Bezradny – uczniowie dokładnie wiedzą, że nic im nie grozi, a jeśli będą rozrabiać, to połowa lekcji minie na kazaniu i moralizowaniu połączonym z informacją, że są okropni. Dzieci się przyzwyczajają i wykorzystują sytuację, a nauczyciel bezradny jak pijane dziecko we mgle.

    Nie, żebym miała coś przeciwko nauczycielom. Jest wielu wspaniałych, mądrych i zaangażowanych w swoją pracę, ale niestety wszystkie opisane przeze mnie przypadki pochodzą ze szkoły moich dzieci. A ten artykuł jest nieco tendencyjny i tak naprawdę znowu krytykuje rodziców (nie twierdzę, że bezpodstawnie), ale moze warto czasem krytycznie popatrzeć na przedstawicieli swojej profesji.
    Pozdrawiam.

    1. Cudownie! Jest jakaś polemika. Bardzo dziękuję za komentarz.
      Akurat z tym krytycznym spojrzeniem na „przedstawicieli mojej profesji” to w moim przypadku trafiła Pani doskonale…. uważam, że jest to jeden z zawodów najbardziej obarczony ryzykiem patologii…. myślenia, działania, postrzegania świata i ludzi itd.
      Kilkukrotnie dotykałam tego tematu na blogu.
      Wracając do Pani komentarza, wierze, że to przypadki prawdziwe i nie jestem zdziwiona ani zaszokowana. Punkt nr 2 jest bardzo łatwy do zweryfikowania przez rodzica, w każdej szkole do każdego przedmiotu opracowane są Przedmiotowe Zasady Oceniania, gdzie jest dokładnie zapisane, ile nieprzygotowań może zgłosić dziecko, w jakim terminie musi poprawić coś itd. Jeśli nauczyciel się do tego nie stosuje… to widać jak na dłoni w dzienniku i rodzic powinien interweniować… najpierw u samego nauczyciela.
      Brak kontaktu, hmmm prywatny nr telefonu i email nie musi być udostępniony rodzicom- to zleży od woli nauczyciela i jego zasad. Korespondencja przez dziennik elektroniczny jest naszym obowiązkiem i też bardzo łatwo w tej sprawie interweniować.
      Co do wyśmiewania dziecka… byłabym ostrożna z takim osądem i dokładnie to sprawdziła. Tak jak pisałam, dzieci są wrażliwe na krytykę do granic możliwości. ‚Wyśmiewanie” to dość mocne słowo, ale nie wykluczam, że taka sytuacja mogłaby mieć miejsce. Jeśli nauczyciel celowo, na forum klasy, z satysfakcją wyśmiewa słabości dziecka… nie powinien być nauczycielem. proszę brać jednak pod uwagę możliwość, że dla dziecka wyśmiewaniem może być jedno dosadne stwierdzenie nauczyciela. Dziecko musi umieć przyjmować krytykę… nie powinno być natomiast wyśmiewane.

      Zastawiam się, czy opisane przypadki dotyczą różnych nauczycieli czy stale jednego. Niestety mamy często do czynienia z rodzicami, którzy w każdym z nas widzą zło, niekompetencję, brak umiejętności wychowawczych, złe intencje itd. W efekcie często zmieniają dziecku placówkę i sytuacja w kolejnej według nich wygląda podobnie. Mam nadzieję, że nie takim typem rodzica jest Pani.

      Pozdrawiam i zapraszam ponownie.

      1. Nie, nie jestem taki rodzicem. Widzę też wspaniałych, zaangażowanych nauczycieli, kochających swoją pracę i dzieciaki. Doceniam ich i staram się, żeby oni też o tym wiedzieli. Bo zasługują na wdzięczność i szacunek. I na dobre słowo, bo może też ktoś się ich czepił, że coś tam… I na takich cudownych pedagogów na szczęście również trafiły moje dzieci. Ale to, co zepsuje jeden, nie zawsze drugi będzie w stanie naprawić. Dlatego uważam, że warto o tym rozmawiać. A podane sytuacje kumulują się w postaciach dwóch nauczycieli, w tym niestety jedną z nich jest wychowawczyni. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *