Żyjemy w czasach terroru! Miej to w dupie!

Bynajmniej nie będzie o terrorystach z ISIS czy jakichkolwiek innych. Nie będzie o strzelaniu do ludzi ani wysadzaniu się wśród nich, coś innego nas rozsadza… tak od środka.

Żyjemy w czasach, gdy musisz pasować do schematu, musisz wbić się w garnitur bycia takim, jak świat oczekuje. Przyznaj się, że nie raz nerwowo się rozglądasz, czując, że robisz coś, co nie wypada. Siedzisz na leżaku i nie potrafisz spokojnie sączyć piwa, bo przecież ktoś zaraz powie, że masz dziecko pod opieką, a jak się coś stanie? W ogóle, to twoje dziecko nie powinno wchodzić do wody, bo za zimna, bo brudna, bo dno niepewne, bo nóż widelec stanie na otwartej małży i krew się poleje ;).

W ogóle, to jakim prawem w majtkach, a gdzie super kąpielowy outfit twojej pociechy? Gdzie dmuchane kółko i ekstra zabawki do piasku- jakim prawem śmie brać do reki czyjąś łopatkę??? O, no! Na pewno ten typ nieokrzesany wyrośnie na przestępcę.

Przychodzi pora obiadowa i nagle idealne matki i żony wyciągają termosiki i pudełeczka, gdzie piętrowo ustawione mamy, co następuje- rybka ugotowana na parze, kalafiorki, brokułki, ziemniaczki. Do popicia tylko woda!!! Woda z butelki, woda z fit termosika, woda z filtrem, woda izotoniczna ewentualnie. No cóż. Niepewnym krokiem niesiesz w stronę swojego koca grillowane kiełbaski i (o zgrozo) frytki! Napychacie się tym niezdrowym, tłustym fast żarciem i jedyna satysfakcja dla ciebie, to zazdrosne spojrzenia okolicznych tatusiów i mężów, bo im tak zapachniało, a tu trzeba wykałaczką resztki zdrowej rybki z zębów wygrzebać.

To tylko przykład z życia wzięty, ale tego terroru mamy pełno, w każdej dziedzinie życia. Musimy być idealni i mieć idealną rodzinę.

Musimy być wszyscy wysportowani, jeść super zdrowo i bawić się zawsze z umiarem. Nasze dzieci muszą być GRZECZNE i robić na wszystkich wrażenie. Muszą uczęszczać na masę zajęć dodatkowych i uczyć się języków. Trzeba się umawiać na tzw. play-day, czyli aranżowane spotkania z kolegami i koleżankami i skakać wokół małej dziatwy, serwując własnoręcznie upieczone muffinki- koniecznie z ekologicznej mąki razowej.

A my? No oczywiście też mamy prawo do życia towarzyskiego, to nawet wskazane, bo posądzą cię o niezdiagnozowany w zamierzchłych czasach Zespół Aspergera. Mile widziany weekend ze znajomymi i ich dziećmi za miastem, ewentualnie wspólne grillowanie. Panowie obracają mięska, sącząc trunki, a panie skaczą wokół swoich dzieci, jak wariatki. Może kanapeczkę, może soczek wyciskany, a może pobawimy się wszyscy w chowanego? Pokłóciliście się? Ojej, to nieładnie, powiedz kochanie do Kubusia- przepraszam. Potem siadają do stołu i jedzą szybko, co im tam dali, bo przecież obowiązek animatora zabaw wzywa! Alkohol? Zapomnij, tego typu imprezy masz już za sobą kobieto! Ktoś tu musi być trzeźwy, jak sobie dziecko głowę rozbije, co jest niemożliwe, gdyż matki śledzą każdy ruch i przewidują każde niebezpieczeństwo, jakby dziecko mózgu nie miało.

Od czasu do czasu musicie wyjść sami- ty i on, tak dla zdrowej relacji i dobrego wizerunku związku. Kolacja w dobrej knajpie, kino, spacer i takie tam. Koniecznie fotki jedzenia i splecionych dłoni na Fejsa!!! Niech świat wie, że celebrujecie bycie parą… nadal, pomimo upływu lat i dzieciarni w domu. Nawet się nie wygłupiaj, by iść z mężem do pubu, klubu muzycznego itd. To nie dla was, to by nawet głupio było się przyznać przed tymi idealnymi znajomymi, że wam rozum odebrało i zachowujecie się jak nastoletnia brać z gimbazy.

Teraz wyjścia solo- uuuuu to już bardzo drażliwy temat. Oczywiście nie solo w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale bez małżonka i bez dziecka i bez teściowej, mamy, taty, brata i jakiegokolwiek członka twej zacnej familii. No dobra, jest okazja, coś tam świętujecie ze swoimi współpracownikami, spotykacie się tłumnie w jakimś umówionym miejscu. Niech ci będzie, raz na jakiś czas.

No ale tak po prostu idziesz w sobotę z koleżankami na drinka? Co??? Przecież ty masz rodzinę, męża, dziecko i swoje lata! I ty tak potrafisz nie myśleć o nich, tylko sobie gadać do północy o pierdołach?

Nieeee, to ty się na matkę i żonę absolutnie nie nadajesz!

Dopiero niedawno zorientowałam się, że jest masa tych idealnych rodzin wokół mnie. Usłyszałam od nowo poznanej znajomej, jak to ona sobie nie wyobraża pewnych rzeczy i co jest jej zdaniem nie do pomyślenia. Zobaczyłam karcący wzrok, gdy śmiałam dać dziecku smakową wodę mineralną, a nie zwykłą. Od innej usłyszałam, że to skandal… nie brać udziału w przedszkolnych konkursach dla dzieci i ich rodziców.

I wiecie co? Mam to głęboko gdzieś. W piątek podczas przedszkolnej wywiadówki idealne matki (wiele z nich nie pracuje) zaczęły wzdychać, jak to ja mam fajnie… zaczynam wakacje. No chyba tak wypada- zazdrościć nauczycielowi tych cholernych dwóch miesięcy wolnego. Ja z uśmiechem orzekłam- owszem, zaczynam wakacje, dziś wieczorem wychodzę to uczcić i zamierzam się świetnie bawić do białego rana. 😉

Ich spojrzenia wyrażały wszystko- pogardę, zazdrość, zakłopotanie, niedowierzanie. Jedna z pań powiedziała tylko- taaaaa, do rana, chyba w snach. No i tylko nieliczni wiedzą, czy mówiłam prawdę, czy to była ściema, żeby wkurzyć mamuśki. 😉

 

               A teraz chciałam podziękować moim „normalnym” znajomym właśnie za to, że są normalni i nie oceniają na każdym kroku i nie terroryzują o wszystko. Cudownie, że mam koło siebie matki, które jeszcze potrafią być też kobietami, przyjaciółkami i współtowarzyszkami doli i niedoli.

Dziś jedziemy ze znajomymi nad jezioro i nasze dzieci będą pływać w zimnej wodzie, wytarzają się w piachu, a potem zjedzą smażone kiełbaski. A my… zapewne napijemy się zimnego piwa i zwyczajnie będziemy gadać. Nie o tym, kto ile wydał lub wyda na wakacje, nie o tym, które dziecko już płynnie mówi po angielsku i do jakiej szkoły już jest zapisane. O życiu! Prawdziwym życiu, a nie tym w wersji idealnej.

 

Fajnej niedzieli… niekoniecznie skrojonej na miarę oczekiwań świata. Takiej dla Was fajnej!

 

 

2 komentarze

  1. Grunt to mieć dystans i swoje wywody schowac dla siebie, ugryzc sie w jezyk, gdy trzeba. Czasami ludzie nie potrzebnie sie wszystkiego doszukuja u innych, jakby to miało sprawić,że staną sie idealni.

    1. Nika taką skłonność ma chyba każdy z nas niestety. Ja sama ostatnio przyłapałam się na moralizowaniu… jak to ja bym zrobiła na czyimś miejscu! Po czasie dopiero dotarła do mnie refleksja, że tak się nie robi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *