Moi czwartoklasiści kochani oddają mi projekt reklamy społecznej, który mieli przygotować w domu i z każdą pracą gały coraz bardziej wychodzą mi z orbit. To, że takie maluchy to pomysłowe bestie, wiedziałam nie od dziś, ale że takie pracowite, precyzyjne, perfekcyjne w wykonaniu, hmmmm. Przy którejś pracy nie wytrzymałam, jednym z jej elementów były ogromne płuca wykonane metodą doklejania do kartki tysięcy maleńkich, zwiniętych w kuleczkę kawałków bibuły. Nie wytrzymałam i zapytałam z powagą- kto to robił? Dziewczynka zwiesiła głowę (jakby dziecko czuło, że tu coś jest nie tak) i z powagą przyznała, że mama. Pięknie, mamy moich uczniów mają w cholerę czasu wolnego- myślę sobie.

Czytaj dalej

 

Trwa sobie lekcja w najlepsze, podchodzi uczeń, nagle, z miną niewyraźną i szepcze mi wprost do ucha- proszę pani, ja w sali matematycznej zostawiłem bluzę, ja muszę tam iść, nie mogę jej zgubić. Rzeczony uczeń ma wypieki, oddycha głęboko i szybko, zatem sprawa jest poważna. Chcąc zapobiec tragedii, wypuszczam delikwenta z sali na poszukiwania zagubionego odzienia.

Wraca po kilku minutach, w dłoni trzyma jakby szarą, sportową bluzę, ale ma jeszcze coś- wyraz zagubienia i przerażenia na twarzy. Znów podchodzi i wprost do mego ucha płyną słowa- proszę pani, to moja bluza, ale ona jest za mała, o jakieś dwa rozmiary, skurczyła się chyba.

W głowie galop myśli i wewnętrzna walka, jak tu nie wybuchnąć śmiechem, toż to dziecko ma poważny, prawdziwy kłopot, nie mogę go zlekceważyć.

Czytaj dalej

Kochani, moja amatorska, naiwna i moim zdaniem bardzo krucha w konstrukcji powieść cały czas zatacza nowe kręgi fabuły, teraz znacząco wyhamowałam. Nowy rok szkolny, małe wampiry energetyczne w ciele czwartoklasistów, wyzwania zawodowe i prywatne, to wszystko powoduje, że się zatracam w rytmie dnia codziennego, a wieczory mijają mi jak oka mgnienie, znacznie mniej piszę.

Piszecie w prywatnych wiadomościach, zaniepokojeni, czy będzie ciąg dalszy, a ja…. nie wiem, czy ujrzy światło dzienne. Niektórzy czytelnicy (o grozo) to moi znajomi, współpracownicy i też pytają, co dalej z losami moich bohaterów.

Czytaj dalej

              Rozmowa sprzed dwóch lat. Toaleta dla nauczycieli, stoimy przy umywalce… ja i moja koleżanka.

 

-Ewa,  ty w tym roku nie masz godzin dydaktycznych, ale ci dobrze, moje marzenie, tak odpoczniesz od tego sprawdzania, gadania głośno,

– to dlaczego tyle lat uczysz i nic nie zmieniłaś?

– a, to nie takie proste, musiałabym iść na jakieś studia, weekendy całe zarywać,

– ale przecież mogłaś to zrobić,

Czytaj dalej