„To moje życie”

1

                 – Chcę mieć takie ciało, jak manekiny ze sklepów z bielizną – pomyślała Diana – będę budzić podziw mężczyzn i z pozoru nieszkodliwą zazdrość kobiet, tych grubszych, bardziej zaniedbanych, bo mają mniej czasu, mniej pieniędzy i mniej charakteru niż ja – uśmiechnęła się ukradkiem i przygryzła dolną wargę, na krawędzi zębów pojawił się ślad czerwonej szminki. Była świadoma, jakie wrażenie robi na ludziach w swoim otoczeniu, ale pragnęła jeszcze większego uwielbienia.

Kobiety zazdrościły jej wszystkiego, była wolna, piękna i miała pracę, która sprawiała jej satysfakcję i  przynosiła niebagatelne zyski. Za jej plecami szeptały – nic nie robi, a pławi się w luksusie, co to za praca to pisanie o kosmetykach, ubraniach i dodatkach, próżna idiotka, w prawdziwym zawodzie by się w życiu nie sprawdziła. Mężczyźni po kryjomu śledzili jej profil Insta i zdjęcia na blogu, ale w oficjalnych okolicznościach przytakiwali partnerkom, że Diana to jakaś wariatka i w ogóle taka jakaś zrobiona, wystylizowana. Tylko jeden nieustannie, od kilku lat konsekwentnie do niej wzdychał i to w każdych okolicznościach. Tomasz… młody, błyskotliwy, zadbany i ambitny. Menadżer w banku, który powoli, acz konsekwentnie pnie się w gorę po drabinie awansu. Znają się od kilku lat, kiedy to obsługiwał Dianę jako klientkę VIP i musiał zaspokoić wszystkie jej potrzeby, a na tym znał się doskonale. Patologicznie uwielbiał dogadzać kobietom, nadskakiwał, rozpieszczał kolejne partnerki, po czym ku zdziwieniu otoczenia jego związki nagle się rozpadały w drobny pył.

               – Kolejna idiotka, która nie rozumiała sensu naszej relacji – myślał – zachciało jej się wtłaczać mnie w rolę statystycznego Kowalskiego, który ma zamienić romantyczne wypady za miasto na weekendy z jej rodziną przy grillu albo z bandą dzieciaków w wesołym miasteczku pełnym hałasu i tandety.

On czuł się wybornie na etapie zdobywania i celebrowania zdobyczy. Ślizgał się po powierzchni i nie oczekiwał zobowiązań, a już w najmniejszym stopniu sam by ich nie powziął. Diana była jego niespełnioną fantazją, choć zdarzało mu się opowiadać, że spełnioną. 😉  Stale zabiegał o bycie w jej bliskim otoczeniu. Do tego stopnia, że wszedł w zażyłą relację z jej znajomą Moniką. Wiedział doskonale, że ta mała, słodka bywalczyni imprez wszelakich zabierze go tam, gdzie będzie ona. Dzięki Monice znalazł się w kręgu najbliższych znajomych Diany i miał okazję grzać się w jej blasku, jak wielu innych ludzi dookoła.

                 – Idziemy dziś do Diany świętować jej wielki sukces?

                 – Niby jaki?

             – No kochany, podpisała pierwszy, długoterminowy kontrakt z luksusową marką kosmetyczną. Wyobrażasz sobie? Zostanie twarzą marki! Może nawet zostanie prawdziwą celebrytką!

                – Nie przesadzaj, to trochę śmieszne, że tak się tym ekscytujesz. Wolę ciebie w moich ramionach, niż Dianę na okładkach gazet – przyciągnął ją do siebie i pocałował – Monika odwzajemniła pocałunek, po czym szybko wyrwała się z jego uścisku, mówiąc – jesteś uroczy, ale nie mamy czasu, przyjedź po mnie o 20.00 i kup po drodze jakieś dobre wino, najlepiej… białe wytrawne – powiedzieli oboje w jednym momencie. I on i ona doskonale wiedzieli, co lubi Diana, oboje ją uwielbiali, jak wielu innych ludzi dookoła.

2

Maja była ślicznym dzieckiem z dużymi, smutnymi oczami. Odbijały tęsknotę od dwóch lat, od śmierci jej matki. Powoli w pamięci dziecka zacierał się jej zapach, ciepło rąk, głęboka zieleń oczu i niesłychanie dźwięczny, spokojny głos. Jej jedynym światem i oparciem był ojciec. Układał jej ten świat najlepiej, jak umiał, mimo wszystko nie był matką, nie śpiewał tak kołysanek i nie zaplatał takich warkoczyków. Nie pamiętał imion jej przyjaciółek i nie rozróżniał księżniczek Disneya. Wiktor był typem introwertyka, a od śmierci żony jego egzystencja ograniczała się do pracy zawodowej oraz dbania o dom i córkę.

Nigdy nie pozwolił sobie na rozpacz, choć śmierć Anny przyszła tak nagle i tak niewiarygodnie. Właściwie jej okoliczności do dziś nie zostały wyjaśnione, a w aktach sprawy widnieje adnotacja – możliwy udział osób trzecich. On ani nikt z ich otoczenia nie wyobrażał sobie,  że Anna mogłaby sama targnąć się na swoje życie. Taka mądra, kochająca kobieta. Spełniona zawodowo i rodzinnie. Taka szczęśliwa. Wiktor nie jest wylewnym facetem, ale był w niej bezgranicznie zakochany i każdy widział, że patrzy na nią tak, jakby wczoraj ją poznał i pokochał od pierwszej chwili. Mogła czuć się bezpiecznie i dobrze, bo był on. Była lubiana i uważana za spokojną i rozsądną kobietę. Dogadywała się z każdym, no może poza szwagierką Moniką, która w jej oczach była trzpiotką i wiecznie niedojrzałą emocjonalnie nimfomanką. Pomimo tej odmienności natury i usposobienia starały się zachować poprawne relacje. Maja była owocem wielkiej miłości i cudowną, mądrą dziewczynką.

Zatorscy byli normalną, spokojną rodziną…  tylko dlaczego Annę znaleziono martwą wczesnym wieczorem, w firmowej toalecie? Wisiała na pasku torebki przywiązanym do klamki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *