Największym luksusem jest czas, ale o tym wiesz dopiero, gdy masz swoje lata. :)

               Ostatni wolny dzień wakacji. Jedyny wolny w tym tygodniu- dla wiadomości nieświadomych zazdrośników. 😉 Długo myślałam, jak powinnam go spędzić, jednego byłam pewna… chcę go spędzić sama ze sobą, wyciszyć się przed tym, co się zbliża, skupić się, pomyśleć.  Jest tyle możliwości- spacer, wyjazd za miasto, zakupy, czytanie godzinami książki w parku. Jest też masa rzeczy do zrobienia na już w związku z pracą i mogłabym cały dzień spędzić, tworząc rozkłady materiału, programy itd.

No i teraz sobie wyobraź kobietę, która od 7 rano zmienia i wietrzy pościele, odkurza, myje podłogi, przeciera półki, oczyszcza szafy i szafki ze zbędnych rzeczy, ot taka proza codzienności, ale robi to wszystko z przysłowiowym bananem na twarzy. Uświadomiłam to sobie przed chwilą, stojąc na balkonie w przyjemnym, sierpniowym słońcu, wieszając pachnącą pościel i patrząc na to, co mnie otacza.  Zatrzymałam się na chwilę i zastanowiłam, dlaczego czuję się tak dobrze. Dlaczego zwykłe czynności domowe sprawiają mi radość. Już wiem. Mam czas i ciszę. Nigdzie się dziś nie muszę spieszyć. Dziecko już jest w przedszkolu, P w pracy, a ja jestem panią swojego czasu.

Okazuje się, że gdy wykonujemy pewne czynności bez presji i stresu, to one same w sobie są przyjemne. To nie to samo, co w biegu potykać się o kabel odkurzacza, na szybko byle co gotować, nerwowo wycierać kurz, patrząc z wyrzutem sumienia, że dziecko znów samo układa klocki, bo mama znów nie ma czasu.

Gdyby taki luksus czasu był moją codziennością, to oczywiście bym tego nie czuła tak wyjątkowo. To byłoby normalne i raczej spokojne wieszanie prania nie wywoływałoby błogiego uśmiechu na twarzy.

Paradoks…. żeby móc cieszyć się codziennością w normalnym rytmie, trzeba pędzić, gnać i się stresować.

          Zastanawiam się, czy to już starość, czy dopiero tzw. dojrzałość życiowa. Cokolwiek to jest… podoba mi się. Ta świadomość siebie, swoich potrzeb, umiejętność refleksyjnego spojrzenia na otoczenie, dystans do własnych słabości. Przecież to jest genialne uczucie! Czy chciałabym znów mieć 20 lub 25 lat? W życiu. Wtedy to człowiek się miotał, często robił coś wbrew samemu sobie, w duszy grała młodość, szaleństwo, ale też i pewien rodzaj lęku przed tym wielkim, strasznym światem.

Dziś boje się tylko jednego… choroby lub śmierci rodziny i bliskich. Dziś wiem, że jeśli ja i moi bliscy będą zdrowi, to będę szczęśliwa. Dopóki będę mogła pracować i żadne poważne kłopoty ze zdrowiem mi tego nie odbiorą, to będę szczęśliwa.

No i jeszcze ten luksus, który nazywa się czas. Umieć nim gospodarować mądrze, to chyba jedna z kluczowych umiejętności dzisiaj. Często cytuję powiedzenie „czas mamy na to, na co chcemy go mieć” i zgadzam się z tym w 100%. Z braku czasu stale robimy wymówkę, która tak naprawdę usprawiedliwia naszą niemoc i lęk przed jakimś działaniem. A ja jestem przekonana, że jeśli na czymś nam naprawdę zależy, to znajdziemy na to czas. Jeśli na kimś nam naprawdę zależy, to znajdziemy dla niego czas. Jeśli zależy nam na samym sobie, to powinniśmy znaleźć dla siebie czas. Sama wymawiam się brakiem czasu w wielu kwestiach i jestem w tym naprawdę dobra. 😉 Umiem przekonać samą siebie, że ja absolutnie nie mam teraz na to czasu, bo dziecko jeszcze małe, bo praca w domu po godzinach, bo zmęczenie, bo spać się chce, bo lodówka pusta i zakupy są priorytetem, bo… miliard innych rzeczy mi nie pozwala zrobić tego i koniec. Wiem, że ty też tak robisz, nie wykręcaj się…. aaaa no tak, ty naprawdę nie masz czasu, a ja się tylko zgrywam. 😉

          Wracając do pojęcia luksusu, dla Evity lat 20 luksusem była pomadka marki Dior (oczywiście nie miałam takiej i nie mam do dziś) i jedwabna apaszka sygnowana odpowiednim logo. Luksusem była egzotyczna podróż na drugi koniec świata i wielki pokój hotelowy z prywatnym jacuzzi. Dla młodej osoby pojęcie luksusu jest silnie związane z wartością materialną tego, co ją otacza. Gdybym jako 20 latka wiedziała, że za kilkanaście lat luksusem będzie dla mnie przedpołudnie spędzone z książką na balkonie lub tydzień w Bieszczadach, daleko od natrętnych turystycznych szlaków, to chyba posikałabym się ze śmiechu, a następnie uznała, że grozi mi w takim razie rychła utrata rozumu. No cóż… dziś za luksus uznałam moment wieszania prania na balkonie. Bo powoli, bo nie muszę, ale chcę i mam na to czas, bo jest ostatni ciepły, sierpniowy poranek, bo jestem zdrowa i za chwilę wracam do pracy, którą lubię, wśród ludzi, których lubię, bo przede mną kolejne wyzwania.

          No dobra, uciekam już, bo schody czekają, miska z wodą i szmatą czeka, a ja mam czas, żeby je umyć. 😉

Pamiętaj, prawdziwy luksus to czas i wolność decydowania o sobie.

 

3 komentarze

  1. Zawsze podziwiam Twoje wspaniałe refleksje, które z taką łatwością przelewasz na papier, a raczej na ekran. Kochana to jest to – cieszyć się i docenisać drobne radości życia codziennego. Całkowicie się z tobą zgadzam. Sama nie potrafiłabym tak pięknie o tym napisać.
    To jest mój pierwszy całkowicie woooolny dzień. Brak mi tego silniczka napędowego przed pracą. Siedzę sobie na balkonie piję kawkę, wśród pomidorków i NIC nie muszę. MAM CZAS. Tylko jak go rozsądnie zaplanować! Przesyłam całuski 😘

  2. Ja również, jak biorę urlop to spędzam ten czas tak jak chcę – myjąc okna, gotując i sprzątając 🙂 I sprawia mi to radość 🙂 I rzeczywiście masz rację, LUKSUS to czas dla siebie, dla swoich myśli, odpoczynku przy ciekawej książce lub inspirującym artykule 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *