Rok szkolny 2017/2018 niczym rwący przypływ.

               Gdyby pójść w takie upierdliwe metafory, to stoisz sobie nad brzegiem morza, a fala delikatnie łaskocze twoje palce, oblewa stopy, już czujesz jej chłód, ale nie zdajesz sobie sprawy, jaka potrafi być silna, co potrafi zrobić w momencie gwałtownego przypływu. Każdy z nas zna ten żywioł, który daje milionom tyle wakacyjnej radości, a innym odbiera zdrowie, a nawet życie. No właśnie… jednych coś zachwyca, innych krzywdzi. Niestety tak rzecz wygląda, jeśli chodzi o reformę edukacji.

               Polskie szkoły są na etapie organizowania się do nowej rzeczywistości.  Rodzice i uczniowie nie widzą tej szaleńczej walki, która już się odbywa i bardzo dobrze, że nie widzą. Szkoły podstawowe łączą się z gimnazjami, w ekspresowym tempie powstają koncepcje nowych dokumentów, trwają drobne remonty, lokalne „przeprowadzki”, tworzenie nowych sal, pokoi nauczycielskich- by pomieściły tak liczne grona pedagogiczne. Biblioteki przygniecione setkami podręczników nadają im numery, pieczęcie, wprowadzają do systemu, do tego potrzebna jest solidna drużyna wprawionych rąk i oczu, wtedy praca jakoś idzie do przodu. Wielu nauczycieli nadal nie wie, kogo będzie uczyć, w jakim wymiarze, inni walczą o uzupełnienie etatu w dodatkowych placówkach, jeżdżą na rozmowy, próbują dogadać się w kwestii zgrania planów lekcji w kilku szkołach.

Jednak nie o nauczycielach jest ten wpis, my jesteśmy dorośli i sobie poradzimy, jedni lepiej, inni gorzej, ale większość  z nas zostanie w zawodzie, bo kocha to, co robi… bez względu na kolejne reformy i zawieruchy. Ten wpis jest o uczniach, którzy tracą, którzy już 4 września boleśnie odczują tę zmianę.

            Każda reforma burzy porządek, podcina filary, na których stała placówka. Pierwszą rzeczą, która uderzy w ucznia są zmiany kadrowe. Są w polskich szkołach klasy, którym zmienia się niemal wszystko- wychowawca, nauczyciele przedmiotów, zajęcia dodatkowe, godziny nauki, wszystko. Zdrowe dziecko ze zmianą sobie szybko poradzi, ale są dzieci, dla których to będzie koniec ich szkolnego, ustabilizowanego życia. Chłopiec z Zespołem Aspergera cały rok uczył się nowej szkoły, nowych nauczycieli, nowych zasad, nie było mu łatwo, ale jakoś ten świat sobie poukładał, poczuł się bezpiecznie. Czwartego września powita go nowy wychowawca, inny polonista, matematyk itd. Być może zna ich ze szkolnych korytarzy, ale to nie są jego nauczyciele. Nie zawinił tu dyrektor, grono pedagogiczne, pedagog, rodzice ani samo dziecko… ta zmiana jest wymuszona reformą. To wszystko.

W innej szkole podstawowej, która nie łączy się z gimnazjum, bo nie ma takiej możliwości, dzieci dowiedzą się, że rozpoczynają naukę w systemie trzyzmianowym. Rodzice zaszokowani odkryją, że ich pociecha lekcje będzie rozpoczynać o godzinie 13.00, a kończyć o 17.30. Maluchy pół dnia będą spędzać w świetlicach szkolnych, a później zmęczone pomaszerują na lekcje.

               Zmieniły się podstawy programowe, lektury… których nie ma jeszcze w bibliotekach w takiej ilości, by całe klasy mogły je wypożyczyć. Nauczyciel musi je omawiać, bo są teraz przypisane do konkretnego poziomu, szkoły muszą szybko wygospodarować środki na ich zakup lub odsyłać uczniów do bibliotek miejskich, gminnych itd. Zabiegany rodzic czwartoklasisty będzie pomstował na szkołę, że biblioteka źle wyposażona, że pani wymyśla książki, które ciężko dostać… znów niczyja to wina? No ale skąd ten rodzic ma znać realia reformowanej szkoły, jest zły, bo to uderza w jego dziecko.

               Póki co, rodzice i dzieci jeszcze są w trybie wypoczynku, dla nich fale to czysta, wakacyjna radość. My nauczyciele już stoimy nad brzegiem rwącej wody, patrzymy na wzburzone może w oddali… chyba taki rok szkolny czeka polskie szkoły i polskie dzieci. My już wiemy jaki… pełen niepokoju, żalu, pretensji i dziecięcych łez. Rok organizowania się do nowej rzeczywistości, walki o względny spokój i solidne filary nowych placówek.

              

Pomimo wszystko, życzę Wam uczniowie, rodzice i nauczyciele dobrego roku szkolnego 2017/2018.

2 komentarze

  1. Tyle było protestów i buntu przeciwko reformie, a teraz wszystko ucichło… Ciesżę się, że poruszyłas ten temat. To wszystko brzmi naprawdę strasznie, mało kto się zastanawia, jak to wygląda za kulisami. Bardzo żal mi dzieci, które doświadczą takiej destabilizacji i wariactwa w imię politycznych potyczek.

    1. Przycichło, bo zawsze przychodzi moment, że trzeba skupić się na pracy i minimalizowaniu negatywnych skutków. Skoro już się dokonało, trzeba się wziąć z tym za bary. Oby dzieci jak najmniej na tym szaleństwie ucierpiały!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *