Nie ośmieszaj się… blogerze!

               Nigdy w życiu nie planowałam takiego wpisu, nie mam w zwyczaju oceniać czyjejś pracy i sposobu życia, ale się we mnie wczoraj zagotowało i ta para musi wyjść… nie tylko uszami i nosem. 😉

Niewiele wiem o życiu tzw. blogosfery. Nie mam pojęcia o statystykach, nie wiem od ilu odsłon czy obserwatorów blog uznawany jest za popularny. Nie bardzo też ogarniam temat tego słynnego na blogach zarabiania, a jest to naprawdę gorący temat w grupach osób piszących i publikujących.

No i tak się złożyło, że przyjaciółka, która jest właścicielem i prezesem firmy zajmującej się PR-em, uświadomiła mi, w jaki sposób i z jaką częstotliwością blogerzy zwracają się do takich firm z ofertą współpracy. Miałam okazję takie zapytania ofertowe zobaczyć i szczerze mówiąc… zrobiło mi się wstyd. No taką mam dziwną przypadłość, że wstydzę się nie tylko za siebie, ale i za kogoś. Chyba to po tatusiu, bo on niegdyś, podczas emisji programu „Szansa na sukces”, wychodził z pokoju, jak któryś z uczestników strasznie fałszował. Tak bardzo się za niego wstydził. 😉

Wracając do tematu, oczywiście dowiedziałam się też, że współpraca z blogerami, vlogerami i ytuberami jest dziś składnikiem koniecznym działań promocyjnych i pr-owych. Wielu z nich to ludzie, których twórczość broni się sama, stoi za nimi jakość i marka osobista oraz masa ciężkiej pracy. Współpraca z nimi przynosi korzyści i satysfakcję obu stronom.

No ale okazuje się, że to są perły w morzu nijakości, bylejakości i notorycznego poniżania się.

 Jak firma ma się zainteresować twoim blogiem i ewentualną współpracą, skoro ty nawet nie potrafisz poprawnie i sensownie sformułować swojej oferty? Piszesz lakonicznie, popełniasz błędy językowe, a sama treść wiadomości pokazuje, że nie sprawdziłeś nawet dokładnie, czym zajmuje się firma, do której się zwracasz. Jakich ma klientów, jakie prowadziła kampanie, z kim współpracuje itd. Jeśli idziesz na łatwiznę i tworzysz jedną wiadomość do wszystkich, uwierz mi, to jest słabe. Metoda „kopiuj- wklej” krzyczy z daleka- hello, nie szanuję cie, nie znam, mam cię na liście, więc wysyłam!

Jak szacujesz swoją wartość, skoro zgadzasz się na każdy rodzaj gratyfikacji i nie masz absolutnie żadnych wymagań co do wysokości wynagrodzenia? Podejmiesz współpracę za 300zł, 200zł, 100zł, a nawet za sam produkt, który otrzymasz za darmo. Owszem, to nie jest koniec świata i żaden wstyd, jak się zaczyna, ale to trzeba jasno i uczciwie napisać. Właściciel firmy często czyta w wiadomości od ciebie, że masz poczytnego, popularnego bloga, widzi dołączone screeny statystyk, a ty dosłownie żebrzesz o cokolwiek i zgadzasz się współpracować choćby za grosze, byle tylko się udało. Tu jest dysonans, coś się nie klei. Bądź uczciwy- albo zaczynasz, raczkujesz, masz ambicje i chcesz zbudować dobry blog ekspercki, rozglądasz się za współpracą albo masz już ugruntowaną pozycję, stałą grupę zaangażowanych czytelników, doświadczenie we współpracy, określone warunki i stawki.

Dla osób, do których wysyłasz TAKIE wiadomości jesteś zwyczajnie… śmieszny, niewiarygodny i toniesz w morzu podobnych ofert. Od przyjaciółki wiem, że średnio dwa razy w tygodniu przychodzą wiadomości od blogerów z prośbą o współpracę. Tylko kto będzie chciał wyłowić zdechła rybę, która płynie z prądem? Do tego ta ryba jakaś taka marnej jakości.

Osoby, które nie były nigdy w grupie blogerskiej w mediach społecznościowych, mogą nie wiedzieć, skąd dobre statystyki i duża liczba obserwatorów, a blog kiepski pod każdym względem- jakość zdjęć, wartość tekstu, tematyka itd.

Ja już wiem- ano to są sztuczne statystyki nabijane na zasadzie… obs za obs, lajk za lajk, komentarz za komentarz. Zbierasz to szybko i sprawnie… jak niegdysiejszy wilk w rosyjskiej „gierce” elektronicznej, który skakał od koszyczka do koszyczka i łapał jajka. Patrzysz z dumą na licznik i nie możesz się doczekać, kiedy pojawią się pierwsze sukcesy finansowe.

Muszę cię rozczarować… jajka w twoim koszyczku to wydmuszki. Jeśli nie stoi za tobą jakość i prawdziwe zaangażowanie, nie masz prawdziwych czytelników, którzy wracają do ciebie z jedynego słusznego powodu, bo naprawdę cenią to, jak piszesz i o czym piszesz. Prawdziwe statystyki popularnych, dobrych blogów są niewyobrażalne, a ci blogerzy nie muszą żebrać o współpracę, bo firmy same się do nich zgłaszają.

              Zatem tak jak w tytule, nie poniżaj się, tylko pracuj nad jakością!!!

 

9 komentarzy

  1. Bardzo mądry post, lecz w dzisiejszych czasach trudno o jakiś oryginalny blog, który nie wymienia się obserwacjami i nie dąży do współpracy.
    To trochę przykre i śmieszne jak blogi, które dopiero zostały założone mają po setki obserwatorów, piszą tandetnie i na odwal się, a do tego posiadają masę współprac byleby dostać darmowe produkty/pieniądze.
    Blog jest przede wszystkim od tego, aby się rozwijać, pokazywać ludziom swoje pasje, marzenia, tworzyć coś swojego. Współprace to tylko dodatek do naszej ciężkiej pracy. Ale niektórzy po prostu o tym zapominają…

    1. Bo chyba wszystko zależy od celu, jaki się przed sobą widzi. Z blogiem jest jak z biznesem, jeśli zakładasz go tylko i wyłącznie dla pieniędzy, a nie stoi za tym pasja, prawdziwe zaangażowanie, to nie będzie tego upragnionego sukcesu finansowego. Często dobre pieniądze są jednym ze skutków pracy nad tym, co się naprawdę kocha i chce robić. 🙂

  2. piękny post! Co prawda nie piszę ofert do firm z prośbą o współpracę ale jakość mojego bloga leży mi na wątrobie już od dawna… i zbieram się z jej poprawą a zebrać nie mogę! Dałaś mi motywacyjnego kopa, jasno i dosadnie jak to Evita umie! Dziękuje! :*

    1. Masz potencjał i ogromną wiedzę w konkretnej branży. To, co przychodzi nam najtrudniej, to wysiłek, ale warto go podejmować.
      Cieszę się, jeśli ci pomogłam.
      Pozdrawiam :).

  3. Wiesz, znam ludzi, którzy prowadzą blogi raczej po to, by dostawać jakieś gratisy niż z celem niesienia jakieś wartości. Na ich stronach pojawiają się później teksty, w których co drugim słowem jest nazwa marki danego produktu. Na swoim blogu również czasami polecam, głównie miejsca, ale robi mi się dziwnie w środku, że miałabym kogoś o coś poprosić, a później o tym napisać… Dlatego też blogi wypełnione po brzegi reklamami są dla mnie nieautentyczne. Nigdy nie wiadomo, kiedyś ktoś poleca książkę, bo jest świetna, a kiedy po prostu umowa z wydawnictwem tego wymaga…

    1. Nie ma nic złego w szczerym poleceniu usługi lub produktu, który uważamy za wartościowy. Tylko to jest rola dla osób, które mają masę wiernych czytelników. Ci czytelnicy cenią ich zdanie na dany temat, bo te osoby są w pewnym sensie autorytetem. Np blogerka- mama 5 dzieci w tym bliźniąt. Świetnie pisze i od lat ma stałych czytelników. Jej rekomendacja pewnych ułatwiających życie matki produktów czy rozwiązań jest autentyczna. Wokół blogów, które sa popularne tworzy się cała społeczność czytelników i zawiązuje się wieź z blogerem i tymi ludźmi… wtedy nie ma już miejsca na promowanie czegoś wbrew własnej negatywnej opinii. Swoich czytelników się nie oszukuje.
      A taki pseudo blog, który z założenia ma polegać na polecaniu produktów i zarabianiu na tym… w ten sposób nie budujesz zaufania i relacji z czytelnikami.

  4. Jeżeli bloger prowadzi stronę tylko dla pieniędzy, darmowych kosmetyków czy innych gratisów, jego „kariera” nie potrwa długo. Żeby to robić trzeba kochać pisać, czytać. To ma sprawiać przyjemność.
    Moje doświadczenie w blogowaniu jest niemalże równe zeru, ale jak patrzę na strony, które poświęcone są jedynie promowaniu to zastanawia mnie cel, jaki ta osoba chciała osiągnąć, zakładając swoją stronę. Dla mnie blog powinien być kopalnią wartościowych tekstów, a promowanie produktów? wyłącznie dodatkiem.

  5. Świetny tekst. Ja blogosferę obserwuję od dość dawna (napisałam o niej pracę mgr kilka lat temu), sama prowadzę bloga, ale też poznałam ten „problem”, o którym piszesz pracując dla agencji PRowej i dla jednej z modowych firm. Żebractwo to najdelikatniejsze określenie – czasem miałam wrażenie, że za bluzkę blogerki są w stanie sprzedać duszę diabłu. Oczywiście świecąc fanami i statystykami… a to wszystko przez marzenia o wielkiej sławie w internecie i mitycznej krainie wielkich pieniędzy. O pasji potrafią pisać, ale to tylko puste słowa. A szkoda.

    1. Wydmuszki. Prawdziwa pasja sama się obroni!
      Dzięki, że zajrzałaś i poświęciłaś czas na przeczytanie tekstu, zaraz pędzę do ciebie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *