„To moje życie”. Kim on jest?

3

– Diana skąd ten catering? Jedzenie jest boskie, a drinki jeszcze lepsze- paplała podekscytowana jak zawsze Monika.

               – Z nowej azjatyckiej knajpy, nie ważne. Czy ten Tomek musi wszędzie za tobą łazić?

               – A co on ci przeszkadza? Przecież nie za tobą łazi tylko za mną.

               – No, powiedzmy – fuknęła Diana.

               – Lubię go, jest boski we wszystkim, w zasadzie to się chyba w nim zakochałam – powiedziała Monika i parsknęła głośnym śmiechem.

               – Ty się zakochujesz regularnie z każdym nowym sezonem. Może tak i lepiej, niż prowadzić życie zakonnicy. Zróbmy coś z tą naszą Alką.

               – Alicja? Nasz święta Alicja? Ona jest tak nudna i nijaka, że szukanie jej faceta to prawie bycie masochistą – Monika przechyliła kieliszek wina i łapczywie wypiła do dna, znów rechotała jak wariatka.

               – Alka to ładna i inteligentna babka, do niej pasowałby ktoś spokojny, poukładany, wierny. Tylko takich to już chyba nie ma.

               – No ba, szkoda czasu na to. Zresztą niech sama o siebie zadba, może ona ma w dupie facetów i dlatego jest taką wierną przyjaciółką?

               – Jesteś pijana wariatko, na razie – Diana wzięła mały talerzyk z przekąskami i oddaliła się w kierunku innych gości.

Monika stała chwilę zamyślona. Coś nagle kazało jej odstawić wino i uważnie przyglądać się przyjaciółce Alicji, która właśnie rozmawiała z Tomkiem. Widziała, że ona go nudzi, Ala nudziła chyba każdego faceta. Trudno było cokolwiek o niej powiedzieć, bo we wszystkim była taka zwyczajna, przeciętna. Z drugiej strony ciężko było jej coś zarzucić. Oddana przyjaciółka, zawsze gotowa do pomocy. Dobra powierniczka trosk, na tyle dyskretna, że bez obaw można było powierzyć jej największe obawy i tajemnice. Monika traktowała ją trochę jak mebel, dodatek do swojego otoczenia i życia, nieszkodliwy i całkiem nie zachwycający. Jedyne, co ją lekko irytowało  to fakt, że Diana miała do niej ewidentną słabość. Przyjaźniły się dłużej, w zasadzie od zawsze Ala była u boku Diany, jak wierna służka i doradczyni królowej. Diana jej ufała bezgranicznie i to najbardziej wkurzało Monikę.

               – Przecież to ja jestem idealna, by być jej przyjaciółką – myślała zniesmaczona.

Przyglądając się Ali, nagle stanął jej przed oczami Wiktor.

– Tak samo nudny i nijaki. Zawsze rozsądny i zawsze wie, co kiedy należy powiedzieć. Pan idealny, szkoda, że nadal liże rany po śmierci żony, bo chętnie bym  ich sobie przedstawiła. Państwo nikt. Może Alka zajęłaby się swoim życiem i odkleiła wreszcie od Diany – myśli krążyły jej w głowie, a wino wirowało tam równie mocno.

Znów spojrzała na salon, Tomasz nie rozmawiał już z Alą, tylko krążył z drinkiem w dłoni i się intensywnie rozglądał. Monika wróciła na ziemię i zalotnie się uśmiechnęła.

               – Już idę do ciebie Kotku – pomyślała i chciała ruszać naprzód.

Tomasz jednak podszedł nagle do Diany, objął ją ramieniem i coś szeptał do ucha. To jej szukał. To dla niej tam był.

               – Co ta kobieta w sobie ma? – myślała Monika, już chyba po raz setny w życiu zadając sobie to samo pytanie.

4

Wciąż o nim myślała. Niedorzeczny był fakt, że żonaty facet, do tego dość gburowaty i kompletnie nią nie zainteresowany, tak bardzo zajmował jej myśli. Dianę ogarniała panika, bo przecież jej się takie rzeczy nie zdarzają. To ona jest specjalistką od zawłaszczania cudzych głów i cudzego życia. Jej egzystencja jest autonomiczna i nietykalna.

Zwlokła się z łóżka i usiadła przed lustrem. Spała zdecydowanie za krótko. Odwodniona, przesuszona cera, delikatnie opuchnięte powieki.

               – Cholera, jak ja będę wyglądać na dzisiejszym nagraniu – pomyślała i mozolnie ruszyła pod prysznic. Chłodna woda spływała po jej twarzy, długich, jasnych włosach i zgrabnym ciele. Nagle zakręciła kurek, pochyliła się i próbowała złapać oddech.

– Znów się to dzieje. Dusząca gula w gardle, zawroty głowy, za chwilę się uduszę – myślała spanikowana.

               –  Co mi jest do diabła?

Usiadła, oparła się o ścianę i zaczęła płakać. To nie może się jej przytrafić. Nie jej. Ona jest zdrowa, robi karierę i nie ma czasu na nic, co mogłoby jej teraz przeszkodzić.

               – Kiedy to się właściwie zaczęło? – myślała intensywnie, przymknęła oczy i przypomniała sobie dzień, gdy poznała Adama.

To był moment, gdy Diana była już znaną blogerką i testerką nowości kosmetycznych. Dla jednej z firm narywała tutorial z udziałem modelki. Sylwia była młodą, niezwykłej urody dziewczyną, do tego była sympatyczna i współpracowała doskonale. Pod koniec nagrania pojawił się mężczyzna, który uważnie przyglądał się wszystkiemu. Diana myślała, że to ktoś z ekipy montażowej lub właściciel wynajętego przez firmę lokalu.

               – To mój mąż Adam. Zawsze odbiera mnie z sesji i odwozi do domu – powiedziała z uśmiechem Sylwia.

               – Miło mi, Diana – uścisk dłoni i krótka wymiana spojrzeń – twoja żona to profesjonalistka i do tego taka urocza.

               – Wiem, z kim się ożeniłem, starannie przemyślałem wybór – odpowiedź Adama wydała się Dianie dziwna i niebyt grzeczna. Czuła jakąś agresję ze strony tego mężczyzny.

Sylwia oddaliła się do miejsca, gdzie mogła się przebrać, a Diana stała skrępowana naprzeciwko jej męża i nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. Pierwszy raz się tak czuła.

Na szczęście Adam zupełnie normalnie, nawet z lekkim uśmiechem zaczął opowiadać Dianie o tym, że jego żona jest sporo od niego młodsza i zupełnie nie zna się na sprawach biznesowych, on musi wyrabiać drugi etat jako jej menadżer, a ma i tak masę pracy w swojej firmie.

               – Sylwia ma szczęście, że ktoś taki jak ty dba o jej sprawy zawodowe, trzyma rękę na pulsie – rzekła z uśmiechem, a on to odwzajemnił.

               – A kto dba o ciebie i o twoje sprawy? – zapytał tak pewnie i bez skrępowania, jakby znali się od dawna.

               –  Świetnie sobie ze wszystkim radzę, sama.

               – Taka kobieta jak ty, sama? – jego wzrok był wbity w nią jak wzrok lwa, który zaraz zaatakuje ofiarę. Diana roześmiała się, by rozładować napicie i móc uciec spojrzeniem w inną stronę.

               – Znam kilku takich, którzy chętnie zajęliby się mną i moją karierą nawet, ale nie, dziękuję. Zawsze mogę liczyć na wsparcie przyjaciół, bliskich, ale przede wszystkim polegam na sobie – stwierdziła pewnym głosem.

Adam podszedł bliżej i znów utkwił w jej oczach ten sztylet, który nie pozwalał uciec.

               – Mylisz się Diano, każda kobieta do kogoś należy i niedługo przekonasz się, że mam rację.

Czuła dreszcz, który przeszedł od karku aż po pięty. Na szczęście pojawiła się Sylwia i oswobodziła ją z tej osobliwej lwiej paszczy. Adam objął ramieniem żonę, pocałował w czoło i zwrócił się do Diany, wyciągając dłoń – do zobaczenia, naprawdę miło było cię poznać.

               – Do zobaczenia, jeśli jeszcze będę miała kiedyś okazję współpracować z Sylwią, to być może znów się spotkamy – odparła Diana i uścisnęła mu dłoń. Pożegnała też serdecznie młodą modelkę i stała tak na środku sali, patrząc, jak techniczni zwijają sprzęt, gaszą światła.

Czuła się naprawdę dziwnie i była przekonana, że wolałaby już nigdy więcej nie spotkać tego człowieka. Paradoks… od tamtego dnia niemal cały czas o nim myślała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *