Nauczyciel gimnazjalny kontra czwartoklasiści.

               Reforma edukacji spowodowała niezły bajzel, ale też wygenerowała ciekawe układy i sytuacje. Znów jest jeden wielki worek, a tam mieszają się dzieci w rozmaitym wieku i nauczyciele z rozmaitym doświadczeniem i kompetencjami.

Ktoś powie- praca w gimnazjum, czy w szkole podstawowej, nie ma różnicy. No niby nie ma, cel ten sam… uczymy i wychowujemy. Dziecko to dziecko, a dorosły to dorosły. Odpowiedzialność za zdrowie i życie podopiecznych taka sama. Na pewno nie ma różnicy?

               Jestem po pierwszym tygodniu roku szkolnego, pierwszy raz w roli wychowawcy klasy czwartej. Nauczanie też przypadło mi tylko w klasach czwartych. Ten tydzień minął mi jak błyskawica, a w piątek zdyszana i pełna emocji padłam na  kanapę. 😉 Wieczorem wstałam, zgarnęłam butelkę dobrego wina z szafki i udałam się na spotkanie z dwoma bliskimi mi koleżankami z pracy, bo i one i ja czujemy się tak, jakby ktoś nas wyjął z naszego dotychczasowego życia zawodowego i wrzucił do bębna pralki, która dziwnym trafem cały czas pracuje w trybie wirowania na 1000 obrotów.

Oj potrzeba nam teraz wymiany doświadczeń, wzajemnego wsparcia i tego wina w piątek też nam trzeba, jak najbardziej. 😉

               Uczyłam tylko cztery dni, a już widzę niesamowitą różnicę w charakterze mojej pracy, mam sporo wniosków i przemyśleń, ale w tym wpisie pojawi się tylko kilka z nich. Być może ty też wirujesz w podobnej pralce i okaże się, że mamy tożsame odczucia.

 

  1. Moi uczniowie są bezgranicznie szczerzy. Gimnazjaliści byli już trochę skażeni sposobem myślenia dorosłych. Mówili tylko część tego, co kotłowało się w ich głowie. Część z nich doskonale wiedziała, że tego lub tamtego nie wypada mówić lub robić. Dzieci lat 9 i 10 mówią dokładnie to, co w danej chwili myślą. Obce im jest uczucie wstydu, skrępowania czy lęku przed tym, że mogą się mylić. Zupełnie mi to nie przeszkadza, ale cały czas zaskakuje.
  2. Stale się zgłaszają i zadają miliony pytań. Rany, tu już miewam momenty irytacji, ale staram się cierpliwie odpowiadać i nie lekceważyć ich ciekawości świata. Sytuacja bywa kuriozalna, bo nie jestem w stanie przedstawić celów lekcji, gdyż cały czas widzę las rąk i oczy kota ze Schreka, które wyrażają błaganie- ja muszę, muszę coś powiedzieć, muszę o coś panią w tej sekundzie mojego życia zapytać, prooooszę. Gdy udzielam delikwentowi głosu, słyszę- proszę pani, a co będziemy dzisiaj robić? Kolejny pyta- a będzie potrzebna książka? Kolejny- a ćwiczeń będziemy dziś używać? Czary goryczy dopełnia słodka dziewczynka z ostatniej ławki, która z rozbrajającym uśmiechem pyta- a będą na dzisiejszej lekcji potrzebne kolorowe pisaki do podkreślania? Ja wtedy mam ochotę stanąć na środku sali, zamknąć oczy i wrzasnąć- RATUNKU!!!!! Pozostaje mi mieć nadzieję, że się jednak dogramy w tej problemowej kwestii i dzieci zrozumieją, że jak pozwolą mi zacząć lekcję, to wszystkiego się na jej początku dowiedzą. Ufffff, trzymajcie kciuki.
  3. Nieistotne dla mnie rzeczy, dla nich są sprawą wagi państwowej niemalże. Jak zapiszą coś w zeszytach i lekcja toczy się dalej, oni muszą wiedzieć, czy już mogą te zeszyty zamknąć, czy mają nadal leżeć na ławce otwarte. Nie są w stanie aktywnie słuchać, dopóki się tego nie dowiedzą! Wyobrażacie to sobie? Coś, co gimnazjalista miał w głębokim poważaniu, wszystko miał całą lekcje pootwierane lub pozamykane i moje zdanie w tym względzie najmniej go obchodziło, nagle stanowi istotny element przebiegu lekcji. Zawsze pilnowałam i kontrolowałam, czy moi uczniowie robią notatki i tylko to było istotne, ten efekt, że oni potrafią notować i potrafią potem z tych notatek korzystać. Teraz muszę moderować wszystko- moment zamknięcia zeszytów, kolor pisaków, którymi podkreślają temat lekcji, szerokość kolumn w tabelce, którą rysują, a wisienką na torcie było pytanie ucznia- proszę pani, a czy taki odcień niebieskiego w zeszycie do języka polskiego może być, czy mam pisać bardziej granatowym? Ciekawe, kiedy uznam to za normę i przestanę się dziwić. 😉
  4. Po lekcji dostaję natychmiastową informację zwrotną. Doszłam do wniosku, że u czwartoklasistów ankiety typu- czy podoba ci się na lekcjach języka polskiego, czy lekcje są ciekawe, to zupełnie zbędna rzecz. Po każdej lekcji kilkoro dzieci podchodzi i wyraża opinię na temat mojej pracy. Nieźle co? 100% feedback bez marnowania papieru i tuszu. Na ewentualną korektę masz 10 minutową przerwę, bo przecież zaraz kolejna czwarta klasa wkracza w progi sali i zawsze można coś zrobić lepiej, korzystając ze wskazówek tych maluchów. 😉 Jeszcze nigdy w takim tempie nie wdrażałam wniosków po ewaluacji. Poziom ekspert! Póki co moi podopieczni są łaskawi w swoich sądach. Najbardziej rozbawił mnie uczeń IV c, który po lekcji stwierdził- po tym temacie i celu, byłem pewien, że będzie strasznie nudno, ale było naprawdę ciekawie, podobało mi się. Już się szykuję na słowa krytyki, na pewno będzie konstruktywna. 😉
  5.  Jestem dużo bardziej zmęczona, niż po lekcjach z gimnazjalistami. To pewnie wynik braku doświadczenia. Mam wrażenie, że moje czwartaki to małe wampiry energetyczne, które biorą tyle, ile da się wziąć. Uwagi, zaangażowania, wiedzy. Nie znają litości. Aż boję się myśleć, w jakim stanie wraca do domu nauczyciel przedszkola, bo mnie by prawdopodobnie musiał odwieźć jakiś inny kierowca. J Doskonale wiem, że człowiek do 10 roku życia jest podwójnie aktywny w sferze produkcji połączeń neuronowych. Potrafi chłonąć niewyobrażalne pokłady wiedzy, a umiejętności nabywa błyskawicznie. Dzieje się to tylko wtedy, gdy jest zaciekawiony. Moi uczniowie są na granicy tego magicznego czasu, za chwilę wkroczą w etap tzw. poznawczego wyciszenia. Nauka przyjdzie im dużo trudniej, pojawi się konieczność tego wysiłku, którego tak bardzo nie lubią, no bo któż z nas lubi stale się do czegoś zmuszać. Będę im towarzyszyć w momencie tego przejścia, to trudny i niezrozumiały czas dla każdego dziecka.

           Jutro zaczynam tydzień nr 2. Jeśli Ty też czujesz się zagubiony i nieco przerażony tym wyzwaniem, jakie zgotowała ci reforma oświaty, pamiętaj, wszystko z tobą w porządku. Jest nas całkiem sporo, a pani minister nie zafundowała nam kursu metodycznego nauczania młodszych dzieci. Małymi krokami sami sobie wszystko wypracujemy i poukładamy. Pomyśl, co czuje nauczyciel, który dopiero rozpoczyna pracę w szkole! W tych czasach!

W piątek na mojej lekcji siedziały dwie studentki, młode dziewczyny, które chcą pracować w szkole. Skrzętnie notowały przebieg lekcji, podczas gdy ja walczyłam z tą nową dla mnie sytuacją. Zastanawiałam się, czy one widzą moje zagubienie i moją nieporadność w materii pod tytułem- klasy IV SP. Bardzo chciałam, żeby wyniosły z tej lekcji coś fajnego, żeby to nie był dla nich stracony czas. Mam nadzieję, że mi się udało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *