Pokolenie internetowego chowu wchodzi na rynek pracy! Przepaść między nimi, a nami jest niewyobrażalna.

               Aspiracje, predyspozycje, kompetencje, kontakty, umiejętności interpersonalne, prezencja… oni to wszystko wiedzą, bo kładzie się im to do głowy już w szkole. Sama prowadzę zajęcia z doradztwa zawodowego w klasach siódmych szkoły podstawowej, pracowałam z gimnazjalistami, sporo rozmów z nimi odbyłam, sporo ankiet wypełnili, bym mogła poznać ich oczekiwania i najlepiej dostosować program do ich stanu wiedzy i potrzeb. Już na tak wczesnym etapie widać, jaki będzie ten pracownik „nowej generacji”, „pokolenia z”, czy jakkolwiek ich nazywają specjaliści. To nie łatwe zadanie- urealnić ich oczekiwania, ale nie stłamsić ambicji i wiary w swoje możliwości. Pokazać różne drogi i opcje, wprowadzić w świat uniwersalnych oczekiwań dzisiejszych pracodawców. To trochę jak godzić światy równoległe!

Często miewam wrażenie, że najważniejsza, taka podskórna lekcja, jakiej próbuję im udzielić, nosiłaby temat- życie, to nie serial, nie każdy youtuber, to milioner i nie każda korporacja, to koncern Google.

Już bardzo młodzi ludzie mają dziś ogromne możliwości. Sprawnie komunikują się z całym światem, są globalnie cyberuspołecznieni, taki sobie neologizm stworzyłam, a co, wolno mi. 🙂

Pozytywnie rokują też w kwestii świadomego unikania pracoholizmu, balansu życia zawodowego i prywatnego, dbania o formę fizyczną i psychiczną. Oni nie będą zapuszczać korzeni w miejscu pracy, nie staną się częścią korporacyjnego ekosystemu. Będą oferować swoje umiejętności, negocjować elastyczne godziny pracy, a ewentualne zwolnienie nie wygeneruje w nich takiego stresu, jak to się dzieje z przedstawicielami mojego pokolenia.

Oni też zdają sobie sprawę, że sam papier ukończenia wyższej uczelni nie spowoduje magicznie, że w życiu im się powiedzie. Ta wartość się zdewaluowała. Chcą być fachowcami, chcą być potrzebni, chcą być poszukiwani i odpowiednio w przyszłości wynagradzani.

Świetnie! Tylko o jednej rzeczy ta nowa generacja zapomina… nic nie musi wydarzyć się natychmiast, a twardy, odporny na porażki tyłek jest potrzebny każdemu, kto chce ryzykować i stawiać na nieszablonowe rozwiązania.

W polskich serialach każdy młody prawnik ma wypasione mieszkanko w centrum Warszawy, Wrocławia, Poznania itd. Ma też służbowe auto i kartę do najlepszego klubu typu Fit&Body.

Każdy idol z youtuba tak zupełnie przypadkiem i bez wysiłku dorobił się kasy i teraz już nic nie musi. Każda młoda kobieta godzi dochodową pracę z bujnym życiem towarzyskim, a następnie staje się perfekcyjną matką, żoną, kochanką i przede wszystkim spełnioną kobietą sukcesu, cokolwiek to znaczy.

No i dochodzimy do sedna- każdy szef to ma być nasz kumpel, z którym świetnie się pracuje, który nam odpuszcza, jak mamy kaca, który nie wymaga nic ponad standardowy przydział obowiązków, który hojnie obdarza nas służbowymi akcesoriami i regularnie docenia za pomocą wielozerowych premii kwartalnych. Każdy inny szef niech się strzeże, bo pokolenie „z” bardzo szybko wyciąga z rękawa argumenty typu mobbing, molestowanie, nierówne prawa, łamanie kodeksu pracy itd. Oni znają dobroczynny wpływ kozetki u psychoterapeuty i zalety długotrwałego L4 od psychiatry. Są wrażliwi na swoim punkcie, znają swoje prawa, wiedzą, jak obejść wymagania.

Największy problem tej generacji, to nieprzyjmowanie do wiadomości faktu, że trzeba się na początku trochę napracować, trzeba z czegoś zrezygnować, trzeba ważyć siły na zamiary i chcieć uczyć się od tych, którzy już trochę sobie ten tyłek poobijali, a przede wszystkim umieć spokojnie przyjmować krytykę.

Młody człowiek, ciekawy ludzi i świata, do którego wkracza! Takiego pracownika potrzebuje dzisiejszy menager, przedsiębiorca itd. Świeży pracownik, który chce i czerpać i dawać od siebie, który chce zrozumieć sens i misję firmy, której ma być częścią. Naprawdę, jaskrawo pomarańczowe worki sako na korytarzach i pokój socjalny z najdroższym na rynku ekspresem do kawy, nie jest najważniejszym elementem firmy.

Motywatorem do pracy nie może być służbowy IPhone i nielimitowany dostęp do portali społecznościowych w godzinach i miejscu pracy.

Młody pracowniku, dobrze Ci radzę z całego serca- nie pytaj o takie rzeczy na rozmowie kwalifikacyjnej! Jak już musisz, to zastanów się, jak to pytanie formułujesz.

W moim otoczeniu, wśród rodziny, znajomych są też pracodawcy i osoby na stanowiskach menadżerskich. Przeraża mnie fakt, że to, jakie pytania zadajecie wy młodzi, podczas rozmów kwalifikacyjnych, staje się rodzajem towarzyskiej anegdoty przy lampce wina. Przykład?

„Przyszedł na rozmowę młody człowiek, urodzony po 1990 roku, pewny siebie, błyskotliwy, komunikatywny, rozmowa toczyła się dość sprawnie, ubiegał się o stanowisko młodszego specjalisty w dużej korporacji, początkujący, dobrze rokujący z pozoru. Zapytany, co chciałby jeszcze wiedzieć odnośnie tego stanowiska, rozpoczął ciekawą, aczkolwiek kosmiczną dla nas tyradę pytań.

– jakiej marki samochód służbowy dostanę i czy będę miał limitowaną ilość paliwa do wykorzystania?

– czy będzie mi przysługiwało dedykowane miejsce parkingowe?

– czy są limity czasu pracy w trybie Home Office?”

I wiele innych.

No cóż, jedyne, co byli w stanie z siebie wydusić to jedno zdanie- do stanowiska, o które się pan ubiega, nie przewidziano służbowego samochodu, zatem i miejsca parkingowego.

Szkoda, że nie zapytał…. „czy przysługuje”, a nie „jakie przysługuje”!

Masz prawo pytać, ale rób to mądrze, by pytania  nie stały się roszczeniami.

               Ja wiem, że wielu z was chciałoby być, jak bohater serialu, czy książki o tych młodych wilkach w wielkich apartamentach i z czarną furą w podziemnym garażu. Wiem, że to dla was obciach mieć jakiś starszy model Huawei ( ja mam i lubię) zamiast najnowszego Blackberry. Do tego praca, która ma być czystą przyjemnością, bo wymagają ode mnie tylko tego, co lubię i umiem robić. Ty to wszystko możesz mieć w dość szybkim czasie, bo żyjesz w dobrych czasach! Konsumpcjonizm  w twoim pokoleniu nie jest powodem do wstydu.

Wszystko masz w zasięgu rąk, tylko nie wymagaj, że moje pokolenie poda Ci to na złotej tacy. Twój szef, to człowiek, dla którego jesteś kosmitą z innego świata. 🙂

Powodzenia!

 

4 komentarze

  1. Bardzo trafiony opis pokolenia z:) Warto jeszcze uzupełnić o jedną cechę – szybko się nudzą, tzn. po krótkim czasie stwierdzają że to praca nie dla nich, odpuszczają.

    1. Zgadza się. Oni dorastali i wychowywali się, mając w zasięgu ręki, natychmiast, to, czego chcą, co sprawia im fun, przyjemność. Nieznane im jest pojęcie „cierpliwość”, wszystko chcą już, końcowy efekt procesu chcieliby mieć na jego początku.
      Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *