Tak sobie zebrałam to do kupy wszystko i doszłam do wniosku, że żyjemy cholera (żeby nie dowalić bardziej) sterroryzowani przez przymus idealnego wizerunku dla mediów społecznościowych, dla znajomych, dla nieznajomych, dla przyjaciół, dla wrogów, dla całego gatunku homo sapiens. Wyścig wizerunkowy zawsze wymagał nakładu sił, nasze babcie i mamy też chciały dobrze wyglądać, bo sąsiadka pozazdrości, bo pan z piekarni spojrzy, jak mężczyzna, bo każdy chce się podobać w otoczeniu i nie ma w tym nic złego, taka nasza ludzka natura. Zadbany człowiek czuje się sam ze sobą lepiej, a i dla oka postronnych to miłe i pożądane.

Mam wrażenie, że dziś trzeba włożyć tysiąc razy więcej energii, środków i uwagi, by… jak najlepiej wyglądać na zdjęciach, które przecież cały świat (jak nam się skromnie zdaje) ogląda, które kliknie zaciekawiony znajomy Twojego znajomego.

Czytaj dalej

       

               Nie piszę o sobie. Moje spojrzenie nie raz wyrażało smutek, strach, irytację, zmęczenie, ale najczęściej radość, wzruszenie, miłość i nadzieję. Tak sobie myślę, że historia wyrazu mojej twarzy, to naprawdę pozytywny zapis emocji i życiowych doświadczeń przeplatany jedynie gorszymi chwilami. Teraz wiem, że to nic, że jestem szczęściarą, a prawdziwego strachu to ja nigdy w oczach nie miałam.

Czytaj dalej