Zrozum, torebka za kilka tysięcy nie podnosi IQ, ani nie wpływa na jakość twojej samooceny.

               Wpis w afekcie. No, takie popełniam regularnie od czasu do czasu i nic na to nie poradzę. Niedzielne przedpołudnie, ja w rozpaczy pędzę do marketu, bo mi czegoś tam do obiadu brakuje, a być musi, dbałością o strój, uczesanie i makijaż nie grzeszę niestety, bo przed chwilą przecież człowiek spod prysznica wyskoczył, to mu wolno być saute, a co!

Wpadam, szukam, znajduję, łapię i biegnę do kasy. Niestety każda taśma z zakupami ciągnie się jak mur chiński, a tzw. szybka kasa jest oczywiście nieczynna. Cóż, ustawiam się grzecznie za taką obładowaną taśmą i czekam. Za jakiś czas staje za mną pewna staruszka, która trzyma w dłoni tylko trzy cytryny w małym woreczku. Czekamy tak obie na swoją kolej, ale widzę, że pani ewidentnie źle się czuje. Pytam ją, czy mogę jakoś pomóc, pani opowiada mi, że tak jej się jakoś duszno zrobiło, że zmęczona jest i już chce jak najszybciej wyjść z tego sklepu, ale te cytryny musi kupić, bo ona ciasto dla wnuków będzie piekła, bo coś tam i coś tam. No to we mnie się zew walecznej kobiety obudził i zwróciłam się do pani, która stała przed nami z załadowanym koszem i resztą z dziesiątek produktów na taśmie, by była tak uprzejma i przepuściła tę starszą osobę, która ma tylko cytryny i źle się poczuła. No i wtedy nasz wzrok się spotkał… na linii frontu. Uśmiechnęła się i odpowiedziała tylko- nie, niech ta pani poczeka na swoją kolejkę, gdybym chciała przepuszczać każdą starą albo ciężarną babę, to stałabym tu do jutra. Nie umiem opisać, co się działo we mnie w środku, ale takich pokładów agresji i złości nie uruchomił nikt we mnie od bardzo dawna. Porównać to mogę jedynie z sytuacją, gdy podczas szkolnej wycieczki sprzedawczyni skarpet i pantalonów w przejściu podziemnym zaatakowała mi ucznia i zaczęła go szarpać, bo jej rzekomo towar jakiś strącił. Na oczach całej klasy rzuciłam się babie do gardła niemalże i Bogu dzięki reszta dzieciaków rozsądnie zgarnęła mnie z tego tunelu i nakazali uciekać, bo zbliżali się do nas koledzy owej pani ze straganu, towarzystwo mocno trunkowych lokalsów z różnymi akcesoriami w dłoniach i masą obraźliwych epitetów na ustach. Tym razem to ja miałam masę epitetów… na myśli, ech.

Moja przeciwniczka:

Wiek: ok. 35-40 lat

Sylwetka: wysoka, bardzo szczupła

Facjata: rude fale do ramion, dość blada cera, mocny makijaż, sztuczne, grube rzęsy

Strój: czarne, obcisłe, woskowane spodnie, czerwone szpilki, kremowy, dopasowany żakiet z jakimś ogromnym haftowanym kwiatem na plecach i torebka z czerwonej lakierowanej skóry z dość dużym logo Michael Cors

To mi się sztuka trafiła do bitki ;). W moich trampkach musiałabym podskoczyć, żeby ją walnąć w te blade lica.

Moje fizis prezentowało się dość skromnie w granatowym swetrze, dżinsach i z klasycznym ponytail na głowie, za to psyche… szalało!

Bez zbędnych uprzejmości zapytałam posiadaczkę czerwonych szpilek, ile straci, jeśli przepuści tę staruszkę i kasjerka zacznie ją obsługiwać dwie minuty później. Uśmiechnęła się, tym razem mniej pewnie i wymamrotała, nawet nie patrząc w moją stronę, że chodzi o zasadę i ona nie będzie szła na żadne ustępstwa, była pierwsza.

No to zadałam kolejne pytanie- czy jest pani aż tak nieszczęśliwa i sfrustrowana? Naprawdę?

No i się tygrysica obudziła wreszcie, zamachała mi Michaelem Corsem przed nosem, bo tak tą łapką gestykulowała, że o mało mnie czerwień lakierowanej skóry nie poraziła. Zaczęła mnie obrażać i udowadniać swoją wyższość pod każdym względem. Była na tyle głośna, że przyszedł ochroniarz i porosił ją o spokój. Zapoznałam go z sytuacją i  ponieważ wiedział, że zaraz otwierają nową kasę, zaprowadził i ustawił tam starszą panią jako pierwszą klientkę. Potem wrócił i powiedział do mnie, ale ostentacyjnie głośno- a pani niech się tam szybko ustawi jako druga, nie radzę stać za tą kobietą, bo się pani może udusić oparami egocentryzmu. Wow, ale mnie chłop zaszokował. Potem jak już wychodziłam ze sklepu to się tylko uśmiechnął i stwierdził- i tak pewnie nie zrozumiała, o co mi chodzi, do widzenia.

Wyszłam, wsiadłam do samochodu i przez kilka minut nie mogłam się ruszyć. Z jednej strony miałam ochotę dopaść ją na parkingu i powiedzieć, że nie miała prawa mnie obrażać i że ani czerwone szpilki, ani torebka za kilka tysięcy (no chyba, że podróbka, ale ja się nie znam i nie odróżniam) nie pomogą jej wyjść z mentalnej stodoły, w której najwyraźniej cały czas siedzi. Miałam wielka ochotę pociągnąć to dalej, ale z drugiej strony… po co miałabym to zrobić?

Ktoś, kto mnie nie zna i nic kompletnie dla mnie nie znaczy, nie jest w stanie mnie obrazić. Zrozumiałam dobitnie, że z ust takiego kogoś wyzwiska nie bolą, są jak mydlane bańki.

          Nic to… najważniejsze, że starsza pani kupiła swoje cytryny i szybko opuściła sklep, a ja znów dowiedziałam się czegoś o ludziach i o mojej odporności na nich. 🙂

3 komentarze

  1. Ojoj ale niemiła sytuacja. Co za baba! Ja jak mam pełen koszyk/wózek zawsze przepuszczam, a nawet sama proszę by przeszły przede mnie, osoby, które mają jedną czy kilka rzeczy. Zanim ja się rozpakuję, to oni już będą skasowani. Nawet będąc w ciąży tak robiłam. 😉 A sama pytając czy mogę z jedną rzeczą nigdy nie spotkałam się z odmową. No dobra- raz wywiązała się awantura jak w kasie pierwszeństwa, będąc w ciąży chciałam skorzystać ze swojego prawa- ja miałam kilka rzeczy w rękach, wszyscy pełne koszyki. Ale uparta jestem i dopiełam swego 😜

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *