Co to znaczy rozpieszczać dziecko? Okołoświąteczne refleksje konsumenta.

              

         Dzisiaj wpis typowo przedświąteczny dla posiadaczy maluchów w rodzinie. Jesteśmy rodzicami, dziadkami, wujkami, ciociami, matkami chrzestnymi itd. U większości z nas w rodzinie czeka jakieś dziecko, czeka na tą pierwszą gwiazdkę, czeka na Mikołaja w wielkich saniach i potem z wypiekami na buzi otwiera to wyczekane pudełko.

Nas dorosłych rozczula fakt, że dziecko tak naiwnie wierzy, że ten Mikołaj i te Elfy takie sprytne, tak potrafią zapamiętać, które dziecko na świecie, co napisało w liście. Że zdążą to wszystko zrobić, zapakować i porozwozić na czas, a przecież świat jest taki ogromny i tyle dzieci czeka.

Lubimy sprawiać dzieciom radość, bo tylko one tak spontanicznie ją okazują- piszczą, skaczą, w oczach maja iskierki szczęścia, że się spełniło. Moglibyśmy tę gwiazdkę urządzać im codziennie.

No i tu należy się zatrzymać, widzimy czerwony alert i hasła- rozpieścisz, wychowasz roszczeniowego darmozjada, nie doceni, bo ma za dużo itd.

Zauważyłam, że pokolenie naszych rodziców, czyli dzisiejsi dziadkowie, czują się przytłoczeni zawartością i wyglądem pokoi dziecięcych. Gubią się wśród niekończących się sklepowych regałów z zabawkami, a tam wszystko świeci, gra, chodzi, gada, strzela. W okresie przedświątecznym daje się słyszeć nerwowe dialogi- może to, a może jednak nie, to już ma, to widział w reklamie i mu się podobało, a w ogóle, to te dzisiejsze dzieci wszystko już mają do cholery jasnej. Jak sprawić radość dzieciakowi, który ma wielki pokój wręcz przygnieciony zabawkami, gadżetami, książkami, nowinkami elektroniki? Rodzice z kolei w desperacji narzekają- tyle ma, a niczym się nie bawi, nie docenia, nie szanuje, nie zdaje sobie sprawy, że my wzdychaliśmy w żałości z nosem przylepionym do okna wystawowego Pewex-u, a w naszym (jeśli ktoś takim dysponował, bo ja nie bardzo) pokoju zabawkowe trofea, to był miś wypchany trocinami, Kostka Rubika, plastikowe lalki z ruchomymi oczkami i Chińczyk (gra planszowa, jakby kto nie wiedział ;)).

Mało się miało, to się szanowało.  Nie wymagajmy od dzisiejszych kilkulatek, żeby z namaszczeniem i delikatnością anioła traktowały lalkę, skoro mają takich podobnych kilkanaście lub więcej. Do tego doskonale wiedzą, że przy każdej okazji dostaną kolejne.

Zasypujemy prezentami i chcemy takiej atencji i takiego traktowania naszych podarunków, jak niegdyś. Bo jesteśmy sentymentalni, bo ciężko na to wszystko pracujemy, bo chcemy widzieć w naszych dzieciach osoby, które potrafią to docenić.

               Nie znam recepty na te nasze rozterki, sama mam z tym problem i szczególnie w grudniu dopadają mnie te refleksje na temat konsumpcyjnego trybu życia, jaki prowadzimy.

Od jakiegoś czasu mamy pewne zasady i rytuały, które są cykliczne i dziecko się już do nich przyzwyczaiło.

Taka ściąga dla tych, którzy szukają sposobów na to całe szaleństwo.

  1. Nie kupuj rzeczy, które podobają się tobie, tylko rozmawiaj z dzieckiem. Maluchy mają swoje etapy, nie zawsze zgodne z rynkowymi nowościami, nie zawsze kompatybilne z kodem płci lub wieku. Nie każdy chłopiec kocha motoryzację, mój bez entuzjazmu patrzy na dziesiątki aut na sklepowych półkach. Jedyne środki transportu, jakie go od zawsze interesowały, to te latające. Helikoptery, samoloty rozmaitego rodzaju, tego nie odda za skarby świata. Jak obserwujesz swoje dziecko i rozmawiasz z nim o tym, co go interesuje, to szybko zorientujesz się, czy masz typ konstruktora, typ reżysera scenek, czy typ odtwarzacza rzeczywistości. Ten pierwszy tworzy, drugi odgrywa sytuacje rożnymi ludzikami, figurkami, trzeci przebiera się i sam wchodzi w rolę- kucharza, policjanta, pielęgniarki, księżniczki itp. Pierwszemu kupuj klocki i zabawki konstrukcyjne, zestawy kreatywne, ale jego ucieszy też blok rysunkowy i nowe, fajne kredki. Drugiego zachwycą budynki z ludzikami, garaże z małymi pojazdami, zestawy figurek. Trzeciemu podaruj stroje i gadżety bohaterów, w których lubi się wcielać, zestawy ciastoliny typu „Dentysta” itd. Uwaga… typ zabawy w dzieciństwie to ważna podpowiedź w kwestii zawodowych predyspozycji. 🙂
  2. Regularnie razem z dzieckiem segreguj jego rzeczy, ucz go, że przestrzeni się nie zagraca. My przynajmniej raz na pół roku dzielimy zabawki na te, które lubi i nadal chce się nimi bawić, te do sprzedania i te do oddania dla dzieci, które mają mniej, bo mają trudniej w życiu. Nie ma sensu izolować dziecka od takich informacji- są dzieci, które ciężko chorują, są takie, które nie mają rodziców i takie, których rodzice nie mają pieniędzy na zabawki i nowe ubrania. Za tym musi iść opowieść, bo dziecko zapyta, co się może zdarzyć, że ktoś ma tak ciężko i czy jemu też może się coś przytrafić. Mój syn z pozoru nie przeżywa takich rozmów, ale potem nagle wraca do tematu, pamięta, dopytuje i jednak… przeżywa. Życie to nie bańka idealnego bytu, nie okłamujmy naszych dzieci. A dlaczego niektóre rzeczy sprzedajemy? To dobrze buduje wyobraźnię na temat pozyskiwania środków i wykorzystywania ich. Taki kilkulatek umie sobie przekalkulować, że coś jest drogie, a coś tańsze. Zna różnicę między wartością rzeczy używanych i nowych.

Nasz niedawny dialog:

– mamo chciałabyś taką nową Toyotę Yaris, jak ma ciocia Ania?

– hmmm, może bym chciała, nie wiem,

– no to sprzedaj swoją i kup sobie nową, będzie super,

– Borys, co ty gadasz?

– Faktycznie, głupoty gadam, za starą nie dostaniesz tyle pieniędzy, żeby ci starczyło na nową, no to nie będzie super jednak.

Regularna czystka ma wielką zaletę- dziecko się tym chętniej bawi zabawkami, im mniej ich ma. Sprawdź, będziesz w szoku, że to działa!

  1. Pokazuj maluchowi, że są rzeczy warte swojej ceny i te, które są absolutnym oszustwem na naszej kieszeni i naszych nerwach.

Nie twierdzę, że trzeba kupować drogie zabawki, ale jak już kupujesz drogie, to przynajmniej zwracaj uwagę na ich jakość i bezpieczeństwo. Tu niestety działa metoda drastyczna, jak chciał badziewie i się po tygodniu zepsuło, nie kupisz kolejnego, niech nosi w sobie ten żal do producenta i całego świata i niech zrozumie, że są rzeczy, których kupować nie powinniśmy, bo zawsze kończy się buzią mokrą od łez. Chińskie zabawki na licznych straganach w turystycznych miejscowościach, podrabiane klocki typu Lego, gdzie nic się ze sobą nie łączy i nie trzyma kupy, a to przecież wszystko też kosztuje. Pokazuj dziecku zabawki polskich producentów, które kosztują czasem niewiele, a są solidnie zrobione, nie mają licencji Disney Pixar może, ale wcale nie są od tych licencjonowanych gorsze pod względem jakości, a często wręcz przeciwnie.

Bardzo chciałabym, żeby za ceną zawsze szła jakość, ale już wiem, że w świecie zabawek to nie do końca działa tak, jak w świecie konfekcji czy obuwia.

  1. Czasem każ mu na coś poczekać lub nazbierać pieniądze. Tak od około czwartego roku życia dzieciak zaczyna rozumieć znaczenie pojęcia „cierpliwość”. Nie zawsze w życiu wszystko mamy „na już”, a to wyczekane lepiej smakuje, bardziej to doceniamy i pamiętamy. Mój syn długo gromadził środki na wymarzony zestaw Lego. Musiał coś sprzedać, dołożyć ze skarbonki, policzyć, potem poszukać z tatą najlepszej ceny, by mu starczyło, a potem wyczekiwać kuriera… a ten kurier to już prawie był jak Mikołaj z bandą Elfów, taki wyczekany. 😉

       Ja wiem, chciałbyś dać tej jednej z najważniejszych istot w twoim życiu wszystko, czego pragnie i to natychmiast. Gdy Cię na to nie stać, cierpisz i stajesz na głowie, by spełnić jego pragnienia, by nie czuło się gorsze od rówieśników. A jak cię stać, to pobiegłbyś natychmiast do sklepu, a miejsce pod choinka zapełnił dziesiątkami prezentów. Pamiętaj jednak, że każdy człowiek musi mieć marzenia, nie zabieraj maluchowi tej satysfakcji czekania, tej niepewności, tej ekscytacji i tego smaku…

Obdarujcie dzieci, wnuki, chrześniaków, siostrzeńców, bratanków… przede wszystkim sobą, swoją obecnością i uwagą. 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *