Miejsce pracy- lubić, czy tylko tam bywać i pracować?

       

          W pracy spędzamy ogromną część naszego życia. Pierdyliard godzin, minut i sekund, a przecież nie mamy ich nieskończenie wiele. W pracy nie tylko wykonujemy obowiązki, ale też nawiązujemy relacje, jemy wspólnie, razem się smucimy i cieszymy, wspieramy w trudnych chwilach i czasem się nawet konfliktujemy, no bo sielankowo być nie może. 😉

Doskonale znacie moje zdanie na temat reformy oświaty obecnego rządu, nie raz czytaliście moje gorzkie żale pod adresem minister edukacji i wszystkich „mądrych” głów z tego resortu. Żalu i nagromadzonej frustracji pod ich adresem mam wiele, ale… za jedno mogę pani minister z całą pewnością podziękować- zawierucha kadrowa i „placówkowa” uświadomiła mi, ile dla mnie osobiście znaczy miejsce i ludzie, z którymi pracowałam i nadal pracuję… dzięki Bogu! Hmmm, teraz pomyślałam, że jestem niesprawiedliwa, pracowały ze mną dwie wartościowe kobiety, które stały się mi bliskie, już nie pracują, ale w naszych sercach, myślach i wspomnieniach są cały czas. Dziewczyny wiecie, że to o Was!!!

Pracuję w nowej szkole, grono pedagogiczne liczy teraz ponad osiemdziesiąt osób, zmieniła się szefowa, regulaminy, statut, procedury, sposób i styl pracy, jakość komunikacji… zmieniło się wiele. Ja obserwator i psycholog- amator jestem teraz niczym radar, wyczulona na emocje i odczucia ludzi wokół mnie. Kotłuje się w nas wiele… niezrozumienie sytuacji, zagubienie, ekscytacja, ciekawość, irytacja, lęk i poczucie wyzwania. Chcemy czuć się jednością, ale nie wiemy, jak to poczuć, tak nagle. Były dwie szkoły, a w ich żyłach pulsowała inna krew, inne zasady i inne tradycje. Myślę, że potrzebujemy czasu i każdy z nas się z tym upora. Powoli, małymi krokami… poczujemy się jedną armią, która walczy po tej samej stronie mocy.

Póki co, widzę znajome mi twarze, widzę bliskich mi ludzi, którzy lgną do siebie, jak rodzina. Rodzina, którą chciano na siłę rozdzielić, której zabrano dom.

Ten uśmiech… szczery i te oczy pełne blasku widzę podczas nielicznych spotkań w nowym pokoju nauczycielskim, wczoraj usłyszałam od koleżanki- po raz pierwszy  czuję się, jak u siebie w pracy, jak dawniej…. usiedliśmy, pogadaliśmy, jesteśmy razem. Ktoś przyniósł ciastka, ktoś postawił owoce, ktoś wyjął wafelki… nieważne.

Ważny jest ten moment bycia razem, poczucia wspólnoty i to daje nam spokój, podnosi na duchu. Nie chcemy się izolować od grona szkoły podstawowej, nie czujemy się ani lepsi ani gorsi… my zawsze chcieliśmy uczyć i dobrze pracować. Tego samego chcieli oni, tylko szli nieco inną drogą. Nikt z nas nie mógł przewidzieć, że nagle, jak stary, gliniany dzban, skleją nas do kupy. Zalecą wspólne cele, wartości i priorytety.

               Czy lepiej traktować miejsce pracy bez emocji i nie utożsamiać się z nim, czy jednak tworzyć więzi? Ludzie z mojej szkoły, pracownicy zlikwidowanego gimnazjum nie tylko tu pracowali. Dawali masę swojego czasu i zaangażowania, by szkoła była miejscem działalności społecznej, spotkań kulturalnych i towarzyskich, spędzali tu całe dnie, a nawet i noce. Wspólnie z rodzicami, uczniami, absolwentami i naszymi własnymi rodzinami jeździliśmy w piątkowe wieczory do różnych teatrów.

Wierzę, że nowa szkoła powoli też stanie się takim miejscem. Tylko jednocześnie się boję, boję się przywiązać do miejsca, ludzi, boję się stworzyć na nowo te niewidzialne więzy. Dlaczego? Bo może znów nam to brutalnie zabiorą.

 

4 komentarze

  1. Cóż…po dwóch tygodniach przepracowanych w NOWEJ szkole zauważyłam różnicę między gronem, z którego się wywodzę a tym który zastalam. My – siedzący wspólnie przy stole, zartujacy, wspierający i – nazwę ich teraz oni- oni cisi, nawet nie rozmawiajacy ze sobą, mijający się. Różnica jest jak Rów Mariański. Czy nastąpi ten moment, kiedy wszyscy razem usiadziemy i będziemy rozmawiać?
    My żyliśmy pracą – teraz widzę, że moi koledzy z NOWEJ szkoły traktowali tę pracę, jak miejsce, gdzie się przychodzi i wychodzi.
    Pracowałam po 10, 12 godzin w samej szkole, ale wiedziałam za co i po co. Wszystko było uporządkowane. NOWA szkoła to chaos i nawet jeśli coś zostanie ustalone to za – najdalej- jeden dzień ulega zmianie. W NOWEJ szkole nawet pełnione funkcje i obowiązki z nich wynikające są jak w filmie o zamianie ról.
    I nie chodzi tu o zmiany wynikające z reformy, ale ze stylu zarządzania. Dla mnie absolutna nowość. Trudna do zaakceptowania.
    Codziennie moja buzia rozwiera się szeroko.
    Zmiany to jedyna stała w życiu.
    Ale te zmiany to wywrocenie mojego życia do góry nogami.
    Dziękuję Wam Rządzącym za przygotowanie szkół i ludzi do zmian. Jesteśmy świetnie przygotowani, teraz możemy w końcu uczyć (jak twierdzą niektórzy).
    PS niestety, ja w chaosie znajduje niepokój, nie mogę spokojnie uczyć, skoro szkoła nie ma podstaw do rozpoczęcia funkcjonowania (rząd pozwolił aby Statut, a więc najważniejszy dokument regulujący życie szkoły powstawał do listopada).
    Czuję ogromny stres. Stres. Stres.

    1. Zmiany powodują dyskomfort, a tak rewolucyjne zmiany, jakie mamy teraz, generują stres. Pozostaje wierzyć, że powoli wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Oby…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *