Pomagać? Nie pomagać? Tam? Tutaj?

               Podziwiam ludzi, którzy mają takie konkretne, ugruntowane poglądy na dany temat. Najczęściej w kwestiach fundamentalnych. Ta pewność poglądów musi dawać niesamowite poczucie bezpieczeństwa i siły wewnętrznej. No bo taki ktoś się nie miota, nie wątpi, nie analizuje poglądów innych.

A co się dzieje ze mną? Zalewa mnie fala emocji i uczuć, gdy słucham, czytam… opinie i komentarze. Raz słyszę głos rozsądku, innym razem krzyczy serce… kobiety, matki, córki, pedagoga, ale przede wszystkim… człowieka.

Nie wiem jak ty, ale ja mam z tym światem obecnym wielki dylemat. Terroryzm… serwisy informacyjne raczą nas widokiem ofiar zamachów, słuchamy o dzieciach rozjechanych przez tira, o kobietach i mężczyznach ugodzonych nożem tylko za to, że są mieszkańcami Wielkiej Brytanii.  Słyszymy o nastolatkach, którzy nie mieli szansy wyjść żywi z koncertu amerykańskiej gwiazdki pop, bo odłamki pocisku dotarły tam, gdzie nie powinny… by te dzieci mogły żyć, dorastać i budować kulturę, której jestem przecież częścią.

Jestem tak samo przerażona, jak ty. Przecież bywam (ja i moi bliscy) na lotniskach, na koncertach, festynach. Przecież mój szwagier cały czas jest w samolocie lub na lotnisku lub w Dubaju, Egipcie itd. Mam rodzinę i znajomych w Dublinie, Londynie, Chicago, Paryżu, Monachium. To bliski mi świat, to mój świat. Mieszkam w Europie środkowo- wschodniej, mieszkam w kraju, który oficjalnie nie jest krajem wyznaniowym, ale jest krajem katolickim i choćbym nie wiem jak czuła się wątpiąca, niewierząca itd., to większość wartości chrześcijańskich jest tożsama z systemem etycznym miejsca, w którym żyję. Taka jest prawda… Polacy ateiści, agnostycy, czy wszelacy inni…. wartości chrześcijańskie pulsują w waszych tętnicach. Możemy chować bliskich bez udziału księdza, możemy brać tylko cywilne śluby i nie posyłać dzieci na lekcje religii, ale… punkt zbieżny naszego kodeksu etycznego jest i zawsze będzie w tym samym obszarze. Kultura miejsca, w którym się urodzili i wychowali nasi przodkowie i my… najlepszym przykładem jest moja tatarska rodzina. Wyznają islam, ale kulturowo i etycznie są Polakami, Europejczykami, asymilacja w ich przypadku jest 100%… no tak, tylko na to potrzeba wielu lat i pokoleń.

               W czym problem? Skąd ten wpis? Od ok. 10 lat regularnie wspieramy z P Unicef Poland. Raz na kwartał sprawdzam aktualne potrzeby fundacji i w miarę możliwości pomagamy. Nigdy nie mamy wątpliwości, bo zbiórki Unicefu dotyczą potrzeb dzieci… szczepienia, odżywki, wyprawka szkolna, łóżka, moskitiery, leki, opatrunki. Czy to są potrzeby dzieci z Afryki czy z Azji… to nie ma znaczenia.

Dziś przeżyłam szok… Unicef ogłosił zbiórkę na dzieci poszkodowane w Syrii. Niestety przeczytałam komentarze na FB. Niestety. Poziom nienawiści i sprzeciwu wobec tej akcji jest powalającya- „wyhoduj sobie małego terrorystę, bądź sponsorem śmierci kilkunastu Europejczyków za kilkanaście lat, te dzieci to pomiot kozojebców, pomagaj debilu dzieciom w Polsce”.

Hmmm, debilka pomagam dzieciom w Polsce, spłacam dług „dobrego do tej pory życia” regularnie. Poziom empatii mi nie spadł, poziom świadomości problemów wokół mnie również, umiejętność logicznego, rozsądnego myślenia też.

Czy zatem jako obywatelka Polski powinnam odmówić pomocy syryjskim dzieciom, bo kręcę bicz na własne dziecko, które teraz siedzi obok mnie i patrzy z ufnością w przyszłość? Czy pomogę komuś, kto kiedyś jemu odbierze zdrowie lub życie?

Wobec takich pytań… chciałabym mieć ten jasny, jednoznaczny ogląd sytuacji i moich poglądów, chciałabym bez wahania stwierdzić- tak lub nie!

Gdy powiedziałam P o komentarzach na FB i moich dylematach, on popatrzył na mnie z uwagą, przysiadł do komputera i za chwalę powiedział mi, że sprawa załatwiona… jak zawsze. Wspieramy Unicef, tym razem pomagamy dzieciom, ofiarom wojny w Syrii. Powiedział… to są małe dzieci, nie ważne, kim się staną, tego nie wiemy. Nasz syn też może zrobić rzeczy, które dziś nawet nam się nie śnią. Dziś to są tylko dzieci, które urodziły się w kraju, gdzie jest okrutna wojna. Tak jak kiedyś… mali Polacy, tak jak np. twój tata. Właśnie… gdy kończyła się wojna, mój ojciec był małym chłopcem, bawił się z kolegami odłamkami pocisków moździerzowych.

Unicef powstał w 1946 roku z inicjatywy Polaka, Ludwika Rajchmana- bakteriologa i działacza społecznego i pierwsze transporty humanitarne tej organizacji dotarły właśnie do Polski. Kraju zrujnowanego przez wojnę, kraju, gdzie dziesiątki tysięcy sierot potrzebowały pomocy. Przez kilkadziesiąt lat Unicef pomagał polskim dzieciom. Kilkanaście lat temu Polska została przez ONZ uznana za kraj wysokorozwinięty i wtedy zmieniła się polityka fundacji względem naszego kraju.

Dziś ja jestem mieszkanką kraju wysokorozwiniętego, jestem wybrańcem losu. Zawsze w jakiejś części świata cierpią dzieci- osoby bezbronne i słabe.

P nie miał wątpliwości, nie zastanawiał się nawet przez chwilę i wiesz co? Naprawdę nie obchodzi mnie to, czy moi bliscy wierzą w Boga, czy nie, czy praktykują, czy nie, czy wątpią, czy są pewni. Nie interesuje mnie też ich sympatia polityczna ani poglądy w tym zakresie. To są po prostu dobrzy ludzie.

Słowa… bywają piękne, ale liczą się czyny, liczy się to, jak żyjemy!

Dotarło do mnie, że najtrudniej ma człowiek środka. W tak fundamentalnych sprawach musimy bić się z myślami, konfrontować różne opinie. Nie potrafimy zwyczajnie usiąść do komputera i z całą pewnością kliknąć- wykonaj przelew. Nie potrafimy bez oporów nauczyć się po arabsku powitania, by mamie małej Zahry, gdy odprowadza ją do przedszkola… było bardziej swojsko, by czuła się akceptowana przez innych rodziców.

               Już późna noc, a ja nadal myślę o tym, co bez wahania powiedział mój mąż- przecież to są dzieci. W Syrii jest wojna… u nas też była i być może znów będzie. Nie mam wątpliwości, jakie stanowisko w tej sprawie miałby Ten, który jest najbardziej miłosierny.

 

9 komentarzy

  1. Mąż miał rację pomagać ale tam na miejscu. Nie wiadomo co z nich wyrośnie ale czy ktoś wiedział co wyrośnie z Brevica w Szwecji ? Jestem za pomocą, ale nie za relokowaniem ich u nas.

  2. Dobro i prawda bronią się same 🙂 choć czasem w natłoku informacji opinii i emocji nie jest to takie oczywiste jak być powinno. Czytałem kiedyś o człowieku, który w czasie II wojny światowej na froncie zachodnim wśród eksplozji i strzałów wyciągał rannych z pola walki – i choć był członkiem jednej z armii, ratował bez różnicy – ludzi w jednych i drugich mundurach. Czytałem też o szpitalach w Syrii w których leczą rannych obu stron konfliktu. W obu przypadkach to już nie są dzieci – pomagając dzieciom można zawsze sobie powiedzieć, że może gdy dorośnie, będzie dobrym człowiekiem. Że nie będzie „taki”. Ale gdy mamy pomóc tym którzy są twardo zdeklarowani po stronie tych „złych” wtedy już nie jest tak łatwo. Mnie oba te przykłady powyższe przypominają, że to jest przede wszystkim człowiek. I dobro dla człowieka nigdy nie jest niesłuszne ani zmarnowane.

    1. Piękne to ostatnie zdanie Twojego komentarza, ale i takie niepojęte. Świadomie pomagać wrogowi, komuś, kto stanowi lub może stanowić dla nas realne zagrożenie to jest chyba na siły wyjątkowych jednostek, wyjątkowych ludzi. Kiedy tata opowiada mi o wojnie, zawsze podkreśla- to nie był czarno- biały świat złych Niemców i dobrych Polaków. Wśród jednych i drugich byli ludzie i „zwierzęta”.

      1. Tata dobrze mówi. Choć w jednym jest jeszcze gorzej – łatwo byłoby powiedzieć „zwierzęta” i przestać widzieć w nich ludzi. A jednak dalej nimi są – co piękne i straszne zarazem. Ale w sumie – odpowiadając złem na zło można sprawić tylko że będzie jednego wroga mniej. Tylko przez dobro można sprawić że wróg przestanie być wrogiem.

  3. Też ostatnio sporo rozmyślam na te tematy i mocno buntuję się na hasła „Polska tylko dla Polaków”. Jeśli tak, niech Polacy wrócą z Niemiec, Wysp, Stanów i siedzą w swoim kraju. My też jako naród uciekaliśmy przed wojną gdzie się dało i nikt nas nie wyrzucił. Nie można na podstawie wyznania wrzucać ludzi do jednego wora… jesteśmy Państwem katolickim, kościół miesza się w politykę…. ten sam kościół, którego nauka uczy miłości do bliźniego i tolerancji, szerzy nienawiść i zamyka się na ludzi… a Polacy pod sztandarami kosciola krzycza w marszach rasistowskie hasla… pomagajmy ludziom, nie muzulmanom, zydom, czy katolikom, a ludziom, ktorzy nas potrzebuja… dobro zawsze wraca ze zdwojona sila 😊

    1. Chyba najważniejsze… to się nie nakręcać. Ja bardzo boje się skrajności, radykalizmu we wszelkiej postaci. Z tego rodzi się agresja i sieje żniwo, zaślepia. Jestem człowiekiem środka i zawsze byłam… w dzisiejszych czasach to chyba taki najgorszy typ człowieka, najmniej wartościowy w oczach tych przekonanych w 100% do swoich racji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *