Me Too?

               Myślę, że takie pytanie zadaje sobie teraz wiele kobiet na całym świecie. Akcja w mediach społecznościowych urosła do niebotycznych rozmiarów, a kobiety masowo publikują wpisy z hashtagiem #MeToo, co oznacza, że one też padły ofiarą molestowania seksualnego. Długo starałam się o tym nie myśleć i nie miałam zamiaru o tym pisać, ale się nie da. Te wpisy są wszędzie, zalały już nie tylko FB, ale wszelkie portale internetowe, media mainstreamowe wszelkiej maści i obawiam się, że jak wyjmę rano twarożek z lodówki, to na jego opakowaniu będzie opisana kolejna historia molestowania jakiejś mojej rodaczki.

Dla porządku przypomnę, że jestem postrzegana przez koleżanki i znajome jako kobieta o poglądach feministycznych. Niejeden mój znajomy miał okazję ze mną polemizować w tych kwestiach i zazwyczaj kończyło się stwierdzeniem- wy feministki wszystko rozumiecie po swojemu. W moim małżeństwie panuje system równościowy wypracowany wspólnie- bo są kwestie typowo męskie i kobiece, na które oboje się zgodziliśmy dawno temu. Ja nie wejdę na strych, bo się boję pająków i nikt mi tam wchodzić nie każe. 😉

Każdy kto mnie zna, wie, że mam duży dystans i często niesmak w stosunku do przejawów systemu patriarchalnego, który nadal jest dominujący w naszej kulturze, ale znam historię i mam świadomość, że kijem Wisły nikt nagle nie zawróci. Ja sama wychowałam się w takim systemie, bo moja mama nie pracowała, zajmowała się dziećmi, domem i wszystkim innym, a tata pracował i to była jego rola. Utrzymanie rodziny. Uważam, że moje pokolenie i tak zrobiło milowy krok w stronę równościowego modelu rodziny.

               Wracając do głównego tematu, coś mi jednak w tej masowej akcji nie pasuje, coś mnie razi i nie umiem do końca tego nazwać. Obawiam się, że znacząco wypacza ona rozumienie pojęcia „molestowanie seksualne”. Termin trudny do ujęcia, gdyż w prawie karnym i w prawie wykroczeń nie posiada nawet żadnej, konkretnej definicji. Wiem, że Kodeks Pracy definiuje to pojęcie i zwraca uwagę zarówno na aspekt werbalny jak i pozawerbalny zjawiska.

Nie bacząc na definicje, każdy z nas jakieś swoje pojęcie na ten temat w głowie ma. Każdy z nas czuje, czy ktoś stosuje wobec niego jakiekolwiek środki przemocy i narusza poczucie naszej godności.

Akcja MeToo spowodowała, że każda z nas doszła do wniosku, że na 100% była nie raz molestowana, a dlaczego? Bo znaczenie tego pojęcia rozciągnięto od rażących przykładów naruszania czyjejś nietykalności cielesnej i wulgarnego ubliżania, aż do przypadków opowiadania w naszej obecności kawałów o blondynkach. Kurcze, szerokie to spektrum cholernie, no i jak tu teraz nie napisać- Me Too? Najgorsze jest to, że ja sama nie raz opowiadałam w towarzystwie kawał o blondynce, a obok może siedziała koleżanka o blond włosach (mam kilka takich ślicznych koleżanek) i czuła, że ja ją molestuję tym kawałem? Poniżam, wyśmiewam, z powodu odcienia farby, który wybrała u fryzjera?

Nigdy nie chciałam nikomu zrobić krzywdy, opowiadając kawał i mam nadzieję, że gdyby tak było, to ktoś by mi to wprost powiedział.

My dorosłe kobiety potrafimy zareagować i odezwać się, jak coś się nam nie podoba i róbmy to, bo ten czy tamten facet może nie mieć bladego pojęcia, że to, co mówi, może być dla nas w danej chwili przykre czy krępujące. Są okoliczności, kiedy coś powiedzieć wypada, a są i takie, że nie.

Przypomniała mi się wymiana zdań między mną, a kolegą z pracy podczas zeszłorocznego spotkania wigilijnego dla pracowników mojej szkoły. On mi wybaczy, że ośmielę się to przytoczyć, zresztą nie czyta bloga i nie pamięta sytuacji, faceci szybko zapominają o wszelakich szczegółach związanych z relacjami międzyludzkimi. 😉

Rozmowa dotyczy zarobków, gdy zaczynaliśmy nasze pierwsze prace po studiach.

– ja pamiętam, jak dostawałam przelew 650zł w pierwszym roku mojej pracy- mówi Ewa

– tyle brałaś za numerek, czy za całą dniówkę?- pyta on

I to był moment, kiedy taki żart był niepotrzebny. Okoliczność zacna, stroje odświętne, atmosfera miła, rozmowa poważna i nagle taki żarcik jakby znikąd, jak grom z jasnego nieba. Zareagowałam? Tak. Powiedziałam spokojnie, że to nie było miłe i nie rozumiem, skąd mu się wzięła taka uwaga.

Dotarło, zrobiło się głupio, przepraszał kilka razy i jeszcze przy wyjściu się upewniał, czy nie chowam urazy za ten durny tekst.

Lubimy się, nie mamy konfliktów, wiem, że to nie była złośliwość i że nie chciał mi sprawić przykrości. Jestem pewna intencji- rozbawić towarzystwo, wywołać śmiech, rozluźnić atmosferę, tylko, że mnie to zabolało i powiedziałam o tym głośno.

Być może w luźniejszych okolicznościach przyjęłabym żart ze zrozumieniem i ripostowała równie pikantnym na jego temat. Tego nie wiem.

Wracając do kawałów o blondynkach, kobietach, mężczyznach, seksie… w takim razie na każdym wyjeździe z mężem i paczką naszych znajomych  jestem molestowaną i  molestującą. Zatem mam się oznaczyć, że MeToo?

               Ta cała akcja budzi we mnie mieszane emocje, bo jestem pewna, że skala zjawiska, jakim jest molestowanie seksualne kobiet na świecie jest ogromna, dotyka i małe dziewczynki i dojrzałe kobiety, a nawet staruszki w domach opieki. Myślę też, że wielu mężczyzn mogłoby przyznać, że w wieku dziecięcym doznali przejawów molestowania ze strony osób dorosłych, byli chłopcami, słabymi i bezbronnymi, co z tego, że dziś są dorośli i silni… to siedzi w ich głowach i dręczy. To są prawdziwe, ludzkie dramaty, które często mają wpływ na całe życie, na relacje, na umiejętność bycia rodzicem itd. Ale nie róbmy takich rzeczy i nie sprowadzajmy problemu do kawałów, piosenek i filmów komediowych, w których cycata blondynka biega ze złotą torebką, w szpilkach i to znaczy, że została pokazana jako typowy obiekt seksualny, zatem nas kobiety to obraża. Przepraszam, jak patrzę na panie celebrytki z okładek czasopism dla kobiet, to widzę te kobiece atuty wyeksponowane, aż nadto. Kupujecie te gazety drogie panie na potęgę, a one właśnie prezentują ultra seksowny wizerunek kobiety odzianej w obcisłe sukienki i umalowanej niczym z planu teledysku Lady Marmolade.

Zgadzam się, że możemy ubierać się i malować, jak chcemy i nikt nie ma prawa macać nas po tyłku, czy ocierać się o nas w środkach komunikacji miejskiej. Nikt nie ma prawa nas dotknąć bez naszej zgody, aprobaty. Tylko akcja Me Too za molestowanie poczytuje też patrzenie w specyficzny sposób. Spotkałam wiele opisów, gdzie dziewczyny narzekały, że ten czy tamten facet w pociągu, na ulicy, w dyskotece na nie patrzył z pożądaniem. Czuły się skrępowane. Racja, to jest nieprzyjemne, bywa obleśne i może budzić lęk, ale dla mnie to nie to samo, co molestowanie seksualne. Ja, aż tak bardzo spektrum tego pojęcia rozciągnąć nie potrafię.

               Podsumowując, akcja szlachetna, zwraca uwagę na poważny problem w ogromnej skali, tylko coraz bardziej wypacza się jej sens, a szkoda.

Jeszcze o jednym jestem przekonana, żadna kobieta, która doświadczyła prawdziwej napaści seksualnej, nie będzie się rozwodzić nad krzywdą, jaką wyrządziło jej słuchanie kawałów o blondynkach.

 

4 komentarze

  1. To prawda, że niektórzy rozciągnęli pojęcie molestowania jak gumę w gaciach. Ja osobiście nie słyszałam ani nie czytałam opinii, że opowiadanie kawałów też się do tego zalicza… Ale jeśli ktoś rozumuje w ten sposób, to chyba posuwa się za daleko. Czym innym jest wulgarny komentarz jakiegoś faceta pod naszym adresem, kiedy mijamy się na ulicy, czym innym tekst najlepszego znajomego, choć sama ich bardzo nie lubię – podobnie jak Ty natychmiast reaguję na tego typu kiepskie żarty, równie publicznie, jak zostały one wygłoszone. Mam wrażenie, że niektórzy faceci próbując być fajni, czy chcąc zabłysnąć, zawsze sięgają po seks i temu podobne. A ja nienawidzę być traktowana przedmiotowo. Dlatego po tym, jak kolega w pracy chamsko mnie obciął, przez kilka dni obcinałam jego… Komentując odrobinę. Po minucie miał dość, po kilku dniach dotarło.

    1. No niezła akcja w tej pracy. 😉
      Każdy z nas ma inny poziom poczuci humoru i inne granice intymności. Jak ktoś włazi komuś z buciorami w jego strefę bezpieczeństwa i komfortu, to to już jest niefajne. Trzeba reagować.

  2. Skala molestowania, napastowania, przemocy fizycznej, psychicznej, słownej – każdej jest tak wielka, że deprecjonowanie czegokolwiek kobiecie, szczególniej takiej która mieni się feministką czyli odczuwa problem, rozumie go po prostu nie przystoi, jest niepotrzebne i niczemu nie służy.

    1. Nie deprecjonuję przejawów molestowania, napastowania i przemocy, pisze wprost, że to wielkie ludzkie tragedie. Nie zgadzam się jedynie na podciąganie pod to innych rzeczy, które według mnie z tymi zjawiskami nie mają nic wspólnego i wypaczają sens całej akcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *