Żony 40-50 letnich facetów… wyglądacie przy nich… źle!!! Wbrew pozorom tekst nie tylko o tym, co widać.

               Ja przy moim też średnio, tak dla jasności ;). Co mi odbiło? Co mi w łeb strzeliło? Ano byłam na majówce. Oczywiście blogerski świat wraca z majówkowych wyjazdów z reportażem, toną cudnych zdjęć i zalewem słodkich wspomnień, a ja dla odmiany ze zgredziałą refleksją na temat ludzi i życia w tym tzw. wieku średnim. A już najbardziej zgredziałe i irytujące wnioski mam na temat małżeństw i związków partnerskich w tym właśnie przedziale wiekowym.

          Mały B i duży P mieli na wyjeździe swoje priorytety- szaleństwa na łonie natury, wyprawy rowerowe, wariackie skoki do wody i inne takie dzikie harce, a duża (i za gruba niestety ;)) E podczas tych rekreacyjnych zajęć lub leżąc z boku na leżaczku snuła obserwacje otoczenia. Ja chyba jakaś chora, a na pewno lekko stuknięta na tym punkcie jestem, a wszystko przez liczne podróże pociągami, kiedy to pasjami przyglądałam się pasażerom i dopisywałam do ich twarzy życiowe scenariusze. Tym razem wyobraźnię trzymałam na wodzy i tylko patrzyłam, słuchałam, co się wokół mnie dzieje. Otaczały nas rodziny w rozmaitej konfiguracji ilościowej i jakościowej. Dzieci jak to dzieci… biegały, hałasowały, dyskutowały głośno, a te mniejsze tuptusie z uporem maniaka uciekały rodzicom, żeby coś z tego fascynującego świata wyrwać… choćby kawałek fugi spomiędzy płytek w restauracji.

Tymczasem rodzice… głownie milczeli, upominali i musztrowali dzieci lub się kłócili. Oczywiście nie mam na myśli wielkich awantur, tylko ton pełen pretensji i irytacji, zniecierpliwienie wobec postawy czy postępowania partnera itd. Nawet podczas małżeńskiej partyjki ping ponga było to specyficzne napięcie i wyraz twarzy mówiący- jestem tu za karę, nudzę się z nią/ z nim.

          A teraz przejdę do wyglądowego meritum… był wyraźny dysonans w stopniu zadbania o siebie panów i pań. Mężowie w większości byli dość szczupli, a przynajmniej nie otyli. Wyglądali na osoby, w których życiu jakaś aktywność lub praca fizyczna jest, ubrani na sportowo, ale gustownie. Panowie oczywiście mieli siwiznę, zakola i inne takie atrybuty wieku, ale w ogólnym rozrachunku wyglądali na normalnych, w miarę zadbanych, naturalnych facetów ok. 40, 50 lat. Małżonki w większości wyglądały natomiast… jak ich matki! Najbardziej postarza tusza, a to nie były kobiety z niemowlętami przy piersi, które jeszcze nie doszły do formy po porodzie i ciąży. Dzieci dość odchowane, środki finansowe zapewne są, inaczej nie mieszkaliby podczas majówki w hotelu ze SPA i wszelkimi wygodami, no ale chyba chęci brak… żeby włosy z rana umyć i uczesać albo spiąć, żeby założyć coś, w czym wygląda się i czuje dobrze, żeby rzęsy tuszem przejechać. Ja absolutnie nie mówię o tym, że ta kobitka ma wstać dwie godziny wcześniej i zrobić z siebie Kim Kardashian, zanim chłop jedną powiekę podniesie, ja mówię o jakimkolwiek poziomie zadbania dla siebie i otoczenia.

Schodzi owa pani z mężem wieczorem do hotelowego pubu grać w tego nieszczęsnego ping ponga i co ja widzę? Sprane getry za kolanko, za ciasna bluzka odsłaniająca fałdki brzuszne i kultowe za czasów PRL klapki gumowe Kubota na gołej stopie. Obok kroczy szczupły, wysportowany gość w dżinsach, białym t-schircie i granatowych trampkach. Pierwsze zdanie żony, jakie słyszy w owym pubie? „Mieliśmy grać, po cholerę to piwo kupujesz?”. Facet ma w oczach żal do całego świata i swojego życia, no bo wreszcie sobie wyjechał, ma wolne, długi weekend, wykosztował się na ten cholerny hotel i nawet piwa wypić nie może bez głośnego komentarza szanownej małżonki.

Jeszcze kilka lat, a może nawet nie i jego żona będzie opowiadać koleżankom, jaki to z niego prosiak, jaki cham… wymienił sobie ją na nowszy model i obnosi się ze swoim szczęściem. Przecież ona zawsze wszystko robiła dla niego, ona się starała, ona dbała o dom, dzieci, O NIEGO!!!!

STOP! Mężczyzna zawsze w końcu odchodzi od matki… do kobiety. Jeśli Ty stałaś się jego matką, wasza relacja ogranicza się do tego, że sprzątasz, pierzesz, gotujesz i pakujesz mu walizkę w delegację, on z dużym prawdopodobieństwem potrzebę akceptacji, podziwu, adoracji… zrealizuje na zewnątrz małżeństwa.

Żeby była jasność, nie uważam, że zdradę usprawiedliwia fakt, że ktoś czuł się niekochany czy nieakceptowany. Nic nie usprawiedliwia oszustwa. Znam też masę przypadków, że cudowne, mądre, zadbane i piękne kobiety były zdradzane, oszukiwane i opuszczane. Tak samo może być odwrotnie- żona zostawi przystojnego, kochającego męża. Nauczyłam się jednak pewnej mądrej zasady od mojego P, który zawodowo zajmuje się analizą ryzyka ;).

Minimalizuj ryzyko!!!

Każdy głupi wie, że jak ludzi łączą już tylko dzieci i sprawy dnia codziennego, to robi się niebezpiecznie. Rośnie ryzyko, że któraś ze stron będzie chciała się z tego układu wymiksować. Dlaczego? Bo jak człowiek ma zaspokojone podstawowe potrzeby, to chce realizować te wyższe. Jest w nas potrzeba bycia akceptowanym, podziwianym, potrzeba ciekawej, głębszej rozmowy, wzajemnego zrozumienia, samorozwoju itd. Nie ma też się co oszukiwać…. my ludzie z natury jesteśmy próżni, zatem chcemy czuć, że się parterowi/ partnerce podobamy, że nas docenia.

Podziw w oczach drugiej osoby, to pierwszy krok do zauroczenia, a potem może być naprawdę fajna, długotrwała relacja.

               Z majówki wróciłam z poczuciem, że coś mi tu z tym wszystkim nie gra. Wokół siebie mam znajome, koleżanki w tym przedziale wiekowym i to są zazwyczaj zadbane, atrakcyjne kobiety. Czy tak wyjątkowo źle trafiłam na tej majówce? Nieeee

Wysoce prawdopodobne jest, że owa pani w getrach i klapkach „Kubota” w swoim miejscu pracy jest fajnie ubraną, zadbaną babką. Ma świeże i uczesane włosy, a fałdki tłuszczu skrzętnie ukryte pod bluzeczką o maskującym ten mankament kroju. No i super! Tylko czemu, ja się pytam, podczas wyjazdu z mężem i dziećmi puściła cugle i całkowicie przestała zwracać uwagę na to, jak wygląda? Bo nie jest w pracy? Bo nie widzą jej znajomi? Nie chodzi mi o to, żeby podczas majówki latać w garsonkach i sukienkach, ale można się ubrać na sportowo i wyglądać dobrze. Nie trzeba ani wydać fury pieniędzy, ani poświęcić na to więcej czasu, by stare powyciągane rzeczy zastąpić fajnym, bawełnianym dresem dopasowanym do figury.

Tak bardzo dbamy o to, jak widzą nas znajomi, koleżanki z pracy, klienci… a w domu mamy tą najważniejszą osobę, której chcielibyśmy się podobać, z którą spędzamy życie.

Myślę, że ten mąż od partyjki ping ponga widzi w pracy koleżanki i widzi swoją jedyną, kontrast go zapewne przytłacza. Doprawmy to szczyptą małżeńskiej uszczypliwości, władczego tonu pełnego pretensji, brakiem autentycznego zainteresowania i mamy wysokokaloryczne danie, które wolimy zastąpić jednak lekką przystawką i kieliszkiem wytrawnego wina, które przyjemnie zaszumi w głowie.

               Zatem wyjdź kobieto z roli matki, bo nie to pranie skarpet i gotowanie obiadków dwudaniowych jest najważniejsze.

Ja wiem, że masz masę obowiązków, że wychowujesz dzieci, prowadzisz dom, pracujesz zawodowo, ale twój facet nie jest usługodawcą, tylko twoim partnerem życiowym. Miło jest widzieć podziw, zachwyt, czuć się kobietą? Miło… wszyscy jesteśmy próżni.

Żono 40, 50 latka…. twój mąż jest nadal atrakcyjny dla młodszych od siebie kobiet, ale on już dawno wybrał… Ciebie. Przypomnij sobie teraz, kim wtedy byłaś, jak z nim rozmawiałaś, jakim go widziałaś, za co pokochałaś bez pamięci. Uśmiechnij się do tych wspomnień i bądź piękna… dla niego i dla siebie!

 

7 komentarzy

  1. Niektóre kobiety, kiedy wyjdą za mąż, założą rodzinę, myślą, iż już nie muszą o siebie dbać. Bo po co? Po co mają się starać skoro już sobie faceta uwiązały? Siedzą więc w domku, opiekują się dziećmi i… niestety tyją. Nie twierdzę, iż kobieta zajmująca się domem nic nie robi. Jest to praca, jak każda inna. Wymaga wiele wysiłku, itd. Ale w między czasie nic nie stoi na przeszkodzie aby co chwilę otwierać lodóweczkę i sięgnąć a to po parówkę, a to po ciasteczko.
    Zauważyłam, że większość moich koleżanek z podstawówki przytyło właśnie po wyjściu za mąż! Serio ślub odbiera motywację do dbania o własne ciało? Nie mówię żeby jeść same nasionka chia, ale po prostu zachować umiar w tym, co się robi.

    Pozdrawiam 🙂

    1. Magda u mnie stan cywilny nie ma wpływu na apetyt, zawsze mam ochotę jeść non stop, wrrrrrr. A co do tycia… metabolizm drastycznie spowalnia, niestety!

  2. Przyznam szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia. I zgadzam się z Tobą, i się nie zgadzam. Z jednej strony absolutną racją jest to, że jeśli o siebie nie dbamy, nie ma się co dziwić, że przestajemy być atrakcyjne. Z drugiej jednak myślę sobie, że jeśli jest faktycznie tak, jak piszesz, czyli dość stereotypowo – ona prowadzi dom, ogarnia dzieci i w ogóle całe ich życie, może nie chce jej się chociaż na wyjeździe stać przed lustrem? Może właśnie dlatego, że ona robi to wszystko, on ma czas na siłownię, by zadbać o sylwetkę i czas, by się wystroić? Moim zdaniem to nie jest czarno-białe, chociaż nie jestem fanką „zapuszczania się” u żadnej ze stron. Fakt, codzienność i rutyna zabijają emocje w związku. Ale ja w wolnym czasie uwielbiam wyciągnięte dresy i zero make-upu. Pewnie dlatego, że do pracy wręcz odwrotnie. Nie wyglądam jak bezdomna, ale uwielbiam się od tego oderwać. Założyć wygodne ciuchy, beztrosko spiąć włosy na czubku głowy i nie zawracać sobie głowy makijażem. Nie cierpię tych wszystkich markowych ciuchów pt. rajtuzy na rower, buty takie, trykocik śmaki. A mój mąż zawsze powtarza mi, że uwielbia mnie taką naturalną, bez upiększania. Także rozumiem babki, które chociaż na urlopie chcą zwolnić i dać sobie luz. Może gdyby on pomógł w prowadzeniu domu, jej chciałoby się zadbać o pewne sprawy bardziej? Gdyby poczuła partnerstwo o wsparcie. Wyznaję zasady szeroko rozumianej współpracy 🙂 Skoro oboje pracujemy, oboje prowadzimy dom. Kropka 🙂

    1. Ja uważam, że nie ma w naszej kulturze równego podziału obowiązków i jeszcze długo nie będzie. Może jakieś 5% par ma układ naprawdę partnerski w kwestii prowadzenia domu, niestety. Zatem twoje stwierdzenie na koniec komentarza dotyczy nielicznych, garstki w morzu całej reszty.
      Kobiety same kręcą na siebie ten bat bycia idealną panią domu, perfekcyjną matką, opiekuńczą „mamuśkującą facetowi” żoną, a potem płacz i zgrzytanie zębów, że nie ma czasu o siebie zadbać.
      Co do dresu i kucyka… kochana mam identycznie. Też uwielbiam luźny, sportowy styl, do fryzjera idę za kare, ufarbować odrosty, kosmetyczki nie widziałam na oczy kilka lat. Ba, ja nawet do pracy często wpadam w dżinsach, trampkach i koszulce i muszę walczyć o miejsce w stadzie, idąc szkolnym korytarzem, bo mnie młodzież nie zauważa i spycha pod ścianę łokciami ;).
      Ja cię doskonale rozumiem, tylko dres, a dres to różnica :P.
      A co do tych mężów zapewniających żony- kocham cię taką jaka jesteś, dla mnie nie musisz się stroić i inne takie teksty…. ojojojoj za dużo już takich widziałam potem w separacji lub pod pachę z nową- niestety mniej naturalną samiczką ;).
      Nawet jeden przez lata wbijał mojej przyjaciółce do głowy, jak to on nie cierpi blondynek i patrzeć na nie nie może, po czym zerwał zaręczyny dla jednej takie z blond czupryną. Ech, ja tam w to ich uwielbienie naturalnego piękna i dresu nie wierzę… na etapie tańca godowego i hormonalnej karuzeli, to owszem, kochają cię w dresie, piżamie w kratę i nawet worku pokutnym, potem, bywa różnie!

  3. W takim razie lubię myśleć, że mam wyjątkowe szczęście 🙂 Minęło nam 10 lat od tańca godowego i naprawdę mamy partnerski podział obowiązków… Czuję się zatem jeszcze szczęśliwsza i bardziej doceniam, co mam! 🙂 Zdecydowanie zgadzam się z tym, że kobiety często same wskakują w kalosze „mamusi”. Uwarunkowane społecznie? Genetycznie? Kulturowo? Diabli wiedzą, ja natomiast zrywam z tymi stereotypami. W czerwcu jadę na urlop, będę wypatrywać i dam znać, jakie są wyniki moich bacznych obserwacji 😉 Ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *